Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

sobota, 19 maja 2007

VIA BALTICA - podpisz protest


Witam
Nie jestem żadnym przyrodnikiem, ani tym bardziej zielonym oszołomem. Zwykle nie bawię się w żadne łańcuszki, ani akcje pomocy, typu "prześlij tan mail do 10 osób, a Jarek chory na rozdwojenie jaźni dostanie 10 centów', ale teraz chyba czas coś zrobić. Jeśli chcecie w przyszłości żyć w normalnym kraju, gdzie ocalały jeszcze resztki zdrowej przyrody, jeśli nie chcecie pozostawić swym dzieciom, i sobie na starość, kraju pełnego śmieci, zatrutych jezior i wspomnień dawnej piękności, to poświęćcie chwilę czasu i podpiszcie te dwie petycje, a zwłaszcza pierwszą z nich. Nasi decydenci ignoranci, nie patrząc dalej niż czubek własnego nosa, przeszli nie tylko samych siebie, ale pod względem arogancji zapędzili w kozi róg nawet karykatury dawnych carskich urzędników. Nie bacząc na protesty i prawo, kierując się interesem wąskiej grupy osób, chcą zniszczyć największe skarby polskiej przyrody. Skarby tak wielkie, że nie godził się ich niszczyć nawet car ani fuhrer. Jest to ważne tym bardziej dlatego, że jeśli niczego w tej sprawie nie zrobimy, to dewastacja naszego polskiego środowiska ruszy na całego.

http://www.darzbor.v24.pl/vb/index.php

http://puszcza-bialowieska.darz-bor.info/apel

DROGOWCY DEBILE


Dziś wybrałem się na wycieczkę do zamku Homole (na wzgórzu Gomole). Jadąc od strony Dusznik szosą nr 8 na Kudowę (E67) miałem zamiar zaparkować gdzieś na parkingu i pieszo odbić niebieskim szlakiem od szosy wprost na zamek.
    Kiedy minąłem Duszniki i dojechałem do pierwszego parkingu po prawej stronie szosy coś mnie tknęło. Znając geniusz naszych decydentów pomyślałem złośliwie:
    - Pewnie następny parking będzie za daleko, więc zatrzymam się tutaj i nie dam się zrobić w balona.
    Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Zajechałem na parking. Nawiasem mówiąc dziwiło mnie, że parking robi się tuż za wyjazdem z Dusznik, ale sądząc po ilości zaparkowanych tam maszyn budowlanych, akurat ta lokalizacja pasowała drogowcom modernizującym trasę, więc potrzeby przyszłych użytkowników nie miały znaczenia. W każdym razie pozostawiłem autko na parkingu, pod okiem ciecia (pracownik ochrony – dobrze, że nie manager do spraw bezpieczeństwa) i poszedłem piechotką.
    Pierwszy zgrzyt, bo nie miałem jak się wydostać z parkingu. Wzdłuż szosy była nowo postawiona barierka i wyłożony betonem rów. Jak iść wzdłuż takiej drogi? Chyba rowem, bo krawędzią asfaltu nie można (barierka uniemożliwia usunięcie się z asfaltu przed pędzącym samochodem. Za rowem też nie można, bo urwisko. Kuriozum – w turystycznym hrabstwie Sudetów, jak brzmi dumna nazwa Kotliny, nie przewiduje się czegoś takiego jak ruch pieszych. Ba – nie przewiduje się w ogóle, że ktoś pieszo będzie chciał wyjść z parkingu!
    Wykorzystując suchą porę poszedłem betonowym dnem rowu wzdłuż szosy aż do pierwszego zjazdu w prawo. Stamtąd idąc prostopadle do szosy doszedłem do czerwonego szlaku i urokliwą ścieżką oraz polnymi drogami poszedłem na zamek „od tyłu”.
    Wycieczka była udana, humor mi się całkiem poprawił, aż do czasu powrotu.
    Z mapy wynikało, że niebieski szlak idąc od zamku przecina prostopadle szosę i idzie dalej do Lewina drogą na południe od szosy. Postanowiłem zejść z Gomoli szlakiem niebieskim i wrócić do auta poboczem drogi.
    Jak doszedłem do asfaltu szlag mnie mało nie trafił. Okazało się, że szlak niebieski nie tylko nie dochodzi do szosy, ale idzie jakiś czas wzdłuż niej. Tylko, że drogowcy tego nie widzą!!!
    W miejscach wejścia szlaku na drogę nie zrobiono nawet przerwy w barierkach! Na szosie nie ma żadnych oznaczeń! Na odcinku, gdzie szlak biegnie drogą, nie ma w ogóle możliwości poruszania się poboczem! Przy krawędzi asfaltu jest metalowa barierka, a za nią zaczyna się od razu wybetonowany rów!!! Tak w regionie, który podobno nastawia się na turystykę, dba się o tych, co ją uprawiają. „Turystyczne hrabstwo Sudetów” – koń by się uśmiał.
    Drogowcy w swoim zaślepieniu postawili barierkę nawet w miejscu, gdzie miał być kolejny zjazd dla ich maszyn budowlanych :-) Nie silili się nawet, by ją rozebrać. Jakaś maszyna chyba ją po prostu rozwaliła, bo leżała obok zjazdu na ziemi.
    Wkurzony na maksa wróciłem do samochodu i jadąc do domu rozmyślałem nad debilnością drogowców. Parkingi stawiają tam, gdzie nie są potrzebne ale nie stawiają tam, gdzie by się przydały (choćby zejścia z trasy na szlaki turystyczne). Przypomniało mi się skrzyżowanie w moim mieście, które pruto trzy razy, bo napierw zapomniano o zjeździe na pobliski parking, potem sobie przypomniano, że do sygnalizacji, którą już postawiono, zapomniano położyć kabli, a potem jeszcze coś kładli, nie wiem nawet co. Każdy zna podobne przypadki z własnego otoczenia.
    Czy drogowcy to naprawdę debile, którzy nie szanują nikogo ani niczego, swojej własnej pracy nie pomijając? Chyba nie, bo ci sami ludzie, kiedy wyjeżdżają do pracy na zachód, potrafią pracować dobrze i z głową. To samo zresztą dotyczy innych budowlańców, a raczej w ogóle wszelkich zawodów z lekarzami włącznie. Żeby było lepiej, w momencie, gdy wracają do kraju znów stają się debilami. Fachowcy, którzy za euro pracowali czysto nie są wstanie niczego zrobić bez robienia szkód i bałaganu dookoła, lekarze, którzy za euro leczyli jak trzeba, zaczynają przepisywać lekarstwa na grypę wmawiając pacjentom, że to przeziębienie, i tak dalej.
    Najprościej prześledzić to na sprawie rzucania śmieci w lasach i w ogóle gdzie popadnie. Dotyczy to i naszych rodaków, i zagranicznych turystów. Gdy są gdzieś na zachodzie, to śmiecą raczej sporadycznie. Po przyjeździe do kraju walą śmieci wszędzie. Na szlaku, na drodze, na parkingu przy kościele, pod posesją sąsiada. Wszędzie.
    Co jest w tym kraju takiego, że ludzie kretynieją, gdy tylko przekroczą jego granice? Co jest takiego, że wyjazd z niego ich leczy, przynajmniej niektórych?
    Podobno jesteśmy narodem wybranym. Jesteśmy krajem, którego królową i opiekunką jest Matka Boska, który przesiąknięty jest duchem Jana Pawła II. Jest mesjaszem narodów, ma wartości, których brak zgniłemu zachodowi. Czy to się wiąże z tamtym?

