Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

sobota, 19 maja 2007

UWAGA NA JOGOBELLĘ



Jak wykazują najnowsze badania, spożywanie jogurtu Jogobella może prowadzić do skrajnego skretynienia. Każdy może się o tym przekonać oglądając najnowszą reklamę tego specjału. Kobieta wcina jogurt, z kilometra widać, że truskawkowy, i doznaje orgazmu od tych "owoców prosto z drzewa". Mam wrażenie, że wielu polityków, zwłaszcza z prawej strony, regularnie spożywa wspomnianą miksturę:-)

Zniechęcenie



Ostatnio nie mogłem się zabrać do napisania czegoś mądrego, po części z powodu różnych zajęć, a po części z powodu zniechęcenia.

Zaczynając pisać ten blog miałem nadzieję, że może w tym kraju kiedyś będzie normalnie. Nie miałem złudzeń, że mogę coś wielkiego zdziałać w tym kierunku. Uważałem jednak, że nawet jeśli nikt nie zmieni poglądów pod wpływem lektury moich tekstów, to może chociaż osoby, które mają podobne poglądy i czują się źle w naszej przepełnionej duchem zemsty i nietolerancji rzeczywistości zobaczą, że nie są tak całkiem osamotnione. Jeśli chociaż kilka osób, choć przez chwilę poczułoby się lepiej, to uważałbym, że warto pisać. Ostatnie wydarzenia jednak coraz bardziej mnie zniechęcają.

To co się dzieje w naszej polityce przekroczyło już dawno nie tylko granice dobrego smaku, ale także elementarnej uczciwości, honoru i w ogóle zdrowego rozsądku. Wielu osobom to nie przeszkadza. Wielu wystarcza, że mogą robić interesy, niekoniecznie uczciwe, że mogą zeżreć dwie kiełbasy naraz, że mogą kupić sobie nową furę,skórę i komórę. Ja jednak rozumiem ludzi, którzy chcą żyć nie tylko na poziomie, ale przede wszystkim godnie, uczciwie i normalnie. Rozumiem ich, bo sam tego pragnę i boli mnie, że to co się dzieje w kraju rządzonym przez Prawo i Sprawiedliwość jest zaprzeczeniem nie tylko prawa i sprawiedliwości, ale zwykłej uczciwości, zwykłego rozróżnienia dobra i zła. Nie mogę ścierpieć, że w kraju zamieszkałym podobno w 97% przez miłujących pokój i bliźniego swego katolików,połowa społeczeństwa popiera rząd owładnięty manią zemsty i czyniący swą misją nie budowanie, nie godzenie, ale niszczenie i zwaśnianie. Nie mogę rozumieć jak kraj pozostający pod nieodpartym wpływem moralnym Jana Pawła II może z dnia nadzień stawać się coraz bardziej nie tolerancyjnym, obłudnym i zdemoralizowanym.

Kiedy obserwowałem wybory we Francji uderzało mnie najbardziej to, że tam zarówno zwolennicy Nicolasa Sarkozy jak i sympatycy Segolene Royal uważali, że ich przywódcy poprowadzą Francję ku wielkości, ku lepszej przyszłości. Lepszą przyszłość rozumieli dwojako. Po pierwsze jako to, że nowe władze podejmą takie działania,by im, zwykłym obywatelom, się wiodło lepiej niż przed wyborami, a po drugie jako to, żeby Francja była silniejsza i bogatsza jako państwo. Przy czym ważne podkreślenia jest również to, że w rozumieniu wielu normalnych ludzi w normalnych krajach, jedno jest powiązane nierozerwalnie z drugim. Nie można być naprawdę bogatym i trwale pewnym swego bezpieczeństwa w kraju biednym i niestabilnym. Z drugiej strony w bogatym, harmonijnie rozwijającym się państwie, nawet biednym obywatelom żyje się lepiej niż w państwach ubogich i przeżywających coraz to nowe rewolucje. Poza tym bogate państwo daje duże szanse aktywnym i zdolnym na wydostanie się z ewentualnej biedy, natomiast biedne państwo łupi bogatych a i tak nie może pomóc biednym.

Jestem generalnie sympatykiem lewicy (takiej bliżej centrum), ale gdybym był Francuzem, to w tych wyborach być może głosowałbym na kandydata prawicy, gdyż miał on konkretniejszy plan, a przywódczyni lewicy miała program bardziej życzeniowy, więcej obiecanki niż schemat działania.

I jeden program, i drugi, całe wybory zresztą, są jednak jakby nie z tego świata, gdy się patrzy przez pryzmat Polski. Nasi liderzy przed wyborami obiecują gruszki na wierzbie.Nie mają żadnych wizji uzdrowienia czegokolwiek a hasła, którymi szermują takmało się różnią, że gdyby pozamieniać im kartki z programami, zwłaszczagospodarczymi, to nikt z wyborców by się nie połapał, gdyby nie treśćnagłówków.

Wybory we Francji nasuwające się porównania z Polską to jednak pikuś w porównaniu z tym, co serwuje nam na co dzień PiS. Naród został skutecznie skłócony, odmóżdżony i poszufladkowany. Nie ma już ludzi, mężczyzn i kobiet, są tylko nasi z jednej strony, a z drugiej ubecy, esbecy, homofile, wykształciuchy, łże-elity. Jednym słowem nasi i oni. Nasi są w porządku, a tamci są źli. Nie ma już fachowców i partaczy. Nie ma już uczciwości i honoru, prawdy i kindersztuby.

Jeśli ktoś nie jest z PiSem, to jeśli tylko nie jest martwy, na pewno wcześniej czy później trafi do jednej z szufladek: komuch, agent, ateista, aferzysta... Szufladek jest dużo, znajdzie się jakaś dla każdego. Nie jest ważne, czy ktoś jest fachowcem, czy nie. Lepszy głupi ale swój. Głupi wie, że w każdej chwili go można wywalić, więc będzie słuchał, nie cofnie się przed żadnym świństwem,jakie zleci mu wódz, byle zatrzymać stołek i zasłużyć na kolejną marchewkę.

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Choćby dzisiejsze: Giertych odznacza Jankowskiego medalem KEN. Mularczyk w imieniu PiS oczernia dwóch członków TK (Mularczyk zataił przed Trybunałem, iż sędzia Adam Jamróz został wyrejestrowany w 1978 r.przez wywiad PRL, bo "odmówił współpracy z powodów moralnych", zaś Marian Grzybowski został zarejestrowany dopiero 19 czerwca 1989 r.). A ogólnie?Trzy czwarte kadencji PiS za nami, a oni tylko dekomunizacja, deubekizacja,desowietyzacja, i inne de... Mieli budować IV RP, a oni wciąż tylko prowadzą prace rozbiórkowe. W dodatku nikt nie słyszał jak ta IV RP ma wyglądać. To nie Francja. Tu nikt nie pyta jaki jest plan tej budowy.

Jan Paweł II w grobie się przewraca. On nadstawiał drugi policzek, wybaczył nawet swemu niedoszłemu zabójcy. Tymczasem państwo polskie, które podobno pozostaje pod wpływem jego nauk, zajęte jest tylko i wyłącznie zemstą. Trzeba rozliczyć Solidarność, trzeba rozliczyć ubeków, esbeków, komuchów, SLDeków, PRL i III RP.Tylko nikt nie mówi o tym, jak zbudować Polskę bogatą, silną, pokojowo współistniejącą z sąsiadami, jak zrobić, by w Polsce żyło się dobrze zwykłym ludziom, by nie uciekali za granicę dla pieniędzy, dla godności, szacunku i dla zwykłego,świętego spokoju.

