Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

środa, 14 listopada 2012

wiara i tolerancja




Wiara łatwo się zmienia w fanatyzm. Dlatego religie kosztowały zawsze tyle krwi. (…) Tolerancja (…) jest córką wątpliwości.

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny

wtorek, 13 listopada 2012

Aborcja






Z powodu kilku bezsensownych przepisów tyle młodych istnień skazanych jest na zabiegi fuszerów zamiast pomocy lekarza. A czyż się przez to rodzi więcej dzieci? Kto nie chce mieć dziecka, zawsze da sobie radę, z prawem czy wbrew prawu. Jedyna różnica w tym, że każdego roku rujnuje się zdrowie tysięcy matek.

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny - powieść wydana po raz pierwszy w 1945, a cytat niestety nie traci na aktualności...

czwartek, 8 listopada 2012

Słuchowisko o Ruskim Doktorze

Okładka książki Chłopiec z Salskich Stepów 

Chłopiec z Salskich Stepów

Igor Newerly

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 222




Pisząc co nie co o książce Igora Newerlego Zostało z uczty bogów, wspominałem, że autor był postacią nietuzinkową, który w życiu imał się niejednego zawodu (stolarz, dyrektor Instytutu Produkcji, nauczyciel robót ręcznych, osobisty sekretarz Janusza Korczaka, redaktor pisma Mały Przegląd, szklarz) i który niejedno przeżył (rewolucję w Rosji, aresztowanie przez Gestapo oraz wizytę na Pawiaku, czy pobyt w Majdanku oraz Oświęcimiu). Swoje młodzieńcze przygody autor opisał we wspomnianej pozycji Zostało z uczty bogów, które akcja kończyła się wraz z dotarciem Newerlego, przez płonącą w ogniu rewolucji Rosję, do granic II Rzeczpospolitej. Powieść Chłopiec z Salskich Stepów, którą chciałbym dziś nieco przybliżyć, opowiada o znacznie późniejszych doświadczeniach, tych nabytych w trakcie pobytu w Majdanku. Głównym bohaterem powieści, w której zawarto historię niemal całego życia tytułowego chłopca nie jest jednak Newerly, a jego bliski przyjaciel, doktor, zwany Ruskim Doktorem, poznany w obozie zagłady w Majdanku.

Na wstępie należy od razu wyjaśnić kilka kluczowych rzeczy. Igor Newerly przebywając w obozie zagłady w Majdanku, poznał radzieckiego lekarza Diegtiariewa, z którym bardzo szybko się zaprzyjaźnił. Ruski Doktor, zwany też Doktorem Wową opowiedział Newerlemu praktycznie całe swoje życie, począwszy od wczesnego dzieciństwa, a na walkach z Niemcami w trakcie II Wojny Światowej, skończywszy. Newerly słuchał całkiem uważnie swojego przyjaciela, ale chyba nie przypuszczał, że kiedyś przyjdzie mu spisać te opowieści – uczynił to dopiero 4 lata później, gdy wojenne piekło się zakończyło. Książka powstała nieco z przypadku, wynikała bardziej z potrzeby chwili niż z przemyślanego działania. Newerly, poproszony o napisanie swoich wspomnień obozowych, z których miały powstać kolejne odcinki radiowego słuchowiska, sprezentował kilka tekstów, w których głównym bohaterem był właśnie Ruski Doktor. Z czasem teksty zaczęły pęcznieć, a całość rozrosła się na tyle, że wydawnictwo Czytelnik zaproponowało wydanie książki. Trzeba wspomnieć o jednej istotnej kwestii – owe 4 lata, które upłynęły od toczonych przez Diegtiariewa opowieści do publikacji książki, dały się nieco we znaki Igorowi Newerlemu, który część rzeczy skradzionych przez ulotną pamięć, dopowiedział sam, a część nieco podkoloryzował. W efekcie otrzymaliśmy powieść, która w ogromnej mierze bazuje na historii życia Diegtiariewa, nie jest jednak w żadnym wypadku jej wiernym odwzorowaniem.

