piątek, 7 listopada 2014

Po zagładzie

Cień wschodzącego słońca

Kenzaburō Ōe, Masuji Ibuse, Haruo Umezaki, Tamiki Hara, Fumiko Hayashi

Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Liczba stron: 266





 
II wojna światowa, w przeciągu 6 długich lat, przez które panoszyła się po całym globie, zdołała dać się we znaki niemal każdemu mieszkańcowi naszej planety. Arenę konfliktu stanowiły kontynenty europejski, afrykański i azjatycki oraz wszystkie oceany. Walki dotknęły blisko 2 miliardy ludzi, a kilkadziesiąt milionów straciło życie. Wojna odcisnęła niezatarte piętno na świadomości pokoleń, które przeżyły jej piekło – część w obliczu przeżytych okropności pogrążyła się w milczeniu, zamykając wszystkie wspomnienia pod grubą skorupą niepamięci; inni natomiast odczuwali palącą potrzebę podzielenia się świadectwem upadku moralnego człowieka, co zaowocowało bardzo obfitymi ilościami literatury o tematyce wojennej oraz obozowej. W Polsce wydanych zostało wiele dzieł, pozwalających zapoznać się z II wojną światową z europejskiego punktu widzenia, ale nie brakuje publikacji, umożliwiających spojrzenia na ten krwawy konflikt z odmiennych perspektyw. Godny uwagi jest chociażby zbiór opowiadań japońskich pisarzy, zatytułowany Cień wschodzącego słońca, w którym zebrano utwory poświęcone II wojnie światowej, obrazujące jak wpłynęła ona na psychikę Japończyków.
Na tom składa się 5 opowiadań autorstwa Kenzaburō Ōe, Haruo Umezakiego, Tamikiego Hary, Fumiko Hayashi oraz Masujiego Ibuse. Wszystkie dzieła zostały przetłumaczone przez znakomitego polskiego japonistę, profesora Mikołaja Melanowicza. Uważam, że przy okazji Cienia wschodzącego słońca, warto przybliżyć sylwetkę tego polskiego tłumacza, który w 1997 roku został uhonorowany Orderem Świętego Skarbu, najwyższym japońskim odznaczeniem, przyznawanym cudzoziemcom. Na ogół sylwetka osoby dokonującej przekładu danego dzieła pozostaje poza marginesem czytelniczego zainteresowania – to tylko kolejna składowa wielkiego projektu zwanego książką, przy tworzeniu którego biorą udział całe zastępy ludzi. Ale postać profesora Melanowicza z pewnością zasługuje na znacznie więcej uwagi – to właśnie dzięki temu urodzonemu w 1935 roku w Piszczacu tłumaczowi, polski czytelnik ma możliwość zapoznania się z całą paletą współczesnych japońskich pisarzy. Melanowicz przełożył m.in. utwory Ryűnosuke Akutagawy, Sōsekiego Natsume, Jun’ichirō Tanizakiego, Yasunariego Kawabaty, Kenzaburō Ōe, Kōbō Abe czy Shűsaku Endō. Ponadto Melanowicz jest autorem trzytomowej Literatury japońskiej, najważniejszego źródła wiedzy na temat literatury z Kraju Kwitnącej Wiśni. Profesor współpracował z licznymi polskimi wydawnictwami – Państwowym Instytutem Wydawniczym, MUZA S.A., Wilgą czy Książką i Wiedzą. To właśnie na łamach tej ostatniej oficyny w roku 1972 ukazał się Cień wschodzącego słońca.
Wraz z młodszym bratem rozdrapywałem kawałkiem drewna pulchne, cuchnące tłuszczem i popiołem palenisko w tymczasowym krematorium na dnie doliny. Pierwsze zdanie Zdobyczy, przesycone głębokim naturalizmem, od którego unosi się głęboki odór przekazywanej treści, nie pozostawia żadnych wątpliwości co do personaliów autora opowiadania otwierającego zbiór. Jest nim znany mi dobrze za sprawą Futbolu ery Man’en oraz Sprawy osobistej, laureat literackiej Nagrody Nobla, Kenzaburō Ōe. W Zdobyczy, za którą otrzymał nagrodę Akutagawy, pisarz w interesujący sposób odmalowuje życie codzienne japońskiej wsi w czasie II wojny światowej. W oczy rzuca się izolacja mieszkańców osady, która decyduje o tym, że toczący się konflikt zbrojny objawia się poprzez sukcesywnie ubywające ręce do pracy (wiąże się to z powoływaniem młodych mężczyzn do armii), sporadyczne przeloty amerykańskich samolotów oraz regularne powiadomienia z frontu o chwalebnej