poniedziałek, 3 czerwca 2013

Cienka czerwona linia


Cienka czerwona linia

(oryg. The Thin Red Line)

James Jones

tłumaczenie: Bronisław Zieliński
Książka i Wiedza 1984



Kiedy brałem się za Efekt Lucyfera Zimbardo od razu chciałem sobie zapewnić coś lżejszego na następną lekturę i poprosiłem w bibliotece o Cienką mroczną linię Tami Hoag, którą kiedyś już przeczytałem, ale przed zrecenzowaniem postanowiłem zapoznać się z nią powtórnie, by się upewnić, czy moje dawniejsze z niej wrażenia pokrywają się z obecnymi. Dostałem do ręki książkę odpowiedniej grubości, strasznie wyczytaną, i nie sprawdzając tytułu ani autora zabrałem wraz z innymi do domu. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przyjeździe i rozpakowaniu plecaka stwierdziłem, iż to Cienka czerwona linia Jamesa Jonesa. Skoro już Bóg, los czy też przeznaczenie tak chciały, dałem jej szansę, tym bardziej, iż Stąd do wieczności, czyli niejako jej poprzednia część, bardzo mi się kiedyś podobała, zarówno w wersji drukowanej, jak i filmowej, a i sama film Cienka czerwona linia (którego jednak dotąd nie oglądałem) zdobył powszechne uznanie oraz siedem nominacji do Oscara.

James Ramon Jones (ur. 6 listopada 1921 w Robinson w stanie Illinois, zm. 9 maja 1977 w Southampton w stanie Nowy Jork) był amerykańskim pisarzem specjalizującym się w tematyce wojennej. Najbardziej znane jego dzieła to właśnie wymienione wyżej powieści.

Jest tylko cienka czerwona linia
Między rozsądkiem a szaleństwem

Stare powiedzenie
ze Środkowego Zachodu

To motto (jedno z dwóch na pierwszej stronie powieści) jest chyba jedynym wyjaśnieniem tytułu.

Sama książka ma klasyczną konstrukcję powieści wojennej – opowiada historię wybranego oddziału, Kompanii C, w czasie walk wojsk amerykańskich z japońskimi o odzyskanie wyspy Guadalcanal przez USA. Nietypowe są dwa zabiegi, które od razu zwracają uwagę miłośników tego działu literatury. Po pierwsze autor, choć sam brał udział w tej kampanii, ostentacyjnie odciął się od faktów i nie tylko nie nawiązuje do zdarzeń historycznych historycznych, ale odżegnuje się nawet od takich realiów jak topografia wyspy, stawiając na realizm mechanizmów społecznych i zachowań poszczególnych jednostek w skrajnych sytuacjach oraz klimat II Wojny na Pacyfiku. Po drugie, zrezygnował z najpopularniejszej w kanonie maniery, czyli prowadzenia jednego (jak w Zapomnianym żołnierzu) lub kilku zgranych głównych bohaterów (jak w Czterech Pancernych) przez całą fabułę aż do jej końca. Nie poszedł na całość, nie zajmuje się wszystkimi żołnierzami jednostki, nie poszedł też w przekorę, nie uśmiercił wszystkich początkowych głównych postaci, ale wypośrodkował – jest tych person pierwszoplanowych bardzo wiele. Część z nich ginie, część w wyniku ran wypada z akcji, część odchodzi z jednostki w trakcie walk lub zaraz po nich. Ten zabieg nieco przybliża prawdę, która jest zresztą kilkakrotnie wprost wyartykułowana w treści książki – jeśli znajdziesz się pod ogniem, spotka cię to, co ci pisane i nic ci nie pomoże; ani modlitwy, ani inteligencja czy sprawność fizyczna, ani doświadczenie. Jesteś tylko trybikiem w maszynie wojennej. O tym, kto przeżyje, nie decyduje ani doświadczenie, ani jego brak, tylko przypadek. Pewne rzeczy zwiększają lub zmniejszają twe szanse, ale nie w stopniu znacząco wpływającym na to, w jaki sposób wrócisz z wojny. Czy żywy, czy martwy. To bardzo cenne, gdyż niejednokrotnie nawet absolutnie autentyczne i wartościowe książki, chociażby wspomnieniowe, w mniej logicznych umysłach wywołują wiarę, iż na wojnie można się uchować w jakiś sposób, który niejako gwarantuje przeżycie. Czytelnicy często zapominają o tym, że takie książki piszą ci szczęściarze, którzy przeżyli, a jedynym pewnym sposobem przeżycia jest nie brać udziału w walce, podobnie jak jedynym sposobem uniknięcia śmierci za kierownicą jest nigdy za nią nie siadać. Książki "napisanie pośmiertnie", na podstawie rękopisów ludzi, którzy zginęli w akcji, są ewenementami.

