poniedziałek, 1 października 2018

Shūsaku Endō "Morze i trucizna" - O ludzkiej małości

Morze i trucizna

Shūsaku Endō

Tytuł oryginału: Umi to dokuyaku
Tłumaczenie: Izabella Denysenko
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX
Liczba stron: 165
 
 
 
 
Literatura, jak każda gałąź sztuki, przejawia tendencje, by poruszać kwestie trudne, niewygodne, drażliwe i kontrowersyjne – nie ma właściwego takiego tematu tabu, na którego nie targnęliby się zuchwali pisarze, usiłujący tym sposobem rozebrać na czynniki pierwsze zawiłe mechanizmy rządzące człowieczą psychiką. Przed bezwzględnym ostrzem literackiej skrupulatności nie mogła uchować się wojna oraz towarzyszące jej patologie i zwyrodnienia, a w szczególności zbrodnie, które usilnie starano się zamaskować, tak by potomni nigdy się o nich nie dowiedzieli. Dobrym przykładem takiej analitycznej funkcji literatury jest powieść Morze i trucizna, autorstwa Japończyka Shūsaku Endō. W książce na warsztat wzięty zostaje wstydliwy rozdział w historii Kraju Kwitnącej Wiśni, jakim były eksperymenty (pseudo)medyczne przeprowadzane na amerykańskich jeńcach wojennych.

Początkowe strony dzieła zupełnie nie zdradzają potężnego ładunku emocji, jaki został skryty w niepozornej książeczce. Oto na przedmieściach Tokio osiedla się bezimienny, pierwszoosobowy narrator. Mężczyzna – chudy i lichego zdrowia – cierpi na gruźlicę, z której leczony jest za pomocą odmy, czyli zabiegu wprowadzania powietrza do jamy opłucnej, między płuco a ścianę klatki piersiowej. Przeprowadzka do nowego otoczenia wiąże się z koniecznością znalezienia nowego ftyzjatry (historyczna nazwa lekarza zajmującego się schorzeniami płuc). W okolicy, jedynym tego typu specjalistą jest doktor Suguro, który uchodzi za osobnika równie zdolnego, co dziwacznego. Małomówność, (…) nieczuła, obojętna dokładność [1] oraz bezosobowe podejście do pacjenta skutkują łatką odmieńca. Osoba doktora Suguro nie daje spokoju protagoniście (Nie mogłem się nadziwić, dlaczego tutaj przybył. Będąc tak doskonałym specjalistą nie musiał przecież z własnej woli zakopywać się na tej pustyni pozbawionej wszelkich atrakcji. A jednak mimo całej jego zręczności ten człowiek budził we mnie niepokój. Nawet więcej niż niepokój – odrazę [2]), który zarówno dzięki uporowi jak i przypadkowi odkrywa mroczną przeszłość medyka.

Postać doktora Suguro staje się dla Shūsaku Endō pretekstem do przytoczenia tego, co działo się na Wydziale Medycznym uniwersytetu F., gdzie tamtejszy personel przeprowadzał eksperymenty na jeńcach amerykańskich (jest to nawiązanie do autentycznych wydarzeń, jakie w trakcie II wojny światowej miały miejsce na Uniwersytecie Kyūshū w Fukuoce). Głównym ich celem miało być zdobycie informacji, po utracie jakiej ilości krwi człowiek umiera, jaką ilość krwi można zastąpić wstrzykniętym do żył płynem fizjologicznym, ile czasu żyje człowiek po wycięciu płuc [3]. Tyle, że Endō unika w swojej prozie rozwiązań prostych i oczywistych, takich jak choćby epatowanie drastycznymi szczegółami dotyczącymi przebiegu poszczególnych wiwisekcji – zamiast tego autor serwuje coś, co okazuje się mniej makabryczne, ale jeszcze bardziej wstrząsające. Japoński pisarz zabiera nas w zatrważającą podróż po mrocznych odmętach człowieczej psychiki, uświadamiając nam, że są sytuacje, w których bardzo niewielu ludzi jest w stanie znaleźć w sobie pokłady humanitaryzmu i oprzeć się złu. Złu, które w pewnych okolicznościach wydaje się być rozwiązaniem najprostszym i najbezpieczniejszych.