POLOWANIE NA CZAROWNICE




Co jakiś czas miedia donoszą o kolejnej tragedii z udziałem dużych psów i znów zaczyna się polowanie na czarownice, odsądzanie od czci i wiary wszelkich „ras obronnych” i ich właścicieli. Społeczeństwo już dawno podzieliło się na obrońców dużych psów (najczęściej ludzi, którzy mają lub mieli podobne czworonogi), a takich jest w naszym kraju naprawdę sporo, oraz na tych, którzy wołają, że trzeba zakazać hodowli tych ludożerców a właścicieli kierować na badania psychiatryczne.

Przysłuchując się tej dyskusji prowadzonej w prasie, radio, telewizji i internecie zastanawiam się o co tutaj tak naprawdę chodzi? Nie ma żadnych wątpliwości, że każde ze zdarzeń, w którym pies pogryzie czy zagryzie człowieka to tragedia. Jednak czy to jest wina psa? Przecież każdy wie, że winien jest właściciel czy opiekun. W kraju w którym tysiące ludzi giną w wypadkach drogowych a rannych jest całe mnóstwo, nikt nie proponuje zakazu posiadania prywatnych samochodów, udzielania zezwoleń na zakup samochodu, czy kierowania kandydatów na badania psychiatryczne.

Przy liczbie ofiar wypadków samochodowych sięgającej dziesiątków tys. zabitych rocznie i ponad drugie tyle rannych przypadki zagryzienia przez psy to zdarzenia naprawdę incydentalne. Skąd więc tak gwałtowne dyskusje nad problemem dużych psów i tak ekstremistyczne postawy jej uczestników, a konkretnie przeciwników dużych psów?

Pies to zwierzę o nazwie gatunkowej Canis familiaris czyli pies domowy. Jest to więc, jak sama nazwa wskazuje, przyjaciel człowieka i (w przeciwieństwie do wilka) jego naturalnym środowiskiem jest właśnie otoczenie człowieka: jego obejście lub dom. Kiedy ktoś zadaje publicznie pytanie: „Po co trzymać takie bydlaki w domu?” wystawia sobie świadectwo ignoranta. Po to właśnie ten gatunek i wszystkie jego rasy powstały, a raczej zostały przez człowieka stworzone. Od człowieka też tylko zależy, czy pies, nawet ten największy i najgroźniejszy, będzie zagrożeniem dla innych, czy też wręcz przeciwnie – gwarancją bezpieczeństwa. Pies jest jedynym gatunkiem poza człowiekiem, którego przedstawiciel otrzymał z rąk prezydenta USA Order Kongresu za zasługi w ratowaniu żołnierzy amerykańskich. Nie muszę chyba dodawać, że był to pies jak najbardziej obronny, podobnie jak psy używane dzisiaj przez policję i inne służby. Niezliczone są zasługi psów w obronie ludzi, w ratowaniu ofiar katastrof, w terapii wielu schorzeń. Co sprawia, że nagle o tym zapominamy, i wielu ludzi publicznie krzywdzi te zwierzęta, i domaga się szykanowania ich właścicieli?

