piątek, 29 września 2017

Margaret Atwood "Kobieta do zjedzenia" - Maski, maski, maski

Kobieta do zjedzenia

Margaret Atwood

Tytuł oryginału: Edible woman
Tłumaczenie: Małgorzata Golewska-Stafiej
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Liczba stron: 458
 
 
 
 
Bytowanie w ludzkiej gromadzie to nierzadko suma kompromisów i wyrzeczeń, które wynikają z konieczności przestrzegania ustalonych norm, prawideł czy dogmatów. Dla jednych dostosowanie się do obowiązujących kanonów jest sprawą prostą i bezproblemową, dla innych zaś wiąże się to z przywdziewaniem całego szeregu masek i wcielaniem się w stosowne role, które wyraźnie kłócą się z prawdziwą naturą. Długotrwałe stwarzanie pozorów może okazać się jednak niezwykle męczące, czego doświadcza Marian, bohaterka powieści Kobieta do zjedzenia, pióra Margaret Atwood.

Utwór to historia, na którą składają się perypetie młodych kobiet, Marian oraz Ainsley. Bohaterki, dobrze wykształcone osoby, ale wykonujące raczej średnio płatne prace, usiłują odnaleźć receptę na udane dorosłe życie. Z wolna i sukcesywnie, metodą prób i błędów, dziewczęta tworzą model egzystencji, który pozwoliłby im świadomie kreować swój los, dając tym samym poczucie swobody. Próby te muszą wytrzymać konfrontację z bezwzględnym światem, który jawi się jako twór wyjątkowo nieprzyjazny i oporny, chętnie stawiający przeszkody na drodze tych, którzy mają śmiałość go zmienić.

Mocny punktem dzieła Atwood jest kreacja protagonistek, których portrety psychologiczne zbudowano na zasadzie kontrastu. Marian, pierwszoosobowa narratorka pierwszej i trzeciej części książki, to osoba, która nie do końca odnajduje się w międzyludzkiej gromadzie. Charakterystyczne są dla niej poczucie zagubienia i wyobcowania, będące efektem niemożności dostosowania się do wymogów stawianych przez otoczenie, naszpikowane regułami i konwenansami. W rezultacie Marian to postać działająca chimerycznie i chaotycznie, która rozdarta jest pomiędzy pragnieniem niezależności (na ogół prowadzącej do ostracyzmu) a podświadomym, wręcz szczątkowym przywiązaniem do zasad i obyczajów, znamiennych dla ogółu społeczeństwa. Skutkiem tej chwiejności i dezorientacji są nerwowe działania, decyzje podejmowane ad hoc, zachowania, powszechnie uchodzące za nierozsądne i nieprzystające dojrzałym ludziom, ale i wplątywanie się w oklepane schematy oraz powielanie błędów popełnianych przez całe pokolenia kobiet (akceptacja patriarchalnego modelu rodziny, w którym mężczyznę traktuje się jako (…) wybawcę z chaosu, filar stabilizacji [1], kobieta zaś pełni rolę ozdoby, maskotki, powodu chluby, itd.). Zatem w chwili rozpoczęcia utworu Marian znajduje się na życiowym rozdrożu, w ślepym zaułku – z jednej strony wrze w niej bunt wobec tradycyjnych rozwiązań, z drugiej zaś brakuje jej siły, by zamanifestować swój opór i obronić się przed atakującą ją biernością i inercją, wyrażającą się w poddaniu się strumieniowi wydarzeń. Zupełnym przeciwieństwem Marian jest Ainsley, kobieta prowadząca mniej ustatkowany i bardziej swawolny żywot, ale za to doskonale rozumiejąca swoje potrzeby, do realizacji których dąży z godnym podziwu uporem i determinacją. O ile Marian można rozpatrywać w kategoriach małej dziewczynki, która sama nie wie, czego właściwie chce, i która w akcie sprzeciwu wobec wrogości świata potrafi jedynie schować się pod łóżkiem, o tyle Ainsley przywodzi na myśl cierpliwą modliszkę, skutecznie wykorzystującą wszelkie atuty, jakimi została obdarzona.