Newerly zmienił nawet nazwisko (na Diergaczow) swojego głównego bohatera. Było to działanie celowe, zamierzone i głęboko przemyślane – w przypadku, gdyby Diegtiariew vel Diergaczow przeżył obozowe piekło, groziło mu realne niebezpieczeństwo ze strony Wujka Stalina, który do więźniów obozów koncentracyjnych nie pałał zbyt wielką miłością. Obywatela ZSRR, który żywcem trafił do wrogiej niewoli często traktowało się jak zdrajcę. Przezorny Newerly, wiedzący przecież całkiem sporo o sowieckiej Rosji, ukrył swojego przyjaciela pod zmyślonym nazwiskiem. W tym konkretnym przypadku, była to jednak niedźwiedzia przysługa, wyświadczona przez Newerlego. Ruski Doktor, którego zresztą nasz polski pisarz próbował bezskutecznie odnaleźć, by w końcu stwierdzić, że wojny prawdopodobnie nie przeżył, zgodnie z obawami Newerlego musiał odpowiedzieć za wizytę w obozie koncentracyjnym. Nie został na szczęście zesłany do łagru, trafił za to na wygnanie – przez kilka lat pracował jako weterynarz na Salskich Stepach. Taki stan rzeczy trwał, dopóki uparta tłumaczka powieści na język rosyjski, Zinaida Szatałowa, nie odnalazła wreszcie tytułowego chłopca. Dzięki temu, w roku 1957, a więc prawie 10 lat od momentu publikacji Chłopca z Salskich Stepów, Diegtiariew z dnia na dzień z osoby wyklętej, wyrzuconej z partii, wegetującej poza nawiasem społeczeństwa, stał się bohaterem narodowym. Wszystko to oczywiście za sprawą powieści Igora Newerlego, który celowo przekręcił nazwisko Diegtiariewa, by chronić go przed gniewem Stalina – typowa ironia losu, który spłatał niemiłego figla obu panom.

Na podstawie kilku przytoczonych faktów, widzimy jak na dłoni, że same losy książki, jej bohaterów, autora, etc., to wspaniały materiał na napisanie następnej powieści. Newerly po tylu latach jałowych poszukiwań w końcu spotyka swojego bliskiego przyjaciela, którego zaliczył już w poczet ofiar wojny, wspólnie podróżują po Polsce, wygłaszając cykl wykładów, wreszcie też Newerly dopytuje Diegtiariewa o kwestie, które nurtowały go, gdy pisał książkę, a których nie mógł sobie do końca przypomnieć – przy okazji polski pisarz przekonuje się, o jak wielu interesujących rzeczach w ogóle nie wspomniał, jak wiele przekłamań wkradło się do jego literackiego dzieła. Świetna historia ze szczęśliwym zakończeniem, będąca żywym dowodem na prawdziwą polsko-radziecką przyjaźń.

A co do samej książki, o której właściwie mógłbym już chyba nic nie pisać, to z pewnością jest to lektura żywa, ciekawa i wielce interesująca. Napisana plastycznym językiem, z którego promieniuje ciepło wspomnień osoby Ruskiego Doktora, przeplatana pięknymi opisami przyrody, niebanalnymi dialogami, ze starannie odmalowanymi ludzkimi charakterami, stanowi godzien uwagi zapis na temat historii II Wojny Światowej, czy obozowej codzienności. W domyśle słuchowisko, w oparciu o które powstała powieść, skierowane było pod adresem ludzi młodych, stąd też Chłopiec z Salskich Stepów nie jest lekturą przerażającą, straszną, budzącą grozę, czy wstręt. Newerly bardzo umiejętnie sportretował okropności, do których jest w stanie posunąć się człowiek, zrobił to jednak w taki sposób, że czytelnikowi nie odbiera się do końca wiary w ludzi. Na tle obozowego piekła, szczególnym blaskiem świeciły wartości humanitaryzmu, czy głębokiego altruizmu, których można było doszukać się u całkiem sporej rzeszy uwięzionych. Wydaje mi się, że za to należy się szczególny szacunek dla Newerlego – przeszedł on przez prawdziwe piekło na ziemi, był świadkiem największego upodlenia gatunku ludzkiego, a mimo to nigdy nie epatuje tym faktem, nie stara się na siłę szokować czytelnika. Oczywiście Newerly nie posuwał się do trywializacji sprawy i prezentowania czarno-białego obrazu, w którym to hitlerowski żołnierz jest zawsze oprawcą, a więzień szlachetnym człowiekiem, znoszącym wszystkie okropności. Polski pisarz zwraca uwagę, że często gorszym oprawcą oraz katem od niemieckiego wojaka okazywał się rodak. Niekiedy to właśnie essesman występował w roli sprawiedliwego, który nie dopuszczał do rozlewu krwi. Newerly wyraźnie podkreślał, że w czasie wojny to nie narodowość decydowała o postępowaniu człowieka, a jego moralna odporność na palącą żądzę przeżycia, nawet kosztem innych, była kwestią siły charakteru i ludzkiej szlachetności.