Jakiś czas temu widziałem jak matka z dzieckiem, widząc nadchodzącego z przeciwka mężczyznę z rottweilerem, zeszła z chodnika na jezdnię wpychając dziecko wprost pod pędzący samochód. Na szczęście kierowca wykazał się refleksem i miał gdzie odbić, więc do wypadku nie doszło. Nasunęło mi się jednak pytanie: dlaczego część ludzi panicznie boi się dużych psów, a ludzi bojących się samochodów można odszukać chyba tylko wśród pacjentów szpitali psychiatrycznych? Skoro szansa na śmierć czy rany w wypadku drogowym jest tysiąc razy większa niż na bycie zagryzionym przez psa,  to przecież logicznie rzecz biorąc, strach przed samochodami powinien być też tysiąc razy większy.

Na pewno należy uważać przy kontakcie z dużym, nieznanym nam psem, ale myślę, że dużych psów panicznie boją się głównie ludzie, którzy nic o nich nie wiedzą oraz nie zadają sobie trudu, by w życiu zmusić się do myślenia i kierować się zdrowym rozsądkiem. To ta sama grupa ludzi, która na widok zaskrońca czy padalca na leśnej ścieżce woła: Zabijmy w końcu te wszystkie żmije! To ten sam typ ludzi, który na wieść, że tygrys zabił człowieka, montują wyprawę, by wystrzelać wszystkie tygrysy w okolicy. Demokracja to rządy większości ale niestety czasami i rządy głupców. To smutne, że demokratyczne społeczeństwo tak łatwo może być rządzone przez krzykliwych demagogów a z trudem słucha opinii wyważonych i uzasadnionych.

Kolejni ministrowie MSWiA, którzy co rusz zadziwiają nas genialnymi pomysłami, proponują, by wprowadzać zezwolenia, badać właścicieli, itp. Ja się pytam: po co i za czyje pieniądze? Przecież obecne przepisy są wystarczające by karać nierozsądnych właścicieli i zapobiegać podobnym do ostatnich tragediom. Czy jednak ktokolwiek z nas poza nielicznymi szczęśliwcami widział dzielnicowego w swej dzielnicy reagującego na bezpańskie psy? Wnioski o wykroczenie za takie przewinienia można na palcach policzyć. Ministerstwo chyba chce pokryć bezczynność i nieudolność własnego resortu dołączając się do polowania na czarownice. Jest też druga strona medalu: kto za to zapłaci. Przecież to nie minister zapłaci za te zezwolenia i szkolenia, które się proponuje, ale my wszyscy – podatnicy. I ci, co maja psy i ci, co się ich boją. Przypomina mi to sprawę z bronią. W Niemczech nie mogą zrozumieć, dlaczego w Polsce wydaje się zezwolenia na broń z bocznym zapłonem (popularny kbks), która ma mniejszą moc rażenia niż profesjonalna proca. Taki system zezwoleń to przecież etaty dla biurokratów, magazyny i archiwa, fundusze na szkolenia i egzaminy. To wszystko kosztuje, i to sporo. A po co? Gdy ktoś chce zastrzelić sąsiada kupi (legalnie czy też nie) broń palną a nie będzie się bawił w zakup broni z bocznym zapłonem, która do mordowania raczej się nie nadaje, a ma kształt i wymiary podobne do tej „prawdziwej”. A może o to chodzi, by tworzyć jak najwięcej etatów i biurokratycznych procedur, nowe ciepłe posadki, i by dalej nie miał kto łapać bezdomnych psiaków?





Innym powodem tej wielkiej awantury o psy jest być może to, że większość z nas sama w duszy czuje się współodpowiedzialna. Ilu z tych, którzy narzekają na bezpańskie psiaki na podwórku w swym blokowisku, dzwoniło do odpowiednich służb i żądało interwencji? Takie osoby można na palcach policzyć. Ile osób spośród tych, którzy wołają o zakaz posiadania psów, próbowało zebrać się wraz z sąsiadami i poprzez zmianę statutu swej Spółdzielni Mieszkaniowej (lub wspólnoty) zakazać trzymania psiaków w swych blokowiskach? W wielu krajach Europy jest tak, że są osiedla, gdzie psów nie wolno trzymać i tam ich nie ma, a w innych psiakoluby mają większość i tam jest odwrotnie. Kto chce mieszka w osiedlu bez psów, a komu się nie podoba, wynosi się ze swym czworonogiem gdzie indziej. Łatwiej jednak narzekać i wołać, by władza zakazała trzymania psów wszystkim, nawet tym co mają 10 ha ogrodzonej działki, niż zrobić coś samemu.

Myślę, że jeśli wszyscy będą reagować na widok pijanego faceta z rottweilerem, na widok psa wałęsającego się bezpańsko, lub na widok dziecka bez opieki i nękać odpowiednie służby, by robiły to, co do nich należy, to będzie się nam żyć bezpieczniej i może unikniemy podobnych tragedii w przyszłości, czego sobie i Państwu życzę.

POLACY NIE GĘSI


"...Niemcy mają wobec nas "złe sumienie"..."
premier Jarosław Kaczyński w dzisiejszym "Dzienniku"

Ze szkolnych lat zapamiętałem maksymę  mistrza Reja - "Niech narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.". Wydawało mi się w moim malutkim rozumku, że każdy, kto się czuje Polakiem i patriotą, powinien dbać o jakość swoich wypowiedzi, szanując język przodków. Podobnie ludzie wykształceni, z tytułami, powinni wyrażać się maksymalnie poprawnie, by ich wypowiedzi były czytelne, zrozumiałe i jednoznaczne, by niechlujstwo ich języka i braki w słownictwie nie spłycały ich pełnych mądrości wypowiedzi.

