Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

czwartek, 6 listopada 2008

IDEE KOŁODKI I PREZYDENTA


Wczoraj miałem przyjemność (no, może trochę przesadziłem) oglądać w TV konferencję prasową z Grzegorzem Kołodką na temat jego spotkania z prezydentem. Najbardziej zaciekawił mnie temat, który tych dwóch panów omawiało, i na którym skoncentrowały się pytania dziennikarzy oraz wyjaśnienia Kołodki, a mianowicie wejście euro do Polski i kurs złotego do euro, po jakim by się to miało dokonać.

Kołodko tłumaczył, że jego zdaniem miejsce Polski jest nie tylko w Unii Europejskiej, ale też w strefie euro. I że jest to racja stanu. - Mam nadzieję, że przekonałem prezydenta, jeśli jeszcze nie był przekonany, że zasadniczym pytaniem jest dziś nie to, czy, ale przy jakim kursie wejść do euro - mówił Kołodko. Jego zdaniem powinien to być kurs, który "zapewni nam długofalowy rozwój, bliżej 4 zł niż 3,5 czy 3,2 zł". Taki kurs miałby być korzystny dla polskich eksporterów. - Sądzę, że prezydent podziela te poglądy - stwierdził Kołodko.
Gazeta.pl za Gazetą Wyborczą.

Lechowi Kaczyńskiemu się nie dziwię, bo swój stosunek do uboższej części społeczeństwa, która według kryteriów zachodnich stanowi w Polsce znakomitą większość narodu, określił już na początku swej kariery politycznej słowamiSpieprzaj dziadu! Grzegorz Kołodko, który był wicepremierem i szefem resortu finansów w rządach Pawlaka, Oleksego i Cimoszewicza, a przez rok kierował też resortem finansów, gdy na czele rządu stał Leszek Miller, chyba bardzo daleko odszedł od swych lewicowych korzeni.


Nie przeczę, iż rację ma Kołodko, że wyższy kurs euro, czyli słabsza złotówka w momencie zmiany waluty, pomoże polskim eksporterom. Do fachowości byłego wicepremiera jako ekonomisty nie mam większych zastrzeżeń. Tylko czemu nikt nie zapytał na tej konferencji czyim kosztem odbędzie się ta pomoc dla biznesu? Czyżby dziennikarze tak słabo łapali tematy ekonomiczne? Może reporterzy tak dużo zarabiają, że nie muszą liczyć swoich dochodów i patrzeć, czy do pierwszego wystarczy? A może autorytet pana Kołodki sprawia, że ludzie zapominają o własnych interesach i słuchają go jak nie przymierzając prawdy objawionej?

Policzmy sami. Mamy pensję netto (czyli na rękę) w wysokości 1000 zł. Jeśli wejdziemy do euro po kursie 4 zł to na wypłatę dostaniemy 250 euro. Jeśli wejdziemy po kursie 3,2, to pierwsza nasza pensja w nowej walucie wyniesie 312,5 euro. Jaką pensję wolicie? Widzicie więc od razu, kto zapłaci za utrzymanie ekspansywności polskiego eksportu. Nie biznesmeni, bo oni sobie ceny towarów przeliczą tak, jak będą chcieli, a poza tym im wyższy będzie kurs złotego w momencie wejścia euro, tym bardziej zmaleją ich podatki, podobnie jak nasze pensje. Wysoki kurs to mniejsze podatki i mniejsze pensje. Mniej więc wpłynie i do budżetu i do naszych kieszeni. Tylko bogaci będą jeszcze bogatsi a zapłacimy za to my. Zapłacimy podwójnie, bo po pierwsze mniej zarobimy, a po drugie państwo mniej pieniędzy da na szkolnictwo, opiekę medyczną, emerytury i wszystko to, co powinno utrzymać, a z czym ma coraz większe problemy.

Jak widać przysłowie biednemu zawsze wiatr w oczy to tylko połówka mądrości ludowej. Ten sam wiatr bogatemu w żagleto mądrości tej druga połówka.

środa, 5 listopada 2008

REFLEKSJE ZE STACJI PALIW


Dzisiaj, jak co kilka dni, zajechałem do pobliskiej stacji paliw by zatankować moją bryczkę. Nic nadzwyczajnego. Nawet było miło. Diesel tylko po 4,17. Pamiętacie ceny sprzed czterech miesięcy? 19 lipca zapłaciłem 4,84 za litr!

W pierwszym odruchu, jak większość kierowców, poczułem zadowolenie. Jest dobrze. Potem jednak nadeszła refleksja. Czy aby na pewno?

Gdyby ceny paliw szły cały czas do góry, może nasz rząd, zamiast zajmować się tylko meczem PiS-PO, wziąłby się za szukanie rozwiązań problemów, które nadchodzą. Może zabrałby się do roboty, dopóki nie jest za późno. Niestety, mamy akurat chwilową obniżkę cen i już nikt nie zajmuje się problemem bezpieczeństwa energetycznego.

Zniżka cen ropy i benzyny jest tylko chwilowa. Jak będzie długa ta chwila nie wiem. Próba przewidzenia tego to jak wróżenie z fusów. Może kilka tygodni, może nawet kilka lat. Wszystko zależy bardziej od polityki światowych mocarstw, wielkich firm i ogólnej sytuacji gospodarczej, niż od klasycznego prawa popytu i podaży. Jednak ta chwila dobrego samopoczucia się skończy i wtedy będzie bardzo, bardzo niemiło.

Już kilka lat temu czytałem w prasie wojskowej, nie pamiętam dokładnie gdzie, że przykładowo taka armia brytyjska w niejakiej tajemnicy opracowuje strategie działania w sytuacji powszechnego niedostatku niektórych surowców. Dlaczego w tajemnicy? No bo czym się tu chwalić. Jakoś nie sądzę, by te strategie miały wiele wspólnego z europejskim braterstwem broni, bo chętnych do miski będzie wielu a kości mało.

Czy nasz rząd i nasze wojsko w ogóle się tym zajmuje? Nie sądzę, skoro nie możemy się nawet dorobić ogólnej doktryny obronnej. Jedyna wojna do jakiej jesteśmy zdolni, to wojna na górze. Drażnienie Rosji nie idzie jakoś w parze z budowaniem realnych podstaw naszego bezpieczeństwa. Ile warci są zachodni alianci w konfrontacji z naszym wschodnim sąsiadem już mieliśmy się okazję przekonać. No ale dość tych militarnych dygresji.

Gdyby ceny paliw ropopochodnych szły w górę w miarę nieprzerwanie, społeczeństwo żądałoby od władz wypracowania jakichś rozwiązań na przyszłość. Ponieważ akurat mamy dołek w cenach tych produktów, choć popyt na nie stale rośnie, więc masy w ogóle nie są tym zainteresowane, podobnie jak komercjalne media, dla których liczy się tylko oglądalność. W takiej sytuacji kolejne rządy, które i tak prawie niczego konstruktywnego nie robią, w tej sprawie nie robią niczego.