Prezydentura Kwaśniewskiego może nie przyniosła Polsce jakiegoś olśniewającego rozwoju. Ale ludzie żyli spokojnie. Katolicy nie żarli się z całą resztą. Urzędnicy nie mówili do biedaków „Spieprzaj dziadu!”. Politycy obozu rządzącego w swych telewizyjnych wystąpieniach nie atakowali z nienawiścią wszystkich i wszystkiego, czego nie popiera rząd i co rządu nie popiera. Było po prostu normalnie. Żadnych rewelacji, ale i bez poważnych zgrzytów.

Bracia Kaczyńscy plują na komuchów, na PRL, na gejów i agentów. Plują na każdego, kto nie jest w PiS. Jednocześnie wystarczy popierać PiS, by nie być rozliczanym za swą przeszłość. Przykładem może być choćby piewca Stanu Wojennego, znawca ewolucji i kreacjonizmu, tatko Jaśnie Oświeconego Ministra Edukacji. Nie jestem komuchem. Na PRL praktycznie się nie załapałem, partia umarła gdy dojrzewałem,nikt mi nie zaproponował, bym został agentem, ZOMOwcem ani innym -owcem. Niby PiS nic do mnie nie ma. Pod żadną lustrację się nie łapię. Mimo to czuję się tutaj gorzej niż za komuny, dużo gorzej niż w III RP. Coraz poważniej rozmyślam nad wyjazdem na stałe. Gdziekolwiek. Nie za pracą. Po prostu za normalnością,za uczciwością, za tym, by dobro dobro znaczyło a zło złem było. By człowiek mógł być dobry choć nie ma gęby pełnej katolickich frazesów, by był głupi, jeśli głupio czyni, nawet jak jest z PiSu. By nie był potępiany tylko za to, że jest gejem, komuchem albo kimkolwiek innym.

Kto wiatr sieje,ten burzę zbiera. Prosperity zawsze się kiedyś skończy. W państwie, które przez lata tłuste scementowało się w jedną całość jest duża szansa, że lata chude da się przejść w miarę spokojnie. Polska jednak dzięki rządom PiSu i bratnich partii jest tak podzielona, jak jeszcze nigdy od lat świeżo powojennych, a być może jak jeszcze nigdy w ogóle. Tak naprawdę, to w Polsce poza Kaczyńskimi i ich kumplami praktycznie nie ma Polaków. Przecież jeśli weźmiemy pod uwagę ilość głosów z jaką Kwaśniewski został prezydentem, to dojdziemy do wniosku, że większość obywateli naszego kraju to, jak mawiają nasi obecni przywódcy duchowi, komuchy i pachołki Moskwy. Jeśli z tych, którzy pozostali, odejmiemy członków PZPR, agentów, wykształciuchów i całą resztę uznawaną przez Kaczyńskich za niegodnych miana Polaka, to może się okazać, że w Polsce jest tylko dwóch Polaków i w dodatku są oni bliźniakami.

Modę na odnoszenie się z pogardą do każdego, kto myśli inaczej, a właściwie do każdego, kto myśli,od rządzących przejmuje coraz większa część społeczeństwa. A czy można być tolerancyjnym wobec kogoś, kogo się ma w pogardzie? Czy można żyć w jednym państwie z kimś, kogo się nienawidzi? Wątpię. Kiedy sytuacja gospodarcza się pogorszy, a nie jest do tego wcale tak daleko, góra jedno pokolenie, wtedy w Polsce będzie naprawdę źle. Kryzysy gospodarcze nawet w krajach tradycyjnie mocno scementowanych społecznie wywołują poważne wybuchy niezadowolenia, niesprawiedliwości i przemocy, w wyniku których najbardziej cierpią zwykli,uczciwi obywatele. To, co robi obecna władza sprawia, że Polska dzieli się na coraz więcej grup, które patrzą na siebie z zawiścią, niechęcią, a nawet z nienawiścią.Politycy wołają, że „ich” trzeba rozliczyć. Ale ulica swoje wie. Rozliczyć to znaczy wytłuc. A kiedy przyjdzie czas, plebs sobie przypomni, kto to są ci„oni”. Lekarze, bo bogaci. Komuchy, bo to pachołki Moskwy. Geje, bo to zboczeńcy. Inteligenci, bo to wykształciuchy. Bo to wszystko nie są ludzie,tylko „oni”. Jedyne, co na razie udało się osiągnąć obecnej koalicji, to przygotować warunki do wybuchów przemocy, gdy nadejdzie odpowiedni czas.

Trzeba się stąd wynieść zanim się zacznie rozliczanie „onych” na ulicach.

ZUS jest już wstanie przedzawałowym. To jeden z wielu objawów wskazujących na bliski poważny kryzys finansowy państwa. Alenie to jest największym zagrożeniem.

Ostatni nie zgasi światła. Zgaśnie ono samo dużo wcześniej. Wielkimi krokami zbliża się kryzys energetyczny. Może ja tego nie dożyję ale dzisiejsi nastolatkowie na pewno. Co Polska będzie mogła zrobić? Kto wybuduje elektrownie atomowe i słoneczne? Kto wdroży nowe, drogie technologie. Panowie z PiSu? Tak jak od lustracji i dekomunizacji nie przybywa autostrad, tak nie przybędzie i źródeł energii. Będą problemy a ziarno nienawiści najlepiej kiełkuje właśnie przy nich. Faszyzm i komunizm nie bez powodu wyrosły właśnie tam, gdzie były poważne kłopoty. W bogatych krajach nie przyciągnęłyby nikogo poza garstką oszołomów. W normalnym państwie nigdy nie przejęły bywładzy. W biednych, skłóconych i pełnych ludzi pozbawionych godności znalazły świetne warunki. A koalicja sieje i sieje. Ziarno za ziarnem.

Nie wiem jak wy,ale ja chyba prysnę zanim wzejdzie.


Wasz Andrew

Szczyt głupoty



Myślałem, że w tym kraju nic mnie już nie zadziwi. PKP pobiła jednak wszystko!

Dziś się dowiedziałem, że jest pociąg z Kudowy do Warszawy Centralnej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kursuje... przez sześć dni w roku. I to kiedy? W Święta? W Nowy Rok? Na początku wakacji? Nie!!!W Prima Aprilis! Dokładnie od 01 do 6 kwietnia!!! Złoty fioł dla PKP! No comments...

piątek, 18 maja 2007

katolicyzm vs. komunizm



Wielu czytelników mojego bloga może odnieść wrażenie, że moje teksty czasami są antyreligijne, a w szczególności antykatolickie. To jednak błędne wrażenie,narzucające się zwłaszcza tym czytelnikom, którzy zanim zaczną czytać, z góry szufladkują tekst jako anty-taki czy anty-siaki.

Dlaczego najczęściej przyczepiam łatkę Kościołowi Katolickiemu? Dlatego, że w Polsce on jest. Inne wyznania są obecne w naszym kraju w ilości śladowej i są praktycznie bez wpływu na życie publiczne. Trudno krytykować coś, czego nie ma i co nie może w związku z tym podlegać błędom i wypaczeniom.