Premier Kaczyński, który chce uchodzić za patriotę, Superpolaka i człowieka wykształconego, który w dodatku jest jedną z osób reprezentujących cały naród, po raz kolejny dał przykład... no właśnie, czego?

Porównując Kaczyńskiego i Leppera widzimy jak drugi z nich, człowiek z gminu, jeszcze kilka lat temu zwykły cham, żeby użyć staropolskiego określenia, przemienił się oto w człowieka elokwentnego, charyzmatycznego, momentami, przynajmniej z pozoru, wyglądającego na wykształconego, kulturalnego i w świecie obytego. Prawda, że co kilka minut słoma mu z butów wyłazi, ale postęp jest niesamowity. Podobnie było z Wałęsą. Zaczynał jak kmiot, który nie potrafił dłuższego zdania sklecić, a doszedł do rzadkiej u naszych polityków umiejętności gładkiego wypowiadania wyważonych, przynajmniej z pozoru głębokich i celnych myśli. Na tym tle nasz obecny premier wypada dziwnie. Robiąc magisterkę, potem doktorat i habilitację, chyba nie używał podobnych konstrukcji językowych jak ta dzisiejsza - "...Niemcy mają wobec nas "złe sumienie...""

Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy? Czyżby premier się cofał? To by jeszcze nie było najgorsze. Choroby wieku starczego to przyszłość bogatego społeczeństwa. Mam nadzieję. Najbardziej obawiam się tego, że taki bełkot może być obrazem galimatiasu w głowie albo, co nie daj Boże, spadająca kultura jego języka odzwierciedla prawdziwy, wewnętrzny stosunek premiera do rodaków, patriotyzmu i ojczyzny.

Swoją drogą, skoro doktor habilitowany, premier i zawodowy polityk, szef partii i autorytet ideologiczny znacznej części społeczeństwa, wysławia się w ten sposób, to czego można oczekiwać od szarego człowieka?