Niektórzy uspokajają, że Polska jest w lepszej sytuacji niż inne kraje, bo zawsze ma węgiel i można wrócić choćby do benzyn syntetycznych z niego wytwarzanych. Tak naprawdę jest to jednak rozwiązanie tylko chwilowe w perspektywie długoterminowej, a o takiej cały czas mówię. To jakby reanimowanie trupa. Przedłuży agonię, ale tylko na chwilę. Kiedy bowiem nawet ślepe masy, które nie potrafią myśleć dłużej niż na jeden dzień do przodu, również zauważą, że ropy zaczyna brakować, to szybko wzrośnie konsumpcja paliw opartych na węglu. Ten mechanizm świetnie widać było w ostatnich latach w Polsce, gdzie w wyniku wzrostu cen gazu i ropy nastąpił radykalny spadek zainteresowania ogrzewaniem gazowym i olejowym na rzecz różnych odmian węgla i innych paliw.

Wszystkie te biopaliwa i bioenergie, o których tak ostatnio głośno, nie są żadną alternatywą dla ropy. Wcale nie są tak ekologiczne jak twierdzą producenci, bo technologie potrzebne do ich uruchomienia są bardzo nieekologiczne. Ponadto, o czym przekonały się już niektóre kraje, zwiększenie produkcji roślin energetycznych powoduje zmniejszenie areału przeznaczonego pod produkcję spożywczą, a co za tym idzie wzrost cen i niezadowolenia społecznego. Wychodzi więc na to, że mogą być te rozwiązania użyteczne jako wspomaganie systemu energetycznego, ale nie są w stanie przejąć głównego obciążenia jeśli zabraknie ropy i jej pochodnych. Podobnie z elektrowniami wiatrowymi, słonecznymi i pływowymi. Technologie konieczne do wybudowania takich urządzeń trudno nazwać ekologicznymi ze względu na używane w nich materiały, są kosztowne i nie wszędzie można z nich korzystać, a w dodatku, i to chyba najważniejsze, moc z nich uzyskiwana jest stosunkowo niewielka a jej dostawy nierytmiczne, co stwarza problem ciągłości dostaw energii.

Jedyną rozsądną alternatywą jest energetyka jądrowa. Mamy co prawda jeden reaktor jądrowy w Świerku, ale nie jest to elektrownia. Inne kraje, zależnie od panującej mody (psychoza antyatomowa podsycana przez ekooszołomów) raz zwiększają nakłady na energetykę jądrową, to znów je zmniejszają, ale ją mają. Tymczasem my nie mamy ani jednej elektrowni atomowej. Nie mamy więc i kadry przygotowanej praktycznie ani teoretycznie do jej obsługi i do budowy takich urządzeń. Gdy nastanie ten moment, w którym wszyscy stwierdzą, że ropa rzeczywiście się kończy, my będziemy wśród tych, którzy dosłownie zgaszą światło. Bogaci szybko rozpoczną budowę nowych reaktorów, tym bardziej, że gdy ekologom raz i drugi wyłączą prąd, to nagle się okaże, że nie taki ten atom straszny jak się mówiło. Dodatkowo kraje rozwinięte będą już miały doświadczenie, istniejące obiekty sprawdzone w praktyce, a brakujące kadry ściągną sobie choćby z Polski, która wykształci dla nich gratisowo dowolną liczbę fachowców. Jak wygląda u nas budowa autostrad każdy wie, więc nadzieje, że w razie potrzeby wybudujemy coś na czas, to mrzonki.

Jakby tego mało krach na rynku energetycznym spowodowany brakiem ropy, a wkrótce potem i węgla, zbiegnie się z innym, o którym w Polsce mówi się jeszcze mniej. O ile dane o wydobyciu ropy i węgla oraz obrocie nimi są jawne, o tyle wielkość wydobycia rzadkich metali nie jest ujawniana przez wiele krajów. Tutaj jest wąskie gardło, które nie tylko utrudni gwałtowny rozwój nowych dziedzin energetyki, gdy przyjdzie odejść od ropy, ale może się zacisnąć jeszcze wcześniej. Bez platyny, kobaltu, strontu i innych metali nie zbudujemy żadnych ogniw paliwowych, bez galu, indu, arsenu, tantalu zapomnijmy o komputerach i informatyce, bez niobu, berylu, selenu, lantanu, kobaltu pożegnajmy się z lotnictwem i motoryzacją. Ile jest tych kluczowych pierwiastków trudno ocenić ale najbogatsi już czynią przygotowania do zabezpieczenia sobie tyłów w tym temacie. Inwestują w regionach, gdzie znajdują się złoża tych najważniejszych metali i gotowi są swoich wpływów bronić za wszelką cenę.

Europa, a Polska w szczególności, nie zauważa, że nie jest już pępkiem świata. Kiedyś się mówiło, że co w Europie jest rynkiem, to w Ameryce niszą, a co w Stanach niszą, dla Europy rynkiem. Teraz powstają dwa nienasycone potwory, które zaczynają dosłownie połykać światową produkcję surowców: Chiny i Indie. W miarę podwyższania się stopy życiowej w tych krajach ilość samochodów, komputerów i wszelkich innych dóbr, jaka zostanie wessana przez te dwa rynki przyspieszy zapaść energetyczną i się z nią skumuluje. Te dwa kraje dopiero się rozpędzają na drodze do społeczeństw konsumpcyjnych, właściwie dopiero się zaczynają rozpędzać, ale gdy ruszą... W dodatku Indie w najbliższych latach prześcigną Chiny w liczbie ludności, a wszyscy, którzy się u nich dorobią też będą chcieli mieć samochody, RTV i AGD, komputery i mp4. A my co? Co na to nasze władze?

Gdy nasi sojusznicy (czyż nie mamy już doświadczeń z tymi samymi sojusznikami?) zajmą się swoimi interesami w innych częściach świata to Rosja, która tylko czek na taki moment, chętnie zrobi z nami porządek. Może nawet zaprzyjaźnią się z Rosją bo to kraj nie tylko wielki ale i w surowce zasobny, a że Rosjanie potrafią za naszymi plecami skumać się z innymi to wie każdy. A my co? - Prezydent zacieśnia związki z Radiem Maryja i informuje, że PiS szczególną wagę zwróci na ochronę życia poczętego... No comment...

poniedziałek, 3 listopada 2008

SUMIENIE WIERZĄCYCH


________________________________________________________________

13-latka została ukamienowana za cudzołóstwo

Trzynastoletnia dziewczyna została ukamienowana, po tym jak powiedziała, że została zgwałcona. Islamskie władze wojskowe Somalii oskarżyły ją bowiem o cudzołóstwo, a to jest karane śmiercią przez ukamienowanie - podał serwis CNN.

