Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

sobota, 9 listopada 2013

"Futbol ery Man'en" Kenzaburō Ōe - Destrukcyjna ekspiacja

Okładka książki Futbol ery Man'en 

Futbol ery Man'en

Kenzaburō Ōe

Tytuł oryginału: Man'en-gannen-no futtoboru
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Współczesna Proza Światowa
Liczba stron: 308
 
 
 
To zaskakujące, a zarazem piekielnie intrygujące, jak bardzo różnią się pomiędzy sobą ludzkie istoty. Z biologicznego punktu widzenia należymy przecież do jednego gatunku, posiadamy identyczne narządy wewnętrzne, nasze ciało stanowi ten sam budulec organiczny, natomiast proces trwania, odbywający się dzięki przemianie materii, która zamieniana jest na energię, przebiega dokładnie w ten sam sposób u każdego ludzkiego osobnika. Mimo tych wszystkich podobieństw, człowiek, postrzegany jako istota myśląca, uczuciowa stanowi niepowtarzalną zagadkę nie do rozwikłania. Psychika ludzka to sfera, która w dalszym ciągu okryta jest grubym całunem tajemnicy. Zdarzają się sytuacje, w których podejmowane przez nas działania, intencje, jakimi się kierujemy, nawet i dla nas stanowią wielki znak zapytania, a cóż dopiero mówić o zrozumieniu motywów, kierujących drugim człowiekiem. Te same zjawiska, a więc fakty, które istnieją obiektywnie, interpretowane mogą być na przeróżne sposoby w zależności od osoby, poddającej je analizie. Sprawą komplikują dodatkowo różnice kulturowe, które mogą stać się źródłem dodatkowych nieporozumień. O tym, że szerokość geograficzna w pewien sposób również może wpływać na tok naszego rozumowania przekonałem się dzięki lekturze Kafki nad morzem autorstwa Harukiego Murakamiego. Powieść ogromnie przypadła mi do gustu, ale na dobrą sprawę nie potrafiłem sobie odpowiedzieć z jakiego powodu. Ba, nie byłem nawet w stanie pokrótce rozebrać książki na czynniki pierwsze (wstęp, rozwinięcie, zakończenie oraz nieodzowna pointa). Ogromnie byłem ciekaw, czy owa niemożność przestawienia się na tok myślowy japońskiego pisarza wynikała ze specyficznego pióra twórcy, czy też była to sprawka właśnie kulturowych różnic. Aby rozstrzygnąć tę kwestię zdecydowałem się zapoznać się z innymi literatami z Kraju Kwitnącej Wiśni. Po bardzo udanym spotkaniu z Jun'ichirō Tanizakim, postanowiłem kontynuować moją japońską przygodę. Kolejnym autorem, którego przyjemność miałem poznać był Kenzaburō Ōe.

O starych rodach



...wszystkie te teorie o starych rodach to bzdury, bo wszystkie rodziny są jednakowo stare...

Harper Lee Zabić drozda

piątek, 8 listopada 2013

O religii



Karol Marks uważał, że religia sprawia, iż ludzie stają się nieczuli na niesprawiedliwość świata oraz powstrzymuje masy przed powstaniem przeciwko swoim ciemiężycielom. Pisał, „religia jest westchnieniem uciśnionej istoty, sercem świata bez serca oraz duszą bezdusznych warunków. Jest opium dla ludu”. Potwierdzając odczucia Marksa, najwyżej na skali transcendentalnej przyszłości plasują się grupy uciskane, takie jak: młodzież, osoby starsze, kobiety czy mniejszości. Dla uciśnionych, obietnica uzyskania nagrody w przyszłości transcendentalnej, znacznie przewyższa wszystko, co mogą uzyskać w tym życiu. Obietnica ta może sprawić, że życie wśród proletariatu, w getcie, w zaburzonej rodzinie lub na osiedlu domków kontenerowych stanie się łatwiejsze do zniesienia.

Philip Zimbardo i John Boyd Paradoks czasu

czwartek, 7 listopada 2013

O samobójczym terroryzmie




To tak jakby między tobą a rajem stała bardzo wysoka, niemożliwa do przebicia ściana. (…) Istotom, które stworzył, Allach obiecał jedno albo drugie. Naciskając więc guzik detonatora, możesz natychmiast otworzyć drzwi do raju – to jest najkrótsza droga do nieba.