Jakkolwiek bardzo krytycznie oceniam wiele aspektów religijności, to trudno powiedzieć, bym był przeciw religii w ogóle. Można powiedzieć natomiast, że jestem zadeklarowanym antykomunistą. Z drugiej strony, widzę wiele dobrych rzeczy, które pozostawił nam w spadku komunizm, a dużo mniej dobrych rzeczy, które ludzkość zawdzięcza chrześcijaństwu, a zwłaszcza katolicyzmowi. Skąd ta pozorna sprzeczność?

Najpierw zajmijmy się doktryną.

Do doktryny chrześcijańskiej, podobnie jak do teorii innych wielkich religii, w zasadzie trudno się przyczepić. Po głębszej analizie, można wykazywać, że noszą w sobie od zarania podstawy późniejszych ciągłych błędów i wypaczeń, ale ponieważ ogólnie promują pozytywne wartości, takie jak dobro, miłość, miłosierdzie, to pozytywne cechy przeważają w nich nad negatywnymi. Teoretycznie.

Komunizm, już ze swych założeń teoretycznych, sugerował jak będzie wyglądać świat urządzony według jego reguł.To co wyprawiał Stalin i jego ideologiczni koledzy nie było żadnym wypaczeniem,tylko realizacją programowych założeń. Ktoś, kto popiera komunizm, albo jest niespełna rozumu, albo jest na tyle cyniczny, że wykorzystujezbrodniczą ideologię dla osiągnięcia własnych celów. Paradoksem jest to, że komunizm dał ludzkości więcej, niż całe chrześcijaństwo.

Wyobraźmy sobie historię bez Chrystusa i bez chrześcijaństwa. Wielkie cywilizacje powstawały przed nową erą i powstawałyby nadal. Raz rozpoczętego postępu naukowo-technicznego nic nie zdołałoby zatrzymać. Chrześcijaństwo nie tyle go przyspieszyło, co hamowało.Pięknym objawem wkładu chrześcijaństwa w postęp jest powiedzenie, iż nauka z każdym odkryciem morduje kawałek Boga. Bo Kościół właśnie, od początków swego istnienia, stał w opozycji do nauki. Największy syn naszej ziemi, Mikołaj Kopernik, dokonał swych odkryć pomimo tego, że podlegał papieżowi, a nie dzięki jego wsparciu. Nie bez kozery dzieło swego życia wydał z takim wyrachowaniem, by pierwszy jego egzemplarz otrzymać na łożu śmierci. Nie chciał po prostu zbyt wcześnie powiększyć grona aniołków (za pośrednictwem stosu oczywiście). Kościół nie tylko nie przeciwdziałał takim zbrodniom jak wytępienie Indian w Ameryce Północnej, ale chętnie czerpał z takich imprez profity i użyczał im ideologicznej podbudowy. Doprawdy trudno powiedzieć, że chrześcijaństwo wniosło do historii świata cokolwiek, poza zestawem zabytków i pewnym wkładem do filozofii. Gdyby chrześcijaństwo nigdy nie powstało, byłyby inne wielkie albo małe religie, wyznania powszechne i niszowe. Zamiast kościołów budowano by minarety lub innej maści budowle sakralne. Niewiele by się zmieniło.

Inaczej jest z komunizmem. Jakkolwiek spowodował niewyobrażalne cierpienia, to nie były one wcale takie wielkie (w historycznej i globalnej skali oczywiście). Zauważmy, że komunizm urodził się między innymi dzięki pierwszej wojnie światowej. Nikt jakoś tak naprawdę nie płacze nad jej ofiarami. Historycy dyskutują o niej raczej beznamiętnie. Nikt nie woła, że trupy pod Verdun to zbrodnia. Zbrodnią są natomiast trupy Gułagu,Łubianki i Katynia. Zresztą, że ustrój zbrodniczy w założeniach (choć podobnie jak wielkie religie promujący równość, wolność i braterstwo) dokonywał masowego ludobójstwa, to nikogo nie powinno dziwić. Był zbrodniczy w teorii i w praktyce. Przejdźmy jednak do jego osiągnięć. W Polsce wszyscy opluwający w mediach „komunę” albo są ślepi, albo zbyt zakłamani, by je zauważać. Mało kto zdaje sobie sprawę, że do dziś jedna trzecia ludności świata(!) żyje bez prądu.To dzięki „elektryfikacji miast i wsi” Rosja i „bratnie” kraje nie należą dziś do tej jednej trzeciej. To, że w Polsce naród nie jest dziś aż tak ciemny jak przed wojną, to też zasługa bardzo intensywnej edukacji prowadzonej na wsi i wśród mas pracujących przez pachołków komunizmu. Najważniejszym jednak osiągnięciem komunizmu było to, że zmienił on kapitalizm. Nie ma się co oszukiwać. Kapitaliści to nie ludzie pokroju Matki Teresy. Tylko dlatego powojnie gwałtownie polepszyła się sytuacja „klasy robotniczej i ludzi pracy” na zachodzie, że kapitalizm bał się komuchów. Bał się wyrwania kolejnych państw spod swej sfery wpływów, a wiadomo, że jak ktoś ma pełny brzuch, to na barykady nie pójdzie. Komunizm poniósł klęskę i dzięki Bogu za to, ale trzeba być zaślepionym by twierdzić, że nie wniósł niczego pozytywnego do historii świata.Faszyzm czekał od swej klęski pół wieku na sprawiedliwą w miarę ocenę. Może komunizm też za pół wieku doczeka się uczciwego napiętnowania swych zbrodni,ale i uznania dla tego, co zmienił w historii. Martwi mnie tylko, że teraz, gdy nie ma komunistycznego straszaka, kapitalizm znów pokaże swe prawdziwe oblicze.Chyba już widać pierwsze objawy ale może się mylę. Mam nadzieję.

O zbrodniach komunizmu wie każde dziecko w Polsce. Katolicyzm nie objawia się w formie samodzielnego, wyznaniowego państwa na miarę państwa komunistycznego (dzięki Bogu), więc nie może pokazać,co potrafi. Dlaczego nie mówi się jednak nigdy o zbrodniach chrześcijańskich?Nie mam tu na myśli palenia na stosach, wojen krzyżowych czy innych zamierzchłych czasów. Mamy przecież przykłady działań ludzi natchnionych duchem bożym z lat wcale nie tak odległych. Weźmy na przykład Jasenovac z czasów IIwojny światowej. Skoro Oświęcim jest obozem niemieckim, choć znajdował się w Polsce, bo „obsługiwali” go Niemcy, to Jasenovac jest obozem katolickim. Dowodził nim franciszkanin Filipović, powszechnie zwany Szatanem. Jego specjalnością było mordowanie ludzi motyką, Także kobiet i dzieci… W Jasenovac’u “pracowały” dziesiątki innych katolickich duchownych. Jasenovacz znany był z masowego ścinania głów ludziom (w ten sposób oszczędzano kule). 28sierpnia 1942 r. załoga obozu urządziła zawody. Zwycięzca, katolicki duchowny,franciszkanin Brzica, w jeden dzień specjalnym nożem ściął głowy 1360 ludziom!!! Oczywiście Kościół nigdy go nie wykluczył ze swych szeregów. Wszystko to w imię wiary i tępienia innowierców. Nowsze? Proszę bardzo. Ruanda i Burundia1994 rok. Afryka natchniona pielgrzymkami Jana Pawła II. Walki pomiędzy Tutsi i Hutu. W ciągu kilku tygodni wymordowano bez użycia cyklonu i bomb atomowych setki tysięcy ludzi. Wystarczyły maczety i zapał do „pracy”. Mordowano wszystkich, nawet kobiety i małe dzieci. Czy to mordowali komuniści? Czy może ateiści? To katolicy mordowali katolików. Społeczeństwo było tam niewiele mniej katolickie niż u nas. Nie przeszkadzała im wiara w Jezusa, ani nieodparty wpływ nauk papieża, który niedługo zostanie świętym. Po wojnie o bezpośredni udział w ludobójstwie oskarżono nawet tamtejszych biskupów. Jedyną grupą społeczną,która konsekwentnie nie brała udziału w tym bestialstwie, choć nieraz płaciła za to życiem, byli świadkowie Jehowy. Dlaczego wiara katolików nie powstrzymała ich od udziału w rzeziach?