Trzynastoletnia Aisha Ibrahim Duholow została ukamienowana przez tuzin mężczyzn 27 października. Wszystkiemu przyglądało się tysiąc osób. Do zdarzenia doszło w portowym mieście Kismayo na południu Somalii. Informację o tym podały somalijskie media oraz Amnesty International.

Dziewczyna zeznała, że została zgwałcona przez trzech mężczyzn. Islamskie władze wojskowe uznały to za akt cudzołóstwa i skazały Aishę na śmierć. Początkowo podawano, że dziewczyna miała 23 lata - z powodu jej dojrzałego wyglądu. Jednak jej ojciec potwierdził, że dziewczyna miała 13 lat.

Wiadomości onet.pl  za CNN 1.11.2008
________________________________________________________________

Po przeczytaniu takich wiadomości budzi się w nas gwałtowne poczucie niesprawiedliwości. Ten islam to jednak zbrodnicza religia, wołają jedni, ciesząc się zwłaszcza, że mogą wykorzystać takie tragedie do wywyższenia innych religii:
________________________________________________________________

Dalej wolicie islam od chrześcijaństwa?  [26]             02.11.2008 22:36
j.w.    ~student prawa
________________________________________________________________

Zapominają tylko, kto palił na stosach, kto w czasie II Wojny Światowej urządził obóz w Jasenovac’u i komu jeszcze dzisiaj marzy się jedna Wiara, jeden Naród i jedna Polska (w wersji niemieckiej ein Volk, ein Reich, ein Fuhrer).

Inni zauważają, że:

________________________________________________________________

 

Wszystkie religie to bagno.  [79]               02.11.2008 16:25

Chcecie normalnego i sprawiedliwego świata, to zróbcie ...
________________________________________________________________

i
________________________________________________________________

religia - jaka by nie była - to najgorsza rzecz jaka się przytrafiła ludzkości.  [13]                   02.11.2008 12:53
I TYLE !!!
________________________________________________________________

To bardzo chwytliwe hasła, tym bardziej, że zawierają w sobie dużo prawdy, niestety wypaczonej przez uproszczenie. Są za to bardzo szkodliwe, gdyż powodują dalszą antagonizację i tak już bardzo podzielonego i nietolerancyjnego Polskiego społeczeństwa.

Są nawet tacy, którzy idą jeszcze dalej:
________________________________________________________________

Są dwa typy niebezpiecznych ludzi: ateiści i dogmatycy religijni.  [92]              03.11.2008 00:23
Obydwa typy wierzą w coś, czego udowodnić się nie da ale ..
________________________________________________________________

Co ma znaczyć ten bełkot naprawdę nie wiem. Pokazuje jednak typowy schemat polskiego internauty. Ludzie nie dzielą się na dobrych i złych, mądrych i głupich, szlachetnych i podłych, tylko na Żydów, ateistów, katolików, dogamtyków religijnych i tak dalej, a w porządku są oczywiście tylko ci, z którymi my się identyfikujemy. Nie można być przecież uczciwym Żydem ani tolerancyjnym ateistą.

Właśnie w takich komentarzach widać, kto chętnie rzuciłby kamieniem w to biedne dziecko z Somalii, gdyby sam się tam urodził i wychował się w Islamie. To nie wierzący muzułmanie zgwałcili i ukamienowali tą dziewczynkę. To ludzie podli, źli i głupi. A takich nie brak w każdej grupie społecznej. Jak widać po komentarzach naszych internautów nie brak ich zwłaszcza w naszym „kraju odwiecznej tolerancji”. Na szczęście jeszcze nie mają takich możliwości wykazania się zaangażowaniem w wyznawane przez siebie idee, jak ci z Somalii.

Czasami słuchając złotych myśli naszych przywódców politycznych i religijnych różnego szczebla mam wrażenie, że nie mają sumienia, że wiara sumienie im zastępuje. Gdyby własne sumienie mieli, chyba pewnych rzeczy by nie mówili i nie robili. Tak też chyba musiało być z tymi oprawcami z Somalii. Gdyby mieli sumienie, to by tak nie postąpili, ale oni zamiast niego mieli swoją wiarę. Wiarę, która zamiast uczynić ich bardziej ludzkimi, całkiem nieludzkimi ich uczyniła.

Niebezpieczeństwo jakie jest zawarte w każdej wierze nie jest jak bomba, która służy tylko i wyłącznie do zabijania. Jest raczej jak młot, który może posłużyć do wykucia rzeczy pięknych, ale może i posłużyć do rozbijania głów innym ludziom tylko dlatego, że nie wyznają naszych poglądów.

Pięknie widać to na przykładzie Jana Pawła II, który choć w mojej ocenie był mocno ortodoksyjnym przywódcą duchowym, to jednak potrafił w swej wierze wznieść się ponad część dogmatów własnej religii, by próbować osiągnąć porozumienie z innymi. Mądrych jest jednak zawsze tak mało, że głupim, podłym i złym łatwo nadać ton zbiorowości. Zło każdej wiary (nie tylko religii, ale też choćby ateizmu czy komunizmu), leży w tym, że są idealnym narzędziem dla tych kreatur, które potrafią tylko niszczyć. Wyrżnięcie Indian, stosy, wojny religijne nie tylko z innymi ale i między własnymi odłamami, to tylko niektóre osiągnięcia, które umożliwiło chrześcijaństwo. Komunizm też był sztandarem pod którym popełniono wielkie zbrodnie. Nie jest lepszy i islam. Nie będzie też lepsza żadna wiara, którą wspiera państwo. Wierzenia takie jak w chwili obecnej Świadkowie Jehowy nie są obarczone tą skazą, ale nie mogą nigdy one przekroczyć pewnego procentowego progu liczebności w społeczeństwie bez przemiany w religię taką, jak chrześcijaństwo czy islam, czyli o podwójnej moralności. To jednak temat na osobne rozważania.

