Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 26 czerwca 2026

"Księga Tatr" Jalu Kurek - Zakopiańskie kroniki

Jalu Kurek

Księga Tatr

Wydawnictwo: Literackie 
Liczba stron: 386
Formatpapier

 
 
  

 

 

Oblane blaskiem słońca, pokryte grubą warstwą śniegu, spiętrzone piramidy skał rzucają, jedna na drugą, milowej wielkości płaty błękitnych cieni. Światła, odbite od tysiąca różnie pogiętych płaszczyzn, wysyłają gdzieś w przestrzeń swoje drżące promienie, wsiąkające w mroki cieniów, które napełniają dziwnymi tonami barw nikłych, łączących się z błękitem nieba i tworzących ze skalnej ściany jakieś wodne przezrocza [1]. Tatry, skalna kraina położona na polsko-słowackim pograniczu, od lat hipnotyzują swoją urodą, przyciągając miłośników przyrody i górskich przestrzeni. Obecnie, po polskiej stronie, najbardziej znanym i popularnym miejscem położonym u podnóża Tatr, z którego rozpoczynają się górskie wycieczki i wypady jest Zakopane, liczące sobie ok. 25 tys. mieszkańców miasto, którego najbardziej prężny rozwój przypada na drugą połowę XIX wieku. Przed okresem owego dynamicznego rozkwitu, Zakopane było biedną i raczej słabo kojarzoną na mapie osadą (Czymże było Zakopane w owym 1848 roku? Marną, zacofaną wsią, pozbawioną błyskotliwej historycznej przeszłości, liczącą sobie niecałe trzysta lat życia [2]). O tym, jak to się stało, że skromna i uboga wioska stała się tatrzańską stolicą, bardzo ciekawie pisze Jalu Kurek (1904 – 1983), polski pisarz, członek Awangardy Krakowskiej, autor powieści Księga Tatr.

Akcja utworu rozciągnięta jest na lata 1848 – 1910, obejmując przedział czasu, w którym Zakopane przeżywa największy rozkwit. Dzieje miejscowości splecione zostają z losami postaci, które odciskają niezatarte piętno na jej historii. Jalu Kurek wykorzystuje osoby księdza Józefa Stolarczyka (1816 – 1893), duchownego, taternika, pierwszego proboszcza parafii w Zakopanem; Jana Krzeptowskiego Sabały (1809 – 1894), górala, przewodnika tatrzańskiego, muzykanta, myśliwego, gawędziarza i pieśniarza; Klimka Bachledy (1849 lub 1851 – 1910), górala, przewodnika tatrzańskiego, ratownika, członka Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz profesora Tytusa Chałubińskiego (1820 – 1889), lekarza, botanika, przyrodnika, działacza społecznego i politycznego, powstańca węgierskiego, wykładowcy akademickiego, taternika i pisarza – wyimki z biografii tych zasłużonych ludzi, przetykane opisami zdarzeń ważkich dla zarówno dla Zakopanego jak i Tatr, stanowią fundament, na którym wzniesiono Księgę Tatr.