Reasumując, Chłopiec z Salskich Stepów to bardzo ładna książka, będąca żywym świadectwem Igora Newerlego. Jest to również pozycja ważna, jeśli weźmie się pod uwagę stale rosnące tendencje do przekłamywania historii, negowania istnienia obozów zagłady, czy modnych w dalszym ciągu polskich obozów śmierci. Wreszcie jest to powieść, która przypomina, że to człowiek powinien być przedmiotem i podmiotem postępu, a nie urządzenia, czy technologie, które z powodzeniem można zastosować w niesieniu zagłady.

sobota, 3 listopada 2012

Dom pełen sekretów, czyli "Dom ciszy"

Okładka książki Dom ciszy 

Dom ciszy

Orhan Pamuk

Tytuł oryginału: Sessiz Ev
Tłumaczenie: Anna Akbike Sulimowicz
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 408




Nazwisko Orhana Pamuka, tureckiego noblisty znane mi jest nie od dziś. Pamiętam nasze pierwsze spotkania jeszcze w Empiku, kiedy to wykładając kolejne książki jego autorstwa i układając je w zgrabne rządki na sklepowych półkach, obiecałem sobie, że w końcu którąś z nich zakupię i przeczytam. Wiadomo jednak, że Nobel troszkę onieśmiela, buduje jakąś niewidzialną barierę pomiędzy autorem a potencjalnym czytelnikiem, stąd też moje obiecanki przemieniały się niepostrzeżenie w nieskończone przekładanie powziętego zamiaru. O, szczęśliwe jest życie ludzi, którzy czytają i znają twórczość danego pisarza czy też poety, zanim ten dostanie słynną nagrodę Szwedzkiej Królewskiej Akademii Nauk. Wydaje się, że po Noblu, zaznajamianie się z dziełami artysty przychodzi znacznie trudniej – często proces ów skażony jest nutką przymusu, przykazu, że płody myślowego tego a tego słynnego jaśnie pana znać po prostu wypada. Sam autor zaś staje się postacią posągową, marmurową, bardziej niż człowieka, zaczynamy postrzegać go, jako instytucję, niedostępną dla zwykłych czytelników. Śmiało mogę zatem rzec, że nie wiem, czy w tym życiu przeczytałbym jakąkolwiek książkę Pamuka, gdyby nie serwis Lubimyczytac.pl, na łamach którego to, udało mi się wygrać podwójne zaproszenie na spotkanie z tureckim literatem właśnie. Był on jednym z gości, odbywającego się w Krakowie Festiwalu Josepha Conrada. Szybka wizyta w księgarni, błąkanie wzrokiem po okładkach (Pamuk za sprawą Wydawnictw Literackiego ma już całkiem pokaźną kolekcję swoich książek w naszym kraju) i wreszcie wybór padł na Dom ciszy, jedną z pierwszych książek pisarza, którą, jak sam stwierdza na okładce, młodzież darzy największą sympatią.

Dom ciszy powstał w roku 1983 i właśnie w latach osiemdziesiątych rozpoczynamy wspólną podróż po ojczyźnie Pamuka, Turcji. Wspólnie z trójką młodych ludzi wyruszamy na letnie wakacje do podstarzałej, chylącej się powoli ku upadkowi rezydencji, znajdującej się pod Stambułem, zamieszkałej przez równie wiekową staruszkę, babcię Fatmę, której usługuje karzeł Recep.