W zadowolonych społeczeństwach z reguły wykorzystanie wiary w celu szerzenia zła, nienawiści i nietolerancji przez jednostki, które pod jej płaszczykiem chcą osiągnąć własne cele jest trudniejsze i mniej efektywne niż w krajach biednych lub mocno zantagonizowanych. Większa wola jest by szanować ludzi dobrych i mądrych, by być tolerancyjnym wobec innych w wierze, kolorze skóry czy płci. Niestety nie widzę na razie w Polsce tendencji byśmy zamierzali iść tą drogą. PiS ogłosił niedawno, że wszedł w porozumienie z przywódcą z Torunia i najważniejsze dla niego będzie chronienie życia poczętego. Każdy kto trochę myśli i zna historię chrześcijaństwa wie, że to bzdura, bo nawet święci doktorzy Kościoła Katolickiego twierdzili, że zarodek ludzki staje się człowiekiem dopiero po pewnym czasie. Nie to jednak jest istotne. Przecież nie ma niczego złego w tym, by ktoś wierzył, iż poczęcie jest momentem powstania człowieka. Złe jest wykorzystanie tej wiary do tworzenia podziałów, do szerzenia nietolerancji i nienawiści. PiSowi chodzi właśnie o to, by ludzi podzielić na tych, którzy myślą tak jak oni, czyli swoich, i tych, którzy myślą inaczej, czyli obcych, złych, niegodziwych. By nikomu w Polsce broń Boże nie przyszło do głowy, że ateista (albo o zgrozo lewak!) może być dobry lub mądry, a katolik z PiSu zły albo głupi. Zresztą z komentarzy internautów oraz z tego, co widzimy w życiu, widać, że ateiści i inni spoza kręgu PiSowsko-katolickiego też nie są lepsi. Dla ludzi z PO równie trudne jest przyznanie, że w PiSie też można spotkać mądrych i porządnych ludzi, podobnie jak dla ateistów, że są i wśród katolików tacy, od których wiele by się mogli nauczyć. Inna sprawa, że przynajmniej jeśli chodzi o standardy moralne, o tolerancyjność i uczciwość wyrażanych publicznie poglądów, PO w mojej ocenie plasuje się dużo wyżej niż PiS.

W tej chwili opcją polityczną, która najbardziej zasługuje na stwierdzenie, że ocenia ludzi według normalnych standardów, która nie szerzy nietolerancji i nienawiści jest lewica. Potrójnie niestety. Po pierwsze, bowiem też nie do końca i nie zawsze jest tolerancyjna. Po drugie, bo stawia to uczciwych, zdrowo myślących na przegranej pozycji, gdyż szukając normalności skazują się na jedną opcję polityczną. Po trzecie, gdyż jest ta lewica tak nieliczna. A może jest nieliczna właśnie dlatego, że nawołuje do normalności, do oceniania ludzi za to jacy są, a nie za to, pod jakim sztandarem kroczą?

Marzy mi się kraj, gdzie powiedzenie o kimś, że jest Żydem nie będzie obraźliwe, kraj, gdzie bycie ateistą nie będzie równoznaczne z byciem komunistą. Kraj, gdzie będzie można być uznanym za szlachetnego niezależnie od tego, czy się w Boga wierzy czy nie, ani jaką wiarę się wyznaje, ale na podstawie czynów i wypowiedzi. Gdzie wiara nie będzie zamiast sumienia, ale by to sumienie uwrażliwić. Nie mam nadziei bym tego dożył, choć bardzo sobie tego życzę i cieszę się, że nadal bliżej nam do tego ideału, niż do Somalii.

czwartek, 30 października 2008

POKŁON DLA GENERAŁA


Ostatnio znów wrócił temat gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Kiedy czytam to, co się na jego temat wypisuje, głównie w internecie, to mam wrażenie, że odmóżdżenie naszego narodu postępuje coraz dalej. Zwłaszcza rozbrajają mnie komentarze internautów pod tekstami dotyczącymi Generała.

W Polsce mamy teraz taki dziwny zwyczaj, że jak tylko ktoś powie cokolwiek pochlebnego o czasach PRL-u, to szufladkuje się go jako komunistę. Tak jakby zauważenie jakiejkolwiek dobrej strony w rzeczy z gruntu złej nie mieściło się w głowie przeciętnego Polaka. Ten swoisty daltonizm historyczno-polityczny, widzenie wszystkiego tylko w wersji black & white, to już nie choroba, ale raczej zaraza. Tym groźniejsza, że w parze z nią idzie amnezja. Gdyby do wszystkiego tak podchodzić to kogoś, kto wspomni osiągnięcia czasów feudalnych należałoby chyba nazywać feudałem (czy raczej feudalistą?), a kogoś, kto podziwia piramidy, co najmniej zwolennikiem tyranii jeśli nie restauracji faraonów. Ilość jadu, jaka tryska z wypowiedzi wszelkich tych tzw. antykomunistów zabiłaby chyba cały nasz naród, gdyby słowa mogły zabijać. To trochę dziwne, że w kraju, gdzie 97% ludności to katolicy, tak trudno o wyrozumiałość, miłosierdzie i przebaczenie. To dziwne, że pokolenie Jana Pawła II, na którym podobno jego pontyfikat wywarł „niezatarte piętno”, tak wiele ma w sobie jadu i nienawiści. Może chodzi o to, że w tym samym kraju, gdzie teraz wszyscy są katolikami i wszyscy są z PISu albo PO, niedawno większość głosowała na SLD, a jeszcze wcześniej należała do PZPR. Sam znam wielu takich, którzy równie gorliwie oddawali się marksizmowi co teraz Chrystusowi. Tym bardziej gorliwie, że nie bezinteresownie. Oni chyba najbardziej nienawidzą komuny, która dała im majątki, wykształcenie i układy. Nawet ich rozumiem. To stara zasada nadgorliwości tych, którzy mają coś do ukrycia. Co sprawia jednak, że jadem zatrute są również umysły młodzieży?

No, dość tych dygresji. Trochę mnie poniosło. O „osiągnięciach komunizmu” może kiedy indziej. Zajmijmy się naszym Generałem.

Nie miałem nigdy zaszczytu poznać osobiście gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Mam jednak dla niego wiele szacunku i podziwu. Nie tylko za to kim był, ale i za to jak teraz znosi niegodne traktowanie ze strony bardziej hałaśliwej części narodu.

Kilka razy na gruncie prywatnym spotkałem wojskowych, którzy blisko znali Generała. Zawsze, gdy była o nim mowa, niezależnie od tego co sądzili o nim jako o polityku, zawsze podkreślali, że jest to człowiek kryształowo czystego charakteru, który nigdy nie kierował się prywatą. Nie powiem, żebym tak znowu wierzył w takie opowiastki, choć rzeczy mówione po kilku promilach, na moment zanim się film urwie, często są prawdziwe, podobnie jak wyznania na łożu śmierci. Jestem jednak zdecydowanym sceptykiem i nie te zapewnienia sprawiły, że tak szanuję postać gen. Jaruzelskiego.

Śledzę to co się wyprawia w polskiej polityce i co się na ten temat pisze za granicą. Prawie każdej osobie z naszego życia politycznego przypięto już lub próbowano przypiąć łatkę. A to kandydat do wyborów podobno bił żonę, a to ktoś był agentem o pseudonimie Bolek, a to ktoś jest Żydem, a to kto inny miał dziadka z Wehrmachtu. Nie chcę już się tutaj rozwodzić, że te zarzuty są najlepszym przykładem „odwiecznej polskiej tolerancji”, no bo co jest złego w tym, że ktoś był żołnierzem Wehrmachtu, albo że jest Żydem. Nie będę także rozwijał myśli, że nikt nigdy nie wyjaśnił, kto i z czyjego polecenia sfabrykował kłamstwa o Tymińskim czy Cimoszewiczu, gdyż pewnie nadal jest popyt na usługi tych ludzi od szkalowania i uważani są oni przez wodzów naszego narodu za nadal przydatnych. Dla mnie symptomatyczne jest to, że przez tyle lat, a właściwie niedługo już dziesiątków lat, nikt nigdy nie zdołał oczernić gen. Jaruzelskiego jako człowieka. Nie zdołał, bo widocznie nie było punktu zaczepienia a ludzie, którzy go dobrze znali, wyśmialiby każdą potwarz wymyśloną bez naprawdę mocnych podstaw.