BIEDNI NAUCZYCIELE


Kiedyś mi się obiło o uszy powiedzenie: „Dlaczego biedny? – bo głupi, dlaczego głupi? – bo biedny”.
    To tylko z pozoru bezsensowne zdanie ma w sobie głębie, które widać choćby po przyłożeniu go do sytuacji nauczycieli polskich.
    Polska kadra pedagogiczna nie daje sobie rady w szkołach. Mnożą się pomysły rozwiązania problemu. Ochroniarze w szkołach, mundurki, kontrole, lotne patrole (Trójki Giertycha), testy antynarkotykowe, kamery, totalna inwigilacja i terror. Ostatnio nawet uruchomiono ogólnopolski telefon zaufania dla nauczycieli (wiadomości.onet.pl za PAP, PL /14.05.2007), który ma być pomocą dla tych, którzy nie potrafią zapanować nad powierzoną ich opiece młodzieżą. Pomysły coraz głupsze, coraz mniej mające wspólnego z demokracją i zdrowym rozsądkiem, no i oczywiście coraz mniej skuteczne. Giertych i jego podwładni zapominają, że szkoła to nie ma być więzienie, gdzie wszyscy chodzą w takich samych pasiakach.
    Mundurki są spotykane w szkolnictwie wielu demokratycznych krajów, ale prawie zawsze w szkołach prywatnych lub innych, do których wstąpienie jest zaszczytem, nobilitacją, a przynajmniej deklaracją akceptacji obowiązującego regulaminu. W takiej szkole mundurek jest rodzajem umowy – chcesz do nas, to załóż mundurek. Inny wydźwięk ma mundurek w szkole publicznej, obowiązkowej, a więc innymi słowy przymusowej. Tutaj nabiera on więziennego wydźwięku, zwłaszcza w połączeniu z innymi pomysłami obecnej ekipy. Zapominają oni, że tłamszenie indywidualności powoduje odczłowieczenie, że celem szkoły powinno być wydobycie indywidualnych zdolności i ich rozwinięcie, a nie ich zduszenie w zarodku. No chyba, że Giertychowi chodzi o przerobienie szkół na wzór szkolnictwa średniowiecznego. „Nie myśl, nie pytaj, tylko chwal Pana i bądź posłuszny”. Totalna urawniłowka ubiorów i umysłów. Jeśli to jest celem, to obecne działania „poprawiania” szkolnictwa są zrozumiałe.
    Żadna z proponowanych metod  nie przyniesie pozytywnych rezultatów. Dlaczego? Bo głupi nauczyciel nigdy nie będzie miał autorytetu u młodzieży. Szkoda, że nikt nie ma odwagi by powiedzieć, że podstawowym problemem polskiego nauczycielstwa jest niekompetencja. Nauczyciele nie mają ani umiejętności pedagogicznych, ani merytorycznych. Wyjątki, które odstają od tego wzorca, cieszą się uznaniem młodzieży i nie mają problemów aż takich problemów jak ich niedorobieni koledzy.
    W wojsku oficera czy podoficera, który nie może sobie dać rady z podwładnymi, odsuwa się od służby liniowej albo w ogóle wywala z armii, bo po co ktoś, kto nie potrafi wykonywać swojej pracy. W szkolnictwie rozczulają się nad nieudacznikiem. Organizują mu pomoc, telefony zaufania, ochroniarzy do pomocy, itd. Dlaczego? Bo jakby wywalili nieuków i sieroty, to by nie miał kto pracować.
    Od lat zawód nauczyciela jest coraz mniej atrakcyjny finansowo (i nie tylko). Coraz gorsi ludzie idą do tej roboty. Kiedy patrzy się na ich świadectwa ze szkół podstawowych i średnich, to widać często mierne oceny. No i mamy nauczycieli informatyki, którzy szukają wirusa w systemie, gdy im dzieci monitory z sieci powyłączają. Mamy pedagogów, którzy nie potrafią przeprowadzić lekcji, gdy im uczniowie konspekty pochowają. Tylko wszyscy z wyjątkiem dzieci udają, że tego nie widzą.
    Gdy ja chodziłem do szkół również zdarzali się nauczyciele z przypadku. Niedouczeni, tępi, spolegliwi wobec władzy i gotowi zrobić każde świństwo i każdą głupotę pochwalić, byle zasłużyć na premię. Byli też jednak i tacy, na których lekcje szło się z przyjemnością, choć u nich właśnie o dobrą ocenę było najtrudniej. Na lekcjach jednych nauczycieli dochodziło do podobnych scen jak teraz, łącznie z totalnym olewaniem nauczyciela. Te same klasy, które jednych nauczycieli doprowadzały do szału i rozpaczy, u innych siedziały jak trusie, a raczej jak dojrzała, żądna wiedzy młodzież. Tylko, że za moich czasów tych lepszych pedagogów było więcej i młodzież nie zdążyła się rozhulać. Po lekcji z nieudacznikiem przypadała lekcja z prawdziwym pedagogiem i następowało wyhamowanie. Jednak warunkiem takiego działania systemu jest przewaga fachowców nad miernotami, a tego warunku obecne szkolnictwo niestety nie spełnia. W szkole, gdzie większość nauczycieli nie jest żadnym autorytetem, uczniowie z lekcji na lekcję są coraz bardziej rozbawieni, znudzeni i krnąbrni, aż do momentu, gdy nic nie jest w stanie tego opanować.
    Prawdziwy nauczyciel to bardzo specyficzne powołanie, bo musi łączyć w sobie wiele różnych predyspozycji. Wiedzę musi łączyć ze zdolnością do jej przekazania, co wcale nie jest takie częste. Nierzadko świetnie widać to u uniwersyteckie kadry profesorskiej, która ma wiedzę równie wielką jak problemy z jej przekazaniem. Nauczyciel, zwłaszcza w szkole podstawowej (i gimnazjum), a więc powszechnej i przymusowej, musi być także ekspertem w sprawowaniu kontroli nad tłumem. Musi umieć zapanować nad klasą, w której mogą się zdarzyć osoby w ogóle nie zainteresowane nauką. Do tego nie wystarczy wiedza o nauczanym przedmiocie ani teoria pedagogiki. Trzeba mieć do tego dryg, którego nie zastąpią żadne szkolenia z teorii. Brak któregokolwiek z tych podstawowych wyznaczników powoduje zawodową nieprzydatność nauczyciela. Brak wiedzy sprawi, że dzieci go wyśmieją. Brak zdolności dydaktycznych, że go nie zrozumieją a brak zdolności przywódczych, że go nie usłuchają. Tylko, że takich ludzi z powołaniem i odpowiednimi zdolnościami jest coraz mniej, bo co ma ich do szkolnictwa przyciągać?
    Choć spotkałem w czasie swej edukacji wielu tępych i niedorobionych nauczycieli (dzięki Bogu głównie z „niepoważnych” przedmiotów), to miałem wielkie szczęście i od drugiej połowy podstawówki po koniec liceum trafiałem na wspaniałych pedagogów, zarówno z przedmiotów ścisłych jak i humanistycznych. Gdy obserwuję własne dzieci, dzieci znajomych i wypowiedzi innej młodzieży, to im współczuję. Dzisiejszy nauczyciel zwykle nie dorasta do pięt tym z moich lat szkolnych.
    Może miałem wyjątkowe szczęście. Może w innych szkołach nie było kiedyś tak dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że dopóki praca w szkole nie stanie się bardziej atrakcyjna, póty poziom kadry nauczycielskiej się nie podniesie. Bez tego nie pomogą żadne mundurki, kamery ani regulaminy. Nawet zakucie uczniów w kajdanki.
    Osobnym aspektem jest odwaga cywilna i odpowiedzialność za prawdę. Prawdy o Katyniu i wielu innych aspektach historii dowiedziałem się już w podstawówce, za „komuny”, od komunistycznych nauczycieli. Teraz rzadko spotyka się nauczycieli, którzy mają odwagę wyrazić na lekcji swoje zdanie jeśli jest ono sprzeczne z teoriami lansowanymi przez władzę. Inna sprawa, że wtedy władza była z Moskwy a teraz z Watykanu.
    Osobną sprawą jest to, że „za komuny” szkoła miała ułatwione zadanie, bo więcej uczyła a mniej wychowywała. Generalnie rzecz biorąc rodzina lepiej spełniała swe społeczne funkcje w aspekcie wychowania młodego pokolenia przez co szkoła miała łatwiejsze zadanie niż teraz. Upadek podstawowej funkcji rodziny, jaką jest wychowanie dzieci, to w kraju katolickim, rządzonym przez katoprawicę, bardzo ciekawy objaw. To jednak temat z całkiem innej beczki...