O fabule nie ma się co rozpisywać; jest klasyczna, odzwierciedla specyfikę walk na wyspach Oceanu Spokojnego. Realizm opisów walk stoi na wysokim poziomie, choć mam wrażenie, iż tłumaczenie wiele zepsuło. Jest sporo niezręczności, a nawet takie ewidentne wtopy merytoryczne jak jeepy więznące w błocie z powodu zbyt wąskiego rozstawu osi(!) lub bombardowanie wyspy… bombami głębinowymi. Może to sprawia, że choć ocenę wystawiłbym powieści zdecydowanie wysoką, to jednak jej lektura nie sprawiła mi aż takiej przyjemności jak inne wybitne pozycje z tej tematyki.

Musze przyznać, iż odnalazłem w Cienkiej czerwonej linii wiele smaczków pokazujących te same zachowania i mechanizmy, które widać w innych armiach i które chyba są takie same wszędzie; pod każdą szerokością geograficzną i pod każdym sztandarem. Z drugiej strony rzecz biorąc, trzeba przyznać, iż widać i drugą stronę medalu, czyli specyficzne zachowania, które wydają się być raczej charakterystyczne dla armii amerykańskiej i/albo specyfiki walk na Pacyfiku, niż ogólną normą wszystkich armii świata, jak choćby dość zauważalne praktyki homoseksualne. Nie dawali im bromku potasu?

Fabuły nie będę zdradzał, gdyż nawet gdybym chciał, nie jest to możliwe. Każdy wie, że Amerykanie wylądowali, walczyli i zwyciężyli. Każdy z żołnierzy Kompanii C jest inny, ma swoje własne dzieje. To trzeba po prostu przeczytać, gdyż książka jest zdecydowanie z najwyższej półki. Postacie są śmiało i przekonująco zarysowane. Zgadywałbym nawet, iż są oparte na osobistych doświadczeniach pisarza. To dobra rzecz nie tylko dla miłośników tematu. Po prostu powieść znacząca w historii literatury pod wieloma względami i w wielu aspektach bardzo wartościowa. Ponieważ jest to pierwsza moja lektura po Efekcie Lucyfera Zimbardo, nie mogę sobie odmówić stwierdzenia, iż prawdziwość obrazu wojny przedstawionego przez Jonesa widać również w przekonującym ukazaniu różnorodnych mechanizmów sytuacyjnych i systemowych wpływających na poddane im jednostki.