Innym aspektem osobowości Generała jest jego tolerancja i zdolność do kompromisów w imię dobra Polski. Dziwne stwierdzenie? A pamiętacie Wałęsę z tamtych czasów? Na pewno nie był to ten Wałęsa co dzisiaj. Na pewno miał mniejsze doświadczenie w negocjacjach, węższe horyzonty i był mniej tolerancyjny. Mimo wszystko Okrągły Stół miał miejsce. Ponad podziałami o których dzisiejsze władze nie mają pojęcia potrafiono wówczas wytyczyć jasny kierunek rozwoju Polski. Jak się ma przy tym dzisiejsza wojna PiS i PO? Czy wyobrażacie sobie Kaczyńskich przy jakimkolwiek okrągłym stole? Po prostu Generał zawsze trzymał fason czy jak to się ładnie mówi miał klasę. Nie dziwi, że ludzie, którzy choć mają doktoraty używają publicznie słów „Spieprzaj dziadu” nie mogą znieść obok siebie kogoś formatu gen. Jaruzelskiego i usiłują za wszelką cenę go poniżyć.

Ta wewnętrzna wielkość gen. Jaruzelskiego od początku była solą w oku ludzi małych sercem i rozumem. Nie mogąc znieść szacunku jakim darzy go spora grupa ludzi postanowili zniszczyć jego wizerunek na drodze potępienia Stanu Wojennego.

Trochę jest dla mnie dziwne, że decydujący głos w tej materii oddaje się ludziom z IPN i innym, którzy właśnie w czasach „komuny” robili kariery, zdobywali wykształcenie, wchodzili w układy polityczne. To właśnie od Partii dostali tytuły naukowe, bo przecież za PRL-u nie dawali magisterek ani doktoratów dla autorów prawdy o Katyniu czy wnikliwej i bezkompromisowej krytyki komunizmu. Pomińmy jednak ten również poboczny nieco temat i skoncentrujmy się na pytaniu: było to zagrożenie inwazją ze strony ZSRR, której obawiali się autorzy Stanu Wojennego, czy też nie. IPN i mądrzy wszelkiej maści przekonują nas, że nie. Ja jednak mam w tej materii inne zdanie. Po pierwsze pamiętam jak rodzice kolegów zatrudnieni w pobliskich bazach wojsk radzieckich przychodzili roztrzęsieni widząc, co się w nich dzieje. Byli pewni, że sowieci lada dzień zaprowadzą porządek po swojemu. Po drugie nasze autorytety nigdy nie miały orientacji w tym, co naprawdę chcą zrobić inni. Do spółki z Hitlerem dokonano zajęcia Czechosłowacji, co jest wstydliwie pomijanym aspektem tamtego okresu. Potem liczono na zachodnich aliantów. Potem nie wiadomo jakim cudem wierzono, że Powstanie Warszawskie się uda. Nigdy nie potrafiliśmy ocenić intencji tych, których zamiary Polska powinna znać przede wszystkim. Jaki cel miałaby teraz Rosja, by przyznać, że ZSRR chciało zająć Polskę w 1989? Rosjanie do dziś nie odtajnili wielu materiałów z Drugiej Wojny Światowej, a my wiemy co chcieli zrobić dwadzieścia lat temu? Podkreślam – jestem przekonany, że ryzyko wejścia Armii Czerwonej do Polski było wtedy duże. Nie wiem, czy oni mieli taki zamiar, ale ryzyko takie na pewno było. Niestety trzeba trochę uczciwości i mądrości, by zrozumieć różnicę pomiędzy wtedy a teraz.

Dziś każdy pętak potrafi wytknąć błędy Hitlerowi, Stalinowi, Aleksandrowi Wielkiemu czy komukolwiek innemu, kto podejmował decyzje w przeszłości. Powiedzieć, że to a to trzeba było zrobić inaczej. Tylko, że na ich miejscu, przy ograniczonej liczbie informacji, które były znane wówczas, a nie teraz, ci mądrale najpewniej niczego mądrego by nie zrobili. Generał Jaruzelski nie miał tych informacji, którymi dysponujemy teraz, a których wartość i tak dopiero zweryfikują przyszłe dziesięciolecia. Ponadto każda informacja pochodząca od strony radzieckiej mogła być przecież dezinformacją. Pamiętajmy, że od czasów Hitlera wypowiadanie wojny, czy też w ogóle uprzedzanie kogokolwiek o planowanym najeździe, nie było już modne, zwłaszcza w kraju za Bugiem, o czym gen. Jaruzelski na pewno wiedział. To, że oficjalne radzieckie dokumenty z tamtego okresu mówią co innego, niż przewidywał Generał, nie świadczy wcale na jego niekorzyść.

Jak już wyżej wspomniałem, nie jestem pewny, czy Rosjanie chcieli wtedy przyjść nam z „bratnią pomocą”. Tak jak pokerzysta nie wie, czy partner ma silne karty, tylko wie, że takie zagrożenie istnieje i gra stosownie do oceny stopnia tego zagrożenia, tak też grał i Generał. Ja uważam, że grał dobrze. Tym bardziej, że gdyby decyzja o wejściu do Polski zapadła, to już by było na Stan Wojenny za późno.

Jest jeszcze druga strona medalu Stanu Wojennego. Były bowiem dwie przyczyny jego wprowadzenia, ale o tej drugiej mniej się mówi. To postępujący chaos jaki ogarniał wówczas Polskę. Solidarność absolutnie nie była przygotowana do samodzielnego rządzenia w kraju. Dzięki Stanowi Wojennego uniknięto tego, czego doświadczyły inne kraje w czasie rewolucji. Kto czytał o Rewolucji Francuskiej ten raczej woli ewolucję niż rewolucję. Fakt, podczas Stanu Wojennego też były ofiary. A czy podczas Przewrotu Majowego ich nie było? Wydarzenia w maju 1926 też miały na celu „zaprowadzenie porządku”. Tylko, że Piłsudskiemu się ich nie wypomina. Jak podobno powiedział Hitler zwycięzców nikt nie będzie sądził. Sądzi się tylko pokonanych i chyba tylko tą dewizą, nienawiścią i żądzą zemsty, na którą nie powinno być miejsca w kraju katolickim, można wytłumaczyć upór z jakim zatruwa się ostatnie dni życia Generała. Człowieka, który choćby i nawet się mylił, to jednak życie poświęcił dla kraju nie oczekując niczego dla siebie. Aż przykro porównywać zaciekłość z jaką się go gnębi do braku działań wobec ludzi, którzy w trakcie tak zwanej prywatyzacji oddali za grosze zagranicznemu kapitałowi nasz kraj. Vea victis...