Nasra Hassan, niedoszły zamachowiec-samobójca

zacytowane przez Philipa Zimbardo i Johna Boyda w Paradoksie czasu

środa, 6 listopada 2013

Overkill

Okładka książki Doktor Bluthgeld 

Doktor Bluthgeld

Philip K. Dick


Tytuł oryginału: Dr. Bloodmoney
Tłumaczenie: Tomasz Jabłoński
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Liczba stron: 350





Tzw. overkill capacity to teoretyczna możliwość wielokrotnego uśmiercenia każdego mieszkańca kuli ziemskiej za pomocą arsenału jądrowego, którym dysponują światowe mocarstwa. Groźba spełnienia tego zagrożenia kilkukrotnie wisiała nad ludzkością, nigdy chyba jednak nie była tak bliska przybrania szat realności jak w czasie kryzysu kubańskiego. Trwająca niecałe dwa, ale jakże długie tygodnie, pomiędzy 15 a 28 dniem października 1962 roku, przepychanka pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Socjalistycznym Republik Radzieckich mogła mieć tragiczny finał, gdyby tylko jednej ze stron chociaż na moment puściły nerwy. Patowa sytuacja, w której znalazły się oba kraje nie była dziełem jednorazowego działania, poprzedzała ją cała mas pomniejszych wydarzeń oraz decyzji, które w całości składały się na zimnowojenny wyścig zbrojeń. Ów szaleńczy pęd do zwiększenia swojego arsenału, będący odpowiedzią na działania przeciwnika, mający zapewnić ciągłą przewagę militarną nad rywalem pobudzał również wyobraźnię autorów science fiction. Stanisław Lem swoją dosyć ciekawą oraz zabawną wizję zaprezentował w Pokoju na Ziemi. W powieści polskiego pisarza cały sprzęt wojskowy został wysłany na Księżyc, gdzie podlegał samodoskonaleniu, ale bez udziału czynnika ludzkiego. W efekcie ludzkość wyhodowała tykającą bombę, na temat której posiadała minimalne zasoby informacji. Oczywiście w literaturze nie brakowało również bardziej pesymistycznych scenariuszy. W książce Doktor Bluthgeld, tytan amerykańskiej science fiction, Philip K. Dick próbował znaleźć odpowiedź, jak wyglądałoby nasze społeczeństwo, gdyby doszło do atomowego konfliktu. I przyznać trzeba, że wizja ta jest zarówno oryginalna jak i interesująca.

O potrzebie wiary



U schyłku ubiegłego wieku 77% Amerykanów wierzyło w życie po śmierci. Odsetek ten rósł od roku 1994

Philip Zimbardo i John Boyd Paradoks czasu

wtorek, 5 listopada 2013

O Al-Kaidzie




Eksperci przedstawiają Al-Kaidę jako pozbawionego strachu wroga, kierującego się nieopanowaną nienawiścią religijną. Zajmując się prognozowaniem zagłady, straciliśmy z pola widzenia prostą prawdę: terroryzm samobójczy jest taktyką a nie wrogiem. Stosowany pod przykrywką religijnej retoryki, w przeważającej mierze służy realizacji świeckich celów.


Robert Pape profesor nauk politycznych

przytoczone przez Philipa Zimbardo i Johna Boyda w Paradoksie czasu

poniedziałek, 4 listopada 2013

Nieśmiałość



Philip G. Zimbardo*

Nieśmiałość

tytuł oryginału: Shyness : what it is, what to do about it.
tłumaczenie: Anna Sikorzyńska
Wydawnictwo Naukowe PWN 2008

Nieśmiałość jest moim trzecim, po Efekcie Lucyfera i Paradoksie czasu, spotkaniem z książkami profesora Zimbardo, światowej sławy psychologa społecznego, obecnie emerytowanego, i guru tej fascynującej dziedziny. Kolejność moich lektur pióra Profesora jest najzupełniej przypadkowa, ale wydaje mi się, że miałem szczęście – jest niezwykle trafiona, przynajmniej dla wszystkich, którzy nie są profesjonalistami w tej dziedzinie. Efekt przyciąga niezwykle nośnym tematem wiodącym; wszak walka dobra ze złem fascynuje ludzkość od początków jej świadomego istnienia. Paradoks czasu drąży drugi z kapitalnych problemów filozofii – czas. Te dwie pozycje są niczym koła zębate; jedno zazębia się z drugim, uzupełnia i wzajemnie nadaje sobie pełnię. Ponieważ Nieśmiałość najczęściej opisywana jest jako poradnik leczenia tytułowej przypadłości, więc podchodziłem do niej z wyraźnymi obawami, iż może to być jakiś cud przepis typu „Jak poderwać każdego w pięć minut” lub „Sam zrób z siebie gwiazdę”. Do takich produkcji mam zdecydowanie negatywne nastawienie i, co jeszcze gorsze, z reguły okazuje się ono najzupełniej uzasadnione. Jakby tego było mało, kiedyś postrzegałem się jako człowieka zupełnie nieśmiałego, a ponieważ uporałem się z nadmiarem owej cechy już wieki temu, więc koncepcja poradnika tym bardziej mi się nie uśmiechała, jako zbędna lektura. Na szczęście opisy, które mnie tymi wątpliwościami napełniły, okazały się bardzo powierzchowne i niepełne, choć nie fałszywe.

