środa, 14 lipca 2021

Chimamanda Ngozi Adichie "Połówka żółtego słońca" - Biafrański (krwawy) epizod

Chimamanda Ngozi Adichie

Połówka żółtego słońca

Tytuł oryginału: Half of the Yellow Sun
Tłumaczenie: Witold Kurylak
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 804
 

 

 

 

Stan równowagi termodynamicznej to taki stan, w którym makroskopowe parametry układu nie zmieniają się w czasie, czyli między układem a otoczeniem nie dochodzi do wymiany energii – mamy więc do czynienia z bezruchem, stałością czy niezmiennością. Niemal każdy układ dąży do osiągnięcia stanu równowagi, w którym to entropia, będąca miarą stopnia nieuporządkowania, osiąga maksimum – jednym z przejawów takiego stanu rzeczy jest to, że wiele ludzkich płodów trwa niejako na przekór otoczeniu. Z tego właśnie względu mury kruszeją, obrazy blakną, a książki pleśnieją. Nietrwałością odznaczają się również byty polityczne, szczególnie te, które zostają stworzone  sztucznie i arbitralnie – symptomem takiej niestabilności są wszelakiej maści tąpnięcia i przewroty, które dotykają dany kraj i zamieszkujący go naród. Dobrym przykładem takiego państwa, które musi zmagać się szeregiem czynników dążących do jego rozpadu jest Nigeria. O tym jak burzliwa jest jej historia możemy przekonać się sięgając po Połówkę żółtego słońca autorstwa nigeryjskiej pisarki Chimamandy Ngozi Adichie (ur. 1977).

Akcja powieści osadzona została w Nigerii w końcówce lat 60-tych XX wieku. Kraj od kilku lat cieszy się niepodległością uzyskaną od Wielkiej Brytanii w 1960 roku, ale jednocześnie stawia czoła szeregowi problemów, jakże znamiennych dla byłych kolonii, których głównym źródłem jest arbitralność wytyczonych granic – brak wspólnej tożsamości, podziały społeczne, religijne i etniczne oraz ruchy separatystyczne sprawiają, że Nigeria to kolos na glinianych nogach. Państwo posiadające ogromne złoża ropy naftowej z racji niestabilnej sytuacji politycznej nie potrafi zapewnić swoim obywatelom godziwych warunków bytowych – z bogactw naturalnych korzysta jedynie garstka wybrańców, podczas gdy reszta ludności wegetuje z dnia na dzień. Zarzewiem coraz bardziej zaciekłych sporów jest ponadto kłopot ze sprawiedliwym podziałem władzy pomiędzy przedstawicieli trzech największych grup etnicznych, tj. Hausa-Fulani z północy, Jorubów z zachodu oraz Igbo z południa. W tym konflikcie to Igbo przypada rola kozła ofiarnego, ponieważ o ile północ Nigerii zdominowana jest przez wyznawców Islamu, o tyle południowo-wschodnie obszary zamieszkiwane przez lud Igbo poddano aktywnej chrystianizacji, co wiązało się z tym, że jeszcze w czasach kolonialnych wielu nawróconych rdzennych Afrykańczyków służyło w brytyjskiej administracji – tym samym Igbo postrzegani są jako współwinny utrzymywania kolonijnych struktur, a już w niepodległej Nigerii uważani są za tych, którzy skupiają w swoich rękach najważniejsze i najintratniejsze stanowiska państwowe. Do kolejnego zaognienia dochodzi w 1966 roku, kiedy oficerowie armii, pochodzący z ludu Igbo, przeprowadzają nieudany zamach stanu – jedną z tragicznych konsekwencji są pogromy na północy Nigerii, których ofiarą padają Igbowie (wg ostrożnych szacunków liczba zabitych mogła sięgnąć nawet 100 tysięcy). Panujące niepokoje (czy mówiąc mniej eufemistycznie: rzezie) doprowadzają do tego, że 30 maja 1967 roku gubernator Prowincji Wschodniej, pułkownik Odumegwu Ojukwu ogłasza secesję i powstanie Republiki Biafry, państwa posiadającego w swojej fladze połówkę żółtego słońca. Jako, że na odłączonych od Nigerii ziemiach pozostają główne złoża ropy naftowej, dochodzi do tego, co jest łatwe do przewidzenia. Niepodległość Biafry nie zostaje uznana przez Nigerię, a kiedy wyczerpują się pokojowe możliwości rozwiązania kryzysu, dochodzi do wojny domowej, w której ginie około miliona ludzi, przede wszystkim na skutek klęski głodu wywołanej blokadą ekonomicznej Biafry. Koszmar zbrojnych walk dotyka też protagonistów (czwórkę Nigeryjczyków oraz jednego Brytyjczyka), którzy boleśnie doświadczają ich okrucieństw.

