wtorek, 26 kwietnia 2016

Znużenie czytelnika czy wypalenie autora? – czyli Latarnik Camilli Läckberg




Camilla Läckberg


Latarnik

tytuł oryginału: Fyrvaktaren
cykl: Saga o Fjällbace (tom 7)
tłumaczenie: Inga Sawicka
wydawnictwo: Czarna Owca 2012



Kiedy przyszedł czas na siódmą część Sagi o Fjällbace pióra Camilli Läckberg zatytułowaną Latarnik, postanowiłem ten jeden raz odejść od wersji mówionej w interpretacji Marcina Perchucia, który dotąd nieodmiennie mnie zachwycał swym głosem. Sięgnąłem po wersję tradycyjną; papierową, drukowaną.

Läckberg jest lansowana w Polsce, i zdaje się nie tylko u nas, na następczynię Stiega Larssona. Nie wydaje mi się, by było to celne określenie, gdyż po pierwsze kanon, który stworzyła Camilla, jest krańcowo odmienny od stylu sławnego poprzednika, a po drugie w Skandynawii nie brak innych dobrych znanych pisarzy literatury kryminalnej na pewno nie gorszych od autorki Sagi o Fjällbace. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że Camilla Läckberg pochodząca z Fjällbaki, która w rodzinnej miejscowości osadziła akcję swego sztandarowego cyklu powieściowego, wypracowała własną manierę literacką, którą bardzo polubiłem. Nie tak doskonałą jak u Larssona, nie tak profesjonalną jak u Mankella, ale właśnie dającą się lubić; przyjemną i kobiecą. To ostatnie jest zresztą cechą wyraźnie wyróżniającą na tle większości znanych powieści kryminalnych. Ponieważ ostatnio odsłuchana odsłona cyklu – Syrenka – mniej mi się podobała od poprzednich, z tym większą ciekawością siadłem do tej; czy będzie lepsza, czy zmiana nośnika z audio na papier wpłynie na moją percepcję?





Jasna, letnia noc. Młoda kobieta wskakuje do samochodu. Chwyta kierownicę w zakrwawione dłonie. Wraz z synkiem ucieka do jedynego znanego jej bezpiecznego miejsca − na wyspę Gråskär nieopodal Fjällbacki.

Kilka dni później w swoim mieszkaniu zostaje zamordowany Mats Sverin, człowiek rzetelny i powszechnie lubiany, który po latach nieobecności powrócił do Fjällbacki, by zostać szefem gminnego wydziału finansów. Inspektor Patrik Hedström i policja w Tanumshede prześwietlają jego przeszłość i na jaw wychodzą rozmaite tajemnice. Okazuje się, że mężczyzna przed śmiercią odwiedził Gråskär, nazywaną przez okolicznych mieszkańców Wyspą Duchów ‒ nawiedzaną przez umarłych, którzy mają coś do przekazania żywym...


Tyle notka wydawcy na okładce i na tym poprzestanę; nie ma sensu zdradzać dalszych elementów fabuły, gdyż i tym razem, jak poprzednio, intryga kryminalna nie jest najmocniejszym elementem powieści. Nie wydała mi się szczególnie przekonująca, a znany już z wcześniejszych książek zwyczaj wstawiania w tkaninę teraźniejszości elementów z przeszłości wydaje się tym razem zabiegiem nie do końca uzasadnionym.

Na szczęście te rysy, które tradycyjnie mi się w cyklu podobały, czyli wyraziste sylwetki głównych postaci, umiejętnie ukazane tło społeczne szwedzkiej prowincji, realistyczne procesy socjologiczne i psychologiczne oraz wątek kobiecy, czyli dzieci i sprawy domowe, rodzinne, nadal stanowią znaczące elementy powieści, podobnie jak warstwa obyczajowa.

Na szczęście, gdyż w innych aspektach nie jest za wesoło: całość jakoś się rozłazi. Mimo poruszenia ważkich problemów społecznych, głównie przemocy w rodzinie, brak jakiegoś wyznacznika, motywu wiodącego, czegoś, co by nadało powieści charakter. Jakby ktoś pisał ot tak, by pisać, nie wiedząc dokładnie co chce powiedzieć i co dla niego najważniejsze.

Raziło mnie również mnóstwo patologii i zła z korzeniami w przeszłości; przecież na ogół sami je do siebie zapraszamy, niezależnie od startu, który wyznaczył nam los, choć oczywiście gorsze dzieciństwo niczego nie ułatwia.

Nie brak w książce celnych uwag i mądrych prawd, ale czegoś naprawdę odkrywczego trudno się tym razem doszukać. Ot, takie sobie powielanie komunałów.

Ciekaw jestem, czy faktycznie autorka obniża poziom lotów, czy też to ja już jestem znużony czytaniem po kolei jej książek. Na wszelki wypadek zrobię sobie od niej na jakiś czas przerwę...

...ale wrócę, bo mimo wszelkich mankamentów, Latarnika czytało się jednak z przyjemnością, a o to przecież przede wszystkim chodzi


Wasz Andrew


Saga o Fjällbace:

  1. Isprinsessan (2003) Księżniczka z lodu (2009)
  2. Predikanten (2004) Kaznodzieja (2010)
  3. Stenhuggaren (2005) Kamieniarz (2010)
  4. Olycksfågeln (2006) Ofiara losu (2010)
  5. Tyskungen (2007) Niemiecki bękart (2011)
  6. Sjöjungfrun (2008) Syrenka (2011)
  7. Fyrvaktaren (2009) Latarnik (2011)
  8. Änglamakerskan (2011) Fabrykantka aniołków (2012)
  9. Lejontämjaren (2014) Pogromca lwów (2015)


2 komentarze:

  1. Podobnie jak Ty czytałam tę serię w ciągu. I podobnie jak Ty od Syrenki poczułam znużenie i rozczarowanie. Z jednej strony dostawalam to czego chciałam, jakieś takie ciepło opisywanej codzienności, ale wartswa kryminalna już mi się nie kleiła. Obstawiam spadek formy autorki, bo czytając inne serie, jedną za drugą, czegoś takiego nie doświadczyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się mylisz, choć nadzieja jest... ;) Na wszelki wypadek zrobię sobie na razie od Sagi odpoczynek :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)