Kontynuacją tego rewelacyjnego zabiegu, którym Shūsaku Endō zaskakuje czytelnika jest dobór uczestników dramatu, bowiem odtwarzając wspomnienia o zdarzeniach w mieście F., autor decyduje się na przybliżenie sylwetek drugoplanowych, wykonujących prace pomocnicze w trakcie w zbrodniczych testów. Wydaje się, że wybór pielęgniarek (bezgranicznie osamotniona i niepewna własnej kobiecości Nobu Ueda oraz pozornie zimna niczym głaz Oba) oraz młodych stażystów (zgorzkniały, przedwcześnie dojrzały Toda i zagubiony, przejmujący się odpowiedzialnością swojego fachu późniejszy doktor Suguro) pozwala z jednej strony na uzmysłowieniem nam, iż niegodziwcem nie jest tylko ten, który dzierży w dłoni narzędzie tortury bądź zagłady, ale także ci, którzy swoją biernością i bezwolnością akceptują działania straszne, nieludzkie. Z drugiej strony Shūsaku Endō jest bardzo daleki od wystawiania jakichkolwiek ocen moralnych, bardzo umiejętnie ukazując jak wiele naszych czynów, postępków czy wyborów uzależnionych jest wszelakiej maści uwarunkowań, począwszy od środowiska, w jakim aktualnie przebywamy, poprzez wytyczane w danym momencie przez grupę standardy etyczne, a na hasłach tak abstrakcyjnych jak ojczyzna, patriotyzm czy poświęcenie w imię postępu nauki skończywszy. Jedyną rzeczą, którą Japończyk poddaje bezwarunkowej krytyce jest wojna, która jawi się jako czas upadku wszelkich zasad i reguł, czas przyzwolenia na najbardziej bestialskie akcje, czas gdy ludzie masowo umierają, czy to w okopach, z niedożywienia, w wyniku bombardowań czy z braku leków, co prowadzi do znieczulicy i zobojętnienia na krzywdę bliźniego. Endō zdaje się wyraźnie podkreślać, że jednostek, którym przyszło wegetować w tym okrutnym okresie, nie sposób jest poddawać jednoznacznemu osądowi, bowiem każdy krwawy konflikt to stan ekstremalny, stan, w którym nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć swoich reakcji, w którym nie możemy być pewni własnego człowieczeństwa.

Piorunujące wrażenie, jakie wywołuje utwór to także zasługa stylu, jakim operuje Shūsaku Endō, który przeplata narrację pierwszo- oraz trzecioosobową. Część rozdziałów napisana jest z punktu widzenia postaci biorących bezpośredni udział w wiwisekcjach, co w połączeniu z licznymi retrospekcjami pozwala w pewnej mierze poznać (ale czy też zrozumieć?) motywy, jakimi się kierują.

Bardzo ważną składową dzieła jest symbolika, która zasygnalizowana zostaje już w tytule. Kluczową rolę odgrywa morze niekiedy (…) lśniące szafirem aż do bólu, a czasem ponure i ciemne [4], które bardzo dobrze obrazuje bezmiar tajemnic, skrywających się w człowieczej duszy. Duszy, która potrafi oszołomić pięknem, ale i przerazić okrucieństwem, zaskoczyć chimerycznością i zmiennością. Nie mniej istotna jest trucizna, zatruwająca człowiecze serca – Endō zdaje się pytać, skąd sączy się ta toksyczna substancja i czy można w jakikolwiek sposób zniwelować jej jadowite działanie.

Morze i trucizna rozpatrywane pod kątem innych dzieł japońskich traktujących o II wojnie światowej dobrze wpisuje się w istotną funkcję literatury, która zarówno rozlicza jak i przestrzega przed zbyt pochopnym ferowaniem wyroków. Podobnie jak w przypadku Strefy próżni Hiroshi Nomy, One Man's Justice Akiry Yoshimury, Ogni polnych Shōhei Ōoki czy opowiadań zawartych w zbiorze The Crazy Iris: And Other Stories of the Atomic Aftermath, Morze i trucizna przekonuje nas, że doświadczenia wojenne Japończyków są zagadnieniem znacznie bardziej złożonym niż uproszczona wizja sprowadzająca się do bezwzględnego posłuszeństwa i bezwarunkowej gotowości do oddania życia za ojczyznę oraz, że historia oglądana z perspektywy zwycięzców może znacząco różnić się od tego prezentowanej przez przegranych.

Reasumując, Morze i trucizna to świetna lektura. Na bardzo niewielkiej ilości stron (polskie wydanie liczy nieco ponad 160) Shūsaku Endō zmieścił szereg intrygujących przyczynków do dywagacji i przemyśleń. Co ważne, poruszana problematyka związana z moralnymi dylematami w obliczu zdarzeń, wymykających się ludzkiemu pojmowania, ciągle jest aktualna. Tym samym dzieło Japończyka to kolejne przypomnienie na temat tego, jak nieprzewidywalną i niebezpieczną istotą potrafi być człowiek.