W mojej ocenie z porównaniem komunizmu i katolicyzmu jest tak, jak z porównaniem bólu głowy i bólu zęba. Trudno mówić co jest lepsze, prędzej co jest gorsze.Komunizm był zły od zarania i taki pozostał do końca, ale wywarł niezatarty wpływ na historię świata. W dodatku pewne jego zdobycze były zdecydowanie pozytywne. Katolicyzm był piękny zanim się upaństwowił. Dawał oparcie słabym ludziom, którzy bali się śmierci, którzy bali się świadomości, że po śmierci nic po nich nie pozostanie. Którzy nie mogli się pogodzić z tym, że nie są osią świata. Dawał zestaw przykazań, który zwalniał ich od myślenia i rozstrzygania co jest dobre, a co złe. Odciążał umysły i sumienia. Jednak potem okazał się tak samo podatny na manipulacje władzy jak inna wielka religia – islam (islam wielu Europejczykom kojarzy się z terroryzmem, ale mało kto wie, że terroryzm jako jedni z pierwszych, masowo i skutecznie, zastosowali Żydzi w czasie walki o utworzenie państwa Izrael). W wiekach średnich katolicyzm był świetnym narzędziem sprawowania władzy. Nikt nie tai, że motywem chrztu Polski była polityka, a nie miłość do Boga. Teraz jednak wiara utraciła i to zastosowanie.Nie widać wyższości społeczeństw katolickich nad innymi jeśli chodzi o standardy moralne, nie te głoszone z mównic i ambon, ale te stosowane w życiu.Można porównać choćby Polskę i Włochy z jednej strony a Czechy, Słowację czy Szwecję z drugiej. Katolicyzm pozostał natomiast świetnym narzędziem dla ludzi żądnych władzy, dla chcących szerzyć nienawiść i nietolerancję, tępić wiedzę i wolność myśli.

Katolicy mają krótką pamięć. Zapominają jak się czuli za komuny. Wszak mogli odprawiać swoje obrządki. Czemu więc było im źle? Bo władza wszędzie atakowała ich inną ideologią. Teraz role się odwróciły. Władza wszędzie afiszuje się ze swym katolicyzmem. Weźmy szkoły. Co innego, gdy w szkole niepublicznej wiszą krzyże. Wstępując do takiej szkoły,wybierając ją z własnej woli, godzisz się na zwyczaje w niej panujące. Co innego szkoła publiczna. Czy ateista, muzułmanin lub świadek Jehowy czują się lepiej w szkole obwieszonej symbolami katolicyzmu, niż katolik w szkole obwieszonej symbolami komuny? Czemu katolicy robią innym to, co gdy im robiono,uważali za objaw ucisku i totalitaryzmu?

Świadkowie Jehowy mają ciekawą rzecz.Jeśli ktoś popełnia czyny niegodne, sprzeczne z Prawem Boskim, zostaje wykluczony z ich wspólnoty. Można zostać wykluczonym nawet za nadużywanie alkoholu. Katolicyzm nie przewiduje czegoś takiego. Można mordować, gwałcić,robić co się tylko chce, ale z Kościoła cię nie wyrzucą. Dla odmiany można być dobrym, poświęcać się dla innych, być prawie świętym, ale jeśli podważy się zdanie papieża w kwestii wiary, można zostać z Kościoła wykluczonym. Podkreślmy zdanie papieża, który akurat jest przy władzy, bo kto czyta historię wiary katolickiej, ten wie, że jeden święty przeczy drugiemu a jeden papież innemu.Choćby kwestia bycia człowiekiem od poczęcia. Święci wcale nie byli w tej kwestii jednomyślni ale zawsze obecna władza na Watykanie ma rację i koniec dyskusji.

Nie jestem przeciwny katolikom, ich wierze, ani żadnej innej wierze. Szanuję wierzących, którzy Boga mają w sercu i swym zwykłym, codziennym życiem dają mu świadectwo. Niestety takich spotykam bardzo rzadko. Znacznie częściej spotkam tych drugich, którzy Boga mają tylko na ustach i za słowami o Bogu ukrywają złe czyny i złe myśli. Oni właśnie każdy objaw krytyki ich poczynań traktują jako atak na wiarę i jako obrażanie uczuć religijnych. Dla tych nie mam szacunku i myślę, że prawdziwi wierzący bardziej powinni się ich wystrzegać niż ateistów, materialistów, racjonalistów i innych przeciwników ideologicznych. Oby kiedyś zaczęli tak czynić.


Wasz Andrew

niedziela, 1 kwietnia 2007

Firmy uciekają na Wschód




Trwa exodus Polaków zagranicę. Nie dość, że w poszukiwaniu przyzwoicie płatnej pracy wyjechało już grubo ponad dwa miliony naszych rodaków, to teraz przychodzi kolej na przedsiębiorców. Coraz więcej firm przenosi produkcję na wschód Europy. Powody są dwa: wysokie podatki, jakie płacą w Polsce i brak rąk do pracy - pisze"Dziennik".
Postawienie fabryki w Rosji zapowiedziała właśnie Amica. Czołowy w Polsce producent sprzętu AGD w 2009 roku uruchomi fabrykę w Wielkim Nowogrodzie, 200 km od St. Petersburga. Jak wynika z informacji "Dziennika" firma ma coraz większe problemy z wypracowaniem zysku. W III kwartale minionego roku, mimo sprzedaży sprzętu na kwotę o 45 mln wyższą niż rok wcześniej, zysk spółki zmniejszył się o 2,7 mln zł.

Wcześniej na przeniesienie produkcji zdecydował się Inter Groclin Auto. Zrezygnował z postawienia fabryki w strefie ekonomicznej w Nowej Soli i zatrudnienia tysiąca osób.

Inni producenci kalkulują podobnie. Produkcję w Rosji chce rozwijać Grajewo, Forte, Bioton i Bella. NaUkrainie budować będą m.in. Cersanit i Koło. Również 56 firm z Doliny Lotniczejna Podkarpaciu rozpoczęło przymiarki do przeniesienia części produkcji.