Kończąc mam nadzieję, że kiedyś i w oficjalnych opracowaniach sylwetka gen. Wojciecha Jaruzelskiego zostanie oceniona tak, jak na to zasługuje. Szkoda tylko, że pewnie długo przyjdzie na to poczekać.

http://www.wojciech-jaruzelski.pl

czwartek, 19 lipca 2007

ROZMNAŻANIE LUMPÓW


Rządcieszy się, że dzięki becikowemu udało mu się podnieść wskaźnik urodzin wnaszym kraju. Nie wnikam, czy nie jest to przypadkiem odzwierciedleniemkoniunktury gospodarczej i kilku innych czynników. Załóżmy, że jest tak naprawdę.Czy jest się z czego cieszyć?

Becikowe,czyli jednorazowy zasiłek mniejszy niż jedna dobra pensja, jest na pewnoprzyjemnym prezentem dla młodych rodziców. Nie stanowi on jednak ani jednegoprocenta kosztów biologicznego utrzymania dziecka, że o dobrym wykształceniunie wspomnę. Każdy handlowiec wie, że taka obniżka cen, czylijednoprocentowa,  klientów mu nieprzyciągnie. Jeden procent rabatu nic nie daje, nie przemawia do wyobraźni. Ktowięc może się skusić na becikowe, mimo zerowej atrakcyjności takiej promocji?Odpowiedź zawiera się w sposobie zapisu.

Becikoweto nie 1% a 1000 zł. W sposobie zapisu odzwierciedla się wyjaśnienie. Becikowema zachęcić do posiadania dzieci ludzi, którzy nie umieją przeliczyć 1000 zł naprocenty. Jest atrakcyjnym zastrzykiem gotówki dla ludzi, którzy nie sięgająmyślą poza dzień dzisiejszy, a suma 1000 zł jest dla nich zawrotna, głównie zpowodu przeliczenia na tanie wina, jednym słowem dla lumpów. W środowiskachosób wykształconych takich ludzi, nie liczących i nie planujących,  generalnie się nie spotyka. Nie spotka sięich tym bardziej wśród ludzi biznesu. Nagminnie zaś ich widzimy pod sklepamimonopolowymi, w oszczanych bramach i w zarzyganych krzakach.

Oczywiste,że nawet najbogatsi biorą becikowe, gdy chcą mieć dziecko. Podobnie, gdy kupująsamochód za 100 czy 200 tys. złotych, też biorą gratisy, które są przewidzianew promocji. Na pewno jednak nie wybierają jednego auta spomiędzy wielu dlatego,że mikrofala w zestawie jest o 1000 zł droższa niż u konkurencji. O decyzjimoże zadecydować obniżka kilku-kilkunastoprocentowa, ale nie 1%. Nawiasemmówiąc, oni często negocjują ze sprzedawcą jaki bonus dostaną, co jestnajlepszym dowodem, że auto kupują dlatego, że chcą, a nie z powodu promocji.Chcą kupić, a jeszcze próbują jak najwięcej utargować dla siebie.

Czyjest więc z czego się cieszyć? Czy z dzieci urodzonych dzięki becikowemuwyrosną tytany umysłu albo rekiny biznesu? A może zgodnie z tym, coobserwujemy, czyli że z dziecka lumpa lump wyrasta, jest to po prostu sposób nawyprodukowanie następnych rzesz bezrobotnych i bezrozumnych?

Nasuwasię więc następne pytanie. Skoro becikowe powoduje wzrost przyrostu naturalnegow marginesie społecznym, bez szans na wykształcenie (darmowa edukacja w Polsceto już czysta fikcja), a więc bez szans na pracę, skoro w związku z powyższymspowoduje to tylko jeszcze większe problemy dla państwa, choćby z powoduzasiłków, to dlaczego ktoś miałby się z tego cieszyć?

Jeśliktoś nie jest zainteresowany prawdziwie silną i bogatą ojczyzną, jeśli jegodziałania są skierowane tylko i wyłącznie na posiadanie jak największej liczbywyborców, wiernych, niewolników (obojętnie jak to nazwać), to nie przeszkadzamu brak jakości, liczy się tylko ilość. Tu tkwi przyczyna uchwalenia becikowegoi radość z jego działania.

Jamam jednak nadzieję, że tak naprawdę becikowe niczego nie zmieniło, że wbrewtemu, co mówi rząd, nikogo nie zachęciło do posiadania dzieci i że obecnywzrost liczby urodzeń to po prostu efekt poprawy koniunktury gospodarczej iotwarcia granic. Wielu zarabia, a nawet żyje na zachodzie, ale rodzi tutaj, botaniej. Miejmy nadzieję...

wtorek, 12 czerwca 2007

TOLERANCJA I SENYSZYN



czyli o wartościach katolickich

    Posłanka SLD Joanna Senyszyn dostała niedawno paczkę. W środku był sznur i krótki list: "Szkoda, że Cię matka nie wyskrobała, to się powieś". Mąż posłanki chce zawiadomić prokuraturę - informuje portal gazeta.pl.
    - Joasia bez przerwy otrzymuje pogróżki, obraźliwe listy i wulgarne SMS-y. Przychodzą kilka razy w tygodniu. (...) - mówi mąż posłanki Bolesław Senyszyn, prawnik. (...)
Źródło: onet.pl Wiadomości 19.05.2007

