Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

sobota, 19 maja 2007

IPN - PiS


IPN - PiS (Posłuszny i Spolegliwy)
     "Życie Warszawy" postanowiło sprawdzić, czy, podobniejak poseł Arkadiusz Mularczyk, dostanie z IPN oświadczenia lustracyjneosób publicznych w ciągu niecałej doby. Okazało się, że gazeta musi czekać na materiały co najmniej miesiąc.
     Źródło: wiadomości.onet.pl za IAR/PAP, MFi

   Podobne próby poczynili też inni dziennikarze, choćby z RMF FM. Raczej nie dostaną zamówionych teczek wcześniej niż po miesiącu. Trochę to kontrastuje z kilkugodzinnym załatwieniem takiego samego zamówienia złożonego przez PiS ;-)
    Nie jest to w sumie dziwne. Historycy z tytułami bardzo często są ulegli wobec władzy. Wszak nie są zawodem produkcyjnym i skoro władza ich utrzymuje, to nie mogą być zbyt uczciwi, odważni ani prawdomówni, jeśli nie chcą stracić papu. Matematycy, fizycy, czy inżynierowie posługują się tą samą nauką, niezależnie od wyznania, przynależności państwowej, czy innych zobowiązań. Historycy (ci na etatach), to taki ludek, który mówi co im władza każe. Dlatego co innego mówi historyk rosyjski, co innego żydowski czy brytyjski, a jeszcze co innego polski.
    Oczywiście są uczciwi historycy, odważni i niepokorni, ale łatwiej ich spotkać w podstawówce albo liceum, niż wśród profesorów lub doktorów.
    Jeśli ktoś nadal wierzy, że IPN nie chodzi na pasku PiS-u, to jego sprawa. Ja złudzeń nie mam już od dawna i sprawa ekspresowego obsłużenia Mularczyka wcale mnie nie zdziwiła. To co zarzucano "komuchom", czyli wywieranie wpływu na wszystko i wszystkich, PiS jak widać przyswoił i jeszcze rozwinął. PiS uważa, że wzrost poparcia dla niego po różnych, moralnie nagannych jego poczynaniach, rozgrzesza go z jego działań. Nie ma już czegoś takiego jak uczciwość czy moralność, a sumienie i honor zostały zastąpione przez wskaźniki badań poparcia. Zapomina tylko, że komuna póki rządziła, podobnie jak faszyści i wszelcy inni populiści, też miała wysokie poparcie w sondażach. Głupota tłumu jest wielka. Można go wodzić na pasku, a on poprze wszelkie niegodziwości, a nawet ewidentne podłości. Do czasu...