Już od pierwszych stron czytelnik rozpoznaje znak firmowy autora, czyli specyficzny język i sposób przekazywania myśli. Prosty i obrazowy, nie sprawiający kłopotu nikomu, nie tylko psychologicznym dyletantom, ale nawet odbiorcom kompletnie nieoczytanym i zielonym zarówno teoretycznie, jak i życiowo. Niejednokrotnie, niezależnie od siebie, słyszałem opinie, iż książki Zimbardo czyta się wręcz jak powieść, i to dobrą powieść, choć zawierają jak najbardziej solidną porcję trudnej i fascynującej wiedzy. To opinie w pełni uzasadnione, które w całej rozciągłości potwierdzam. Z tego powodu, czyli tej wiedzy, zarówno bezpośrednio, jak i luźno związanej z głównym tematem, po każdym mini rozdziale, a niejednokrotnie i akapicie, zatrzymywałem się, by zweryfikować mój stosunek do tego, co właśnie przeczytałem, ułożyć to na swoim miejscu w piramidce wiedzy, a niejednokrotnie posnuć dłuższe rozważania często kończące się gruntownym przewartościowaniem pewnych sądów. Oczywiście jest Nieśmiałość i poradnikiem dla cierpiących z powodu własnej lub cudzej nieśmiałości, jednak nie jest ani trochę mniej wartościowa dla nie nieśmiałych. Tym bardziej, iż jak wynika z lektury, głównym i praktycznie jedynym istotnym elementem odróżniającym nieśmiałych od nie nieśmiałych jest etykietka nieśmiałości, którą noszą ci pierwsi, i najczęściej sami ją sobie, w mniejszym lub większym stopniu, przylepiają. Książka ta jest jakby kolejnym kołem zębatym w zimbardowskiej maszynie przybliżającej ogółowi fascynującą materię psychologii społecznej. Jest wciągającą trzecią częścią niesamowitej opowieści o tajemnicach najbardziej zagadkowego stworzenia w historii Ziemi – homo socialis.

W Nieśmiałości znajdziemy obszerne wyjaśnienie, czym jest tytułowa cecha, a wbrew pozorom niejedno ma ona oblicze. Dla mnie szczególnie interesujące było w tym wątku skonstatowanie, iż poważnie i autentycznie nieśmiali mogą być ludzie, których nikt by o to nie podejrzewał: politycy, aktorzy, gwiazdy mediów, modelki czy nawet osoby zajmujące się prostytucją, gwałciciele i terroryści. Warstwa poradnikowa okazuje się interesująca nawet dla całkowicie nie nieśmiałych, gdyż pokazuje nie tylko jak walczyć z własną nieśmiałością, lecz jak pomagać innym, którzy cierpią z jej powodu, która to pomoc najczęściej jest i w naszym interesie oraz, co jeszcze ważniejsze, jak przeciwdziałać powstaniu patologicznej nieśmiałości.

Jak i w poprzednich moich lekturach pióra Zimbardo, tak i w tej, widać wyraźnie sympatyczną skromność autora. Gdy wymienia warte uwagi kliniki nieśmiałości, swoją umieszcza na końcu. Gdy mówi o osiągnięciach, podkreśla dokonania innych i poprzez rozbudowaną bibliografię oraz liczne odnośniki ułatwia dotarcie do nich. To dodatkowo wzmaga zaufanie czytelnika i sprawia, iż czuje się on nie jak słuchacz drętwego polskiego wykładu, ale jak czegoś, co jest niestety w naszym kraju rzadkością – jak adresat opowieści mistrza rozmawiającego z uczniami.

Sam siebie postrzegam zdecydowanie bardziej jako umysł ścisły niż humanistyczny i z tego powodu, choć zawsze się psychologią interesowałem, uważałem ją za pseudonaukę. Może nie aż tak jak astrologię, ale chyba niewiele mniej. Wystarczy poczytać o Noblu dla Moniza. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale chodzi głównie o to, że nie do końca nazwałbym nauką coś, co nie daje żadnych obiektywnych narzędzi do oceny stanu faktycznego, o ekstrapolacji nie wspominając. Tym bardziej zafascynowała mnie psychologia społeczna, gdyż choć jest najczęściej określana jako gałąź psychologii, to jej miejscami matematyczna wręcz elegancja pociąga nieodpartym urokiem, który można spotkać tylko w naukach ścisłych. Nie zmienia tego w najmniejszym stopniu to, iż tak wiele w niej względności i białych plam, co wielokrotnie Zimbardo podkreśla. Profesor, sądząc z jego książek, gdyż nie miałem szczęścia spotkać go osobiście, musi mieć niesamowity talent dydaktyczny. W każdej pozycji z jego dorobku, obok głównego nurtu, którym w tym wypadku jest nieśmiałość, znajdujemy elementy nawiązujące do całości dorobku tej dziedziny nauki i pozwalające lepiej osadzić omawiane zagadnienie w skali; określić jego wagę w stosunku do innych problemów, jego wzajemne powiązania z nimi i skutki, jakie może wywrzeć na jednostkę lub społeczność. Jednocześnie mamy też cechy prawdziwej gawędy, które w wykład potrafią wpleść tylko nieliczni – elementy związane ściśle z tematem, a zarazem niezwykle poruszające odbiorcę nie ze względu na wkład w tematykę tylko, ale również z powodu przemyśleń o materiach niezwykle nieraz odległych, jakie wręcz wymuszają.