Dzieło Jalu Kurka to specyficznych konstrukt literacki, w którym fabularyzowane biografie przeplatają się z literacką fikcją. Autor wykorzystuje fakty i autentyczne osoby (oprócz wspomnianej czwórki, pojawia się cała rzesza pobocznych bohaterów, począwszy od zwykłych górali, mieszkańców Zakopanego, poprzez ludzi związanych z dworem i majątkiem zakopiańskim, kilkukrotnie zmieniającym właścicieli, a skończywszy na wybitnych jednostkach związanych z polską kulturą czy taternictwem, takich jak Mariusz Zaruski, Mieczysław Karłowicz, Stanisław Witkiewicz czy Władysław Zamoyski; epizodycznie przewijają się Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, Wojciech Gerson, Jak Matejko, Helena Modrzejewska i wielu, wielu innych), które mieszają się z płodami pisarskiej fantazji, składając się na kronikę dziejów Zakopanego. Wyjątkowość Księgi Tatr sprowadza się również do stylu, który jest niezwykle eklektyczny – faktograficzne fragmenty wysycone informacjami przechodzą w malownicze opisy tatrzańskiej przyrody (Poranek lutowy, wyiskrzony mrozem, oślepiający słońcem. Niebo o nieskalanym błękicie. Lśni suty, świeży śnieg. Pola, drogi, gaje, lasy, regle, wierchy – wszystko tonie w bieli. Jasność rozżarzona bije od śniegu, od słońca, od błękitu [3]), by za chwilę ustąpić miejsca dialogom prowadzonym w góralskiej gwarze (początkowo, dla nieprzyzwyczajonego do pisanej gwary oka, może stanowić to nie lada wyzwanie). Do tego dochodzą etnograficzne ustępy, dotyczące zarówno obyczajowości, zwyczajów, przesądów jak i dziedzictwa (materialnego i niematerialnego), których kwintesencją są przywoływane podania, wierzenia i legendy.

Ogromną wartość książki stanowi próba sportretowania zakopiańskiego ludu, ze szczególnym naciskiem na jego przeciętnych przedstawicieli. Jalu Kurek ukazuje góralską codzienność, przybliża (trudne) realia, w jakich przyszło egzystować ludziom u podnóża Tatr, sygnalizując, że wiek XIX to okres naznaczony biedą (Wielu zastanawiało się nad tym, dlaczego głównym tematem góralskich opowieści, baśni, pieśni, legend, marzeń, nawet rozmów są ogromne bogactwa ukryte w górach. Czy należy to przypisać wyobraźni drażnionej chciwością, czy przeczuciu bogatych kopalin w ziemi rodzinnej? Odpowiedź jest chyba jedna: trzeba to złożyć na karb ubóstwa górali, ich nędzy wyjątkowej [4]) i ustawicznymi zmaganiami o przetrwanie (z kaprysami natury oraz samowolą panów): Wytrzymają. Te dziesięć, dwadzieścia lat jeszcze każdy przebieduje. Tu się biedowało latami, stuleciami, przyzwyczajeni są więc i cierpliwi. Nie buntują się. Za to czeka ich żywot wieczny. Zbawienie po śmierci. Od gwałtów starościńskich w epoce Rzeczypospolitej królewskiej aż po dzisiejszy wyzysk Homolaczów żyła w nich nieprzerwana walka o kawałek chleba, o dach nad głową, o trawę dla bydła, o ogień do pieca. Walka z przeciwnościami przyrody, walka z uciskiem panów [5]. Owa ciągła konfrontacja z przyrodą w połączeniu z niedoborami wszystkiego oraz cywilizacyjnym odcięciem skutkują, tym że: Ludzie byli rzeczywiście nieokrzesani, kultura i wychowanie nie rzeźbiły ich umysłów, nie znali miękkich uczuć, natura uczyniła ich twardymi, ukształtowała ich prymitywnie, prawie zwierzęco, na swój obraz [6]. Te skrajnie niekorzystne warunki determinują mentalność oraz przyjmowane postawy, które mogą wydawać się okrutne, bezwzględne czy wręcz nieludzkie, ale które stanowią logiczną konsekwencję sytuacji, w której litość czy empatia są niemałym luksusem – dzieci już od najmłodszych lat wykorzystywane są jako tania siła robocza (Chłopczyk ma siedem lat, przyda się na gospodarstwie. Ubrać go na razie nie trzeba, bo dzieci chodzą w górach zimą i latem w samych koszulach i boso [7]), małżeństwa zawiera są z rozsądku, stając się rodzajem transakcji handlowej, zaś starsi, szczególnie zniedołężniali i wymagający opieki oraz wsparcia jawią się na ogół jako dodatkowa gęba do wykarmienia (Tyranizowała ojca bez przerwy, po swojemu. W twardej walce o byt, którą prowadziła przeciw wszystkiemu, ojciec był jej wrogiem, ciałem do odziewania, gębą do żarcia [8]). Jalu Kurek usiłuje również pochwycić w karby słów sedno góralskiego charakteru, zaznaczając takie cechy jak upór, chytrość, swarliwość (Prawują się z dziedzicem, choć przegrywają, mają naturę urodzonych pieniaczy [9]), ale i hardość, dumę czy pracowitość (Góral odznacza się pracowitością niepospolitą. Rzuca się na każdą robotę, ima się rolnictwa, pasterstwa, kowalstwa, ciesielki, tkactwa, furmanienia, handlu, hafciarstwa, korzeniarstwa, kośby zarobkowej, pracy w fabrykach, cegielniach, w winnicach, snycerstwa, stolarki, krawiectwa, i – co dziwniejsze – w każdej pracy wykazuje dużą biegłość i sprawność [10]).