Pamuk zastosował w Domu ciszy bardzo ciekawy zabieg – każdy z rozdziałów pisany jest z perspektywy jednego z bohaterów, w formie pierwszoosobowej narracji. Dzięki temu poznajemy najskrytsze myśli oraz wszelkie sekrety Fatmy, Recepa, Faruka, Nilgün, Metina oraz bratanka karła, Hassana.

Za sprawą wspomnień Fatmy, wdowy po lekarzu-idealiście Selahattinie, jesteśmy świadkami przemian politycznych zachodzących w Turcji na początku XX wieku. Zmiany u steru władzy, liczne przewroty, doprowadziły wreszcie do tego, że Imperium Osmańskie zrzuciło z tronu swoich sułtanów, próbując wzorem Zachodu przyjąć demokrację i żyć wg jej zasad. Doktor Selahattin to najlepszy przykład zachodzących w Turcji zmian. On sam, powtarzający przy każdej okazji niczym mantrę zdanie, że Boga nie ma, był ateistą, głęboko wierzącym w naukę i postęp, których uosobieniem była dla niego Zachodnia Europa. Selahattin, wypędzony ze Stambułu przez Mehmeda Talata Paszę, działacza młodotureckiego odpowiedzialnego za eksterminację Ormian, za cel swojego życia wyznaczył sobie wydobycie z mroków ciemnoty oraz zabobonu prostego ludu tureckiego. Stąd właśnie pomysł na stworzenie wiekopomnego dzieła, wydanej w języku tureckim Wielkiej Encyklopedii Wschodu, która wzorem Wielkiej Encyklopedii Francuskiej, zawierałaby w sobie wszelkie mądrości, spłodzone przez zachodni świat. Utopijna misja zabiera Selahattinowi całe życie, którego oczywiście nie starcza, by ukończyć naukową wieżę Babel. Schedę po Selahattinie przejmują syn oraz najstarszy wnuk – oboje, na swój własny sposób pragną dokonać głębokich przemian społecznych jak i mentalnych w tureckim społeczeństwie. Wszyscy ponoszą klęskę, a ich marzenia roztrzaskują się z hukiem o mur tureckiej rzeczywistości, wszyscy zamieniają się w wypalonych idealistów, regularnie zaglądających do butelki, aby chociaż przez chwilę zapomnieć o druzgoczącej porażce, którą ponieśli.

Z kolei Fatma to idealne przeciwieństwo swojego męża, którego uważała za wcielenie diabła. Wychowana w duchu tureckiej tradycji, pozostaje jednak posłuszna mężowi, nie buntując się otwarcie wobec jego szarlatańskich praktyk. Z biegiem czasu, Fatma coraz bardziej zamyka się w sobie, tracąc kontakt zarówno z mężem, jak i z otaczającą ją rzeczywistością. We wszystkim dopatruje się podłości, zła, moralnego brudu – sama, pragnąc pozostać czystą, zaczyna prowadzić egzystencję skorupiaka, żyjąc wspomnieniami oraz wewnętrznymi przemyśleniami, które nigdy nie oglądają światła codzienności. W konsekwencji pozostaje zmurszałą, apodyktyczną oraz surową staruszką, postrzegających wszystkich, z wyjątkiem siebie, za istoty grzeszne oraz godne potępienia.

Pozostali bohaterowie to ludzie młodzi, wychowani w coraz bardziej zlaicyzowanej Turcji. Widać to szczególnie na przykładzie wnuków Fatmy. Metin to inteligentny, ambitny, mający żal do starszego rodzeństwa o nieporadność i niegospodarność, licealista, którego marzeniem jest wyjazd na studia do Stanów Zjednoczonych. Zarabiający dzięki korepetycją, obraca się w środowisku bogatych i zepsutych tureckich nastolatków, którzy nie potrafią poradzić sobie z towarzyszącą im bezustannie nudą. Nilgün, pochłaniająca bez przerwy książki, to urokliwa studentka socjologii o lewicowych zapatrywaniach. Łączy ją bardzo zażyła więź ze starszym bratem Farukiem, wypalonym zawodowo historykiem, od którego odeszła żona. Komplet uzupełnia Hassan, o rok młodszy od Nilgün, zagubiony chłopiec, który w poszukiwaniu ideałów trafia w końcu pod skrzydła narodowców, prowadzących regularne starcia z sympatykami komunistów.