SUMIENIE PiSu



Premier rozważa przywrócenie kary śmierci

Źródło:wiadomości.onet.pl za PAP, PU 17.05.2007

Za surowymikarami dla przestępców opowiedział się premier Jarosław Kaczyński, podczasspotkania przedwyborczego z mieszkańcami Łomży, zorganizowanego w związku zniedzielnymi wyborami do sejmiku woj. podlaskiego.

- Mimo obecności na tej sali ekscelencji biskupów, muszę powiedzieć, że należy rozważyć przywrócenie kary śmierci - powiedział premier. (...)

I oto mamy słowa godne bojownika o ochronę życia w każdej postaci. Słowa godne człowieka natchnionego naukami Jana Pawła II, który wybaczył własnemu niedoszłemu zabójcy i uczył, że miłość i miłosierdzie, a nie nienawiść i zemsta, odróżniają dobrego katolika od zezwierzęconego ateisty. Słowa godne człowieka pouczającego innych, co to znaczy być katolikiem, wyznawcą Jana Pawła II i patriotą.

Premier,nawiązując do niedzielnych wyborów samorządowych i referendum w sprawie obwodnicy Augustowa, powiedział, że ważne jest by wziąć udział w wyborach,głosować za budową obwodnicy i wybrać kandydatów z listy PiS. (...)

Szkoda, że premier jest gotów przehandlować nie tylko swą wiarę, nauki Chrystusa i idee Jana PawłaII, ale nawet Rospudę za głosy dla PiS. Wiarę każdy ma w sobie, zresztą wyznań jest w świecie wiele, można nawet powiedzieć, że wciąż ich przybywa. Wiarę raz sprzedaną zawsze można odzyskać, można też zamienić na inną, pewnie dlatego jest taka tania. Politycy zawsze frumarczyli wiarą, nie tylko katolicką. Może po to zresztą te wszystkie religie zostały wymyślone. Rospuda jest tylko jedna.Nie da się do niej wrócić, gdy się ją raz zniszczy. Ze sprzedaniem jej zadoraźne korzyści polityczne nie można się pogodzić.

Wprowadzamy wżycie zasady równości, równości wobec prawa i równości społecznej. (...)
- Czas równychi równiejszych w Polsce się skończył - powiedział premier.

To widać zwłaszczapo sposobie traktowania petentów przez IPN. Poseł z PiSu załatwia sprawę odręki, a inni czekają miesiącami. Ostatnie zdanie powinno brzmieć „Czas równych w Polsce się skończył" i wtedy żaden komentarz nie byłby już potrzebny.


Wasz Andrew

WYMAZYWANIE HISTORII



Wiemy dokładnie wszyscy, że w Polsce katolicy stanowią 97% społeczeństwa, a pozostałe 3% to też katolicy, tylko jeszcze o tym nie wiedzą. Ja osobiście bym z tym dyskutował,ale załóżmy, że faktycznie tak jest.

Polskie oszołomstwo nie zna granic i nie ma odpowiednika w świecie. Nawet talibowie,którzy niszczyli w Afganistanie zabytkowe posągi Buddy, nie dorastają nam dopięt. Dlaczego? Talibowie niszczyli rzeczy programowo im obce. Robili tozgodnie ze swym sumieniem, swą wiarą i swą misją polityczną. Dla mnie jest toniewybaczalne, ale to co się u nas dzieje przebija nawet ich. Może niegwałtownością, ale wytrwałością, głupotą i konsekwencją.

W latach osławionej komuny niszczono wszystko, co nie było zgodne z „linią partii”. Tak przynajmniej się teraz twierdzi. Tylko kto tak naprawdę to robił? Przecież wnaszym kraju jest 97% katolików. Można więc z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że to głównie katolicy niszczyli kościoły, sławili komunizm, jako członkowie UB i SB donosili na siebie nawzajem innym katolikom, itd. To katolicka młodzież, działając w ramach zbrodniczej organizacji ZHP niszczyła materialne świadectwa naszej historii. Nie boję się nazywać jej zbrodniczą, bo choć nikogo nie mordowali, to im w dużej mierze zawdzięczamy tragiczny los niezliczonych drobnych pamiątek, które wylądowały w piecach hutniczych. W ramach akcji zbierania złomu szabrowano po strychach i piwnicach, po komórkach i po stodołach, i wieziono na złom co popadnie. Bez żadnych wyrzutów sumienia oddawano do pieca stare wagi, moździerze, dzwonki, żelazka i tysiące innych przedmiotów, które dziś mogłyby radować oko kolekcjonera i poprzez pokazanie historycznej ciągłości dnia powszedniego uczyć prawdziwego patriotyzmu,wyrastającego z ciągłości, z trwania od dziada i pradziada, a nie z wymachiwania szabelką i z ciągłych klęsk. Działania z okresu komuny, prowadzone przez Polaków będących w 97 % katolikami, doprowadziły do tego, że jesteśmy jednym z najuboższych krajów w niektórych dziedzinach zabytków. Nawet Sowieci nie posłali na złom wszystkich starych czołgów. Zostawili sobie „małe co nieco”a Kubinka to jedno z kilku najlepszych muzeów broni pancernej. U nas nie przeżył okresu komuny chyba żaden znany ówczesnym okaz polskiej przedwojennej ani hitlerowskiej broni pancernej. Po upadku PRL na złom masowo zaczęły trafiać militarne pamiątki minionej epoki i już teraz większą kolekcję sowieckichczołgów można spotkać w Anglii czy w USA niż w Polsce.