Ta ostatnia cecha sprawia, iż choć Zimbardo bardzo rzadko o Polsce czy Polakach wspomina, a w Nieśmiałości ani razu, to bez przerwy w trakcie lektury każdy fragment co rusz prowokuje do refleksji o naszych realiach. Niestety wnioski te są bardzo pesymistyczne.

Prawdziwą maestrię Zimbardo widać również w tym, iż choć jego pisane wykłady są niczym powieść naukowa, upstrzona często i gęsto anegdotycznymi wręcz (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) odwołaniami do doświadczeń własnych i innych osób oraz do ciekawostek historycznych, czyli językiem jak najbardziej konkretnym, to jednocześnie roi się w tekście od sformułowań tak celnych i zwartych, iż Nieśmiałość, podobnie jak inne książki autora, jest po prostu kopalnią cytatów. Takie fragmenty, jak choćby opowieść o rozmowie z psychologiem przychodni studenckiej macierzystej uczelni autora, która jest perfekcyjnie obrazowym ukazaniem różnicy pomiędzy psychologią klasyczną i społeczną, są prawdziwą ucztą dla czytelnika. Nie brak też elementów wręcz przerażających, gdy sobie unaocznimy ich rzeczywiste znaczenie dla każdego z nas, jak choćby fascynujące eksperymenty Rosenhama i jego następców.

Jak w każdej książce Zimbardo, tak i w Nieśmiałości, napotykamy liczne perełki. Przykładowo kapitalna jest wręcz sprawa hucpy (chyba bardziej poprawnie, choć mniej popularnie chucpy). Słowo modne ostatnio, nadużywane w mediach i nie tylko. Sam go nie stosowałem i nie sprawdzałem słownikowego znaczenia, uważając iż są słowa nasze rodzime, piękne i o wyraźnie określonym znaczeniu, które powinny mieć pierwszeństwo przed modnymi zapożyczeniami o rozmytej i niejednoznacznej treści. Czytając w Nieśmiałości o hucpie nagle stwierdziłem, że coś tu nie gra. Wyraz, którego znaczenie znałem co prawda tylko z kontekstu, ale jednak znałem, nagle dla Zimbardo ma całkiem inne znaczenie. Sięgnąłem więc do słowników. Polskich. Konsternacja. Anglosaskich – wyjaśnienie i jeszcze większa konsternacja. Choćby dla tego aspektu, hucpa a sprawa polska, pobocznego i przez autora w ogóle nie przewidywanego, warto Nieśmiałość poznać, gdyż refleksje są dość poważne. Na czym rzecz polega nie wyjaśniam. Poczytajcie sami.

Jak psychologia społeczna, to jednostka tylko jako element Systemu i Sytuacji. Jak System i Sytuacja, to grupa, społeczność, naród i państwo. Nieśmiałość okazała się nie mniej pochłaniająca niż jej poprzedniczki. Już same informacje o tym, co najważniejsze, czyli o perspektywach nowych pokoleń w różnych społeczeństwach, o mniej lub bardziej zaburzonych priorytetach, są wystarczającym powodem, by każdy po nią sięgnął. Dane zaś o ekstremach, czyli Chinach, Izraelu i niektórych społecznościach w Stanach z jednej, a Japonii i Tajwanie z drugiej strony, są w pełnym tego słowa znaczeniu szokujące. Szkoda, że nie ma danych z Polski. A może i dobrze…? A takich rzeczy, z których każda sama z siebie uzasadniałaby sięgnięcie po Nieśmiałość jest w niej bez liku. Nie mam więc innego wyjścia, jak bezapelacyjnie i z pełnym przekonaniem stwierdzić, iż to pozycja, którą każdy powinien przeczytać. Niezależnie od tego, czy jest nieśmiałym, czy nie nieśmiałym


Wasz Andrew


* Philip George Zimbardo