Połówka żółtego słońca to powieść uniwersalna pod tym względem, że bardzo dobrze ukazuje wojenne realia. Adichie nie szczędząc naturalistycznych opisów przypomina, że wojna to okres, kiedy przestają obowiązywać zasady moralne – nieletni są siłą wcielani do armii i zmuszani do walki, cywile są szykanowani, poniżani, okradani czy gwałceni nie tylko przez wrogich żołnierzy, ale też przez swoich, zaś każdy, kto zostanie uznany za sabotażystę narażony jest na lincz. Nigeryjka bardzo umiejętnie pokazuje przy tym jak mocno wojenna rzeczywistość wpływa na nasze postępowanie i zachowanie – Adichie uświadamia nam, że wojna to paleta zdarzeń i epizodów na tyle ekstremalnych, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć własnych reakcji, kiedy zetkniemy się z jej bezdusznością. Idealiści, którym nigdy nie brakuje energii i optymizmu mogą nagle zupełnie stracić zapał, dostrzegając jałowość własnych starań; osobnicy pokorni i mili mogą przedzierzgnąć się w bezwzględnych oprawców; zaś ci uchodzący za słabych i delikatnych mogą zaskoczyć nas swoją wytrwałością i determinacją, by ocalić nie tylko siebie, ale i najbliższych. Zetknięcie się z tą nieznaną stroną własnej osobowości może być przy tym wydarzeniem na tyle traumatycznym, że niejednemu nie udaje się po nim pozbierać.

Co ciekawe, Adichie odmalowuje wojenny pejzaż nie tylko na planie bliskim, kiedy to śledzimy losy poszczególnych postaci. Nigeryjka zapewnia nam również szerszą perspektywę, za pomocą której unaoczniony zostaje fakt czym jest wojna dla przedstawicieli krajów nie biorących w niej bezpośredniego udziału. I tak toczący się konflikt jawi się jako znakomita arena do prowadzenia interesów, sposobność przetestowania nowych rodzajów broni, okazja do pstryknięcia kilku poruszających fotek, czy wreszcie świetny pretekst, pozwalający podtrzymywać tezę, że czarnoskórzy nie są na tyle dojrzali i odpowiedzialni, by rządzić własnym państwem. W szerszym ujęciu, z perspektywy zwykłych obywateli nieobeznanych w meandrach polityki i historii zupełnie obcego z kulturowego punktu widzenia kraju, dominującym uczuciem wobec Biafry jest obojętność i milczenie, i właśnie o te postawy Adichie zdaje się mieć największe pretensje – pisarka uważa, że świat zrobił stanowczo zbyt mało, by przeciwdziałać humanitarnej klęsce, jaka zapanowała po blokadzie ekonomicznej Biafry.

Połówka żółtego słońca to także możliwość przyjrzenia się nigeryjskiemu społeczeństwu z lat 60-tych XX wieku, a więc wkrótce po wyzwoleniu się spod brytyjskiego panowania. Tutaj szczególną uwagę przykuwa ogromne rozwarstwienie oraz towarzyszące mu kontrasty – obok miast i dzielnic budowanych na europejską modłę i zamieszkanych przez wszechstronnie wykształconych Afrykanów istnieją wioski, w których wciąż brakuje tak podstawowych rzeczy jak bieżąca woda czy elektryczność. Rozłam widoczny jest także na płaszczyźnie międzypokoleniowej – o ile wielu młodych intelektualistów usiłuje postępować jak ich rówieśnicy z krajów zachodnich, o tyle ich rodzice to nierzadko ludzie przywiązani do lokalnych tradycji oraz przesądów, wierzący czy nawet uprawiający gusła i czary, nieufnie podchodzący do błyskawicznie zmieniającego się świata.

Wypadkową jest bardzo ciekawa lektura, która pozwala poznać meandry trudnej i skomplikowanej historii Nigerii, i choćby w pewnym stopniu zrozumieć, z jakim bagażem negatywnych doświadczeń muszą borykać się niemal wszystkie Afrykańskie kraje. Dzieło Chimamandy Ngozi Adichie to również intrygujące studium jednostek, których człowieczeństwo zostaje wystawione na próbę w niesprzyjających, wojennych warunkach. 