Opisując przemyślenia, przeżycia oraz przygody najmłodszych bohaterów powieści, Pamuk znakomicie obrazuje jak bardzo zdeformował się sen doktora Selahattina o zmianie mentalności Turków. Owszem, młodzi ludzie w niczym nie przypominają już Fatmy, nie w głowach im religia oraz szacunek dla starszych. Coraz bardziej przypominają oni Europejczyków, którzy nie mogąc odnaleźć celu swojego życia, bezmyślnie oddają się rozrywkom, cielesnym uciechom oraz używkom.

W Domu ciszy Pamuk bardzo trafnie odmalował sylwetki młodych ludzi, którzy dojrzewając, pragną zdefiniować własną tożsamość oraz odnaleźć swoje miejsce w świecie. Książka w ogromnej mierze poświęcona jest właśnie owym poszukiwaniom, którym towarzyszą przemyślenia, rozterki, refleksje, problemy.

Motywy postępowania każdego z bohaterów, dzięki zabiegowi pierwszoosobowej narracji, możemy w mniejszym lub większym stopniu zrozumieć, a przez to usprawiedliwiać. Pamuk pokazuje jak na dłoni, że działania każdej istoty ludzkiej są wynikiem pewnych pobudek, mają swoje przyczyny, źródła, z czego na co dzień, chyba jednak nie do końca zdajemy sobie sprawę. Autor obrazowo przekonuje, że każdy odbiera świat oraz płynące z niego bodźce w sposób indywidualny i niepowtarzalny, interpretując zachodzące wokół wydarzenia według własnego klucza. Stąd też wynikają wszelkie nieporozumienia, waśnie, wzajemne żale, niedomówienia oraz pretensje – z jednej strony nie jesteśmy w stanie w pełni wyrazić naszych własnych uczuć, często w sposób wielce niezdarny staramy się przekazać nasze myśli, z drugiej zaś strony nie dokładamy wystarczająco dużo wysiłku, by w pełni uzmysłowić sobie, co też stara się nam powiedzieć druga osoba. Wydaje się, że tak właśnie rodzi się większość ludzkich dramatów – wzajemna niemoc komunikacyjna, która prowadzi w efekcie do nierozumienia wzajemnych działań, stąd też poczucie obcości i alienacji.

Przyznaję szczerze, że Dom ciszy, mimo, że jest to pozycja dość mroczna, momentami przygnębiająca i smutna, przekonał mnie do pióra Orhana Pamuka. Bardzo dobry warsztat pisarski, ciekawa tematyka, obrazująca kompleks niższości Turków wobec potężnej kultury Zachodu, ujęta w karby powieści historia przemian społecznych, zachodzących w kraju nad Bosforem – wszystko to sprawia, że do prozy Pamuka chce się wracać. Jestem zatem głęboko wdzięczny serwisowi Lubimyczytac.pl za możliwość poznania osoby wybitnego noblisty oraz jego dzieł.