Źródło: Biznes WiadomościOnetu za (Dziennik, pr/31.03.2007, godz.09:20)

To,że z Polski uciekają najlepiej wykształceni, to normalne. Negatywne aleniestety normalne. Tak do końca, to żaden kraj nie potrafi sobie poradzić ztym, by najlepsze mózgi nie zostały podkupione przez bogatsze kraje. Nawet zNiemiec, Francji czy Japonii super talenty przenoszą się do USA, zwłaszczajeśli zajmują się najnowszymi technologiami. Fakt, że najbardziej energiczniemigrują za pracą do krajów bogatszych też jest zrozumiały, choć w Polsce rozmiary tego zjawiska zbliżają się do totalnej katastrofy. Rząd zajętysprawami aborcji i innych równie ważnych tematów nie ma czasu zabrać się za to,co może doprowadzić nas do totalnej zapaści, której skutków nie można dziśnawet w przybliżeniu przewidzieć. To jednak, że z kraju zaczynają uciekać dużefirmy i kapitał, to zapowiedź czegoś, co się w ogóle nie mieści w głowie. Wrazz tymi firmami uciekną również miejsca pracy i wpływy do budżetu. Z czego utrzymamy państwo, jeśli najbardziej wydajni pracownicy wyjadą, a w krajuzostaną tylko nieroby, emeryci, renciści i politycy. RP to nie statek, niezatonie w ciągu pięciu minut. Do czego może doprowadzić taka sytuacja nadłuższą metę trudno jednak przewidzieć. Jeśli kraj mocno zbiednieje, a wdodatku będzie otoczony przez kraje znacznie bogatsze, co będzie powodować dodatkową frustrację społeczeństwa, to obawiam się najgorszego. Historia pokazuje, że taka bieda daje pole do popisu wszelkiego rodzaju oszołomom,ekstremie albo wręcz zbrodniarzom. Hitler i Lenin nie mieliby czego szukać wkrajach dobrobytu, ich idee nie znalazłyby szerszego poparcia w sytym, wygodnymspołeczeństwie. Wiadomo że, gdy nie ma co do garnka włożyć, najlepiej wymyślićjakiegoś wroga, by go obarczyć winą za wszelkie zło. Może to być Żyd,muzułmanin, kułak, kapitalista, ktokolwiek. Ważne by przypisać mu jakieś zło izacząć z nim walczyć. Początki tego już mamy. Giertychów i Kaczyńskich na tlenurtów ideologicznych dzisiejszej Europy trudno nie nazwać ekstremą. Ideologię,która pozwala im podzielić rzeczywistość na dobro i zło już znaleźli – to wypaczony katolicyzm, który zamiast uczyć tolerancji i akceptacji obraża innychzarzucając im moralną zgniliznę i antagonizując kraj wobec Europy, a katolikówwobec całej reszty społeczeństwa. Mało tego – antagonizuje nawet społeczeństwowobec nauki, podobnie jak robił to Kościół w średniowieczu, bo nie ma innegowytłumaczenia na istnienie takiego ministra oświaty jak Roman Giertych i natolerowanie działalności jego ojca. Prywatnie każdy może sobie wierzyć w UFO,krasnoludki i w to, że aparat fotograficzny kradnie duszę. Jednak jeśli takiekuriozalne pomysły, jakimi raczy nas rodzina Giertychów, propagują osoby publiczne, do tego na stanowiskach, a rząd to toleruje, to nie można tegowyjaśnić inaczej, jak przyzwoleniem na takie właśnie działania.

To,że w kraju będzie bieda, jeśli tak dalej pójdzie, to można przeżyć, gdyby tylkoo samą biedę chodziło. Każdy, kto chce mieć przysłowiowego Mercedesa możezostawić rodzinę, dzieci i wyjechać na Zachód. Problem w tym, że za biedą idzieniesprawiedliwość tym większa, im większe ubóstwo, a powyżej pewnej granicynawet przemoc i zbrodnia. Takiego rozwoju sytuacji powinniśmy najbardziej sięobawiać, tym bardziej, że na poprawę sytuacji mamy góra 20-30 lat. Potemnastanie kryzys paliwowy i biedne państwa cofną się do średniowiecza.Najbogatsi budują wciąż nowe elektrownie atomowe, próbują ze słonecznymi i innymi źródłami energii. My nie mamy nawet autostrad i niczego nie budujemy.Najwięcej sił nasz rząd poświęca na niszczenie. Zmiana nazw ulic – oto wyzwaniegodne Prawa i Sprawiedliwości. Kiedy zaczniemy budować? Gdy zacznie się kryzyswybudujemy tuzin elektrowni atomowych w ciągu roku? Kto je wybuduje? Kryzysobejmie jednocześnie cały świat i gwałtownie wzrośnie zapotrzebowanie nawszelkich specjalistów związanych z energetyką ze szczególnym uwzględnieniemfizyki jądrowej. Im będziemy biedniejsi, tym łatwiej bogaci wyssą z naszegokraju wszystkich fachowców. Dotąd Polską filozofią było „moja chata skraja”.Problem w tym, że za 20-30 lat w tej chałupie może nagle zbraknąć prądu,ogrzewania i wody. Nie będzie papu i nawet nie będzie skąd ukraść. Bogate krajejuż przygotowują dla swych rządów i armii strategie działania w warunkachniedoboru surowców a my? Naszym problemem jest życie poczęte, lustracja księżyi odsądzanie od czci i wiary Brzechwy i Tuwima. Opamiętajmy się!!! Bo powiadam wam: Nie będzie, że ostatni gasi światło – ono samo zgaśnie!


Wasz Andrew

sobota, 31 marca 2007

Skandal na Bałtyku



- zawiodły służby i procedury
Przez siedem godzin policja i morskie służby kłóciły się oto, kto ma wyłowić topielca, który dryfował kilka mil od Chłopów. W tym czasie ciało odpłynęło i zaginęło.
Źródło:Onet Wiadomości za gk24.pl, ML, 30.03.2007

Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Czy to dziwi? W sumie nie, bo IV RP ma wybitną skłonność do obsadzania stanowisk nie tyle fachowcami, co swojakami.Najważniejsze kryterium to przynależność partyjna, poglądy na sprawy aborcji i stosunek do eutanazji.

Mnie osobiście wkurza nie tyle samo zdarzenie, bo takie zgrzyty pewnie zdarzają się w każdym kraju i pod rządami każdej opcji politycznej, ale nagminność takich zdarzeń w Polsce i brak jakichkolwiek reperkusji. Nagminność wynika chyba z coraz powszechniejszej niekompetencji urzędników i z braku ich samodzielności.Samodzielności w myśleniu i w elementarnym poczuciu tego, co przyzwoite jest, aco nie. Brak procedur to jedno a nieumiejętność samodzielnej oceny sytuacji to drugie. To jest cecha chyba symptomatyczna dla całej katolickiej prawicy. Są chyba pod tak przemożnym wpływem swoich autorytetów z Janem Pawłem II,Giertychami i Kaczyńskimi na czele, tak są przyzwyczajeni do korzystania z ich niedościgłych dla zwykłego rozumu wskazówek, że gdy trzeba ruszyć własną mózgownicą dla dobra wspólnego albo pokierować się własnym poczuciem przyzwoitości, to się nimi nie posiłkują, bo zgoła nie mają czym. Inaczej się tego wytłumaczyć nie da, no chyba że jeszcze, co zresztą pierwszemu wcale nie przeszkadza,totalnym lenistwem i poczuciem bezkarności.