śmierci w obronie ojczyzny jednego z współplemieńców. Centralnymi postaciami utworu są dzieci, których warunki bytowe zostały starannie odmalowane. Często są one pozostawione samopas, bez należytej opieki starszych, w związku z czym uroki życia poznają na własną rękę. Uwagę przykuwa brak autorytetu, który wyjaśniłby, jakie postępowanie jest właściwe, a jakie godne nagany i napiętnowania. Wiąże się z tym postępująca demoralizacja – wulgarny język, nagie kąpiele grupowe i towarzyszące im zabawy cudzymi narządami płciowymi, grzebanie wśród spopielonych zwłok w celu odnalezienia kosteczek o niecodziennych kształtach, które można by nosić jako odznakę na piersi czy oddawanie moczu przez okno to tylko kilka przykładów. Akcja opowiadania rozpoczyna się w momencie, kiedy to tych dwóch światów, świata dzieci oraz świata dorosłych, wkracza niespodziewany i egzotyczny przybysz. Zdobycz uzmysławia, że nawet w okresie walk, kiedy następuje gwałtowne przewartościowanie moralnych reguł i zasad, gdy wróg kojarzony jest wyłącznie jako maszyna do zabijania, pozbawiona uczuć i tożsamości, tlą się ludzkie odruchy, które jednak brutalna wojenna rzeczywistość może zgasić jednym, gwałtownym dmuchnięciem. Utwór to także gorzkie rozczarowanie dorosłością, która zdolna jest poświęcać życie niewinnych istot w imię wyższych, nieraz górnolotnych, ale przeważnie absurdalnych celów, która uprzedmiotawia i ubezwłasnowolnia człowieka. W duszy głównego bohatera, pierwszoosobowego narratora będącego na progu dojrzałości, jeszcze przed jej osiągnięciem, zasiane zostają ziarna zwątpienia, podsycane dodatkowo przez poniżenie oraz doznane krzywdy. Wisienką na torcie Zdobyczy jest wspaniałe pióro, którym Kenzaburō Ōe posługuje się z gracją oraz ogromną wprawą. Malowane słowem obrazy można podziwiać niespiesznie i leniwie, sycąc się ich głębią oraz kompozycją – Niebo, smętna szarość brzemienna w barwę pomarańczy, zaciskało się coraz niżej nad doliną.
Drugim literatem, którego mamy okazję poznać jest Haruo Umezaki. Żyjący w latach 1915 – 1965 artysta był absolwentem studiów japonistycznych na Uniwersytecie Tokijskim. Jeszcze w trakcie nauki rozpoczął on swoją karierę, debiutując w 1939 roku opowiadaniem zatytułowanym Uczta na wietrze. W 1942 roku Umezaki został powołany do wojska, z którego jednak został szybko zwolniony z uwagi na chorobę płuc. W 1944 roku, kiedy sytuacja na froncie ulegała gwałtownemu pogorszeniu, Umezaki został ponownie wcielony do armii. Tym razem nie udało mu się wywinąć od służby – jako żołnierz korpusu piechoty morskiej w Sasebo pełnił funkcję szyfranta. Wojenne przeżycia stały się kanwą dla dalszej twórczości Umezakiego – w oparciu o własne doświadczenia powstało opowiadanie Wiśniowa wyspa, które weszło w skład zbioru Cień wschodzącego słońca. Narratorem a zarazem głównym bohaterem utworu jest bosman Murakami, który w 1945 roku zostaje oddelegowany na Sakurajimę, niewielką wulkaniczną wyspę, zlokalizowaną na samym południu japońskiego archipelagu. W opinii wojskowych strategów Wiśniowa Wyspa wkrótce padnie ofiarą amerykańskiego desantu. Odparcie ataku wroga jest niemal niemożliwe – brakuje odpowiedniego sprzętu, zaopatrzenia, amunicji. Flota wojenna niemal przestała istnieć, podobnie jak lotnictwo. Ostateczną bronią są już tylko samobójcy pilotujący myśliwce oraz specjalne żywe łodzie-torpedy. Ich jednostki oraz załoga stacjonują właśnie na Sakurajimie. Pozostali żołnierze, uzbrojeni głównie w bagnety, podobnie jak cała ludność Japonii, powinni walczyć do ostatniej kropli krwi, raczej ginąc, aniżeli poddać się i dostać się do niewoli najeźdźcy. Utwór cechuje się poczuciem melancholii oraz świadomością beznadziejności własnego położenia. Śmierć jest nieuchronna, a jej nadejście zdaje się rychłe. Murakami, podobnie jak reszta żołnierzy