środa, 2 maja 2012

Grzechy hetmańskie



Grzechy hetmańskie czyli obrazy z końca XVIII wieku to jedna z nieco bardziej już dziś zapomnianych powieści, być może najpłodniejszego twórczo z polskich pisarzy, Józefa Ignacego Kraszewskiego. Tytuł mniej więcej informuje nas o umiejscowieniu akcji powieści w czasie. Dokładniej jest to rok 1763. Rok wielkich wydarzeń; walki o władzę, przygotowywanego przez Familię* zamachu stanu i śmierci króla Augusta III Sasa.


Głównym bohaterem powieści jest Teodor Paklewski, jedyny potomek ubogiej szlacheckiej rodziny, której całym majątkiem jest biedna wioska Borek nieopodal Białegostoku. Młodzieniec, pobierający nauki w Warszawie, musi powrócić w rodzinne strony w związku ze śmiercią ojca i tam hetman Franciszek Ksawery Branicki, pan na Białymstoku i okolicy, próbuje go skaptować dla swych planów wsparcia stronnictwa Sasów w walce o tron Polski. Młodzieniec, początkowo na żądanie matki, a potem z wyboru, oddaje swe usługi wrogom Branickiego - Czartoryskim. Zakochuje się w pięknej generałównie i... Co dalej poczytajcie sami.

Być może powieść nie prezentuje jakiegoś nadzwyczajnego poziomu, ale jest bardzo przyjemną lekturą, nawet wciągającą. Autor porusza się dobrze w tle historycznym, w którym osadził fabułę. Nic dziwnego skoro w czasie, gdy tworzył, nie minął od opisywanych wydarzeń nawet wiek. Archaiczny dla nas język, jakim rzecz jest napisana, mile odróżnia się od współczesnego nam słownictwa, nawet tego stylizowanego na staropolskie. Mamy tu wszystko, co potrzebne dobrej powieści: gwałtowne wydarzenia, rodzinne tajemnice, szlacheckie zajazdy i wielką miłość, a w tle knowania wielkiej polityki i zakulisowe machinacje. Wszystko przyjemne w odbiorze choć dość schematyczne, raczej solidne rzemiosło literackie niż wirtuozeria pióra.

Niestety, książka nie jest raczej ku pokrzepieniu serc. Sporo w niej postaci niesympatycznych, zwłaszcza w polityce. W trakcie lektury ma się smutne wrażenie, że dzisiaj w Polsce o dobrych ludzi jeszcze trudniej niż kiedyś, zwłaszcza na wyższych szczeblach drabiny społecznej. Nie napawa też optymizmem na przyszłość, odmalowana w Grzechach, coraz bardziej widoczna i dzisiaj, spolegliwość kleru wobec dystrybutorów bogactw doczesnych, a zwłaszcza godna napiętnowania zachłanność na profity władzy świeckiej wyższych hierarchów kościelnych.

Dla mnie przepięknym, słodziutkim smaczkiem są opisy Pałacu Branickich i dawnego Białegostoku. Tym, którzy mieli okazję poznać tą wspaniałą magnacką rezydencję z otaczającym ją parkiem i alejkami, powieść Kraszewskiego da nowy pogląd na znane zakątki. Teraz spacerując po nich jeszcze łatwiej będzie im na chwilę przenieść się w przeszłość i odczuć niepowtarzalną atmosferę Wersalu Północy, jaką musiał on błyszczeć w czasach największej świetności. Pozostałych być może skusi do odwiedzenia wciąż powracającej do dawnego piękna perły naszej architektury pałacowej. Inna sprawa, że ja osobiście wolę sobie w niej wyobrażać angielskich XIX wiecznych gentlemanów, którzy spacerują po parku w towarzystwie dam, niż naszych prostackich przodków tłoczących się w oparach wszechobecnej gorzały. No ale cóż, każdy naród ma taką historię, na jaką zasłużył. To, że romantyczne obrazki nie miały wiele wspólnego z tym pięknym pałacem nie jest winą Kraszewskiego.

Polecam Grzechy hetmańskie wszystkim, nie jako jakąś szczególną rewelację, ale jako dobrą powieść wartą przeczytania w wolnej chwili, by odpocząć od zalewającej nas anglosaskiej papki


Wasz Andrew



* stronnictwo prorosyjskie tworzone głównie przez Czartoryskich i Poniatowskich

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)