piątek, 24 marca 2017

Alejo Carpentier "Harfa i cień" - Niosący Chrystusa, Niosący Zniszczenie

Harfa i cień

Alejo Carpentier

Tytuł oryginału: El arpa y la sombra
Tłumaczenie: Kalina Wojciechowska, Janina Carlson
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 212
 
 
 
 
W roku 1873 na ręce Ojca Świętego Piusa IX złożony został list, podpisany przez siedmiuset biskupów, w którym zamieszczono propozycję Postulatu do Świętej Kongregacji Obrzędów, by otworzyć proces beatyfikacyjny Krzysztofa Kolumba, wielkiego żeglarza i odkrywcy Ameryki. Ogłoszenie Kolumba błogosławionym, a następnie świętym byłoby przypadkiem bez precedensu w kronikach Watykanu, ponieważ w jego dokumentacji brakowało podstaw biograficznych, potrzebnych według kanonu Kościoła, do przyznania aureoli [1]. Summa summarum Biskup Kościoła Rzymskiego nie zdecydował się na ten ryzykowny krok, a Kolumb jest znany obecnie jedynie jako podróżnik i niestrudzony eksplorator. Jak jednak potoczyłaby się sprawa wielkiego genueńczyka, gdyby Pius IX przezwyciężył swoje wątpliwości i postanowił przedstawić jego kandydaturę jako tego, który godzien jest, by wynieść go na ołtarze? I co ważne – w jakim celu miałby ryzykować swój autorytet, by beatyfikować kolonizatora bez teologicznego zacięcia? Interesującą próbą odpowiedzi na powyższe pytania jest powieść Harfa i cień, autorstwa kubańskiego pisarza Alejo Carpenteria (1904 – 1980),  z którego twórczością zetknąłem się za sprawą zbioru Wojna czasu.

Harfa i cień to konstrukcja, której podstawę stanowią historyczne fakty, podbudowane literacką fikcją oraz płodami wyobraźni artysty. Fragmenty biografii (głównie papieża Piusa IX oraz Krzysztofa Kolumba) stanowią kanwę, na którą nawinięto fabułę dzieła. Warto przy tym zaznaczyć, że Alejo Carpentier podchodzi do wspomnianych życiorysów bardzo elastycznie, nierzadko kierując się wybiórczością i selektywnością – wybierane są te udokumentowane wydarzenia, które pozostawiają możliwość interpretacji czy uzupełnienia. W rezultacie Kubańczykowi udało się stworzyć twór stanowiący mieszaninę ułudy i autorskiego zmyślenia oraz epizodów znanych z oficjalnych kronik. Całości dopełniają elementy charakterystyczne dla historii alternatywnych (wątek rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego Kolumba), co w efekcie decyduje o unikalnym i interesującym charakterze lektury.

Harfa i cień to powieść ogromnie intrygująca, ponieważ stanowi ona próbę odtworzenia kontekstu wyprawy Kolumba, próbę, bowiem Carpentier zmuszony jest uciekać się do przypuszczenia, domysłu, dociekania. Kubański autor stara się przekonać czytelnika, że poszukiwacz Ziemi Złotego Cielca, jakiego znamy z oficjalnych przekazów to tylko zastygły i nieruchomy pomnik, wypadkowa wielu niedomówień i przekłamań, które doprowadziły do powstania symbolu, przy okazji czego zagubiono jednak człowieka. Alejo Carpentier na łamach swojej powieści dodaje Kolumbowi ludzkich przymiotów, sprawiając, że sylwetka Wielkiego Żeglarza staje się znacznie bardziej wielowymiarowa, a przez to ciekawsza. Niosący Chrystusa jest zatem osobnikiem inteligentnym, oczytanym, z chęcią czerpiącym doświadczenia i uczącym się od innych. Jednocześnie nie stroni od uciech cielesnych, a jego sztuka żeglarska nie jest wolna od luk, które maskowane są pasją i determinacją. Z zgoła innej perspektywy odmalowane są także okoliczności, w jakich Kolumb decyduje się na rozpoczęcie swojej wielkiej podróży, której rzekomym celem miało być dotarcie do Indii (o tych rozbieżnościach pomiędzy historią oficjalną, a literacką wersją Alejo Carpentiera warto poczytać samodzielnie).

