Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Rzeki Hadesu



Rzeki Hadesu

Marek Krajewski


Popularność, dodajmy od razu, iż całkiem zasłużoną, przyniósł Markowi Krajewskiemu cykl klasycznych kryminałów o śledztwach prowadzonych przez przedwojennego wrocławskiego detektywa Eberharda Mocka. Później autor stworzył drugą postać pierwszoplanową – lwowskiego policjanta Edwarda Popielskiego, dla którego rozpoczął nową serię powieściową. W Rzekach Hadesu pisarz postanowił doprowadzić do bezpośredniego spotkania tych dwóch mężczyzn o silnych osobowościach. Co c tego wyszło?

W przedwojennym Lwowie dochodzi do porwania i zgwałcenia nastoletniej dziewczynki. Sprawą zajmuje się oczywiście Popielski. Niestety, sprawca nie zostaje ujęty, choć jego tożsamość udaje się odkryć. Potem przychodzi wojna i w powojennym Wrocławiu, gdzie trafiło wielu byłych Lwowiaków, znów splatają się losy pedofila, który dotąd unikał kary, i Edwarda Popielskiego, który już z policją nie ma niczego wspólnego poza tym, że musi jej unikać jak ognia. Tam pojawia się również Mock, który pomaga Popielskiemu, dzięki czemu oba cykle powieściowe zostają połączone. Jak się to wszystko skończy oczywiście nie zdradzę; odebrałoby to książce wiele.

Rzeki Hadesu, jak wszystkie powieści Krajewskiego, są stylistycznie na najwyższym poziomie. Pod tym względem w polskim kryminale współczesnym jest nasz pisarz klasą samą w sobie. Również dbałość o szczegóły historyczne jest stałym wyznacznikiem jego twórczości. Niestety na szczegółach się kończy i w moim odczuciu autor jest jednak tylko perfekcyjnym rzemieślnikiem. Pomimo dbałości o detale, obraz Lwowa, ale nie ten wizualny, a ów dotyczący rzeczy niepomiernie ważniejszych, czyli przedwojennych realiów społecznych, jest dla mnie nieprzekonujący. Wirtuoz nawet zmyślając wszystko, od początku do końca, potrafi ukazać prawdę, ukazać jak było; jak myśleli ludzie, jak czuli, jakie były mechanizmy społeczne i ukryte sprężyny działania władzy. Zmyślając jest bardziej prawdziwy niż ci, którzy opierając się na realiach nie potrafią odtworzyć niczego, co poza konkrety wykracza. Szkoda, że Krajewskiemu w obecnym podejściu tej zaklętej granicy nie udało się przekroczyć, co nie zmienia faktu, iż w tym kanonie w polskiej literaturze w chwili obecnej jest bezkonkurencyjny. Zaznaczam jednak, że tylko w Polsce i tylko w granicach wąsko pojmowanego kryminału. Gdyby rozpatrywać również sensację i powieść szpiegowską, liderem bym go już nie określił.

Rzeki Hadesu często są określane jako obrzydliwe, makabryczne, odrażające. Ja niczego z tych rzeczy w nich nie zobaczyłem. Owszem – jest to kryminał, ale nie mroczny, jak choćby prześwietne powieści Kena Bruena, tylko brudny. I dobrze; to powiew autentyczności. Kto robi w brudach, ten choćby nie wiem jak chciał, czystym nie pozostanie. Jeśli ktoś chce czytać o zbrodni, niech nie oczekuje przyjemnej rozrywki. Jeśli powiemy, że Rzeki Hadesu są odrażające, to jak nazwiemy choćby American Psycho? Nie szafujmy mocnymi określeniami, by nam ich nie zabrakło wtedy, gdy będą potrzebne. Inna sprawa, że brudów, tych w myślach i ustach postaci powieści Krajewskiego, jest najczęściej zbyt mało. Nawet ludzie ewidentnie prości i z marginesu wyrażają się zbyt cenzuralnie, a myślą wręcz jak literaci.