    O człowieku mówią nie jego słowa, lecz czyny. O prawdziwej wartości ideologii świadczą nie tyrady jej agitatorów, ale czyny jej zwolenników. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by się domyślić, że próbujące zastraszyć posłankę SLD oszołomy są natchnione teoriami spod znaku krzyża, a nie sierpa i młota. To niestety nie świadczy dobrze o prawdziwych wartościach niesionych przez propagandę katolicką. Tezy o tolerancji i miłości katolików można między bajki włożyć. Są oni bowiem dobrzy, ale dla takich jak oni i myślących tak jak oni. Przekonał się o tym każdy, kto kiedykolwiek napisał coś przeciwko negatywnym cechom katolicyzmu.
    Jak tolerancyjni są katolicy wobec innych świadczą choćby pogardliwe epitety, jakimi obdarzają Świadków Jehowy. Powszechne w Polsce określenie „kocia wiara” według przeciętnego katolika wcale nie jest obraźliwe, choć dotyczy wyznania, które wielbi tego samego Boga i ma na pewno wyższe standardy moralne niż papiści. Ciekawe dlaczego katolicy tak się oburzyli, gdy Urban ich obrzędy nazwał gusłami? Wszak większość ludzi na ziemi nie wierzy w Boga chrześcijan, więc i ich obrzędy są dla nich tylko takim samym folklorem, jak dla przeciętnego katolika praktyki religijne wyznawców islamu.
    Mam wrażenie, że od czasów Kmicica niewiele się w Polsce zmieniło. Wtedy była „psia wiara”, „poganie” i „bezbożnicy” a teraz są „komuchy”, „koty”, „islamiści” i inne szufladki tworzone po to, by przypadkiem nie podzielić ludzi na dobrych i złych, na mądrych i głupich, według ich własnej, indywidualnej wartości. By nie zauważyć, że każdy jest inny i właśnie ta różnorodność jest najpiękniejszą i największą wartością, którą demokracja ma chronić. Tego właśnie przywódcy katoliccy w rodzaju Ojca Rydzyka obawiają się najbardziej, bo okazałoby się, że podział na dobrych i złych tak naprawdę nie pokrywa się, i nigdy się nie pokrywał, z podziałami wyznaniowymi, czy raczej szerzej – ze światopoglądowymi.
    Jak to się stało, że od pogróżek wobec Senyszyn przeszliśmy do takich rozważań? Ano dlatego, że coraz więcej jest dowodów na zastraszanie w Polsce ludzi, którzy mają poglądy odmienne od większości. Jeszcze fizycznie nie likwiduje się myślących inaczej. Jeszcze nie. Ale to, co spotyka panią Senyszyn jest wyraźnym sygnałem, że są ludzie, którzy tylko o tym marzą. Za komuny siedzieli cicho, bo za takie coś od razu ponieśliby zasłużoną karę. Teraz pozwalają sobie śmiało na groźby, które czynią z nich zwykłych przestępców. Niech no tylko poczują więcej bezkarności, a każdy kto skrytykuje Kościół Katolicki dostanie za swoje.
    Jeśli ktoś się nie zgadza, nich spróbuje napisać coś krytycznego, niekoniecznie nawet obraźliwego, pod adresem Kościoła. Jeśli tylko będzie miał wystarczająco dużo czytelników, zaraz będą wyzwiska, a potem nawet i groźby. To taka lekcja tolerancji, którą każdy może sobie darmo zafundować.
    Bardziej leniwym polecam lekturę blogów katolickich, sławiących Boga, gdzie twierdzi się, że tylko Chrystus jest całym światem. Praktycznie nie spotyka się tam obraźliwych komentarzy ze strony racjonalistów, ateistów, wyznawców islamu czy innych, którzy mają na to odmienny pogląd. Potem wystarczy porównać to do sytuacji Pani Senyszyn, której całą winą jest odwaga w głoszeniu własnych poglądów. Nie nawołuje ona do zamykania kościołów, nie mówi, że wiara katolicka jest zła, twierdzi tylko, że są ludzie, którzy myślą inaczej niż Jan Paweł II. To wystarcza, by w imię nauk Chrystusa grozić jej, poniżać ją i odsądzać od czci i rozumu.
    Tak nawiasem mówiąc, to w kwestii, która pani Senyszyn narobiła najwięcej wrogów, czyli aborcji, ma ona zwolennika choćby w osobie św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu. Obaj twierdzili, że płód staje się człowiekiem dopiero w pewnym okresie swego rozwoju. Stając na stanowisku prezentowanym przez te dwa niekwestionowane autorytety katolickie należy tezy LPR, Jana Pawła II i Ojca Rydzyka, uznające zarodek ludzki za człowieka od chwili poczęcia, ocenić jako wyssane z palca. To oczywiście nie przeszkadza w niczym posyłać sznura osobom, które mają inny światopogląd.

JP II DOBRY NA WSZYSTKO


 I znowu mamy zamieszanie w folwarku J.O. Giertycha. Gombrowicz i Goethe zostali skreśleni z listy lektur. Oczywiście, wobec dość negatywnej reakcji na to pociągnięcie, J.O. Giertych wycofuje się chyłkiem, tłumacząc, że woli Sienkiewicza niż Gombrowicza, a wszystkich nie da się pomieścić w spisie lektur, kogoś trzeba skreślić, by kogoś dołożyć. To jednak zwykła zasłona dymna, bowiem prawdę podaje nam jak na tacy wcześniejsza wypowiedź rzeczniczki prasowej MEN, Anety Woźniak:
    - Nie chodzi o wprowadzanie ideologii do szkół. Stanowczo to dementuję - powiedziała rzeczniczka. Jak można przeczytać w uzasadnieniu na stronie internetowej MEN, w kanonie znalazły się utwory "o wielkim ładunku patriotyzmu, nacechowane głębokim humanizmem i wartościami chrześcijańskimi". Dlatego w projekcie rozporządzenia znalazły się: książka papieża Jana Pawła II "Pamięć i tożsamość", utwory Jana Dobraczyńskiego i ks. Jana Twardowskiego. (...)
    Źródło: Wiadomości onet.pl za PAP, ph /31.05.2007
    Widzimy więc, że nie chodzi o żadnego Sienkiewicza, tylko o JPII i jego ideologicznych kompanów.
    Katoprawica wyraźnie zmierza w kierunku państwa wyznaniowego polityką małych kroczków. Jak społeczeństwo się „burzy”, to wypierają się w żywe oczy i palą głupa jak sztubak przyłapany przez profesora. Wycofują się  o krok, a za chwilę znów robią swoje.
    Mało krzyży wiszących w każdej szkole i w każdej klasie, mało pomników Jana Pawła II i ulic Jana Pawła II. Trzeba jeszcze wprowadzić jego „dzieła” do kanonu lektur szkolnych.
    Cechą naszego narodu, a zwłaszcza najgłupszych jego przedstawicieli, jest tendencja, by być świętszym od papieża. Przypominam sobie zdjęcie widziane w internecie po ostatniej pielgrzymce JPII. Przedstawiało zdjęcie z wielkiego MPiK-u. Na półce z napisem FILOZOFIA były dzieła tylko jednego autora. Oczywiście JPII!!! Pojechałem, sprawdziłem, widziałem. Tak było! Szkoda tylko, że zagubiłem to zdjęcie...
    Kiedy czytamy o hitleryźmie, wielu dziwi się, jak porządni Niemcy mogli popierać nazizm i ślepo wierzyć Hitlerowi. To samo możemy obserwować w Polsce. Ślepe uwielbienie dla jednego człowieka i jednej idei. Nie jest ważne jaka to jest idea i jaki człowiek, w którego wierzymy. Ślepe przywiązanie do doktryny (wiary) i ślepa wiara w innego człowieka, to najgorsze wynalazki ludzkości. Czym to się może skończyć wiemy z historii. Hitler, Stalin, Rewolucja Francuska, Hiszpania Torquemady, Jugosławia, Ruanda i Burundia. Za każdym razem, gdy próbowano na siłę zaprowadzić na ziemi porządki w teorii zalecane przez wymyśloną uprzednio ideologię, kończyło się to katastrofą, morzem łez, krwi i śmierci. Niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzącymi, ateistami czy wyznawcami jeszcze innego światopoglądu, nie pozwólmy, by na naszych oczach robiono z Polski państwo wyznaniowe.
    W praktyce sprawdzają się tylko społeczeństwa powstałe w drodze ewolucji, do których potem dorobiono ideologię zatwierdzającą stan faktyczny. Odwrotna droga zawsze prowadzi do nieszczęść.
    Pamiętajmy, że katolicyzm, podobnie jak wiele innych wyznań, pięknie się prezentuje, póki nie zwycięży. Tak samo było zresztą z komuną. Podobała się najbardziej na Zachodzie. Tym, którzy musieli w niej żyć odpowiadała zdecydowanie mniej. Tak jest zawsze.