Kubański mistrz pióra umiejętnie ukazuje trudności, z jakimi z pewnością borykał się Krzysztof Kolumb, by do swojej idei wielkich odkryć namówić odpowiednio majętnych władców, którzy byliby gotowi sponsorować jego ogromne przedsięwzięcie. W drugiej części książki, która stanowi spowiedź znajdującego się na łożu śmierci Kolumba, możemy przeczytać, do jakich sztuczek prawdopodobnie uciekał się Wielki Admirał Ferdynanda i Izabeli: Kleciłem mój teatr przed oczami diuków i ich wysokości, finansistów, mnichów i bogaczy, księży i bankierów, grandów stąd, grandów stamtąd, podnosiłem kurtynę słów i natychmiast ukazywał się w olśniewającej paradzie wielki karnawałowy pochód Złota, Diamentów, Pereł, a przede wszystkim Korzeni. Pan Cynamon i pani Wanilia, pan Papryka i pani Gałka Muszkatołowa wchodziły pod rękę z panem Szafirem, panem Topazem i panem Szmaragdem, a pani Miedź z panem Szczere Srebro, a za nimi pan Imbir i pan Goździk w tak hymnu barwy szafranu i wonności Wschodu (…) [2].

Te zwierzenia Kolumba znakomicie kontrastują z treścią zawartą w pierwszej części Harfy i cienia, która koncentruje się wokół działalności Piusa IX (sprowadza się ona m.in. do usiłowań dążących do odzyskania wpływów Rzymu na kontynencie południowoamerykańskim, do czego pomocna mogłaby okazać się postać Kolumba w roli świętego, stanowiącego przedmiot kultu ekumenicznego). Zestawiając oba rozdziały, możemy przekonać się, jak wygląda mechanizm mitologizacji, w wyniku którego człowiek, niewolny od wad i słabostek, przekształcany jest w ideę, promieniującą blaskiem chwały i świetności.

Harfa i cień z uwagi na podejmowaną tematykę (co wydaje się jeszcze bardziej oczywiste, jeśli weźmie się pod uwagę narodowość autora) to gorzkie rozliczenie z konkwistą – krwawym podbojem obu Ameryk – którą zapoczątkował Krzysztof Kolumb. Niosący Chrystusa przywiózł, co prawda Słowo Boże i Ewangelię (głoszone nierzadko przemocą i siłą), ale jednocześnie otworzył amerykańską ziemię dla chciwości i rozpusty Europejczyków. Europejczyków, uważających się za władców świata, krzewicieli kultury, budowniczych cywilizacji. Z goła odmienny obraz zdobywców prezentuje Alejo Carpentier: Od Dieguita, jedynego, który nam został, dowiedziałem się, że ci ludzie ani nas nie kochali, ani nas nie podziwiali: mieli nas za fałszywych, kłamców, gwałtowników, pieniaczy, okrutników, brudnych i cuchnących, dziwili się, że prawie nigdy się nie kąpaliśmy, oni, którzy w swoich krajach po kilka razy dziennie odświeżali swe ciała w rzeczkach, górskich strumykach, pod wodospadami. Mówili, że nasze domy śmierdzą zjełczałym tłuszczem; gównem – nasze wąskie ulice; nasi najwykwintniejsi kawalerowie – potem (…) [3]. Wisienką na torcie jest gorączka złota, która rozpętał Kolumb, mamiąc sponsorów swojej kosztownej wyprawy ogromem skarbów, jaki skrywa w sobie Nowy Świat – złaknieni bogactwa Biali rozpełzli się po kontynencie (…) bijąc Indian, podpalając ich wsie, raniąc, zabijając, znęcając się nad nimi, aby wreszcie dowiedzieć się, gdzie, gdzie, gdzie znajduje się przeklęta kopalnia utajona przed naszym wzorkiem (…), nie mówiąc o setkach kobiet i dziewcząt gwałconych w czasie każdej napaści [4].