UCZULENIE NA ŚWIĘTEGO


Dlaczego wkurza mnie trąbienie o przemożnym wpływie Jana Pawła II i jego świętości na nasz naród?
    Bo po pierwsze zakłada, że nasz naród składa się tylko z katolików. Świadkowie Jehowy, ateiści i cała masa innych z definicji nie wierzy w świętych, a więc i w świętość JPII. Każdy kto powtarza, że świętość JPII jest faktem dla całego narodu, albo jest głupi, bo nie wie co mówi, albo uważa, że ludzie nie wyznający kultu świętych nie mogą być Polakami. Każdy ma prawo być głupkiem, ale czy osoby wypowiadające się publicznie mają prawo okazywać pogardę ludziom o innym światopoglądzie?
    Druga sprawa jest zdecydowanie poważniejsza. Do znudzenia trąbi się w środkach masowego przekazu, że JPII wywarł nieodparty wpływ moralny na nasz naród? Czyli na kogo? W czym się ten wpływ przejawia? Czy może spadła ilość kradzieży, gwałtów czy zabójstw? Może mniej jest pedofili albo aktów agresji w szkołach? Może desperaci z wieżyczek strażniczych rzadziej strzelają do niewinnych? Nie widać zmniejszenia pijaństwa pod jego wpływem, dziwki nie wstępują do zakonów, a alfonsi nie idą do uczciwej, ciężkiej pracy. Języki, myśli i działania polityków powodują coraz większe obiekcje w społeczeństwie. Młodzi księża wołają o zniesienie celibatu. Lekarze mordują pacjentów. Kierowcy jeżdżą po pijaku, a nawet po trzeźwemu jeżdżą jak po pijaku. Co więc się zmieniło? Czy młodzież jest mniej zdemoralizowana? Czy za komuny wprowadzono ochroniarzy w szkołach i program „Zero tolernacji”? Czy przed pontyfikatem JPII były w szkołach nagminne sceny molestowania, samobójstwa i narkomania? Dziwne, że statystyki nie odzwierciedlają ŻADNEGO wpływu moralnego JPII na polski naród.
    Wpływ JPII widać za to aż nadto w polityce. Zasłaniają się nim politycy, którzy bez wsparcia jego autorytetu uznani by zostali za co najmniej mocno oszołomionych. Nie bez kozery o nieodpartym wpływie moralnym JPII słyszymy głównie w powiązaniu z aborcją, nienarodzonymi dziećmi, teorią ewolucji i innymi podobnymi problemami. Jakoś nie słychać o nim, gdy mowa o zabijaniu bliźniego swego, o kradzieżach, o gwałtach i kłamstwach. Nie widać pokory u polityków, którzy najczęściej przywołują jego imię. Czy JPII powiedziałby do kogoś „Spieprzaj dziadu!”? Niektórzy już widzą początek naszej europejskiej cywilizacji w chrześcijaństwie, zapominając o takich drobiazgach, jak choćby starożytna Grecja. Nie wspomnę już nawet o tym, że Europa nie jest pępkiem świata a chrześcijaństwo nie jest największą religią na świecie.
    Kopernik, największy syn naszej ziemi, do końca życia bał się opublikować swe dzieło, bo obawiał się gniewu nieomylnego bądź co bądź papieża. Papieża, który swą interpretację Pisma przedkładał ponad rozum. Teraz rozumni ludzie, nierzadko gorliwi katolicy, coraz częściej odkładają rozum na półkę, bo kłóci się ze świętymi myślami JPII. Oby JPII nie stał się legitymizacją do działań, które potomni ocenią tak, jak dziś się ocenia wytępienie Indian, stosy inkwizycji czy inne podobne wyczyny naszej cywilizacji dokonywane w imieniu Jezusa. Oby, bo mam coraz większe obawy, że tak właśnie będzie. Jesteśmy na najlepszej drodze do państwa wyznaniowego. Jeszcze czas, by z tej drogi zawrócić, ale czasu jest coraz mniej, bo daleko już nią zaszliśmy. Mamy już religię w szkołach. Jutro oceny z religii będą wliczane do średniej. Już grzebiemy przy prawie i konstytucji pod kątem zgodności z doktryną religijną, nie chrześcijańską, nie katolicką nawet, a PiSowsko-LPRowską. Nawet gdyby ta opcja miała większość w narodzie, co jest mocno dyskusyjne, nawet gdyby tak było, to czy to daje prawo do takich działań? Muzułmańskie państwa wyznaniowe oceniamy negatywnie. a przecież tam prawo jest zgodne z wiarą, przekonaniami i systemem wartości większości ich społeczeństwa. Zastanówmy się póki czas, czy chcemy czegoś takiego u siebie. Czy miejscem do wielbienia Boga jest ława sejmowa, ławka szkolna, czy może raczej kościół, kaplica i własny dom.

VIA BALTICA - podpisz protest


Witam
Nie jestem żadnym przyrodnikiem, ani tym bardziej zielonym oszołomem. Zwykle nie bawię się w żadne łańcuszki, ani akcje pomocy, typu "prześlij tan mail do 10 osób, a Jarek chory na rozdwojenie jaźni dostanie 10 centów', ale teraz chyba czas coś zrobić. Jeśli chcecie w przyszłości żyć w normalnym kraju, gdzie ocalały jeszcze resztki zdrowej przyrody, jeśli nie chcecie pozostawić swym dzieciom, i sobie na starość, kraju pełnego śmieci, zatrutych jezior i wspomnień dawnej piękności, to poświęćcie chwilę czasu i podpiszcie te dwie petycje, a zwłaszcza pierwszą z nich. Nasi decydenci ignoranci, nie patrząc dalej niż czubek własnego nosa, przeszli nie tylko samych siebie, ale pod względem arogancji zapędzili w kozi róg nawet karykatury dawnych carskich urzędników. Nie bacząc na protesty i prawo, kierując się interesem wąskiej grupy osób, chcą zniszczyć największe skarby polskiej przyrody. Skarby tak wielkie, że nie godził się ich niszczyć nawet car ani fuhrer. Jest to ważne tym bardziej dlatego, że jeśli niczego w tej sprawie nie zrobimy, to dewastacja naszego polskiego środowiska ruszy na całego.