Co ciekawe, opisując „odkrycie” Zakopanego przez polską inteligencję, autor zwraca uwagę na patologie, jakie jej towarzyszyły, związane z płytkim i powierzchownym (nierzadko wyobrażonym) postrzeganiem góralszczyzny: Rozpoczęło się triumfalne wejście Zakopanego w orbitę świadomości polskiej. Było to właśnie wtedy, kiedy umierała bezpowrotnie kurna epoka Sabałów i Matejów. Ale jeszcze mrok i prymityw lęgły się w zapadłych góralskich chałupach na ustroniach, na leśnych polanach, nad potokami, w oddali od dwóch głównych ulic wsi. Oczarowany wzrok mieszczucha błądził więc po wąskim wycinku góralskiego życia, na który zwrócili mu uwagę piersi odkrywcy olśnienia. Było to tak samo, jak z odkryciem nie znanych kontynentów, kiedy śmiały żeglarz-zdobywca lądował na brzegu, obejmując w posiadanie imieniem Królewskiej Mości całe terytorium; ale podbijał tylko cienkie paski przymorskiego kraju, zaś cały bezmierny ląd w głębi pozostawał w dalszym ciągu nie zbadany [11]. Kwintesencją tego uproszczonego i bezkrytycznego podejścia do góralszczyzny staje się dla Jalu Kurka Stanisław Witkiewicz, autor cytowanego na wstępie utworu Na przełęczy: Pisarz, nie dotarłszy do istotnych źródeł myślenia i czucia górali, wysublimował ich w cudowną literacką przenośnię. Ta wąska, przesadzona wizja nosiła w sobie cechy niewątpliwej egzaltacji. Witkiewicz stał się bezkrytycznym chwalcą folkloru tatrzańskiego, w którym widział żywą epopeję homerycką, a nie prawdziwy obraz wsi góralskiej. Wpływ książki na czytelników był ogromny. Wszystko, co dotychczas napisano na temat gór i Zakopanego, zbladło, umknęło w cień [12]. Jalu Kurek podkreśla, że ofiarami takiej orientalizacji Zakopiańczyków padają najbiedniejsi i najmniej zaradni – co sprytniejsi gazdowie umiejętnie spieniężają modę na Tatry i Zakopane, stając się reprezentantami swojego środowiska niemal na wyłączność, szybko się przy tym bogacąc, zarazem marginalizując swoich ziomów, dla których skapują jedynie marne resztki z pańskiego stołu.