przeżywa nerwowe chwile oczekiwania na nadejście końca, pozbawiony nadziei, która powinna przecież umrzeć ostatnia. Obok głębokiego fatalizmu, wyczuwalny jest również pacyfistyczny wydźwięk dzieła. Wojsko kojarzy się Murakamiemu głównie z upokorzeniami, niesprawiedliwością, niezrozumiałymi decyzjami, bezwzględną, czasami wręcz irracjonalną dyscypliną, które sukcesywnie prowadzą do upodlenia i odczłowieczenia jednostki, zamieniając żołnierza w armatnie mięso, bez mrugnięcia okiem przyjmujące rozkaz o zlikwidowaniu wroga bądź podjęciu samobójczych działań. Wiśniowa Wyspa, przypomina próbę walki z militarnym kultem, jakim otaczani są wojenni bohaterowie. Ludzie, którzy idą na spotkanie śmierci z pogodą, nie zawsze robią to z kryształowym sercem i nie zawsze w sytuacji pozbawionej dwuznaczności to swoista demitologizacja bohaterów i herosów, bezrefleksyjnie siejących zniszczenie w imię abstrakcyjnych celów. Wyraźnie widoczny jest także strach przed bezsensem, nielogicznością działań kapryśnego losu – Haruo Umezaki uzmysławia, że większość z nas podświadomie dąży do odnalezienia ładu, sensu, porządku świata, które pozwoliłby zrozumieć, dlaczego ludzie umierają, dlaczego życiowa ścieżka urywa się w tym, a nie innym miejscu, kiedy wydaje się, że dany osobnik miał jeszcze tyle do zrobienia. Utwór jest bardzo przejmujący, silne odczucie niepokoju, którego fundament stanowił prawdopodobnie rozstrój nerwowy autora, jest wręcz namacalne, a w tle zdaje się krążyć brak wiary w ludzkość i cywilizację, która doprowadziła do prawdziwej hekatomby, co świetnie wyrażają słowa: Przyroda była piękna, a zgliszcza tego, co zbudował człowiek, były pokraczne i brzydkie.
Następnym pisarzem, z którym ma okazję zetknąć się polski czytelnik jest Tamiki Hara, żyjący w latach 1905 – 1951. Urodzony i wychowany w Hiroszimie artysta studiował anglistykę na Uniwersytecie Keiō w Tokio. W latach 30-ych zaangażowany w organizacjach lewicowych, które uległy jednak zdelegalizowaniu i niemal całkowitemu rozbiciu w obliczu agresywnego nacjonalizmu. W czasie wojny pisarz mieszkał w Chibie, ale po śmierci małżonki w 1944 roku postanowił powrócić do rodzimego miasta, stając się jednym z wielu świadków i uczestników jego atomowej zagłady. O przeżytych okropnościach i chwilach rozpaczy opowiada znakomite dzieło Kwiaty lata. Utwór z uwagi na podejmowaną tematykę niemal z miejsca przywodzi Czarny deszcz, powieść Masujiego Ibuse traktującą o destrukcji Hiroszimy. Kwiaty lata to równie przejmująca relacja człowieka, którego świat uległ drastycznej i nieoczekiwanej zmianie w przeciągu kilku piekielnych sekund – bohater a zarazem pierwszoosobowy narrator wybiera się na spóźnioną poranną toaletę, a kiedy udaje mu się opuścić łazienkę, okazuje się, że rodzinne miasto zamieniło się w płonące zgliszcza. Przedmioty, które stanowiły fundament codzienności, w pewnym stopniu definiujące tożsamość człowieka zostały obrócone w nicość, uszkodzone, albo skazane na zagładę pośród chciwych jęzorów ognia. Proza Tamikiego Hary fosforyzuje bezradnym gniewem wobec absurdalności, jakie gotuje dla nas los, w obliczu bezsensownego, totalnego zniszczenia. Piekielne sceny, które składają się na to krótkie opowiadanie, wypełnione poparzonymi i zniekształconymi zwłokami oraz dramatem ludzi, poszukujących zaginionych bliskich zdają się tworzyć spazmatyczny szkic nicości.
Połyskujące odłamki
i srebrzysty popiół
niby rozległa panorama –
niesamowity rytm ludzkich zwłok
            spalonych, czerwieniejących:
Czy to wszystko się wydarzyło?
            Czy mogło się wydarzyć?
Świat obdarty ze wszystkiego w jednej chwili.
Obok przewróconego tramwaju
– rozdęty brzuch konia
– i woń dymiących kabli.