http://www.darzbor.v24.pl/vb/index.php

http://puszcza-bialowieska.darz-bor.info/apel

DROGOWCY DEBILE


Dziś wybrałem się na wycieczkę do zamku Homole (na wzgórzu Gomole). Jadąc od strony Dusznik szosą nr 8 na Kudowę (E67) miałem zamiar zaparkować gdzieś na parkingu i pieszo odbić niebieskim szlakiem od szosy wprost na zamek.
    Kiedy minąłem Duszniki i dojechałem do pierwszego parkingu po prawej stronie szosy coś mnie tknęło. Znając geniusz naszych decydentów pomyślałem złośliwie:
    - Pewnie następny parking będzie za daleko, więc zatrzymam się tutaj i nie dam się zrobić w balona.
    Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Zajechałem na parking. Nawiasem mówiąc dziwiło mnie, że parking robi się tuż za wyjazdem z Dusznik, ale sądząc po ilości zaparkowanych tam maszyn budowlanych, akurat ta lokalizacja pasowała drogowcom modernizującym trasę, więc potrzeby przyszłych użytkowników nie miały znaczenia. W każdym razie pozostawiłem autko na parkingu, pod okiem ciecia (pracownik ochrony – dobrze, że nie manager do spraw bezpieczeństwa) i poszedłem piechotką.
    Pierwszy zgrzyt, bo nie miałem jak się wydostać z parkingu. Wzdłuż szosy była nowo postawiona barierka i wyłożony betonem rów. Jak iść wzdłuż takiej drogi? Chyba rowem, bo krawędzią asfaltu nie można (barierka uniemożliwia usunięcie się z asfaltu przed pędzącym samochodem. Za rowem też nie można, bo urwisko. Kuriozum – w turystycznym hrabstwie Sudetów, jak brzmi dumna nazwa Kotliny, nie przewiduje się czegoś takiego jak ruch pieszych. Ba – nie przewiduje się w ogóle, że ktoś pieszo będzie chciał wyjść z parkingu!
    Wykorzystując suchą porę poszedłem betonowym dnem rowu wzdłuż szosy aż do pierwszego zjazdu w prawo. Stamtąd idąc prostopadle do szosy doszedłem do czerwonego szlaku i urokliwą ścieżką oraz polnymi drogami poszedłem na zamek „od tyłu”.
    Wycieczka była udana, humor mi się całkiem poprawił, aż do czasu powrotu.
    Z mapy wynikało, że niebieski szlak idąc od zamku przecina prostopadle szosę i idzie dalej do Lewina drogą na południe od szosy. Postanowiłem zejść z Gomoli szlakiem niebieskim i wrócić do auta poboczem drogi.
    Jak doszedłem do asfaltu szlag mnie mało nie trafił. Okazało się, że szlak niebieski nie tylko nie dochodzi do szosy, ale idzie jakiś czas wzdłuż niej. Tylko, że drogowcy tego nie widzą!!!
    W miejscach wejścia szlaku na drogę nie zrobiono nawet przerwy w barierkach! Na szosie nie ma żadnych oznaczeń! Na odcinku, gdzie szlak biegnie drogą, nie ma w ogóle możliwości poruszania się poboczem! Przy krawędzi asfaltu jest metalowa barierka, a za nią zaczyna się od razu wybetonowany rów!!! Tak w regionie, który podobno nastawia się na turystykę, dba się o tych, co ją uprawiają. „Turystyczne hrabstwo Sudetów” – koń by się uśmiał.
    Drogowcy w swoim zaślepieniu postawili barierkę nawet w miejscu, gdzie miał być kolejny zjazd dla ich maszyn budowlanych :-) Nie silili się nawet, by ją rozebrać. Jakaś maszyna chyba ją po prostu rozwaliła, bo leżała obok zjazdu na ziemi.
    Wkurzony na maksa wróciłem do samochodu i jadąc do domu rozmyślałem nad debilnością drogowców. Parkingi stawiają tam, gdzie nie są potrzebne ale nie stawiają tam, gdzie by się przydały (choćby zejścia z trasy na szlaki turystyczne). Przypomniało mi się skrzyżowanie w moim mieście, które pruto trzy razy, bo napierw zapomniano o zjeździe na pobliski parking, potem sobie przypomniano, że do sygnalizacji, którą już postawiono, zapomniano położyć kabli, a potem jeszcze coś kładli, nie wiem nawet co. Każdy zna podobne przypadki z własnego otoczenia.
    Czy drogowcy to naprawdę debile, którzy nie szanują nikogo ani niczego, swojej własnej pracy nie pomijając? Chyba nie, bo ci sami ludzie, kiedy wyjeżdżają do pracy na zachód, potrafią pracować dobrze i z głową. To samo zresztą dotyczy innych budowlańców, a raczej w ogóle wszelkich zawodów z lekarzami włącznie. Żeby było lepiej, w momencie, gdy wracają do kraju znów stają się debilami. Fachowcy, którzy za euro pracowali czysto nie są wstanie niczego zrobić bez robienia szkód i bałaganu dookoła, lekarze, którzy za euro leczyli jak trzeba, zaczynają przepisywać lekarstwa na grypę wmawiając pacjentom, że to przeziębienie, i tak dalej.
    Najprościej prześledzić to na sprawie rzucania śmieci w lasach i w ogóle gdzie popadnie. Dotyczy to i naszych rodaków, i zagranicznych turystów. Gdy są gdzieś na zachodzie, to śmiecą raczej sporadycznie. Po przyjeździe do kraju walą śmieci wszędzie. Na szlaku, na drodze, na parkingu przy kościele, pod posesją sąsiada. Wszędzie.
    Co jest w tym kraju takiego, że ludzie kretynieją, gdy tylko przekroczą jego granice? Co jest takiego, że wyjazd z niego ich leczy, przynajmniej niektórych?
    Podobno jesteśmy narodem wybranym. Jesteśmy krajem, którego królową i opiekunką jest Matka Boska, który przesiąknięty jest duchem Jana Pawła II. Jest mesjaszem narodów, ma wartości, których brak zgniłemu zachodowi. Czy to się wiąże z tamtym?