Kolejnym aspektem decydujących o atrakcyjności prozy Margaret Atwood jest wspaniały język, jakim operuje pisarka. Autorka z łatwością lepi słowne konstrukty – materiał, z którego budowana jest powieść sprawia wrażenie plastycznego tworzywa, któremu można nadać dowolne kształty. Wyróżnikiem stylu Kanadyjki są oryginalne porównania i skojarzenia, słowne zabawy, nietypowe metafory oraz frazy nafaszerowane ironicznym patosem (Pani Grot jest niską, krępą osobą o włosach koloru metalowych pojemników w lodówce [2];(…) włączyłyśmy się w strumień urzędników, który wpływał schodami ku chłodnym podziemnym jaskiniom [3]; (…) Ainsley (…) jest w rzeczywistości chytrą supersamicą, która z karygodnym lekceważeniem jego osobowości knuje przeciwko niemu podły spisek, pragnąc wykorzystać go jako niedrogi substytut sztucznego zapłodnienia [4]). Cechą znamienną jest także precyzja opisu – poszczególne wydarzenia odtwarzanie są niezwykle drobiazgowo. Ta koncentracja (niekiedy wręcz przesadna) na detalu często prowadzi do wyolbrzymień, które stanowią podstawę humoru sytuacyjnego. Niejedna scena nasycona jest komizmem, którego źródłem, oprócz wspomnianych hiperbolizacji, są nieporozumienia, do jakich dochodzi pomiędzy poszczególnymi bohaterami, wynikające z diametralnie innego odbierania rzeczywistości i interpretowania zachodzących wydarzeń. Bardzo ciekawym zabiegiem jest też  swoista redukcja ludzkich postaci do wybranych elementów anatomii – autorka bardzo chętnie nadaje autonomię oraz znamiona żywych istot kończynom swoich bohaterów ((…) para męskich nóg udała się na górę [5]; Ręka chciała wyciągnąć się i dotknąć jego ramienia [6]; (…) pomarańczowe usta żuły gumę [7]). Wydaje się, że w ten sposób Atwood sygnalizuje, jak wielką rolę odgrywa w naszym społeczeństwie biologia, cielesność, przez pryzmat której spogląda się na innych. Ten rodzaj postrzegania jest o tyle krzywdzący, że w jego przypadku bardzo łatwo jest o uprzedmiotowienie bliźniego oraz zanegowanie istnienia jego sfery uczuciowej.

Nadanie niezależności poszczególnym częściom ciała oraz organom staje się dla Atwood pretekstem, by zaprezentować refleksje i przemyślenia dotyczące ekologii. Za sprawą Marian, której żołądek, dość niespodziewanie, stopniowo odmawia przyjmowania pokarmów będących pierwotnie istotami żywymi, autorka zwraca uwagę na sytuację i prawa zwierząt. Przemysł spożywczy ukazywany jest w świetle, w którym na co dzień staramy się go nie oglądać, tj. jako wielka rzeźnia oraz fabryka mistyfikacji – rozczłonkowanie trucheł, ich obróbka oraz przetwarzanie mają na celu eliminację ewentualnych antropomorficznych cech, które zbyt jaskrawo mogłyby nam przypominać, że na naszych talerzach znajdują się szczątki czegoś, co podobnie jak my oddychało, odżywiało się i wydalało.

Kobieta do zjedzenia to także utwór, który skrywa bogatą symbolikę. Klisza fotograficzna jako oznaka zawładnięcia kimś, podporządkowania go sobie; zarośnięte brudem i zaniedbane mieszkanie będące odbiciem wewnętrznego nieładu czy ciasto upieczone i modelowane na swoje podobieństwo, podane do konsumpcji jako metafora pożarcia, zniszczenia cudzej osobowości to tylko część konceptów, którymi raczy czytelnika Margaret Atwood. Równie wymowna jest forma narracji, która na przestrzeni trzech rozdziałów zmienia się, reprezentując różne stany ducha Marian – w sporym fragmencie powieści kobieta czuje się pozbawiana własnej osobowości i stąd przejście z narracji pierwszo- na trzecioosobową.

Reasumując, Kobieta do zjedzenia, będąca debiutem powieściowym Margaret Atwood to znakomita lektura. Bardzo pozytywnie zaskakuje warsztat kanadyjskiej pisarki, która niezwykle sprawnie posługuje się językiem, budując pozornie lekką historię, pełną autoironii i dystansu. Co istotne, pod warstwą rozrywkową umieszczono interesujące konstatacje dotyczące szerokiego spektrum zagadnień – począwszy od krytycznego podejścia do ustalonych i utrwalonych wzorców i stereotypów, poprzez akcenty feministyczne oraz przedstawienie zakłamania i obłudy praworządnych obywateli, na zmianach zachodzących w moralności skończywszy. Kobieta do zjedzenia to także opowieść o kobiecie, która nie potrafi odnaleźć się w rolach, jakie przygotowało dla niej społeczeństwo. Wisienką na torcie są portrety trójki anglistów, którzy egzystują w specyficznej bańce oraz wspaniała i błyskotliwa, freudowska analiza Alicji w Krainie Czarów.


