sobota, 21 listopada 2020

Żywioł ognia Nelsona DeMille - oby tym razem się mylił



Nelson DeMille

Żywioł ognia

tytuł oryginalny: Wild Fire
cykl: John Corey (tom: 4)
tłumacz: Krzysztof Mazurek
rok pierwszego wydania: 2006
rok pierwszego wydania polskiego: 2007
wydanie książki nagrywanej: Wydawnictwo Znak
miejsce i rok wydania: Kraków, 2007

audioksiążka:
Zakład Nagrań i Wydawnictw Związku Niewidomych w Warszawie
rok nagrania: 2008
czyta: Leszek Teleszyński
czas trwania: ~19 godz. 35 min. 35 s.


Nelson DeMille (Nelson Richard DeMille, urodzony w 1943) jest gwiazdą amerykańskiej literatury z pogranicza thrillera, kryminału, sensacji i akcji ze sporą domieszką przedrostka techno, powiązanych z armią, wojskiem i wojną. Ekranizacji doczekały trzy z jego książek, z których polskiemu widzowi najbardziej znana jest Sprawa honoru (The General’s Daughter) nakręcona na podstawie powieści Córka generała (The General’s Daughter).



Mając za sobą lekturę kilku jego powieści mogę go już śmiało określić mianem jednego z moich ulubionych autorów. Nelsona DeMille’a postawiłbym obok największych twórców we wspomnianych gatunkach literackich, przy czym na przykład w zestawieniu z Tomem Clancy trzeba od razu stwierdzić, że to ten pierwszy naprawdę wie o czym pisze. To się po prostu czuje, ale z takim życiorysem jak DeMille’a nie jest to niczym dziwnym*.

Żywioł ognia jest czwartą** odsłoną przygód Johna Coreya, rencisty policyjnego zatrudnionego w Federalnej Grupie Zadaniowej do spraw Terroryzmu przy FBI (Anti-Terrorist Task Force ). Corey działa teraz w parze z żoną, agentką FBI, którą poznał w trakcie akcji opisanych we wcześniejszych powieściach. To podwójne partnerstwo jest pretekstem do wzbogacenia humoru policyjnego, z którego słyną książki DeMille’a, o inne aspekty, głównie ironiczne komentarze na temat tych z Marsa i tych z Wenus. Trzeba przyznać, że Nelson jest w tym dobry.

Tym razem afera, w jaką wpakuje się nasz protagonista, który na drugie imię powinien mieć Kłopot, rozpoczyna się od trywialnego zlecenia obserwacji. Przypadkiem zamiast niego wysłano na nią jego kolegę z pokoju w ATTF - Harry’ego Mullera. Miał się on udać do Custer Hill Club, prywatnej przerośniętej leśniczówki ukrytej w górskich lasach na obrzeżach stanu Nowy Jork. Gdy zaginął w akcji, jego śladem udają się pan i pani Corey.

Fabuły nie będę zdradzać, chociaż w tym przypadku nie byłoby to wielkie wykroczenie przeciwko prawom czytelnika. Narrator już w pierwszych rozdziałach odrywa się bowiem na dłuższy czas od głównych bohaterów, by ukazać czarne charaktery i zdradzić ich perfidne plany. O klasycznym spojlerowaniu nie może być więc mowy, skoro jedyną niewiadomą dla czytenika (w moim przypadku słuchacza) pozostaje czy dobro zwycięży i w jakim stylu.

Mimo tego nietypowego układu powieści dzieło trzyma w napięciu do samego końca. Akcja przyspiesza powoli, by w ostatnich rozdziałach ruszyć z impetem lawiny. Ciężko się od tego oderwać, a w dodatku całość aż skrzy się od ironicznych przytyków do rozgrywek między amerykańskimi służbami i ich jurysdykcjami oraz od specyficznego męskiego humoru i autoironii. Problem w tym, że fabułę oparto na czymś, co może być aż nazbyt prawdopodobnym scenariuszem.

W czasie zimnej wojny USA opracowało strategię Flexible Response nazywaną również Flexible Deterrent Options (FDO), która determinowała postępowanie wobec agresywnych poczynań państw komunistycznych. Była ona im znana i to okazało się świetnym środkiem powstrzymywania, wspólnie z jej wersją totalną czy też jak kto woli finalną, czyli MAD (Mutual Assured Destruction, Wzajemne Gwarantowane Zniszczenie). Jakkolwiek ta ostatnia dawała tylko złudne poczucie bezpieczeństwa i na przykład w 1983, o czym wie niewielu, tylko samotny podpułkownik Armii Czerwonej Stanisław Jewgrafowicz Pietrow (Станислав Евграфович Петров 1939-2017) uratował świat przed nuklearną zagładą, to w świadomości społeczno-internetowej panuje przekonanie, że MAD działała, a złudzenia te podziela wielu ludzi władzy, którzy powinni patrzeć na wszystko bardziej realistycznie i mieć większą wiedzę.