POLOWANIE NA CZAROWNICE




Co jakiś czas miedia donoszą o kolejnej tragedii z udziałem dużych psów i znów zaczyna się polowanie na czarownice, odsądzanie od czci i wiary wszelkich „ras obronnych” i ich właścicieli. Społeczeństwo już dawno podzieliło się na obrońców dużych psów (najczęściej ludzi, którzy mają lub mieli podobne czworonogi), a takich jest w naszym kraju naprawdę sporo, oraz na tych, którzy wołają, że trzeba zakazać hodowli tych ludożerców a właścicieli kierować na badania psychiatryczne.

Przysłuchując się tej dyskusji prowadzonej w prasie, radio, telewizji i internecie zastanawiam się o co tutaj tak naprawdę chodzi? Nie ma żadnych wątpliwości, że każde ze zdarzeń, w którym pies pogryzie czy zagryzie człowieka to tragedia. Jednak czy to jest wina psa? Przecież każdy wie, że winien jest właściciel czy opiekun. W kraju w którym tysiące ludzi giną w wypadkach drogowych a rannych jest całe mnóstwo, nikt nie proponuje zakazu posiadania prywatnych samochodów, udzielania zezwoleń na zakup samochodu, czy kierowania kandydatów na badania psychiatryczne.

Przy liczbie ofiar wypadków samochodowych sięgającej dziesiątków tys. zabitych rocznie i ponad drugie tyle rannych przypadki zagryzienia przez psy to zdarzenia naprawdę incydentalne. Skąd więc tak gwałtowne dyskusje nad problemem dużych psów i tak ekstremistyczne postawy jej uczestników, a konkretnie przeciwników dużych psów?

Pies to zwierzę o nazwie gatunkowej Canis familiaris czyli pies domowy. Jest to więc, jak sama nazwa wskazuje, przyjaciel człowieka i (w przeciwieństwie do wilka) jego naturalnym środowiskiem jest właśnie otoczenie człowieka: jego obejście lub dom. Kiedy ktoś zadaje publicznie pytanie: „Po co trzymać takie bydlaki w domu?” wystawia sobie świadectwo ignoranta. Po to właśnie ten gatunek i wszystkie jego rasy powstały, a raczej zostały przez człowieka stworzone. Od człowieka też tylko zależy, czy pies, nawet ten największy i najgroźniejszy, będzie zagrożeniem dla innych, czy też wręcz przeciwnie – gwarancją bezpieczeństwa. Pies jest jedynym gatunkiem poza człowiekiem, którego przedstawiciel otrzymał z rąk prezydenta USA Order Kongresu za zasługi w ratowaniu żołnierzy amerykańskich. Nie muszę chyba dodawać, że był to pies jak najbardziej obronny, podobnie jak psy używane dzisiaj przez policję i inne służby. Niezliczone są zasługi psów w obronie ludzi, w ratowaniu ofiar katastrof, w terapii wielu schorzeń. Co sprawia, że nagle o tym zapominamy, i wielu ludzi publicznie krzywdzi te zwierzęta, i domaga się szykanowania ich właścicieli?

Jakiś czas temu widziałem jak matka z dzieckiem, widząc nadchodzącego z przeciwka mężczyznę z rottweilerem, zeszła z chodnika na jezdnię wpychając dziecko wprost pod pędzący samochód. Na szczęście kierowca wykazał się refleksem i miał gdzie odbić, więc do wypadku nie doszło. Nasunęło mi się jednak pytanie: dlaczego część ludzi panicznie boi się dużych psów, a ludzi bojących się samochodów można odszukać chyba tylko wśród pacjentów szpitali psychiatrycznych? Skoro szansa na śmierć czy rany w wypadku drogowym jest tysiąc razy większa niż na bycie zagryzionym przez psa,  to przecież logicznie rzecz biorąc, strach przed samochodami powinien być też tysiąc razy większy.