Totalne nieróbstwo widać najlepiej na przykładzie policji, bo jest to organizacja w dużej części jawna i znana szerokiemu ogółowi, w przeciwieństwie do służb związanych ze sprawami morskimi. Każdy, kto ma w rodzinie przedwojennego staruszka, kto czytał trochę albo słyszał opowieści z tego okresu, ten wie, że przed wojną policjant to była figura ale i upierdliwiec. Czepiał się nawet godzin otwierania i zamykania sklepów, i co tu dużo gadać, po prostu pilnował porządku. Nie mówię tu o głośnych przestępstwach, gdzie więcej jest polityki niż rzetelnej pracy policyjnej, ale o tym co dotyka każdego z nas co dzień w drodze do pracy albo do knajpy. Po wojnie policja stopniowo robiła coraz mniej,ale ogólnie rzecz biorąc nadal była upierdliwa (czytaj pracowita) i aktywna.Mundurowi byli jeszcze jako tako widoczni i reagowali na pijaków na skwerkach,na papiery walające się wszędzie dookoła i na brak numerków na posesjach. Teraz mamy coraz to większy bezwład tych podstawowych funkcji. Niejednokrotnie w większych miastach zdarzało mi się, jadąc pod prąd, mijać z radiowozem. Nigdy nie doczekałem się reakcji. Jedyne czego się można obawiać to zatrzymanie przez drogówkę za zbyt dużą prędkość. Dlaczego? Bo drogówka z radarem działa w ramach prikazu, a po PiS-owskiemu, w ramach swych procedur i kompetencji. Ona nie musi myśleć i oceniać we własnym rozumie i we własnym sumieniu. Policjant z innego pionu musiałby sam pomyśleć zanim podejmie nie przewidzianą czynność, a tego gojuż władza oduczyła. On ma tylko „wykonywać czynności”. Dlatego właśnie można spokojnie wymuszać pierwszeństwo na radiowozie jadącym z aktami do sądu,wyprzedzać jadący z maksymalną dozwoloną prędkością samochód z prawie każdego wydziału policji z wyjątkiem drogówki, czy mijać się z nim pod prąd. To nie jest żaden najazd na policję i policjantów. To samo dzieje się we wszystkich strukturach państwa, a skandal na Bałtyku jest tylko jednym z wielu codziennych tego objawów. Objawem bardzo spektakularnym i oczywiście bezkarnym. Takim samym jak chorzy umierający bez pomocy na granicy dwóch rejonów pogotowia czy pod bramą przychodni. Nie dziwi nic.

We Francji po katastrofie pociągów do dymisji podaje się minister komunikacji.Normalka, choć w sumie nie wiem dlaczego, skoro tragedii nie był winien i nie miał możliwości, by jej zapobiec. Może u nich taka moda, że minister, jak kapitan na okręcie, odpowiada za wszystko, nawet za góry lodowe, koklusz i gradobicie. Takich przykładów jest wiele. U nas takie wpadki nie powodują żadnych konsekwencji wobec osób na wysokich stanowiskach. O czymś takim, jak podanie się do dymisji to chyba nawet nie ma co marzyć. Tak więc nie ma się co bulwersować tym topielcem. W normalnym kraju ktoś by za to beknął ale u nas -nic to! Jutro następna wpadka odsunie poprzednią w zapomnienie i oby tak dalej.My mamy inne wartości. Chwalmy Pana!


Andrew Vysotsky

KATOLICY VS RESZTA ŚWIATA



Dlaczego nie podoba mi się polski katolicyzm, podobnie jak wielu innym ludziom w naszym kraju? Dlaczego ludzi takich jest coraz więcej? Dlaczego ten sam katolicyzm dużo bardziej podobał mi się 20 lat temu?

Te i inne pytania niejednokrotnie przewijają się przez głowę wielu z nas. Innym z kolei nigdy się nie objawiają i dlatego nie mogą zrozumieć krytyki katolicyzmu, a każdą negatywną jego ocenę odbierają jako atak na wiarę. Ten post postanowiłem napisać raczej dla wierzących niż dla pozostałych, by mogli zrozumieć innych. Nie wszystkich oczywiście, bo każdy myśli trochę inaczej.

Zacznijmy od cudów. Jeśli jaki człowiek cudownie ozdrowieje, to jest to albo wynik działania autosugestii, albo efekt placebo, albo jeszcze inne zjawisko, które choć na razie niewytłumaczalne, zdarza się w medycynie. Tak jest jednak tylko wtedy, gdy uzdrowionym nie jest wierzący, a przyczyną uzdrowienia nie jest wpływ Jana Pawła II albo innego świętego, o wyższych w hierarchii niebieskiej nie wspominając. Wówczas jest to cud. Jak to rozumieć? Czyli takie samo uzdrowienie jest albo statystycznym wybrykiem w historii medycyny, albo cudem, a kwalifikacja zależy od postawy i światopoglądu pacjenta?

Jeśli ktoś oddaje swoje życie za innych ludzi, bezinteresownie i bez żadnej ideologii, po prostu dlatego, że uważa to za dobre, to jest zwykłym, szarym człowiekiem, przez dzień czy dwa okrzyczanym bohaterem w nagłówkach krajowych gazet. Ten sam człowiek, jeśli swojego czynu dokona w stanie religijnego uniesienia, może zostać świętym? Co decyduje o uznaniu? Czyn i poświęcenie, czy wiara i poparcie kościelnej propagandy?

Jeśli ktoś słyszy głosy i czyni dobro to może zostać świętym. Jeśli ktoś słyszy głosy, włazi na wieżyczkę i wali z kałacha do gliniarzy, to pewnie jest wariatem. Czemu nikt nie sprawdza, czy naprawdę nie jest nawiedzony? Skoro ktoś publicznie świadczy o istnieniu Boga, skoro wiesza w naszym kraju krzyże w publicznych gmachach, skoro wierzy w możliwość nawiedzenia przez Boga, to czemu nie wierzy, w możliwość nawiedzenia przez szatana. Skoro można zobaczyć Matkę Boską, skoro można rozmawiać z aniołami albo nawet z Jezusem, skoro śmiertelnicy są w stanie potem ocenić, czy ktoś jest święty, czy nie, to czemu nie sprawdzają drugiej strony medalu? Czemu nie interesuje ich, czy ktoś był opętany czy nie? Niby sprawdzają, tam, gdzie nie trzeba. Szkoli się księży w egzorcyzmach, w wypędzaniu demonów, ale nie słyszałem, by próbowali pomóc takim, jak sławny ostatnio strażnik z Sieradza. A czemu zakładamy od razu, że głosy zachęcające do zabójstwa, są głosami szatana? Wszak niezbadane są ścieżki Pana.

Kiedy Świadkowie Jehowy zapytują nas na ulicy, czy chcemy porozmawiać o Bogu, kiedy pukają do naszych mieszkań, wielu z nas uważa ich za nachalnych. A co robi nasza, katolicka hierarchia? Włazi z butami do szkół, do gabinetów ginekologicznych, gdzie się tylko da. Świadkowie Jehowi nie zezwalają na transfuzje krwi, ale tylko swoim wyznawcom. Wystarczy się wyrzec Jehowy i już można sobie transfuzje robić. Katolicy w Polsce zmuszają wszystkich, by żyli według ich systemu wartości, według ich wierzeń. Mało tego, chcą jeszcze, by państwo stało na straży ich dogmatów religijnych. Mało tego, tak naprawdę to nie żadnych dogmatów. Wśród wielkich Kościoła można znaleźć wiele zdań na temat tego, kiedy człowiek staje się człowiekiem. Skoro te zdania w samym Kościele, wśród papieży i świętych są sprzeczne, to jak Giertych albo Orzechowski śmie narzucać swoje poglądy całemu społeczeństwu? Może właśnie dlatego polski katolicyzm coraz bardziej mnie wkurza, podobnie jak wielu innych, że dał się przerobić na hasło wyborcze dla wąskiej grupy oszołomów? Katolicy zdają się nie widzieć, że PiS, LPR i zaprzyjaźnione grono inną miarką mierzy swoich a inną całą resztę. Brzechwa jest zły, Tuwim jest zły, ale ojciec ministra Giertycha, który tytuł profesora otrzymał od komuchów raczej nie za walkę z komuną (podobnie jak bracia Kaczyńscy swe doktoraty), który w 1981 poparł wprowadzenie stanu wojennego tłumacząc, że jest to jedyny sposób na uniknięcie inwazji radzieckiej i w związku z tym rozsyłał listy nakłaniające do poparcia decyzji gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który poparcie to ponawiał wielokrotnie aż do 1989, ten nie jest zły i nie jest komuchem, agentem ani sprzedawczykiem. Jest ostoją polskości i katolicyzmu, podobnie jak jego syn prawnik, wybitny erudyta i mąż stanu. Katolicy uważają za świętą Marię Magdalenę, która była zwykła dziwką, ale później się nawróciła. Znając ówczesne realia pewnie się wcześniej nie raz i nie dwa wyskrobała albo „spędziła płód”. Ci sami katolicy są gotowi jednak wytykać palcami każdą kobietę, która kiedyś była dziwką, a potem sporządniała sama z siebie, bez pomocy wiary katolickiej. Ba – najchętniej skazaliby ją na dożywocie za usunięcie ciąży, bo to przecież to samo, co morderstwo. Znów nie jest ważne, że się ktoś poprawił, tylko dlaczego się poprawił. Czy jego czyn nada się dla naszej propagandy, czy też nie. Czy jest z naszej paczki, czy też nie.