W prezentowanym zbiorze nie zabrakło także kobiecego spojrzenia na smutną wojenną rzeczywistość, które zapewniła Fumiko Hayashi i jej Kości. Żyjąca w latach 1904 – 1951 japońska artystka to autorka o niezwykle interesującym życiorysie. W młodości często zmieniała ona miejsce zamieszkania z racji faktu, że zarówno jej ojciec jak i ojczym pracowali w charakterze domokrążców. W 1922 roku Fumiko Hayashi razem z przyjacielem osiadła w Tokio, ale idylla dwójki młodych ludzi nie trwała długo – chłopak nie otrzymał zgody od swojej rodziny na poślubienie Fumiko, którą ostatecznie opuścił. Hayashi pozostała w Tokio, egzystując na granicy ubóstwa, pośród tokijskiej cyganerii. Z kręgu biedy udało jej się wyrwać dzięki własnej twórczości, która umożliwiła także zwiedzenie Chin, Mandżurii a nawet Europy. Jej opowiadanie Kości to historia Michiko, wciąż młodej kobiety, która w czasie wojny straciła męża. Po ukochanym pozostała jedynie urna na kości, w której jednak znajduje się tylko piasek. Po zakończeniu konfliktu to na barki Michiko spada ciężar utrzymania rodziny – małej córeczki, ciężko chorego na płuca, umierającego brata oraz przykutego do łóżka ojca. Ale w powojennej rzeczywistości trudno jest o dobrze płatne zajęcie, które pozwoliłoby wyżywić i zapewnić godziwy byt aż czterem osobom. Z tego powodu sytuacja zmusza kobietę do ostatecznego rozwiązania, jakim jest sprzedaż własnego ciała. Fumiko Hayashi dobitnie uświadamia czytelnikowi, że wraz z zakończeniem działań wojennych, wcale nie kończą się kłopoty ludności cywilnej, która w kraju dotkniętym zniszczeniem cały czas musi walczyć o przetrwanie. Głód, nędza, choroby zdają się wyzierać z każdego kąta, atakując najsłabszych, dla których egzystencja składa się z ciągłych wyrzeczeń, niedogodności i poniżenia. Plastyczny i bolesny obraz powojennych realiów.
Ostatnim autorem, który uzupełnia zbiór jest Masuji Ibuse. Jego sylwetkę przybliżyłem przy okazji lektury znakomitej powieści Czarny deszcz, będącą kroniką atomowej zagłady Hiroszimy. W tomie Cień wschodzącego słońca zaprezentowano opowiadanie Dowódca, które dotyka zupełnie innej tematyki. Głównym bohaterem utworu jest Yűichi Okazaki, tytułowy dowódca, który w trakcie wojny, na skutek nieszczęśliwego wypadku, doznał poważnego urazu głowy, skutkującego pomieszaniem zmysłów. Okazaki, jako niezdolny do dalszej walki, zostaje odesłany do rodzimej wioski, ale nawet po zakończeniu wojny, do poszkodowanego zdają się nie docierać informacje, że jest już po wszystkim. W umyśle Okazakiego konflikt cały czas trwa, a pojawiające się co pewien czas majaki oraz ułudy sprawiają, że życie młodych mężczyzn z wioski jest regularnie zakłócane przez nieobliczalnego szaleńca, zagorzałego sługę cesarza, który w dodatku uwielbiam urządzać ideologiczne pogadanki. Opowiadanie Masujiego Ibuse jest gorzkie, ale i mocno ironiczne. Yűichiego Okazakiego można uznać za symbol japońskiego militaryzmu (To był teatr pomyleńców. Chór mężczyzn w długich butach), który ostatecznie doprowadził Japonię do kosztownej klęski, diametralnie zmieniającej oblicze całego kraju, a wielu jego mieszkańców zmuszając do pełnej wyrzeczeń wegetacji.
Zbiór jako całość prezentuje się wybornie. Wszystkie opowiadania zazębiają się wzajemnie, splatając się w wielowymiarowy i przenikliwy obraz wojennej oraz powojennej rzeczywistości, która wypełniona jest cierpieniem oraz poczuciem doznanych krzywd z rąk straszliwego żywiołu, rozpętanego przez człowieka. Tomik potwierdza także bolesną, ale odwieczną i niezmienną prawdę, że skutki wszelkiego typu konfliktów oraz walk zbrojnych najdotkliwiej odczuwają najsłabsi i najbiedniejsi, a sama wojna nie jest niczym innym jak tylko napierającą falą dehumanizacji, zezwierzęcenia oraz brutalności. Człowiek zostaje przez nią porwany, wchłonięty – nawet jeśli uda mu się cało opuścić tryby tej okrutnej machiny, to na psychice zawsze pozostaje głęboka skaza.