Nie odebrałem tej książki aż tak dobrze jak chociażby Na zachodzie bez zmian czy Przez wojenną zawieruchę, ale może to wina tłumaczenia. Niemniej polecam absolutnie i z pełnym przekonaniem, choć do poczytania, a nie do zakupu. To raczej rzecz na jeden raz, choć wyjątkowo warta przeczytania


Wasz Andrew

Cienka czerwona linia [Jones James]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

16 komentarzy:

  1. Mam w domu, ale w lepszym stanie niż ta.
    Mam wrażenie, że widziałam film ale do książki jakoś trudno mi się zabrać. )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektura, pomimo drastycznych scen i ciężkiej tematyki, nie jest ciężkostrawna. Przynajmniej dla mnie nie była :) Jeśli znajdziesz chwilę - warto spróbować :)

      Usuń
  2. Jak patrzę na Twoją "Cienką czerwoną linię" to jakbym widział swoich "Amerykańskich chłopców" :) Świetna książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie moja :) Biblioteczna. A Amerykańskich chłopców dodałem do listy "na zaś", choć autor kompletnie nieznany. Chyba nawet w Wiki go nie ma. Mam nadzieję, że się nie zawiodę ;)

      Usuń
    2. Amerykańskich chłopców czytałam i też mam.)

      Usuń
    3. Czytałam dawno. Temat wtedy był bardziej aktualny niż dzisiaj. Ta wojna był straszna, a książka ją dobrze oddaje.)

      Usuń
    4. Mam wrażenie, iż od tego czasu było wiele nie mniej strasznych.

      Usuń
    5. Zgadzam się. Niemniej wydaje mi się, że te prowadzone przez Amerykanów w Korei i Wietnamie pozostają w mojej pamięci bardziej być może dlatego, że czytałam choćby tę książkę i oglądałam sporo filmów, a po za tym pamiętam lata sześćdziesiąte i protesty przeciwko tym wojnom. Tam po raz pierwszy chyba użyto napalm.
      Każda wojna jest straszna i pozbawiona humanitaryzmu.

      Usuń
    6. Dla mnie od nich straszniejsze są wojny domowe, jak choćby w Rwandzie. Łatwiej mi zrozumieć Amerykanina, z reguły bardziej racjonalistę niż wierzącego, przynajmniej w czynach, który zabija wrogów całkowicie obcych kulturowo, rasowo, wyznaniowo i światopoglądowo, właściwie nawet ich nie zabija, tylko "likwiduje cele" niż chrześcijańskich Murzynów mordujących swych krewnych i sąsiadów przy użyciu maczet, patrząc ofiarom w oczy. W dodatku liczba ofiar była wielokrotnie większa niż w Wietnamie i porównywalna do Korei, pomimo napalmów i innych nowych technologii. Maczety okazały się skuteczniejsze. To samo dotyczy wszelkich czystek etnicznych i wojen domowych. Oczywiście to tylko różnica pomiędzy wielkim złem, a złem jeszcze większym, ale z drugiej strony rzecz biorąc, jest wiele stopni prowadzących do piekła.

      Usuń
    7. I mozna by tak wymieniać.)

      Usuń
    8. Ano. Historia ludzkości, to historia wojen, zabójstw i gwałtów. Na szczęście Cienka czerwona linia ma wydźwięk wybitnie antywojenny, przynajmniej w moim odczuciu :)

      Usuń
  3. Wygląda na to, że nie ma przypadków... Dosyć się wpasowuje w poprzednią lekturę. Tylko pytanie, czy zło jest bliżej rozsądku, czy szaleństwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że tutaj ludzie zaczynają przypominać samosterowne maszyny, które znalazły się w warunkach, do których brak im oprogramowania. Inna sprawa, iż te warunki stworzyli im inni ludzie. A poprzednia lektura, to jakby update do "firmowego" softu, który ładują nam od urodzenia. Tylko tym razem jest to upgrade, które można sobie załadować świadomie, celowo i z premedytacją :)

      Usuń
  4. "Cienka czerwona linia". Mam gdzieś w domu kasetę VHS z tym filmem. Nigdy go nie oglądałem, książki również nie czytałem. Lektura może byłaby ciekawa, gdyby rozważać rolę przypadku w życiu człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że VHS odeszło do lamusa. To był system mniej zachęcający do piractwa, niż obecne rozwiązania. Ale ludziom można wmówić wszystko. I wojnę, i "postęp".

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)