Kiedy padła komuna, przez krótką chwilę nastała nadzieja na normalność. Niestety okazało się, że czas niszczenia trwa nadal, że III RP nie będzie w tym odmienna od PRL-u. Choćby akcja zmiany nazw ulic za panowania AWS-u. Pamiętam jak wmieście, w którym wówczas mieszkałem, nie podam nazwy, bo chluby mu to nie przynosi, jeden z radnych wyszedł z inicjatywą, by w ramach masowej zmianypatronów, ulicę Józefa Bema przemianować na inną, bardziej godną. Zapytany o powody tak olśniewającego pomysłu wyłuszczył, że to się jakoś tak za bardzo ze Stanem Wojennym kojarzy.

Rządy III RP to dalszy ciąg działań katolickiego społeczeństwa, które teraz, pod nowym przewodnictwem, po staremu robiło swoje. Po cmentarzach i pomnikach niemieckich, które zniszczono za PRL-u, teraz zabrano się za pozostałości po Armii Czerwonej. Szkoda opisywać, bo każdy wie.

A okres Kwaśniewskiego? Kto mu dał władzę jak nie katolicy? Takiego poparcia jak on nie miał nawet Wałęsa, a obecny prezydent to nawet pomarzyć o tym nie może. Dlaczego katolickie społeczeństwo bardziej lubiło, to ważne – nie tylko popierało, ale i lubiło bardziej Kwaśniewskiego niż Wałęsę, o Kaczyńskich nie wspominając?

Obecnie nastała najjaśniejsza IV RP. I co? I nic. Wszystko po staremu. Nasze w 97% katolickie społeczeństwo zakasało rękawy i znów zabiera się do niszczenia. Prezydent,wsłuchany w głos narodu i przepełniony patriotyzmem, zamierza zgodnie z narodową tradycją, w drodze ustawy usankcjonować wymazanie wszelkich śladów poprzedniego rozdziału. Niby ma się zabrać ze deubekizację i dekomunizację, ale ponieważ III RP w dużej mierze budowali, jak się okazuje, agenci i konfidenci,więc pewnie i jej się oberwie.

Jestem antykomunistą. Jestem antyfaszystą. Jestem patriotą. To dlaczego nie jestem szczęśliwy w tym kraju? Ano dlatego, że ile razy wyjadę za granicę, to widzę normalność, a jak wracam, to widzę oszołomstwo, nienawiść i głupotę. WCzechach, kraju prawie ateistycznym, do dziś można zobaczyć w centrach miast pomniki ku czci poległych Czerwonoarmiejców. Zrozumiałe. Walczyli za wolność naszą i waszą. Polegli, więc nie można im czci odmawiać. W chrześcijańskich w większości Niemczech można, nierzadko w jednym i tym samym mieście, zobaczyć cmentarz żydowski, który przetrwał nawet Hitlera, cmentarz żołnierzy Wehrmachtu i cmentarz oraz pomnik Armii Radzieckiej. U nas, w kraju zamieszkałym przez 97%katolików, w kraju przepełnionym duchem tolerancji i będącym pod nieodpartym wpływem moralnym Jana Pawła II, cmentarze niemieckie już dawno zaorano a na żydowskich maluje się swastyki. Radzieckie rozbiera się systematycznie iskutecznie niszczy a teraz jeszcze dostaniemy ustawę pozwalającą usunąć wszystko co poradzieckie. Ba – widziałem nawet w Polsce ołtarz zbudowany z potrzaskanych niemieckich płyt nagrobnych, z których nawet nie usunięto napisów! Parafianie nie widzą w tym niczego złego! Jakby tego było mało,będziemy zwalczać nawet Brzechwę i Tuwima. Nie tylko piętnować ich życiorysy,ale opluwać ich dzieła. Brawo. Przecież w ten sposób zacieramy nasze własne,narodowe i katolickie ślady. Może to ślady katolików, którzy trochę pobłądzili,ale czy jest jakieś usprawiedliwienie dla takiej nienawiści? A gdzie miłosierdzie, gdzie wybaczenie? To może jeszcze wyklniemy Kopernika, bo nie usłuchał papieża? Był tak samo krnąbrny jak reszta. Polski naród sprawia wrażenie tak ciemnego, iż nie zauważa, że politycy cały czas kręcą ideologią, by nie zabrać się za rzeczy istotne. Burzą stare, bo tak naprawdę nie mają pomysłu na to, co trzeba zrobić. Z kraju uciekają już nie tylko elity, nie tylko roboleszukający dobrego zarobku, ale nawet firmy. Kto tu zostanie? Czy tylko nieroby,nawiedzone oszołomy i księża? Mamy wielu świetnych sportowców, ale oni pokazują tylko, że mamy tak jak każdy naród potencjał ludzi pracowitych i zdolnych. Ale jak długo jeszcze? Już rząd myśli, jak na siłę zmusić lekarzy, by zostali w kraju. Czy to przypadkiem nie zalatuje komuną? Po lekarzach przyjdzie kolej na inżynierów, hydraulików, potem na salowe, sprzątaczki i śmieciarzy. Tylko księży nie trzeba zatrzymywać. Czy poza ilością kościołów, poza trąbieniem oaborcji i innych bzdurach, poza tą magiczną liczbą 97%, jesteśmy w stanie pokazać światu coś więcej? Nie mówię o Noblach z fizyki czy medycyny. Nie mówię o drugim Koperniku. Nie mówię o super bogactwie. Czy stać nas choćby rozsądek,wyrozumiałość, wybaczenie, tolerancję i miłość? A może oczekuję zbyt wiele?