Na pewno należy uważać przy kontakcie z dużym, nieznanym nam psem, ale myślę, że dużych psów panicznie boją się głównie ludzie, którzy nic o nich nie wiedzą oraz nie zadają sobie trudu, by w życiu zmusić się do myślenia i kierować się zdrowym rozsądkiem. To ta sama grupa ludzi, która na widok zaskrońca czy padalca na leśnej ścieżce woła: Zabijmy w końcu te wszystkie żmije! To ten sam typ ludzi, który na wieść, że tygrys zabił człowieka, montują wyprawę, by wystrzelać wszystkie tygrysy w okolicy. Demokracja to rządy większości ale niestety czasami i rządy głupców. To smutne, że demokratyczne społeczeństwo tak łatwo może być rządzone przez krzykliwych demagogów a z trudem słucha opinii wyważonych i uzasadnionych.

Kolejni ministrowie MSWiA, którzy co rusz zadziwiają nas genialnymi pomysłami, proponują, by wprowadzać zezwolenia, badać właścicieli, itp. Ja się pytam: po co i za czyje pieniądze? Przecież obecne przepisy są wystarczające by karać nierozsądnych właścicieli i zapobiegać podobnym do ostatnich tragediom. Czy jednak ktokolwiek z nas poza nielicznymi szczęśliwcami widział dzielnicowego w swej dzielnicy reagującego na bezpańskie psy? Wnioski o wykroczenie za takie przewinienia można na palcach policzyć. Ministerstwo chyba chce pokryć bezczynność i nieudolność własnego resortu dołączając się do polowania na czarownice. Jest też druga strona medalu: kto za to zapłaci. Przecież to nie minister zapłaci za te zezwolenia i szkolenia, które się proponuje, ale my wszyscy – podatnicy. I ci, co maja psy i ci, co się ich boją. Przypomina mi to sprawę z bronią. W Niemczech nie mogą zrozumieć, dlaczego w Polsce wydaje się zezwolenia na broń z bocznym zapłonem (popularny kbks), która ma mniejszą moc rażenia niż profesjonalna proca. Taki system zezwoleń to przecież etaty dla biurokratów, magazyny i archiwa, fundusze na szkolenia i egzaminy. To wszystko kosztuje, i to sporo. A po co? Gdy ktoś chce zastrzelić sąsiada kupi (legalnie czy też nie) broń palną a nie będzie się bawił w zakup broni z bocznym zapłonem, która do mordowania raczej się nie nadaje, a ma kształt i wymiary podobne do tej „prawdziwej”. A może o to chodzi, by tworzyć jak najwięcej etatów i biurokratycznych procedur, nowe ciepłe posadki, i by dalej nie miał kto łapać bezdomnych psiaków?





Innym powodem tej wielkiej awantury o psy jest być może to, że większość z nas sama w duszy czuje się współodpowiedzialna. Ilu z tych, którzy narzekają na bezpańskie psiaki na podwórku w swym blokowisku, dzwoniło do odpowiednich służb i żądało interwencji? Takie osoby można na palcach policzyć. Ile osób spośród tych, którzy wołają o zakaz posiadania psów, próbowało zebrać się wraz z sąsiadami i poprzez zmianę statutu swej Spółdzielni Mieszkaniowej (lub wspólnoty) zakazać trzymania psiaków w swych blokowiskach? W wielu krajach Europy jest tak, że są osiedla, gdzie psów nie wolno trzymać i tam ich nie ma, a w innych psiakoluby mają większość i tam jest odwrotnie. Kto chce mieszka w osiedlu bez psów, a komu się nie podoba, wynosi się ze swym czworonogiem gdzie indziej. Łatwiej jednak narzekać i wołać, by władza zakazała trzymania psów wszystkim, nawet tym co mają 10 ha ogrodzonej działki, niż zrobić coś samemu.

Myślę, że jeśli wszyscy będą reagować na widok pijanego faceta z rottweilerem, na widok psa wałęsającego się bezpańsko, lub na widok dziecka bez opieki i nękać odpowiednie służby, by robiły to, co do nich należy, to będzie się nam żyć bezpieczniej i może unikniemy podobnych tragedii w przyszłości, czego sobie i Państwu życzę.

