piątek, 2 marca 2018

Hiroshi Noma "Strefa próżni" - Czas rozpadu, czas rozpaczy

Strefa próżni

Hiroshi Noma

Tytuł oryginału: Shinkū chitai
Tłumaczenie (z przekładu francuskiego): Maria Olejniczak-Skarsgård
Wydawnictwo: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej
Liczba stron: 412
 
 
 
W języku potocznym pod pojęciem próżni rozumie się pustą przestrzeń, pozbawioną jakichkolwiek ciał, które mogłyby między sobą oddziaływać. Próżnia posiada też znaczenie metaforyczne, a jej mianem można określić choćby wojnę, bowiem jest to czas, kiedy w niebyt odchodzą takie przymioty jak intelekt, moralność, logika, ustępując miejsca bezmyślnej prymitywności, tępej agresji oraz bezwzględnej sile. Za symbol owego agresywnego i szaleńczego militaryzmu uznać można wojskowe koszary, co dobrze pokazuje Hiroshi Noma w swojej powieści zatytułowanej Strefa próżni.

Głównym bohaterem jest Riishiro Kitani, szeregowy, który w momencie rozpoczęcia dzieła opuszcza więzienne mury, gdzie spędził 2 lata i 3 miesiące za okradnięcie oficera. Wyjście na wolność następuje na początku 1944 roku, tj. w chwili gdy położenie Japonii na wojennym froncie staje się coraz trudniejsze, a widmo nieuchronnej klęski nabiera coraz bardziej realnych kształtów. Sytuacja Kitaniego, szeregowego żołnierza stacjonującego w koszarach w Osace także nie jest godna pozazdroszczenia – po 2 latach izolacji musi na powrót wkupić się w łaski swojej kompanii, zupełnie nowej, z racji tego, że dawni koledzy zdążyli już wyruszyć na front. Wstydliwa przeszłość wzmaga niepewność protagonisty, który za wszelką cenę stara się utrzymać w tajemnicy krępujący fakt pobytu za kratkami. Ponowne wkroczenie w wojskowe struktury staje się pretekstem, by od środka zaprezentować koszarową egzystencję – czytelnik zyskuje tym samym sposobność podejrzenia funkcjonowania Cesarskiej Armii Japońskiej u schyłku jej istnienia.

Armia ukazana w dziele Nomy jawi się jako ogromna machina, składająca się z tysiąca mniejszych i większych trybów oraz trybików. Przy odpowiednim zbliżeniu możliwe staje się dostrzeżenie pojedynczych osobników, ale wojskowa dyscyplina sukcesywnie dąży do stłamszenia, zniweczenia, unicestwienia jakichkolwiek przejawów indywidualizmu. Wyróżnianie się z tej szarej masy możliwe jest przede wszystkim poprzez niezależność myślenia, ale to jest niemal jednoznaczne z brakiem podporządkowania, niesubordynacją, brakiem karności, itd., stąd też takie zachowanie jest bezwzględnie tępione. Aprobatą cieszą się natomiast ślepa służalczość – należy zapomnieć o własnym zdaniu, przestać ufać swojej zdolności do osądu danych faktów i nade wszystko (…) słuchać o każdej porze, każdego rozkazu, nawet absurdalnego, nawet przekraczającego siły ludzkie [1].

Hiroshi Noma wiele miejsca poświęca mechanizmom stosowanym, by złamać opór najbardziej opornych jednostek, u których wrodzony antymilitaryzm nie pozwala dostrzec zasadności ginięcia w imię haseł głoszonych przez propagandę, nawołującą do ofiarności i heroizmu. Wymyślne okrucieństwo, bezzasadna przemoc, psychiczne prześladowanie – to tylko skromna część bogatego repertuaru, jaki używany jest, by poskromić nieprzejednanych. Nie mniej istotną kwestią poruszaną przez autora jest posunięty do granic absurdu przymus posłuchu i podporządkowania się hierarchii, co jest jednoznaczne z tym, że przełożony, bez względu na okoliczności i fakty, ma zawsze rację, a wydanych przez niego rozkazów nie można kwestionować. Los nasz składany jest w ręce innych, którym okazywać musimy należyty szacunek, nawet gdy posyłani jesteśmy na pewną i nie przynoszącą żadnych korzyści śmierć.

Istotnym puntem Strefy próżni jest również przedstawienie wszelkich sprzeczności, niedorzeczności oraz patologii, które pojawiają się w armii (a jest to tym łatwiejsze, że z racji coraz mniej pomyślnego przebiegu konfliktu, powszechne stają się demoralizacja, moralny rozkład oraz upadek hartu ducha). Nieustanne kradzieże (drobne przywłaszczenia oraz prowadzone na ogromną skalę defraudacje państwowych dóbr i materiałów), oszukiwanie na wszelkie możliwe sposoby, walka o wpływy i władzę (szeregowy żołnierz zaprezentowany zostaje jako (…) ogniwo w systemie rywalizacji i klik [2]), wszystko to sprawia, że wojsko odmalowane zostaje jako instytucja, która (…) wydobywa z człowieka to, co jest w nim najniższe, najmniej wartościowe [3] – na myśl przychodzą skojarzenia z infekcją upodlenia, której niezwykle trudno się jest przeciwstawić. Rezultatem tej degrengolady jest utrata wszelkich oznak humanitaryzmu i stanie się (…) ślepym, posłusznym automatem [4].