A arogancja liderów katoprawicy? Porównajmy Wałęsę z dawniejszego katolickiego pokolenia i młodszego stażem politycznym Leppera, człowieka z gminu, niezbyt szermującego hasłami wiary, z jaśnie oświeconymi guru koalicji tj. Giertychem i Kaczyńskimi. Wałęsa, zdecydowany katolik, zawsze z obrazkiem Matki Boskiej w klapie, chłop prosty i bez wykształcenia. Nie będę oceniał jego dokonań, gdyż historia potrzebuje dziesięcioleci a nierzadko i wieków, by się zbliżyć do prawdy. Historycy jednoznacznie oceniający skomplikowane procesy sprzed kilku lat na ogół są po prostu płatnymi szczekaczkami. Niejedno złe można o Wałęsie powiedzieć ale trzeba mu przyznać, że zdołał przez swój czas polityczny przejść w miarę gładko, nie antagonizując zbytnio narodu, nie nasilając skrajnych postaw w społeczeństwie. Jego wiara, choć wyraźnie akcentowana, nikomu nie przeszkadzała, mimo iż wielu się podśmiewało z tego znaczka z Matką Boską, nieodłącznego akcentu na każdym portrecie Lecha. Potrafił być katolikiem, który się ze swą wiarą nie chowa, ale i nie narzuca. Ponadto Wałęsa zasługuje na szacunek za ogromną pracę, którą włożył w swój rozwój. Dzisiejszy Wałęsa i ten z czasów Okrągłego Stołu, to dwaj różni ludzie. Nauczył się manier, ładnie się wysławia, nabrał polotu. Pracę nad sobą jeszcze bardziej widać u Leppera. Zaczynał przygodę z polityką jako prosty chłop ledwo od pługa oderwany, nie umiejący sklecić dłuższego poprawnego zdania, porywczy i na bakier z prawem, ubiorem odstający od klasy politycznej i w ogóle jakby z innego świata. Teraz to człowiek potrafiący się wysłowić lepiej niż wielu polityków z długoletnim stażem, zwłaszcza tych z prawej strony, potrafiący się ubrać i zachować. Jak się mają przy nim Kaczyńscy i Giertych? Prawnicy, ludzie wykształceni, a bez kartki nie potrafią bez błędu spłodzić dłuższego zdania. Do prezydenta już na zawsze przylgnęło prostackie „Spieprzaj dziadu”. Brat niewiele się różni, do tego stopnia, że mam kłopot z ich rozróżnieniem. Giertych też nie potrafi nawet w części dorównać lotnością języka choćby Kwaśniewskiemu. Ci trzej się w ogóle nie zmieniają. Dlaczego? Przecież pracuje przy nich, podobnie jak przy innych ludziach z elit władzy, sztab ludzi od poprawy wizerunku, a przynajmniej powinien pracować. Chcą na siłę uczyć innych patriotyzmu i wiary, a nie robią nawet tyle, by poprawić styl swych wypowiedzi. Niektórzy z nich nawet słów hymnu Polski do dziś się nie nauczyli. Dlaczego? Czy tak są przeświadczeni o własnej nieomylności i o własnej wyższości, że nie słuchają już żadnych rad? A może uważają, że hasłami wiary zakrzyczą nie tylko braki własnej osobowości, ale także i wszystko inne?

Wspomniana trójca GKK, podobnie jak hierarchowie naszego Kościoła, pouczają nie tylko swoich wyborców, nie tylko swoich wyznawców, co jest dobre a co złe. Wmawiają nam, że ich system wartości jest jedyny, że ich wiara jest jedyna. Wołają, że świętość Jana Pawła II jest faktem, że płód jest człowiekiem, że wszyscy komuniści byli źli a wszyscy katolicy dobrzy. Nie widzą, że większość świata nie wierzy w świętość JPII, nie widzą, że w Kościele niewiele jest rzeczy jednoznacznych, a już kwestia momentu przemiany płodu w człowieka na pewno do nich nie należy, nie chcą widzieć, że większość polskich komuchów to byli katolicy. Antagonizują naród w imię swoich prywatnych celów. Robią z Polski kraj egzotyczny, a najgorsze jest to, że te ich działania przenoszą się na kościół. Ponieważ wspomniany Wałęsa nie szermował co chwilę dogmatami swej wiary dla swoich politycznych celów, więc nawet jeśli ktoś był mu niechętny, nie przenosił tych uczuć do Wałęsy na Kościół. Ta trójka jednak tak często jedyne uzasadnienie swych działań znajduje w naukach Kościoła, i to do tego w tej jego najbardziej ortodoksyjnej wersji, że bardziej się z nim kojarzy niż niejeden duchowny. Reakcją jest przenoszenie niechęci do nich na niechęć do Kościoła. Nie jest to zresztą nieuzasadnione, bo gdyby nie poparcie Ojca Rydzyka i najbardziej ortodoksyjnego kleru, to nie byliby u władzy. Skoro Kościół ich popiera, a oni popierają Kościół, to jest oczywiste, że można ich odbierać jako świeckie oblicze Kościoła. A nie jest niestety ono zbyt miłe.