Ambrose

12 komentarzy:

  1. Chimamanda Ngozi Adichie to moje odkrycie literackie sprzed ładnych paru lat. Zachwyciła mnie językiem, plastycznością opisów i odwagą w podejmowaniu trudnych tematów, także z punktu widzenia kobiety. Nigeria po odzyskaniu niepodległości, w latach 60-tych, wydawała się być niemalże rajem, kwitło życie intelektualne, a wykształceni Nigeryjczycy prowadzili ożywione dysputy o rozwoju kraju. Chyba pierwszy raz miałam możliwość przyjrzeć się życiu w kraju postkolonialnym - pisarka świetnie opisała ten krótki okres (pozornego) spokoju i źródła konfliktu religijno-społecznego w Nigerii, kiedy nienawiść osiągnęła apogeum, a przecież istniała już wcześniej. Bardzo interesująco przedstawiła sytuację kobiet, w tym tych wykształconych, zeuropeizowanych, wyzwalających się z tradycyjnych więzów. Nadal wypatruję nowych powieści pani Chimamandy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą sielską wizją to bym trochę polemizował, bo wiele zależało od tego, w jakim środowisku się człowiek urodził. Ale faktycznie, dla Afrykanów szanse na życiowy sukces z pewnością wzrosły. Tyle, że sytuacja bytowa środowiska wiejskiego nie poprawiła się aż tak mocno, stąd pojawiło się spore rozwarstwienie pomiędzy inteligencją, egzystującą raczej na modłę europejską, a przedstawicielami społecznych nizin (wielu z nich nie władało nawet płynnie językiem angielskim, czyli językiem urzędowym).

      A portrety kobiet są rzeczywiście b. ciekawe. Mnie najbardziej przypadła do gustu sylwetka Kainene, stąd ostatnie strony były dla mnie dość trudne z emocjonalnego punktu widzenia.

      A którą z książek Chimamandy jeszcze polecasz? Bo ja, oprócz "Połówki żółtego słońca", czytałem tylko "Fioletowego hibiskusa".

      Usuń
    2. Polecam "Amerykaanę" - wielka powieść, również z tłem historyczno-polityczno-społecznym. O parze emigrantów, którzy uciekają z Nigerii, a potem do niej wracają.

      Usuń
    3. Dzięki! O książce słyszałem, a teraz mam pewność, że warto po nią sięgnąć :)

      Usuń
  2. Z Twojej recenzji wynika iż wypadkową jest ciekawe czytadło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe z punktu widzenia przedstawionej historii, a przy tym bardzo, bardzo solidne pod względem literackim.

      Usuń
  3. Czytałam tę powieść dawno temu zrobiła na mnie spore wrażenie. O Nigerii nie widziałam wcześniej prawie nic, a po lekturze oczy mi się otworzyły. Przejmująca historia, którą pamięta się b. długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, mnie przedstawiona w tej książce historia Nigerii zaciekawiła na tyle, że postanowiłem troszkę zagłębić się w tematykę - stąd lektura utworów Wole Soyinki, Chinuy Achebe, Cypriana Ekwensiego oraz Ayọ̀bámi Adébáyọ̀.

      Usuń
    2. Widzę właśnie, że zgłębiasz temat.;) I to się chwali.

      Usuń
    3. Czarny Ląd mnie wciągnął, ale niestety nie na długo. Inne książki dopominają się o uwagę, no i nie zabezpieczyłem się w odpowiednią ilość afrykańskiej literatury. Będzie jeszcze tylko krótka relacja z wizyty w Togo i na tym na razie koniec. Ale powolutku czynię plany, by wykonać jeszcze jedną, tego typu rundkę :)

      Usuń
  4. Jestem ogromną fanką Chimamandy, a zwłaszcza tej powieści. Oprócz tego, że Adichie świetnie się czyta, warto jej też posłuchać. Miałam okazję ją spotkać i byłam pod ogromnym wrażeniem. Jest zabawną i uroczą kobietą. Polecam, jeśli jeszcze nie znacie, jej słynny wykład "niebezpieczeństwo jednej historii'
    https://www.ted.com/talks/chimamanda_adichie_the_danger_of_a_single_story/transcript?language=pl;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Chimamandy jeszcze nie słuchałem, ale z przyjemnością nadrobię tę zaległość. Bardzo dziękuję za podrzucenie linku! Dawno już nie oglądałem żadnego wystąpienia na TED Talks, a na ogół są tam zapraszani ciekawi i inspirujący ludzie, którzy mają wiele intrygujących rzeczy do przekazania.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)