POLACY NIE GĘSI


"...Niemcy mają wobec nas "złe sumienie"..."
premier Jarosław Kaczyński w dzisiejszym "Dzienniku"

Ze szkolnych lat zapamiętałem maksymę  mistrza Reja - "Niech narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.". Wydawało mi się w moim malutkim rozumku, że każdy, kto się czuje Polakiem i patriotą, powinien dbać o jakość swoich wypowiedzi, szanując język przodków. Podobnie ludzie wykształceni, z tytułami, powinni wyrażać się maksymalnie poprawnie, by ich wypowiedzi były czytelne, zrozumiałe i jednoznaczne, by niechlujstwo ich języka i braki w słownictwie nie spłycały ich pełnych mądrości wypowiedzi.

Premier Kaczyński, który chce uchodzić za patriotę, Superpolaka i człowieka wykształconego, który w dodatku jest jedną z osób reprezentujących cały naród, po raz kolejny dał przykład... no właśnie, czego?

Porównując Kaczyńskiego i Leppera widzimy jak drugi z nich, człowiek z gminu, jeszcze kilka lat temu zwykły cham, żeby użyć staropolskiego określenia, przemienił się oto w człowieka elokwentnego, charyzmatycznego, momentami, przynajmniej z pozoru, wyglądającego na wykształconego, kulturalnego i w świecie obytego. Prawda, że co kilka minut słoma mu z butów wyłazi, ale postęp jest niesamowity. Podobnie było z Wałęsą. Zaczynał jak kmiot, który nie potrafił dłuższego zdania sklecić, a doszedł do rzadkiej u naszych polityków umiejętności gładkiego wypowiadania wyważonych, przynajmniej z pozoru głębokich i celnych myśli. Na tym tle nasz obecny premier wypada dziwnie. Robiąc magisterkę, potem doktorat i habilitację, chyba nie używał podobnych konstrukcji językowych jak ta dzisiejsza - "...Niemcy mają wobec nas "złe sumienie...""

Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy? Czyżby premier się cofał? To by jeszcze nie było najgorsze. Choroby wieku starczego to przyszłość bogatego społeczeństwa. Mam nadzieję. Najbardziej obawiam się tego, że taki bełkot może być obrazem galimatiasu w głowie albo, co nie daj Boże, spadająca kultura jego języka odzwierciedla prawdziwy, wewnętrzny stosunek premiera do rodaków, patriotyzmu i ojczyzny.

Swoją drogą, skoro doktor habilitowany, premier i zawodowy polityk, szef partii i autorytet ideologiczny znacznej części społeczeństwa, wysławia się w ten sposób, to czego można oczekiwać od szarego człowieka?