Wasz Ambrose

Tekst bierz udział w wyzwaniu Japonica:

Wyzwanie Japonica 

22 komentarze:

  1. Lubię takie książki. Bardzo są potrzebne, choćby jako otrzeźwienie po lekturze „patriotycznych” „dzieł”. Tematyka zaś wieloaspektowej degeneraci, jakiej podlegają wszystkie państwa biorące udział w wojnie, na świecie coraz odważniej podnoszona, u nas jakoś nie może się przebić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem fanem pozycji, które w pełni obnażają bezsens prowadzonych wojen, a w szczególności ich "krwawe" oblicze. Degeneracja, odczłowieczenie, dehumanizacja, jakkolwiek to nazwać, to proces ten kwitnie szczególnie bujnie w trakcie działań wojennych, które działają niczym katalizator wyzwalający najniższe człowiecze instynkty.

      Usuń
  2. Będę chciała to przeczytać, choć żałuję, że tylko jedno opowiadanie z tego zbioru wyszło spod pióra kobiety.
    Kenzaburo Oe tematykę wojenną poruszył też we wstrząsającej książce pt. "Zerwać pąki, zabić dzieci", którą bardzo Ci polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, japońskie pisarki nie cieszą się zbytnią popularnością na naszym rynku. Regularnie wydawana jest Hiroki Kawakami, przetłumaczono także dwie powieści Banany Yoshimoto, PIW wydał też jeden utwór Hisako Matsubary. Reszta to opowiadania ukryte w zbiorach.