Reasumując, autorska wizja zaproponowana przez Alejo Carpentiera jest niezwykle sugestywna. To wspaniała, choć niewesoła powieść, napisana przez człowieka miłującego swoje kulturowe dziedzictwo i kontynent, będącego w pełni świadom ogromu krzywd, jakich doświadczyli jego przodkowie. To także surowa ocena dokonań Europejczyków – ludzi ogarniętych żądzą posiadania, manią wielkości oraz przekonaniem o boskich przymiotach, dających prawo decydowania o cudzym życiu i śmierci.


[1] Alejo Carpentier, Harfa i cień, przeł. Kalina Wojciechowska i Janina Carlson, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1982, s. 15
[2] Tamże, s. 80
[3] Tamże, s. 146
[4] Tamże, s. 155

6 komentarzy:

  1. Błogosławiony Krzysztof Kolumb? Nie słyszałam o tym wątku, to by dopiero było, chociaż niejeden święty ma za uszami... Zaciekawiłeś mnie, tym bardziej, że pochłonęła mnie swego czasu książka "Podróż do źródeł czasu" i już wówczas przekonałam się, że autor potrafi spojrzeć na człowieka przez pryzmat cywilizacji; pamiętam, że podobały mi się przedstawione różne aspekty "podróży" człowieka przez życie. Nie wiem dlaczego zatrzymałam sie na tamtej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również zostałem zaskoczony przed Alejo Carpentiera. Jestem pod wrażeniem, że autor dotarł do takiej ciekawostki, o której nawet dzisiaj, w dobie Internetu i powszechnego dostępu do informacji, niewiele się pisze.

      A jako, że znasz już prozę Kubańczyka to nie będę jej specjalnie zachwalał - wg mnie autor ma bardzo specyficzny styl (subtelna ironia, treści filtrowane między wierszami, elegancja języka), którym zjednuje się czytelników.

      Usuń
  2. Też nie miałem pojęcia o takich pomysłach. Kolumb byłby pewnie dziś jednym z najbardziej kontrowersyjnych świętych/błogosławionych. Wystarczy przypomnieć sobie, jakie kontrowersje w USA budzi Dzień Kolumba. W ramach synchroniczności i mych ulubionych uwag na marginesie - w recenzowanych niedawno Tesktach Drugich napotkałem wzmiankę o ciekawym wątku poglądów Leszka Kołakowskiego. Zaryzykował on bowiem stwierdzenie, że ostatnimi prawdziwymi Europejczykami byli hiszpańscy konkwistadorzy. Nie pochwalał on, oczywiście, ludobójstwa, ale wskazywał na niczym niezachwianą wiarę w europejski wartości, a co za tym idzie konieczność ich propagowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, historia musiała być jednym z koników Carpentiera - lekkość, z jaką autor dociera do wszelakiej maści rewelacji budzi respekt.

      A co do tezy Kołakowskiego to jest ona dość spójna, chociaż w nie najlepszym świetle stawia owych "prawdziwych Europejczyków". Taka niezachwiana wiara połączona z przekonaniem o moralnym przyzwoleniu, by wpajać je innym "dla ich własnego dobra" (co jednoznaczne jest z przymknięciem oka na wszelakiej maści wykroczenia) są wg mnie śmiertelnie niebezpieczne.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy koncept na powieść. Zarazem bardzo ryzykowny, bo w moim odczuciu, jeśli uznać, że jakiekolwiek pisanie jest łatwe, to łatwiej stworzyć historię nową, której nie oprzemy na istniejących postaciach czy prawdziwych wydarzeniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni - pomysł wplecenia do fabuły autentycznych wydarzeń czy postaci wymaga od autora bardzo dużej samokontroli oraz ostrożności (nie wspominając już o erudycji oraz wszechstronnym wykształceniu). Pod kontrolą trzeba mieć zarówno fakty (nie można tworzyć wątków, które zbyt wyraźnie przeczyłyby temu, do czego pisarz pragnie się odwołać) jak i postacie (aby uzyskać spójny portret psychologiczny). Biorąc pod uwagę te wszystkie wymagania, uważam, że A. Carpentier w zupełności je spełnił.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)