BIEDNI NAUCZYCIELE


Kiedyś mi się obiło o uszy powiedzenie: „Dlaczego biedny? – bo głupi, dlaczego głupi? – bo biedny”.
    To tylko z pozoru bezsensowne zdanie ma w sobie głębie, które widać choćby po przyłożeniu go do sytuacji nauczycieli polskich.
    Polska kadra pedagogiczna nie daje sobie rady w szkołach. Mnożą się pomysły rozwiązania problemu. Ochroniarze w szkołach, mundurki, kontrole, lotne patrole (Trójki Giertycha), testy antynarkotykowe, kamery, totalna inwigilacja i terror. Ostatnio nawet uruchomiono ogólnopolski telefon zaufania dla nauczycieli (wiadomości.onet.pl za PAP, PL /14.05.2007), który ma być pomocą dla tych, którzy nie potrafią zapanować nad powierzoną ich opiece młodzieżą. Pomysły coraz głupsze, coraz mniej mające wspólnego z demokracją i zdrowym rozsądkiem, no i oczywiście coraz mniej skuteczne. Giertych i jego podwładni zapominają, że szkoła to nie ma być więzienie, gdzie wszyscy chodzą w takich samych pasiakach.
    Mundurki są spotykane w szkolnictwie wielu demokratycznych krajów, ale prawie zawsze w szkołach prywatnych lub innych, do których wstąpienie jest zaszczytem, nobilitacją, a przynajmniej deklaracją akceptacji obowiązującego regulaminu. W takiej szkole mundurek jest rodzajem umowy – chcesz do nas, to załóż mundurek. Inny wydźwięk ma mundurek w szkole publicznej, obowiązkowej, a więc innymi słowy przymusowej. Tutaj nabiera on więziennego wydźwięku, zwłaszcza w połączeniu z innymi pomysłami obecnej ekipy. Zapominają oni, że tłamszenie indywidualności powoduje odczłowieczenie, że celem szkoły powinno być wydobycie indywidualnych zdolności i ich rozwinięcie, a nie ich zduszenie w zarodku. No chyba, że Giertychowi chodzi o przerobienie szkół na wzór szkolnictwa średniowiecznego. „Nie myśl, nie pytaj, tylko chwal Pana i bądź posłuszny”. Totalna urawniłowka ubiorów i umysłów. Jeśli to jest celem, to obecne działania „poprawiania” szkolnictwa są zrozumiałe.
    Żadna z proponowanych metod  nie przyniesie pozytywnych rezultatów. Dlaczego? Bo głupi nauczyciel nigdy nie będzie miał autorytetu u młodzieży. Szkoda, że nikt nie ma odwagi by powiedzieć, że podstawowym problemem polskiego nauczycielstwa jest niekompetencja. Nauczyciele nie mają ani umiejętności pedagogicznych, ani merytorycznych. Wyjątki, które odstają od tego wzorca, cieszą się uznaniem młodzieży i nie mają problemów aż takich problemów jak ich niedorobieni koledzy.
    W wojsku oficera czy podoficera, który nie może sobie dać rady z podwładnymi, odsuwa się od służby liniowej albo w ogóle wywala z armii, bo po co ktoś, kto nie potrafi wykonywać swojej pracy. W szkolnictwie rozczulają się nad nieudacznikiem. Organizują mu pomoc, telefony zaufania, ochroniarzy do pomocy, itd. Dlaczego? Bo jakby wywalili nieuków i sieroty, to by nie miał kto pracować.
    Od lat zawód nauczyciela jest coraz mniej atrakcyjny finansowo (i nie tylko). Coraz gorsi ludzie idą do tej roboty. Kiedy patrzy się na ich świadectwa ze szkół podstawowych i średnich, to widać często mierne oceny. No i mamy nauczycieli informatyki, którzy szukają wirusa w systemie, gdy im dzieci monitory z sieci powyłączają. Mamy pedagogów, którzy nie potrafią przeprowadzić lekcji, gdy im uczniowie konspekty pochowają. Tylko wszyscy z wyjątkiem dzieci udają, że tego nie widzą.
    Gdy ja chodziłem do szkół również zdarzali się nauczyciele z przypadku. Niedouczeni, tępi, spolegliwi wobec władzy i gotowi zrobić każde świństwo i każdą głupotę pochwalić, byle zasłużyć na premię. Byli też jednak i tacy, na których lekcje szło się z przyjemnością, choć u nich właśnie o dobrą ocenę było najtrudniej. Na lekcjach jednych nauczycieli dochodziło do podobnych scen jak teraz, łącznie z totalnym olewaniem nauczyciela. Te same klasy, które jednych nauczycieli doprowadzały do szału i rozpaczy, u innych siedziały jak trusie, a raczej jak dojrzała, żądna wiedzy młodzież. Tylko, że za moich czasów tych lepszych pedagogów było więcej i młodzież nie zdążyła się rozhulać. Po lekcji z nieudacznikiem przypadała lekcja z prawdziwym pedagogiem i następowało wyhamowanie. Jednak warunkiem takiego działania systemu jest przewaga fachowców nad miernotami, a tego warunku obecne szkolnictwo niestety nie spełnia. W szkole, gdzie większość nauczycieli nie jest żadnym autorytetem, uczniowie z lekcji na lekcję są coraz bardziej rozbawieni, znudzeni i krnąbrni, aż do momentu, gdy nic nie jest w stanie tego opanować.
    Prawdziwy nauczyciel to bardzo specyficzne powołanie, bo musi łączyć w sobie wiele różnych predyspozycji. Wiedzę musi łączyć ze zdolnością do jej przekazania, co wcale nie jest takie częste. Nierzadko świetnie widać to u uniwersyteckie kadry profesorskiej, która ma wiedzę równie wielką jak problemy z jej przekazaniem. Nauczyciel, zwłaszcza w szkole podstawowej (i gimnazjum), a więc powszechnej i przymusowej, musi być także ekspertem w sprawowaniu kontroli nad tłumem. Musi umieć zapanować nad klasą, w której mogą się zdarzyć osoby w ogóle nie zainteresowane nauką. Do tego nie wystarczy wiedza o nauczanym przedmiocie ani teoria pedagogiki. Trzeba mieć do tego dryg, którego nie zastąpią żadne szkolenia z teorii. Brak któregokolwiek z tych podstawowych wyznaczników powoduje zawodową nieprzydatność nauczyciela. Brak wiedzy sprawi, że dzieci go wyśmieją. Brak zdolności dydaktycznych, że go nie zrozumieją a brak zdolności przywódczych, że go nie usłuchają. Tylko, że takich ludzi z powołaniem i odpowiednimi zdolnościami jest coraz mniej, bo co ma ich do szkolnictwa przyciągać?
    Choć spotkałem w czasie swej edukacji wielu tępych i niedorobionych nauczycieli (dzięki Bogu głównie z „niepoważnych” przedmiotów), to miałem wielkie szczęście i od drugiej połowy podstawówki po koniec liceum trafiałem na wspaniałych pedagogów, zarówno z przedmiotów ścisłych jak i humanistycznych. Gdy obserwuję własne dzieci, dzieci znajomych i wypowiedzi innej młodzieży, to im współczuję. Dzisiejszy nauczyciel zwykle nie dorasta do pięt tym z moich lat szkolnych.
    Może miałem wyjątkowe szczęście. Może w innych szkołach nie było kiedyś tak dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że dopóki praca w szkole nie stanie się bardziej atrakcyjna, póty poziom kadry nauczycielskiej się nie podniesie. Bez tego nie pomogą żadne mundurki, kamery ani regulaminy. Nawet zakucie uczniów w kajdanki.
    Osobnym aspektem jest odwaga cywilna i odpowiedzialność za prawdę. Prawdy o Katyniu i wielu innych aspektach historii dowiedziałem się już w podstawówce, za „komuny”, od komunistycznych nauczycieli. Teraz rzadko spotyka się nauczycieli, którzy mają odwagę wyrazić na lekcji swoje zdanie jeśli jest ono sprzeczne z teoriami lansowanymi przez władzę. Inna sprawa, że wtedy władza była z Moskwy a teraz z Watykanu.
    Osobną sprawą jest to, że „za komuny” szkoła miała ułatwione zadanie, bo więcej uczyła a mniej wychowywała. Generalnie rzecz biorąc rodzina lepiej spełniała swe społeczne funkcje w aspekcie wychowania młodego pokolenia przez co szkoła miała łatwiejsze zadanie niż teraz. Upadek podstawowej funkcji rodziny, jaką jest wychowanie dzieci, to w kraju katolickim, rządzonym przez katoprawicę, bardzo ciekawy objaw. To jednak temat z całkiem innej beczki...