      "Zerwać pąki, zabić dzieci" - odkąd tylko przeczytałem Twoją recenzję, mam zamiar przeczytać ten utwór :)

      Usuń
    2. Nie pisałam recenzji tej książki, ale chwaliłam ją w komentarzach :)
      Z japońskich pisarek wydawanych u nas kojarzę jeszcze Natsuo Kirino i Yōko Ogawę.

      Usuń
    3. Ops, chyba trochę poniosła mnie fantazja :) Musiałem pomylić się z tekstem Sebastiana, poświęconym tej lekturze i przypisać go Tobie. Przepraszam :)

      Faktycznie, zapomniałem o Yōko Ogawie (O "Muzeum ciszy" na pewno pisałaś), a Natsuo Kirino tworzy chyba kryminały :)

      Usuń
  3. Literatura japońska. Brzmi egzotycznie, choć problem poruszany w książce taki nie jest. Przy nadarzającej się okazji na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wojna to temat ponadczasowy oraz międzynarodowy, który dotyka niemal każdej nacji, powodując te same moralne spustoszenia. Wydaje mi się, że to ciekawe, spojrzeć na tę tematykę z różnych, nawet nieco egzotycznych, perspektyw. Serdecznie polecam :)

      Usuń
    2. To też dość często sięgam po wojenną i historyczną literaturę. Tak się składa, że mój ojciec ma bardzo bogatą biblioteczkę, z której z chęcią korzystam. Ja czytam jego książki, a on moje. I tak się wymieniamy. Z resztą to właśnie on zaraził mnie pasją czytania.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Prześwietna recenzja! Jak tylko skończyłem czytać od razu w swojej biblio zamówiłem książkę. Nie wiem czy zostanie przeczytana teraz (nie chciałbym się dołować jeszcze bardziej), ale jak zostanie zamówiona to będzie o sobie przypominać. A z literatury japońskiej to ja czytałem tylko Murakamiego, będzie dobra okazja poszerzyć horyzonty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, bardzo dziękuję za miłe słowa, czuję się mocno zmotywowany :) Bardzo się cieszę, że skusiłeś się na tę książkę, bowiem zbiór wydaje mi się bardzo, bardzo dobry. Teraz z niecierpliwością czekam na Twoje wrażenia płynące z lektury. Mam nadzieję, że utwór będzie dla Ciebie równie intrygujące, co dla mnie :)

      A co Murakamiego, to przygodę z prozą japońską także zaczynałem od lektury jego dzieł, ale przekonałem się, że pan Haruki to tylko wierzchołek góry lodowej :)

      Usuń
  5. Jak ważny może być tłumacz, świadczy to, że coraz częściej przyznaje się nagrody właśnie za przekład książek. Przyznam, że coraz częściej zwracam uwagę na nazwiska osób, które dokonują tłumaczeń. Choć z drugiej strony często słyszy się o tym, że wydawnictwa wolą zatrudniać studentów, niż osoby, które czegoś już dokonały - bo tak jest taniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W polskich wydawnictwach, oczywiście nie wszystkich, od pewnego czasu można zauważyć tendencję do koncentrowania się właśnie na tym "bo tak jest taniej" - przy czym oszczędności nie ogranicza się wyłącznie do tłumacza. Koszty kroi się także na redakcji, korekcie, a w konsekwencji jakość produktu końcowego (tak, w takich przypadkach należy mówić o produktach, towarach, etc.), jakim jest książka drastycznie spada. Niestety, ale oszczędności szuka się poprzez mniejsze wydatki związane z procesem wydawania książek i zapomina się, że w ten sposób łatwo stracić potencjalnego odbiorcę, jakim jest czytelnik. Ech, co tu dużo gadać, polski rynek wydawniczy to niezły bajzel, chociaż samo czytelnictwo, przynajmniej moim zdaniem, wbrew temu co usilnie lansuje się w mediach oraz prasie, trzyma się na całkiem niezłym poziomie.