Sposób, w jaki Hiroshi Noma buduje świat przedstawiony oraz kreuje sylwetki poszczególnych w połączeniu z przemyśleniami i refleksjami głównego bohatera sprawiają, że utwór cechuje się mocno pacyfistyczną wymową. Wojna, chociaż nie doświadczamy jej bezpośrednio, jako, że akcja rozgrywa się w koszarach, wywiera złowieszczy wpływ na poszczególnych protagonistów – chorobliwy strach przed oddelegowaniem na wojenny front paraliżuje, pozbawia zdolności racjonalnego myślenia oraz wyzwala najnikczemniejsze postawy moralne. Szumne maksymy okazują się pustymi sloganami, w której nikt już nie wierzy. Nikt nie przejawia najmniejszej ochoty, by ponosić heroiczną śmierć na polu chwały, a posłuszeństwo utrzymywane jest za sprawą gróźb i surowych kar.

W końcowym rozrachunku, czytelnik raczony zostaje bardzo dobrą książką, która znakomicie punktuje bezsens wojennej zawieruchy. Uwzględniając fakt, że powieść ukazuje losy żołnierzy, którzy dopiero szykują się do wyruszenia na pole bitwy, Strefę próżni można uznać za swoiste preludium do innych japońskich dzieł, traktujących o II wojnie światowej i jej konsekwencjach. Pozycja autorstwa Hiroshi Nomy bardzo dobrze wpisuje się w nurt literatury o mocno pacyfistycznym wydźwięku. Ponadto nie brakuje w niej smutku, melancholii oraz poczucia beznadziei, których źródłem jest bezsilność jednostki wobec potęgi i woli większości.


[1] Hiroshi Noma, Strefa próżni, przeł. z j. francuskiego Jadwiga Dutkiewicz, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1957, s. 15
[2] Tamże, s. 141
[3] Tamże, s. 71
[4] Tamże, s. 215
 

8 komentarzy:

  1. Nigdy bym nie zwróciła uwagi na ten tytuł, ponieważ wydawnictwo kojarzy mi się z propagandowymi tekstami, które miały wspierać aktualną politykę państwa w czasach PRL-u. A tu piszesz, że książka jest bardzo dobra, a na dodatek ma pacyfistyczny wydźwięk. Pamiętam jednak, że czytałam kilka książek z tego wydawnictwa i często były to powieści historyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, przyznam, że na książkę trafiłem tylko i wyłącznie dlatego, że autorem jest Japończyk - gdyby nie moje zainteresowanie literaturą z tego kraju, pewnie również przeszedłbym koło tytułu obojętnie.

      Moim zdaniem ten utwór, zaraz obok "Ogni polnych" pióra Shōhei Ōoka, to bardzo ważne dzieło, bowiem pokazuje, że japońska armia z czasów II WŚ nie składała się wyłącznie z legionów samobójców, którzy z okrzykiem "banzai!" na ustach, biegli na pewną śmierć w imię cesarza.

      Usuń
  2. Jakoś nigdy nie przepadałam za tematyką militarną, ale podejście Hiroshi Nomy wydaje mi się naprawdę interesujące. Zawsze uważałam, że prowadzenie wojny to tylko korzyść dla wysoko postawionych ludzi, którzy wzbogacają się na śmierci tysięcy szarych obywateli. Hierarchizacja, te liczne przykłady demoralizacji - nasuwa się wrażenie, że z wojny płyną same negatywne skutki. Jednak cóż poradzić, skoro niektórzy się na tym bogacą i wojny będą zawsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie tę pacyfistyczną gałąź literatury "wojennej" cenię sobie najmocniej, bowiem jestem tego samego zdania, co ty - wojna to świetny interes dla garstki ludzi, dla których priorytetem jest przekonanie mas, że konflikty to rzecz nieuchronna, nieunikniona, konieczna. Ale im więcej książek ukazujących bezsens wojny, ich krwawą stronę, tym większa szansa, że kiedyś, kiedyś, w bardzo odległej przyszłości ludzkość zrozumie, że przemoc niczemu nie służy.

      Usuń
  3. Ciekawy wycinek historii. Interesują mnie głosy sprzeciwu i osoby wyłamujące się z tych machin militarnych. Japoński i niemieckie armie dokonały w trakcie II wojny światowej wielu nieludzkich zbrodni, a ja ciekaw jestem ilu buntowników zdławili we własnych szeregach. W Niemczech był von Stauffenberg - ciekaw jestem, czy w Japonii byli mu podobni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie Niemcy rozpoczęli walkę z niepokornymi jeszcze przed wybuchem wojny - obozy koncentracyjne, do których trafiały niereformowalne jednostki zaczęły funkcjonować już w 1933 roku.

      A o japońskich odpowiednikach von Stauffenberga niestety nie wiem nic.

      Usuń
    2. U nas Bereza Kartuska działała od 1934 roku. I pomimo wiadomej ustawy w Bibliotece Kongresu określa się ją jako obóz koncentracyjny. A co do odgłosów sprzeciwu to dla mnie jego symbolem w Niemczech pozostanie jednak Biała Róża...

      A co do zbrodni - naloty dywanowe na miasta... ;) Zbrodni zawsze dokonywali przegrani ;)

      Usuń
    3. Ha, z tymi zbrodniami to święta racja - na różnice w kategoryzowaniu tych samych czynów popełnionych przez różne strony konfliktu zwraca uwagę choćby Akira Yoshimura w swojej powieści "One Man's Justice".

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)