Jeszcze ważniejsza sprawa, to szersza perspektywa historyczna. Ateistów i ludzi o zbliżonych poglądach zawsze była mniejszość. Większość zawsze chciała w coś wierzyć. Nie chciała rozmyślać nad marnością tego świata i wolała korzystać ze skrótów myślowych, gotowych przepisów na życie, moralność i wszechświat. Krajów, gdzie większość ludzi to ateiści, racjonaliści, itp. jest chyba niewiele. Jeśli więc ludzkość póki co jest skazana na religijność, to ważne, by były to religie naprawdę pokojowe, tolerancyjne i otwarte na nowe filozofie, a zwłaszcza na postęp nauki. Tymczasem w Kościele nadal drzemią siły, które doprowadziły w przeszłości do stosów, inkwizycji, wojen religijnych i wytępienia wielu kultur. Znów się odzywają w głosach LPR i PiS hasła nawołujące wszystkich do wyznawania jednolitych poglądów, jednolitych wartości i czczenia jednego Boga. W dodatku Kościół zdradził jedną ze swych głównych wartości z czasów swej młodości: obrony przed Islamem. Wiem, wiem. Islam to piękna religia, pokojowa i w ogóle. Tylko jakoś tego nie widać po państwach muzułmańskich, po tyradach islamskich ekstremistów. Nawet w państwach Europy można usłyszeć islamskich duchownych nawołujących do zbrodni na chrześcijanach. A Kościół co? Udaje że nic nie wie. Udaje, że nie wie, co się dzieje w państwach islamskich, jak się tam traktuje chrześcijan. Kościół już zapomniał Wiedeń a i Polska już nie ta. Ilość chrześcijan na świecie maleje a wyznawców Allacha rośnie. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie to, że podział ten pokrywa się z podziałem między bogatymi a biednymi, między starym światem a nowym. To z natury prowadzi do starcia, do konfrontacji. Kościół zaś zachowuje się wobec Islamu jak Francja wobec Niemiec przed wojną. Próbuje go ugłaskać. Do czego prowadzi głaskanie agresywnego, zaborczego organizmu społecznego w fazie wzrostu widzieliśmy już w dziejach niejednokrotnie.

U nas Kościół przypisuje sobie znaczącą rolę w obaleniu komunizmu. W rzeczywistości to fikcja. Komunę obalił amerykański dolar. Właściwie, to zielone rozwaliły poprzez zbrojenia gospodarkę ZSRR, a reszta przyszła sama. Fakt, że JPII dużo zrobił dla obalenia komuny w Polsce akurat w tym momencie i w ten dość łagodny sposób. Jego zasług nie można negować ale po pierwsze nic by on nie zdziałał, gdyby to ogólnopolityczne tło było inne, a po drugie w takiej sytuacji i bez niego wszystko by się tak samo skończyło. Może trochę później, może trochę gwałtowniej, ale był to proces światowych zmagań i musiał się właśnie tak zakończyć. Prawdopodobnie Stalin, wielki, bezduszny spryciarz, wiedział o tym już w 1945 i dlatego nigdy nie cieszył się z zakończenia wojny. Tak więc Kościół nie daje niczego pozytywnego. Nie widać zmniejszenia przestępczości, pijaństwa czy innych negatywnych zjawisk społecznych w krajach katolickich. Nie broni społeczeństw przed ofensywą islamu ani nie zdołał uczynić nic, by islam stał się bardziej pokojowy. Nie widać żadnych efektów w zwalczaniu przyczyn terroryzmu. Państwa zachodnie, czyli państwa chrześcijańskie, coraz bardziej zbliżają się do modelu państwa policyjnego, powoli rezygnując z coraz to nowych swobód obywatelskich, łamiąc własne prawa, więżąc bezprawnie, torturując, a nawet zabijając. Nawiasem mówiąc jak bardzo upadliśmy świadczy sprawa obowiązku meldunkowego. Kiedy po upadku powstania Rosja wprowadziła obowiązek meldunkowy Polacy bardziej psioczyli na to ograniczenie, niż na zsyłki i kazamaty. Był to dla nich symbol totalnej inwigilacji w majestacie biurokracyjnej machiny. Teraz jesteśmy tak zniewoleni, że nawet nie uważamy tego za niedogodność. Kościół nic nie potrafi zrobić by temu przeciwdziałać, nie potrafi nawet przeciwdziałać zboczeniom, agentom i korupcji we własnych szeregach, natomiast wciąż głodny jest nowych dóbr i nowych zaszczytów. Świątynia Opatrzności Bożej w kraju, w którym brak pieniędzy na szpitale i szkoły, chyba nie ma nic wspólnego ze skromnością i elementarną uczciwością.


Wasz Andrew

wtorek, 27 marca 2007

ŚWIADOMA PROKURATURA



Jeszcze nie znikły z serwisów internetowych newsy o nieprawidłowościach w działaniu prokuratury w sprawie Mirosława G., jeszcze w kioskach leżą gazety z podobnymi tytułami, a tu nagle wszystkie dzienniki bombardują nas informacjami z prokuratury białostockiej. Nic nie dziwi?

Wszyscy pamiętamy teatralne wystąpienie ministra sprawiedliwości Ziobry z okazji zatrzymania Mirosława G. Wielki sukces jego służb i jego osobiście. Sąd zastosował areszt opierając się na zapewnieniach prokuratury, że nie zakłóci to sprawnego funkcjonowania wydziału transplantologii kierowanego dotąd przez Mirosława G, że nie zapłacą za to pacjenci. Teraz okazuje się, że aresztowany był człowiekiem niezastąpionym i operacje, które były dla niego zaplanowane, w ogóle się nie odbywają, a niedoszli pacjenci mogą sobie zamiast na łapówki, o których mówił minister Ziobro, odkładać na trumny. Oczywiście prokuratura twierdzi, że została wprowadzona w błąd. Dziwne, taka łatwowierna? A może bardzo chciała być wprowadzoną w błąd?

Jeszcze nie przebrzmiały echa tej sprawy, jednoznacznym cieniem kładącej się na wizerunku moralnym i ocenie kompetencji prokuratury, a już ping-pong wraca do lekarzy. Oto dowiadujemy się, że w białostockim szpitalu zabijano pacjentów dla ich narządów jak nie przymierzając świnie w rzeźni. Zeznania takie lekarze z Białegostoku złożyli w prokuraturze już w grudniu 2005 roku (Gazeta Polska, 27 marca 2007). Czy nie jest dziwne, ze ta szokująca bądź co bądź informacja wypłynęła akurat w tak dogodnej chwili? Akurat teraz, by dowalić środowisku lekarskiemu i odwrócić uwagę od błędów prokuratury? Prokuratura, która nie mogąc udzielać informacji o prowadzonych sprawach, nie ostrzegła kierownictwa Zakładu Karnego w Sieradzu o prowadzonych postępowaniach przeciwko funkcjonariuszowi, który przedwczoraj zastrzelił trzech policjantów, jednocześnie nie widzi problemu, by ujawniać informacje z innych śledztw? Czemu czeka z tym dwa lata?

Kiedyś prokuratura, tak jak i inne instytucje, była świadoma, że służy partii i klasie robotniczej, a jej działania były zrozumiałe. Gdyby to wszystko zdarzyło się w PRL-u wszystko byłoby jasne. Atak na prokuraturę działającą przeciwko lekarzom, to atak na państwo i partię, więc każdy prokurator wie, że ma szukać haków na lekarzy. Teraz jednak nie żyjemy pod okupacją, tylko budujemy IV RP. Skąd prokurator w Białymstoku, od prawie dwóch lat trzymający pod stołem tak bulwersującą informację, wiedział, że akurat dziś byłoby dobrze ją ujawnić?

Czy nie wydaje się, że dziś prokuratura jest dużo bardziej spolegliwa, wręcz dyspozycyjna wobec rządu, niż była nawet w czasach PRLu?

Wiadomości z ostatniej chwili mówią, że informacje o zabijaniu pacjentów w Białymstoku raczej należy uznać za niepotwierdzone, co w postępowaniu karnym oznacza, iż są fałszywe. (Onet Wiadomości za IAR/gazeta.pl/RMF FM/TVN 24). Tym bardziej zastanawia, dlaczego prokuratura informację, którą skrywała przez półtora roku, wypuściła do mediów akurat wtedy, gdy doszła do wniosku, że jest ona fałszywa.. Most suspicious jak mawiał Carlos.


Wasz Andrew