Nie mniej krytycznie Jalu Kurek odnosi się do kościoła katolickiego, choć w nieco innym kontekście. Autor przypomina, że owa instytucja w okresie, kiedy Polska nie istnieje na mapie, wiernie współdziała z władzą cesarsko-królewską, by utrzymać status quo, stąd na wszelakiej maści powstania, insurekcje czy zrywy niepodległościowe patrzy nieprzychylnym okiem, nakazując swoim kapłanom tłumienie tego typu popędów pośród swoich wiernych: Ogień gasić! Lud jest podatny na wszelkie hasła szaleńców. Przewroty idą światem, zapalają serca, wzburzają umysły. Naszym obowiązkiem jest łagodzić rozjątrzone serca i umysły. Opiekujemy się maluczkimi. Lud jest zapalony, bo serce to łatwo zapalny materiał. Trzeba gasić szkodliwy ogień. Do Boga kierować [13]. Ta bliska współpraca z austriackimi władzami jest nie tylko sprzeczna z interesem narodowym, ale zarazem wyklucza możliwość zrozumienia, a więc i poprawy chłopskiej niedoli: Czuł, jak każdy Polak, niewolę zduszonego narodu, czuł ucisk austriackiego zaborcy. Ale nie czuł nic więcej. Chowany w szkole kleru, idącego zawsze z możnymi, lojalny, wierny wobec rządzących, nie dopuszczał do siebie głosu sumienia. Trwożliwy a zdyscyplinowany, był posłusznym wykonawcą instrukcji biskupiej z Tarnowa. Choć mówił gwarą góralską, bo pochodził z górali, nie siedział w ich mózgach, w ich sercach, nie rozumiał ich krzywd, ich tęsknot. Nie był z nimi. Albowiem kto był z panami, nie był z chłopami [14]. Jeszcze mocniej dostaje się polskiej szlachcie, która w ujęciu Jalu Kurka koncentruje się jedynie na swoich przywilejach i interesach, czego najlepszym dowodem jest niechęć, z jaką przyjęte zostaje rozporządzenie zniesienia pańszczyzny: Reskrypt cesarski, znoszący w Galicji wszelkie roboty pańszczyźniane i daniny poddańcze, został przyjęty przez szlachtę polską z oburzeniem: jako zamach na święte prawo własności ziemian, jako ustępstwo na rzecz socjalizmu. Zaogniło to starcie dworu szlacheckiego z zagrodą chłopską, obszarnik nie przyjął do wiadomości dekretu, a niedola chłopa stała się o wiele dotkliwsza niż przed uwłaszczeniem [15].

Te wszystkie elementy, których do skonstruowania swojego utworu używa Jalu Kurek, składają się na bardzo rozbudowane i interesujące dzieło, które pozwala spojrzeć na historię Zakopanego z przełomu XIX i XX wieku z wielu różnorakich perspektyw. Książka to kopalnia ciekawostek związanych z Zakopanem oraz ważkimi dla miasta postaciami. To również pochylenie się nad dolą zakopiańskich chłopów, ukazanie ich trudnej i złożonej powszedniości. Wreszcie to wielki hymn pochwalny na rzecz najwyższych polskich gór – hymn, po lekturze którego, aż chce się wyruszyć na górskie wędrówki: Od wieków szukano tutaj skarbów. Pieniędzy zbójnickich narabowanych w dolinach, złota, srebra, drogich kamieni, miedzi, żelaza. A skarby są tu wielkie, tylko nie w rudach mineralnych, nie trzeba ich szukać we wnętrznościach ziemi, leżą jak na dłoni. Schylić się po nie. Takie to skarby, które się nie uszczuplają przez używanie, nie maleją przez korzystanie z nich. Śnieg, słońce, powietrze, wiatr, lasy, kwiaty, zioła, potoki, turnie, hale, a z nimi – zdrowie, wytchnienie, przyjemność, uśmiech, oddech, wzruszenie, uciecha; wszystko to jest w Tatrach. Tylko rozumnie korzystać z tych skarbów, patrzeć, słuchać, oddychać, smakować, dotykać, jeść i pić [16]


 

P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie

 
 
Ambrose

 ------------------------------------

[1] Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy, tom I, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978, s. 7
[2] Jalu Kurek, Księga Tatr, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1982, s. 41
[3] Tamże, s. 115
[4] Tamże, s. 55
[5] Tamże, s. 98
[6] Tamże, s. 44
[7] Tamże, s. 115
[8] Tamże, s. 167
[9] Tamże, s. 43
[10] Tamże, s. 56
[11] Tamże, s. 247 – 248
[12] Tamże, s. 306
[13] Tamże, s. 55
[14] Tamże, s. 70
[15] Tamże, s. 63
[16] Tamże, s. 271       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)