Z ostatniej chwili– wariactwo wspięło się na nowy poziom. Rozebrać Pałac Kultury! Gdy komuniści rozbierali kościoły, był to dowód ich zaślepienia. Katolicy rozbiorą wszystko,co postkomunistyczne. Niech to będzie dowodem ich tolerancji. Proponuję rozebrać jeszcze warszawską starówkę i Pałac Królewski, bo to też po wojnie od zera wybudowali komuniści...


Wasz Andrew

ROSPUDA - FILOZOFIA KALEGO



Kiedy oglądamy w telewizji dewastację lasów w Ameryce Południowej, jesteśmy poruszeni i chętnie byśmy tego zakazali. Wiemy, że dla wielu ludzi ten sposób gospodarowania jest jedynym źródłem utrzymania, ale stwierdzamy zgodnie, że nie można dla dobra wąskiej grupy ludzi niszczyć przyrody, która jest dobrem całej ludzkości. Argumentujemy, że wycinanie lasów powoduje potężne skutki nie tylko dla tego regionu, ale i dla całego świata.Argumentujemy, że nic nie usprawiedliwia dewastacji środowiska, nawet jeśli dla pewnej grupy osób i ich rodzin jest to jedyna możliwość przeżycia.

Kiedy mowa o rzeziach wielorybów i delfinów, tępieniu słoni i nosorożców, zgodnie twierdzimy, że trzeba temu zapobiegać za wszelką cenę.Popieramy zakazy i surowe kary za ich łamanie. Nie interesuje nas, że polowaniana te zwierzęta są jedynym źródłem utrzymania wielu ludzi. Nie interesuje nas,że niejedno dziecko z biednej rodziny umrze w nędzy z tego powodu. Jest dla nas jasne, że ważniejszy jest interes ludzkości jako całości. Ludzkości jako nie tylko obecnych, ale i wszystkich przyszłych pokoleń. Dobrze rozumiemy, że gdy zabraknie jednego gatunku, wyginą i inne. Zginą te, które się nim żywią. Mogą rozmnożyć się nad miarę te, którymi on się żywił i następna katastrofa gotowa.Przypominamy różne ekologiczne wpadki i tłumaczymy, że różnorodność gatunkowa jest wartością samą w sobie, niemożliwą do przecenienia i być może warunkującą istnienie człowieka na Ziemi.

Przykładów ryzyka, jakie niesie zmniejszenie liczby gatunków nie trzeba daleko szukać. Lasy mało zróżnicowane gatunkowo padają łatwym łupem szkodników. Fermy, te swoiste monokultury, są podatne na epidemie i inne niekorzystne zjawiska. Wszystko to dobrze rozumiemy. Rozumiemy do czasu...

Telewizja ostatnio z upodobaniem pokazuje człowieka z Augustowa (lub okolicy, nie wiem dokładnie bo mam obrzydzenie do dziennika i widuję takie rzeczy tylko przez ramię, gdy inni masochiści katują się papką z newsów i płytkich komentarzy). Dżentelmen ten w pięknym przykładzie demagogii, szkoła naszych polityków z ostatnich lat, woła: „Co jest ważniejsze? Moje życie, czy życie malutkiego kwiatka?”. Więc odpowiadam. Życie kwiatka.

Nie jestem zielonym oszołomem. Wiele akcji ekologów oceniam bardzo negatywnie. Tutaj jednak muszę im przyznać całkowitą słuszność. Rospuda jest ważniejsza niż obwodnica a kwiatek ważniejszy niż mieszkaniec Augustowa.

W Dolinie Rospudy żyją unikalne gatunki. Gatunki, których nie da się przenieść w inne miejsce. Gatunki, którym grozi wyginięcie. Jak ich zagłada wpłynie na przyszłość świata nikt tak naprawdę nie wie, bo przyroda to system naczyń połączonych o zbyt wielu zmiennych, by można było do końca przewidzieć konsekwencje takich działań. Augustów natomiast nie jest zamieszkały przez ludzi wyjątkowych. To na mapie świata wiocha zabita dechami.Gdyby nawet szlag trafił wszystkich jej mieszkańców, ludzkość nawet by tego nie odczuła. W mieście tym nie rodzą się nobliści ani papieże. To miasto nie ma ludzkości niczego do zaoferowania poza bliskością przyrodniczych perełek, a do ich zniszczenia właśnie dąży. Poza tym mieszkańcy Augustowa mogą się przeprowadzić choćby do Włoszczowej, jeśli im źle u siebie. Rośliny i zwierzęta tego nie mogą. Ludzie z okolicy nie muszą się nawet przeprowadzać. Mogą po prostu zbudować obwodnicę inną trasą. Budują i tak za cudze pieniądze. W czym więc problem? Nie wiem. Wiem za to jedno. Przyszłe pokolenia nie podziękują mieszkańcom Augustowa. Betonu na świecie mamy dość. Mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze opamiętanie, choć rozum mi mówi, że to nie ten kraj, by moje nadzieje mogły się spełnić.

Wasz Andrew