      Ja od pewnego czasu również przywiązują większą uwagę do nazwisk tłumaczy, szczególnie jeśli dana pozycja nie jest przekładana z języka angielskiego :)

      Usuń
    2. Od literatury japońskiej jesteś już ekspertem...
      A co do książek, może gdy zaczniemy więcej narzekać na jakość, to coś się zmieni. W końcu jest duża konkurencja i nie tak łatwo utrzymać się na rynku, więc warto kupować tylko u najlepszych.

      Usuń
    3. Ha, ale z tym narzekaniem czy nawet konstruktywną krytyką wcale nie jest tak łatwo, bowiem wydawnictwa bardzo mocno dbają o swoje dobre imię. Wystarczy wspomnieć przypadek pewnej blogerki związany krytyczną recenzją poświęconą "Pamiętnikowi Diabła", książce opublikowanej na łamach oficyny Novae Res czy niedawne przygody Andrew z "Republiką Piratów" (ostatecznie tekst Andrew nie ukazał się jako oficjalna recenzja na portalu Lubimy Czytać, jak to początkowo było planowane).

      Usuń
  6. Na 100% zachwyciłabym się tym zbiorem :) Możliwe, że nie dostrzegłabym tylu szczegółów w nich, jak Ty, ale pewna jestem, że wiele dobrego wyniosłabym z ich lektury. Jak zwykle czytałam Twoja recenzję z ogromną przyjemnością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiem przypuszczać, że lektura faktycznie przypadłaby Ci do gustu :) Zebrane opowiadania posiadają wspólny mianownik, którym jest wojna, ale w żadnej mierze nie są do siebie bliźniaczo podobne czy utkane wg tego samego schematu. Każdy utwór to kolejna interesująca perspektywa, a całość wybornie się uzupełnia. Serdecznie polecam i dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  7. Poczytać o doznaniach wojennych Japończyków to z pewnością świetna sprawa, w końcu o rzadko czyta się książki wojenne pisane z perspektywy "wroga". Na dodatek na Japonię patrzymy głównie przez pryzmat Pearl Harbor, Hiroshimy i innych wyrywkowych zdarzeń. Zbiór zaznaczam do przeczytania.
    Od czasu do czasu w TVP Kultura zobaczyć można niezły film animowany "Grobowiec świetlików", także dotyczący II wojny światowej. On także pomaga spojrzeć na problem z innej perspektywy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, z tym wrogiem to tak nie do końca. Japończycy walczyli po stronie Niemców, ale jeszcze przed wybuchem I Wojny Światowej, w trakcie rosyjsko-japońskiego konfliktu, nawiązana została polsko-japońska współpraca, która trwała nawet po IX 1939 roku.

      A "Grobowiec świetlików" oglądałem parę lat temu i film wywarł na mnie ogromne wrażenie. Szczególnie podoba mi się jego wydźwięk, w moim mniemaniu mocno pacyfistyczny - świetnie ukazano straszliwą cenę, jaką za wojenne działania musi zapłacić ludność cywilna. Nie miałem pojęcia, że ta anime była emitowana w TVP Kultura - stacja zyskuje u mnie w tym momencie bardzo dużego plusa :)

      Usuń
    2. Patrzę na problem z szerszej perspektywy niż polska, bo nasz udział w wojnie był raczej skromny. Japończycy przez lata byli przedstawiani w b. negatywnym świetle (oczywiście mowa o historii) i mam wrażenie, że to przekonanie wciąż jest żywe. Tak czy owak, czytanie o wojnie z japońskiej perspektywy jest dla mnie dużą odmianą.
      TVP Kultura wiele fajnych rzeczy pokazuje, niestety łatwo umykają uwadze.;(

      Usuń
  8. Tłumaczenia często nie oddają wartości oryginału. Wiele razy już zetknęłam się z przetłumaczonymi pozycjami znając wcześniej oryginał i mogę odważnie stwierdzić, że niestety wybrano do przekładu nieodpowiednią osobę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, trudno oceniać mi pracę prof. Melanowicza, bowiem kompletnie nie znam języka japońskiego, ale uhonorowanie Orderem Świętego Skarbu jest chyba gwarantem dobrej roboty, wykonywanej przez tego Pana :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)