Malowany ptak



Wśród książek zalegających półki bibliotek tylko znikomy odsetek raz przeczytany na zawsze zapada w pamięć czytelnika i nie daje się stamtąd usunąć mimo upływu lat, nawet jeśli bardzo się o to staramy. Jedną z tych nielicznych jest Malowany ptak, który Jerzemu Kosińskiemu* przyniósł sławę. Kto raz przeczytał, nigdy nie zapomni i z tego powodu warto się dobrze zastanowić, zanim po nią sięgniemy, zwłaszcza jeśli jesteśmy obdarzeni ponadprzeciętną wyobraźnią lub wrażliwością. Główną postacią powieści jest chłopiec, jak się można domyślać pochodzenia żydowskiego, który w latach okupacji próbuje przetrwać wśród obcego sobie społeczeństwa i w dramatycznych okolicznościach jest świadkiem drastycznych scen okrucieństwa i naturalistycznych obrazów najbardziej bulwersujących sposobów zaspokajania popędu płciowego splecionych w nierozerwalną całość z przemocą, a ukazane to w sposób ewidentnie bliski pornografii, w czym zresztą wielu upatruje przyczynę sukcesu książki. Wszystko jest w tej powieści kontrowersyjne, od wspomnianej maniery poczynając, a na wątpliwościach co do autorstwa kończąc. Kluczowym motywem są dzikie ptaki łapane przez jedną z postaci drugoplanowych, która je przemalowuje, by potem pozwolić im wrócić do stada, które je jako obcego zabija. Główny bohater czuje się w społeczeństwie właśnie jak malowany ptak – zarazem swój i obcy. Aż dziw, że nikt z tysięcy recenzentów dotąd nie zauważył, iż w tytułowym motywie jest kardynalny błąd. Ptaki się tak nie zachowują. Rozróżnienia swój - obcy dokonują na podstawie zamkniętego katalogu kilku kluczowych cech, wśród których kolor osobnika nie jest decydujący. Ta tytułowa wpadka jest dla mnie przyczynkiem, by przychylić się ku opinii, iż Kosiński wyprzedził swój czas i jako pierwszy wyprodukował bestseller będący, mimo opinii wielu uznanych i utytułowanych znawców literatury, zwykłym kiczem obliczonym na maksymalny sukces komercyjny. Fakt, że kiczem niezwykle sprawnie napisanym i w swej klasie wręcz niedoścignionym.


Przy Malowanym ptaku, podobnie jak przy American Psycho, powraca do mnie odwieczne pytanie, zawsze obecne przy tego typu lekturach i filmach. Dlaczego pokazywanie zgodnego i obopólnie satysfakcjonującego współżycia płciowego pięknych młodych osób jest uważane za coś gorszącego i nawet w wersji tak bardzo soft, jak Pamiętnik czerwonego pantofelka, czy filmiki Playboya, jest traktowane restrykcyjnie, natomiast gwałty, zwłaszcza te najbrutalniejsze i zakończone zabójstwem, nie są tak piętnowane i często pretendują do miana odkrywczej wielkiej sztuki. To jednak tylko taka dygresja zasługująca na obszerniejsze, dogłębne rozważania.

Książka Kosińskiego, jak już wcześniej wspomniałem, napisana jest perfekcyjnie, a jej lektura da Wam niezapomniane przeżycia, ale jeszcze raz przestrzegam – zastanówcie się, czy tego chcecie. I oby się nie okazało, że będziecie żałować, gdyż uważaliście się za mniej wrażliwych, niż jesteście w istocie


Wasz Andrew


* Jerzy Nikodem Kosiński, urodzony jako Józef Lewinkopf

Malowany ptak [Jerzy Kosiński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

czwartek, 1 listopada 2012

Na zachodzie bez zmian





Erich Maria Remarque

Na zachodzie bez zmian

oryg. Im Westen nichts Neues

przełożył Stefan Napieralski
Czytelnik Warszawa 1966

Książki wybitne poznać po tym, iż się nie starzeją. Wydana po raz pierwszy w 1929 roku powieść niemieckiego pisarza Ericha Marii Remarque'a Na zachodzie bez zmian nie straciła niczego ze swej świeżości. Dzisiaj, tak jak niemal wiek temu, wciąga czytelnika i przenosi w czasy I Wojny Światowej. Przypomina okrucieństwa i bezsens wojny tak strasznej, iż tym, którzy ją przeżyli, wydawało się, iż ludzkość po tej lekcji nigdy nie rozpocznie czegoś podobnego. Wkrótce jednak świat zafundował sobie powtórkę z rozrywki, która przyćmiła pamięć Wielkiej Wojny. Tym bardziej więc powinniśmy wracać do powieści Remarque'a i przypominać ją kolejnym pokoleniom, bowiem jej antywojenna wymowa jest jeszcze wyraźniejsza niż podobne obrazy z późniejszych konfliktów, które jako bardziej przesycone ideologiami mogą sprawiać wrażenie uzasadnionych. Na zachodzie bez zmian to nie tylko wspaniały przykład warsztatu pisarskiego, ale i niezwykle rzadko spotykany autentyzm. Nie autentyzm dat, liczb i analiz, ale realizm odczuć zwykłego człowieka wrzuconego do wojennej maszynki do mielenia ludzkiego mięsa. Remarque ukazuje nam bowiem piekło okopów i lazaretów nie z pozycji zawodowego żołnierza, dla którego wojna to szansa na awans tym szybszy, im więcej jego kolegów zginie lub zostanie kalekami. Oglądamy wszystko oczami zwykłego cywila, który trafił nie tam gdzie trzeba i patrzy, jak wszyscy, których zna, umierają. Autor szczególnie podkreśla cenę, jaką płaci pokolenie, które jeszcze nie dorosło, nie zapuściło korzeni w społeczeństwie. Stracone pokolenie. Wszyscy ci, którzy przed wojną nie założyli jeszcze rodzin, nie zdobyli dyplomów, nie do końca przestali być dziećmi. Oni po wojnie nie będą mieli do czego wracać, gdyż według dokonań i możliwości będą dorastającą młodzieżą, a według doświadczeń starcami. To jedno z najbardziej poruszających wezwań antywojennych, wręcz uderzające, napisane jest przy tym w sposób, który sprawia, iż od lektury wprost nie można się oderwać.