ZACHŁANNY WATYKAN


Władze Stolicy Apostolskiej chcą przekształcić część swoich kamienic w hotele, kosztem ich obecnych mieszkańców
    Przez wieki Watykan stosował wobec mieszkańców Rzymu taryfę ulgową, oferując w wielu swoich nieruchomościach w centrum miasta tanie mieszkania do wynajęcia. Ale ostatnio Stolica Apostolska zażądała płacenia wyższych czynszów, grożąc eksmisją.
    Stowarzyszenie lokatorów, które zawiązało się w obliczu tak niechrześcijańskiego traktowania, twierdzi, że Watykan chce przekształcić zajmowanie przez nich lokale w hotele lub powierzchnie handlowe.
    65-letni przewodnik Franco Lattughi mówi, że podniesiono mu czynsz z równowartości 480 do 1400 funtów miesięcznie. – Kiedy dostałem to mieszkanie, przeszło właśnie na własność Kościoła i było w bardzo złym stanie. Wydałem wszystkie oszczędności – 200 milionów lirów (70 tys. funtów) – na jego remont. Zakładałem, że będę tu mógł mieszkać przez resztę życia za stały czynsz. Tak zapewniał Kościół.
    Wielu mieszkańców, których zmuszono w ten sposób do opuszczenia lokali, nie ma dokąd pójść. 50-letnia Zita Di Lucantonio przez całe życie zajmowała lokal na Piazza Farnese. Budynkiem zarządza zakon męski Santa Maria della Quercia dei Macellai, który próbuje wyeksmitować ją i jej rodzinę.    
    - Jesteśmy ostatnimi ludźmi mieszkającymi jeszcze w tym budynku. Pozostali ustąpili, ale ja mam córkę i starą, niepełnosprawną matkę – mówi lokatorka. – Nie jesteśmy bogaci, żyjemy z emerytury mojej mamy, ale zawsze płaciliśmy czynsz.
    Nakazy eksmisji wysłano także do pięciu innych dużych domów w centrum Rzymu. Starsi mieszkańcy palazzo przy Via Giulia, wszyscy powyżej siedemdziesiątki, zostali wyrzuceni, kiedy w budynku urządzono pięciogwiazdkowy hotel St George. Pokoje kosztują w nim 400 euro za noc. Wielu lokatorów mieszkało tu od zakończenia II wojny światowej.
    Watykan posiada jedną czwartą budynków w centrum Rzymu, a w zeszłym roku na Kościół katolicki przepisano w testamentach kolejnych 8000 nieruchomości. Wartość wszystkich posiadłości Watykanu szacuje się na około cztery miliardy funtów, ale jego rzymskie nieruchomości warte są oficjalnie tylko kilka milionów.
    Ceny nieruchomości w centrum stolicy Włoch wzrosły w ciągu ostatnich pięciu lat dwukrotnie, ale posiadłościom watykańskim nie zmieniano wyceny od 1929 roku. W oficjalnych księgach rachunkowych Stolicy Apostolskiej bazylika św. Piotra warta jest tylko... 65 pensów, ponieważ nie sposób jej sprzedać. Nie dziwi więc pokusa przekształcenia niektórych nieruchomości kościelnych w hotele.
    Budynki watykańskie są wyłączone z podatku miejskiego, nawet jeśli leżą poza granicami kościelnego państwa. W dodatku firmy prowadzone przez organizacje religijne dostają 50-procentową zniżkę na podatek od osób prawnych.
    W całych Włoszech jest 3300 hoteli prowadzonych przez organizacje religijne. Dysponują 200 tysiącami łóżek. Ich roczny obrót wynosi trzy miliardy funtów. W Rzymie barokowy budynek, zaprojektowany przez Francesco Borrominiego i należący do żeńskiego zakonu Najświętszej Maryi Panny od Siedmiu Boleści z Zatybrza, przerabiany jest na 62-pokojowy hotel.
    Kardynał Attilio Nicora, kierujący wydziałem nadzorującym nieruchomości i akcje Watykanu, od chwili objęcia urzędu w 2002 roku całkowicie przeobraził finanse świętej stolicy. W roku 2004/5 osiągnął zysk w wysokości 33 milionów funtów ze sprzedaży różnych budynków. Suma ta wystarczyła z nawiązką na pokrycie ogromnych strat poniesionych przez Radio Watykan i oficjalny dziennik "Osservatore Romano".
    Źródło: Wiadomości onet.pl 31.05.2007 za The Daily Telegraph Malcolm Moore 30.05.2007

    Opisane postępowanie bardziej przystoi pazernemu, bezdusznemu koncernowi ze świata mamony, kapitalizmu i imperializmu, niż organizacji, która uważa się za przewodnika dusz, drogowskaz moralności i wyrocznię w sprawach Boga.
    Każdy, kto nie jest ślepy wie, że Kościół nie ma nic wspólnego z Bogiem. Kler jest klasą społeczną żyjącą na koszt społeczeństwa, i to w dodatku żyjącą w dostatku i w grzechu, wbrew głoszonym ideom czystości i przedkładania dóbr wiecznych nad doczesne. Celibat wymyślono w celu ochrony majątków kościelnych przed podziałami spadkowymi a nie dla miłowania Boga. Nie ma już komuny, która zaczęłaby krzyczeć, że Kościół jest bezduszny, bezwzględny i pazerny, więc czarni zaczynają pokazywać co potrafią. W przeszłości papieże robili z Watykanu burdel i miejsce kaźni ich konkurentów do władzy. Za komuny się trochę hamowali, ale chyba znów wszystko wróci do normy. To dopiero pierwsze jaskółki nowego image katolicyzmu :-)
    A propos - były agent nie może być dyrektorem szkoły, a  były członek Hitlerjugend może być Głową Kościoła? Bardzo dziwne ;-)