[1] Margaret Atwood, Kobieta do zjedzenia, przeł. Małgorzata Golewska-Stafiej, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1986, s. 143
[2] Tamże, s. 25
[3] Tamże, s. 41
[4] Tamże, s. 195
[5] Tamże, s. 196
[6] Tamże, s. 200
[7] Tamże, s. 285
 

11 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę i mocno mnie ona wymęczyła. Lubię, gdy autor wie, co chce przekazać. A główna bohaterka chyba nie wiedziała. I tu jest moje zdziwienie albo zarzut: zawsze mi się zdawało, że feministki wiedzą czego chcą. Patrząc na wymowę powieści zaczynam podejrzewać, że autorka chciała powiedzieć, że wiele feminizujących kobiet nie wie czego chce od życia i że to je gubi. Ostatecznie, po żmudnej lekturze miałam dość feministek i babo-chłopów. Zdumiałam się, bo 'Penelopiada' to świetna książka o żalach kobiety. Też tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, cudowne jest to jak różnie odbieramy książki! Ja potraktowałem tę powieść jako egzemplifikację zagubienia, którego ofiarą pada wielu młodych ludzi, zawieszonych gdzieś między młodością a dorosłym życiem. Marian nie odnajduje się w rzeczywistości, do której trafia, bo odrzuca utarte schematy, ale jednocześnie nie wykrystalizował się jeszcze w pełni jej własny światopogląd. I nie traktowałbym tej bohaterki jako feministki - wg mnie to kobieta, która dopiero feministką się staje. Niezależność intelektualna okupiona zostaje jednak błędnymi decyzjami, nietrafionymi wyborami, stąd działanie, które potocznie określa się mianem "miotania się". Przynajmniej ja tak to odebrałem.

      Usuń
    2. Masz chyba więcej zrozumienia dla kobiet niż ja, kobieta, która pół życia się miotałam. Ale taka ślepota na siebie tej głównej bohaterki mnie denenerwowała. A jeszcze kiepskie wydanie książki mi się trafiło, jakieś po angielsku, okładka kiczowata, literki małe.

      Usuń
    3. Czytam ostatnio sporo książek napisanych przez kobiety, może stąd ta wyrozumiałość :)

      Usuń
  2. Ostatnio piszesz o książkach, które już znam - Cortazar, teraz Atwood - fajnie! Nie mogę powiedzieć, żeby "Kobieta do zjedzenia" była moją ulubioną książką tej autorki, ale wiele lat temu, gdy ją czytałam, zachęciła mnie do sięgnięcia po więcej. Wtedy przepadałam za podobnie enigmatycznymi, trochę dusznymi opowieściami o trudach i wyzwaniach kobiecego życia - i to się właściwie nie zmieniło. Ale, tak się jakoś składa, dziś, gdy zatęsknię za podobnym tematem, wolę przeczytać np. "Emancypantki" Prusa ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, jeśli chodzi o Atwood to zauważyłem, że proza tej pani porusza moje czytelnicze struny w sposób nieco odmienny niż ma to miejsce w przypadku pozostałych czytelników, bowiem bardzo podobają mi się te powieści, które w powszechnej świadomości uchodzą za ciut słabsze.

      A co do "Emancypantek" to nie chcę nic obiecywać, bo jak na razie jakoś nie ciągnie mnie do tego tytułu :)

      Usuń
  3. Z Atwood spotkałam się w przeszłości raz i niewiele pamiętam, dla mnie to wciąż teren do odkrycia. Macie, co prawda, z rozmówczyniami nieco rozbieżne zdania co do debiutu tej autorki, ale muszę przyznać, że sama tematyka książki jest niezwykle ciekawa i wydaje mi się, że jak dotoąd, spośród Twoich recenzji dotyczących Atwood - ta mnie najmocniej wciągnęła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Atwood poznałem dopiero w tym roku, ale autorka z miejsca mnie kupiła (przeczytałem 5 książek, a na półce czeka już "Burza. Czarci pomiot") - z każdym kolejnym tytułem przekonuje się, że to pisarka, która idealnie trafia w mój czytelniczy gust.

      A co do rozbieżnych opinii - każdy odbiera książki na swój indywidualny sposób i to jest właśnie w literaturze najpiękniejsze! Tyle różnorodności, płynącej z tego samego źródła :)

      Usuń
  4. Ja zaczynałem przygodę z Atwood od "Opowieści podręcznej" (była to zresztą jedna z pierwszych recenzji na blogu) i pamiętam, że od samego początku chwycił mnie właśnie język. Cudne gry słów, zaskakujące metafory i tym podobne. Wspaniała uczta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o tę dystopijną część twórczości Atwood, to jest ona dopiero przede mną. I już się cieszę, że będzie dane mi ją poznać :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)