Jak łatwo się domyślić; polecam absolutnie i gorąco


Wasz Andrew

środa, 31 października 2012

"Lolita" Vladimir Nabokov





Vladimir Nabokov

Lolita

przełożył z angielskiego i rosyjskiego Robert Stiller
Seria Współczesna Proza Światowa
Państwowy Instytut Wydawniczy 1991

O Lolicie Vladimira Nabokova napisano już tyle, że podobną ilością zarówno pochwał, jak i ostrej krytyki, można by obdzielić książki nie z kilku półek, ale być może regałów bibliotecznych. Jedni uważają ją za arcydzieło, a inni wręcz za pornografię i autora mają za zboczeńca. Wszystko wynika z tego, iż wielu nie przeczytało jej do końca, a równie wielu nie było w stanie jej pojąć. Nie ma się o co obrażać, wszak dobry koniak nie każdy doceni; większość woli tanią wódkę. Lolita to powieść cebula. By ją naprawdę docenić, trzeba ją chyba przeczytać kilka razy, docierając do kolejnych warstw i odkrywając głębie, których w niej nie brak. Opowieść o skonsumowanej miłości podstarzałego mężczyzny do nastolatki jest bowiem tylko pretekstem do przemyśleń na bardzo drażliwy, niejednoznaczny i w wielu aspektach dyskusyjny temat pedofilii. Ale nie tylko pedofilii, gdyż to również rozważania o wolnej woli, o genezie miłości i wielu innych fundamentalnych dylematach. Lolita jest zarazem polem do niesamowitej, wielopoziomowej zabawy słowem i stylem, wyobraźnią i skojarzeniami, co udało się tylko dzięki absolutnemu mistrzostwu warsztatu pisarskiego, lecz jednocześnie stawia bardzo wysokie wymagania czytelnikowi, podobnie jak warstwa moralna, światopoglądowa i filozoficzna. Mało kto zauważa wyraźnie negatywną ocenę następstw miłości pedofilskiej, destrukcyjnej dla obu podmiotów takiego związku, zawartą w końcówce powieści. Nie jest Lolita lekturą na jeden wieczór. Wciąga, ale nie tak, jak mecz futbolowy, a raczej jak rozgrywka w brydża lub w szachy na poziomie mistrzowskim. Wymaga absolutnego zaangażowania i, niestety, nie jest dla każdego. To niepoprawne politycznie, ale trzeba to uczciwie podkreślić. Im mniejsze wyrobienie czytelnika, im bardziej zamknięty jego umysł, tym trudniej mu będzie obcować z mistrzostwem i wirtuozerią Nabokova. Jeśli jednak damy tej książce wszystko, czego będzie od nas wymagać, jeśli nie poskąpimy jej czasu, serca i myśli, okaże się ucztą jak żadna inna.

Polecam szczególnie to właśnie wydanie, gdyż Lolita stawia wysokie wymagania również tłumaczowi. Nie wiem czy inne przekłady wypadły równie dobrze, a ten sprawdziłem, więc polecam


Wasz Andrew