SUMIENIE PiSu



Premier rozważa przywrócenie kary śmierci

Źródło:wiadomości.onet.pl za PAP, PU 17.05.2007

Za surowymikarami dla przestępców opowiedział się premier Jarosław Kaczyński, podczasspotkania przedwyborczego z mieszkańcami Łomży, zorganizowanego w związku zniedzielnymi wyborami do sejmiku woj. podlaskiego.

- Mimo obecności na tej sali ekscelencji biskupów, muszę powiedzieć, że należy rozważyć przywrócenie kary śmierci - powiedział premier. (...)

I oto mamy słowa godne bojownika o ochronę życia w każdej postaci. Słowa godne człowieka natchnionego naukami Jana Pawła II, który wybaczył własnemu niedoszłemu zabójcy i uczył, że miłość i miłosierdzie, a nie nienawiść i zemsta, odróżniają dobrego katolika od zezwierzęconego ateisty. Słowa godne człowieka pouczającego innych, co to znaczy być katolikiem, wyznawcą Jana Pawła II i patriotą.

Premier,nawiązując do niedzielnych wyborów samorządowych i referendum w sprawie obwodnicy Augustowa, powiedział, że ważne jest by wziąć udział w wyborach,głosować za budową obwodnicy i wybrać kandydatów z listy PiS. (...)

Szkoda, że premier jest gotów przehandlować nie tylko swą wiarę, nauki Chrystusa i idee Jana PawłaII, ale nawet Rospudę za głosy dla PiS. Wiarę każdy ma w sobie, zresztą wyznań jest w świecie wiele, można nawet powiedzieć, że wciąż ich przybywa. Wiarę raz sprzedaną zawsze można odzyskać, można też zamienić na inną, pewnie dlatego jest taka tania. Politycy zawsze frumarczyli wiarą, nie tylko katolicką. Może po to zresztą te wszystkie religie zostały wymyślone. Rospuda jest tylko jedna.Nie da się do niej wrócić, gdy się ją raz zniszczy. Ze sprzedaniem jej zadoraźne korzyści polityczne nie można się pogodzić.

Wprowadzamy wżycie zasady równości, równości wobec prawa i równości społecznej. (...)
- Czas równychi równiejszych w Polsce się skończył - powiedział premier.

To widać zwłaszczapo sposobie traktowania petentów przez IPN. Poseł z PiSu załatwia sprawę odręki, a inni czekają miesiącami. Ostatnie zdanie powinno brzmieć „Czas równych w Polsce się skończył" i wtedy żaden komentarz nie byłby już potrzebny.


Wasz Andrew