[1] Shūsaku Endō, Morze i trucizna, przeł. Izabella Denysenko, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1974, s. 17
[2] Tamże, s. 17
[3] Tamże, s. 24
[4] Tamże, s. 43

5 komentarzy:

  1. Dotarłeś do bardzo starego wydania. PAX wydawał w latach 70-tych takie właśnie pozycje, swojego rodzaju moralitety antywojenne. Mam nadzieję, że książka zostanie wznowiona, nie mam jej w swoich japońskich zbiorach, a chętnie przeczytałabym. Ostatnio zaczęłam słuchać audiobooka z nagraniem "Głębokiej rzeki" autorstwa Shusaku Endo, w której bohater cierpi po stracie ukochanej żony i zmienia się duchowo, kieruje się w stronę buddyzmu, wiary w reinkarnację..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało mi się trafić na tę książkę w jednej z bibliotek, którą regularnie odwiedzam. A za czasów PRL-u faktycznie PAX wydawał bardzo ciekawe pozycje (m.in. wspomniane "Ognie polne" autorstwa Shōhei Ōoka czy cały szereg utworów Shūsaku Endō). Na wznowienie "Morza i trucizny", niestety, nie liczę, chyba, że na horyzoncie zamigocze film bądź serial nakręcony na podstawie tej powieści (co nie jest nieprawdopodobne, czego najlepszym przykładem jest "Milczenie" zekranizowane przez Martina Scorsese).

      A "Głęboką rzekę" mam na swoim rozkładzie. Trochę zazdroszczę, że Ty już obcujesz z tym dziełem :)

      Usuń
  2. Hmmm... Nie będę tu powielał swojego standardowego komentarza to Twoim przewodnictwie po literaturze japońskiej, ale mam za to pewne refleksyjne zapytanie. Czy nie uważasz, że pod kątem literackim Japonia poradziła sobie lepiej z przepracowaniem traum II wojny światowej niż Niemcy? W literaturze naszych zachodnich sąsiadów przez długi czas był to w zasadzie temat taboo. Do dziś zresztą można odnieść wrażenie, że Niemcy wolą zapomnieć. Trochę na zasadzie: https://www.youtube.com/watch?v=sacn_bCj8tQ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do filmiku - to jest właśnie (oczywiście trochę przerysowana) polityka historyczna ;)

      A jeśli chodzi o zadane przez Ciebie pytanie, to jest ono bardzo dobre. Przyznam, że nie w tej chwili nie jestem sobie w stanie przypomnieć niemieckiej powieści, traktującej o okresie nazistowskich Niemiec, napisanej już po II WŚ. Czytałem młodego Manna czy Hansa Falladę, ale ci pisarze tworzyli jeszcze przed wybuchem wojny, albo w trakcie jej trwania ("Mefisto" 1936, "Co dalej, szary człowieku?" 1932, "W moim obcym kraju. Dziennik więzienny 1944").

      Ha, właśnie znalazłem informację, że "Każdy umiera w samotności" powstało w 1947. Czyli mogę przytoczyć jedną pozycję. Chyba coś jest z tym pożądanym zapomnieniem - w ten ton dobrze wpisują się słowa Tomasza Manna, który twierdził, że literatura niemiecka z okresu 1933 - 1945 (mowa o książkach pisanych i wydawanych na obszarze III Rzeszy) powinna iść na przemiał, bo nie ma w niej nic wartościowego.

      Usuń
    2. Chyba przesadzacie. Nie jestem oczytany w literaturze niemieckiej, głównie jakoś trafiam na Skandynawów i Anglosasów, ale od razu mi się skojarzył Hans Helmut Kirst. Podejrzewam, że jest tego sporo, tylko sądząc po kryminałach, to w ogóle mało niemieckiej literatury jest tłumaczone na polski, a znajomość języka Goethego nad Wisłą to rzadkość. Myślę, że właśnie u Niemców świadomość IIWŚ jest największa, większa niż u nas nawet. Wiedzą, że po pierwze to zdarzało się różnym narodom, tylko zwycięzcom nikt nie wypomina, po drugie wiedzą, że to się może zdarzyć każdemu narodowi, po trzecie przepraszają i się nie wypierają. No i zawsze mnie bawi, że czepiamy się Niemców, a Ruskich mniej, choć oni prawdę o IIWW dopiero niedawno zaczęli opisywą, a i tak, o dziwo, te dzieła u nas nie są promowane, jak na przykład Przez wojenną zawieruchę. Promuje się jakieś SF o 2 Wojnie, a to i podobne rzeczy jakoś nie może się przebić. A co do mielenia literatury, Mann świetnie się tym stwierdzeniem wpisał w takich klasyków, jak Hitler i Stalin właśnie :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)