Tytułowy Żywioł ognia (Wild Fire) to będąca fikcją literacką autorstwa Nelsona DeMille’a kolejna strategia USA mająca spowodować automatyczny masowy odwet jądrowy na cele muzułmańskie w razie ataku terrorystycznego przeprowadzonego przez islamistów z użyciem broni ABC na terenie USA . Taki atak to na razie fikcja, ale.... Jak pisze DeMille to prędzej czy później się wydarzy i ja też jestem o tym przekonany, choć chciałbym się mylić. Jest też niemal pewne, że jakieś podobne plany odwetu naprawdę istnieją.

Od lat 70-tych po świecie rozlewa się fala wojującego islamu i islamskiego terroryzmu, a praktycznie nie podejmuje się żadnych operacji by rozwiązać ten problem u źródła. Kontynuuje się jedynie działania defensywne mające dać iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa. Z kolei impuls do wywołania Żywiołu ognia aż za dobrze kojarzy się z Lusitanią, Perl Harbor i World Trade Center. To daje do myślenia – USA najpierw musza oberwać, żeby się ruszyć; ktoś to może zauważyć i wykorzystać. Na przykład by uruchomić jakiś Żywioł ognia.

W powieści poza świetnie poprowadzoną akcją i ciekawym tematem oraz sympatycznymi bohaterami i wcale nie jednoznacznymi czarnymi charakterami znajdziemy, jak w każdej dobrej powieści i każdej powieści tego autora, sporo smaczków i ciekawostek. Moją uwagę zwróciło wyraziste, jak to powiedział Broniarek, ukazanie amerykańskiego schematu władzy (koledzy ze szkoły) oraz przypomnienie roli innego człowieka, który uratował świat, a przynajmniej nasz świat, czyli Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Czytelnik dowie się też na przykład co mają wspólnego elfy z atomowymi okrętami podwodnymi i co to takiego spokojne misie. To naprawdę kawał solidnej czytelniczej uczty, w której po mistrzowsku pogodzono jak najbardziej poważne tematy z lekką rozrywką.

Książkę poznałem w wersji nagranej w interpretacji Leszka Teleszyńskiego, która była na bardzo dobrym poziomie.

W sumie jedynym zgrzytem jest powtarzające się stosowanie słowa daktyloskopijny zamiast kryminalistyczny, ale nie wiem, czy to wpadka autora, czy też tłumacza. Szkoda, że jej nie usunięto w procesie korekty, gdyż momentami to aż razi.

Jak wspomniałem, Żywioł ognia oficjalnie jest fikcją literacką stworzoną przez DeMille’a. Pragnę jednak zwrócić Waszą uwagę na dwie rzeczywistości. Pierwsza to lata osiemdziesiąte. Kto pamięta, ten wie, jak wszyscy żyli wówczas pod presją groźby konfliktu nuklearnego. Druga to dzień dzisiejszy. Nie tylko, że broni atomowej jest więcej niż kiedykolwiek, ale co gorsza klub państw atomowych znacznie się od czasów zimnej wojny powiększył i w dodatku w takiej na przykład Rosji poziom nadzoru nad jej przechowywaniem budzi sporo wątpliwości co do tego, czy coś nie może trafić w niepowołane ręce. I jakoś temat zagrożenia atomowego zniknął. No – pozostał w formie irracjonalnej fobii niektórych społeczeństw wobec energetyki jądrowej, ale po strachu przed bombą A nie pozostał nawet ślad. To mi się wydaje jakieś takie podejrzane. I nie tylko ja mam w tej kwestii złe przeczucia, gdyż już Albert Einstein pisał:

Wyzwolona sila atomu zmieniła wszystko oprócz naszego sposobu myślenia, dryfujemy zatem w kierunku niemającej sobie równych katastrofy.

Tymczasem jak czytamy w Żywiole ognia prawda jest dziwniejsza od fikcji, a często bardziej przerażająca. Przypomnę więc, że w drugiej książce cyklu o Coreyu pod tytułem Gra Lwa DeMille na rok przed tragedią przewidział drugi atak na WTC.

Oby tym razem się mylił i oby Żywioł ognia pozostał tylko literacką fikcją, a nie przepowiednią. Przynajmniej do końca mego żywota...


Absolutnie polecam!


Wasz Andrew


* Nelson DeMille służył w Wietnamie, początkowo w wywiadzie wojskowym, potem w piechocie w stopniu porucznika, po zakończeniu służby pracował jako korespondent Law Officer Magazine.
** pierwszą powieścią cyklu jest Śliwkowa wyspa (Plum Island, 1997)




  • nie podobała mi się 
  • była w porządku
  • podobała mi się 
  • naprawdę mi się podobała 
  • była niesamowita 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)