Jak wspomniałem, w kwestii tła i klimatu społecznego, mechanizmów międzyludzkich i zachowań różnych osób w zmiennych warunkach, Rzeki Hadesu wypadają słabo. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę specyfikę gatunku, czyli powieść nieporównanie bliższą kryminałowi w stylu Conan Doyle’a niż choćby współczesnemu kryminałowi skandynawskiemu, to wówczas należy tę powieść ocenić całkiem odmiennie. Nikt przecież nie zarzuca westernowi infantylności scen pojedynków przed saloonem, więc i klasycznemu kryminałowi nie sposób wytykać zbyt mocno pewnej charakterystycznej płytkości. Rzeki Hadesu to kawał dobrego pisarskiego rzemiosła i po uwzględnieniu ograniczeń kanonu jest to rzecz w gruncie rzeczy do polecenia, ale raczej tylko i wyłącznie miłośnikom takiej właśnie odmiany gatunku, niż dobrej literatury w sensie bardziej ogólnym, tym bardziej, iż nawet wcześniejsze powieści autora, jak choćby Festung Breslau, wypadają bardziej przekonująco niż ta właśnie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że za dużo w Rzekach Hadesu zagrań pod publiczkę, jak choćby przejaskrawiona polskość Lwowa czy zalatujący serialem Czas Honoru obraz powojennej rzeczywistości zogniskowany na niedobitkach AK i zaprzedanej ZSRR polskiej służbie bezpieczeństwa. Może to tylko takie moje odczucia, niemniej jednak mam wrażenie, iż uwzględniając wszelkie aspekty, nie jest to książka, którą z czystym sumieniem mógłbym polecić komukolwiek poza zagorzałymi miłośnikami kryminałów. Niestety, gdyż tego pisarza stać na więcej, czego już dawał dowody


Wasz Andrew

czwartek, 15 listopada 2012

dawne dobre czasy



(…) starożytni Grecy mieli bóstwa pijaństwa i radości, Bachusa i Dionizosa. My za to mamy Freuda, kompleks niższości i psychoanalizę.
 

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny

"Drogi wyobraźni" Hella S. Haasse - Szlaki umysłu

Okładka książki Drogi wyobraźni 

Drogi wyobraźni

Hella S. Haasse

Tytuł oryginału: De wegen der verbeelding
Tłumaczenie: Zofia Klimaszewska
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Liczba stron: 128
 
 
 
 
 
Hella S. Haasse, to urodzona w 1918 roku w Batawii (Indie Holenderskie a obecnie Dżakarta) holenderska powieściopisarka. Wydana w 1983 roku książka Drogi wyobraźni to moje pierwsze spotkanie z autorką, która, jeśli wierzyć wydawcom, uważana jest za jedną z najlepszych dam pióra w Holandii. O prawdziwości tych słów świadczyć mogą zresztą nagrody, którymi uhonorowano panią Haasse, spośród których można wymienić: otrzymaną w 1981 roku Nagrodę Literacką im. Constantijna Huygensa za całokształt twórczości, uzyskaną w 1984 Nagrodę P.C. Hoofta, czy, aby pozostać w nieco bliższych koneksjach z teraźniejszością, nadaną w 2004 roku, a więc już w XXI wieku, Prijs der Nederlandse Letteren. Jeśli tego byłoby mało na udowodnienie tezy, że Hella S. Haasse wielką pisarską jest, dodać można jeszcze, że nazwisko pani Haasse wymieniane jest dość często przy wskazywaniu kandydatów do uzyskania literackiej Nagrody Nobla. Wszystko to stwarza dość imponujące wrażenie, przyznaję się jednak, że sięgając po Drogi wyobraźni, nazwisko Haasse kompletnie nic mi nie mówiło, o wcześniej twórczości pisarski nie słyszałem nic, a o wyborze książki zadecydował, chyba na równi, ślepy traf oraz śmiesznie niska cena* (5 zł w Matrasie).

środa, 14 listopada 2012

wiara i tolerancja




Wiara łatwo się zmienia w fanatyzm. Dlatego religie kosztowały zawsze tyle krwi. (…) Tolerancja (…) jest córką wątpliwości.

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny

wtorek, 13 listopada 2012

Aborcja






Z powodu kilku bezsensownych przepisów tyle młodych istnień skazanych jest na zabiegi fuszerów zamiast pomocy lekarza. A czyż się przez to rodzi więcej dzieci? Kto nie chce mieć dziecka, zawsze da sobie radę, z prawem czy wbrew prawu. Jedyna różnica w tym, że każdego roku rujnuje się zdrowie tysięcy matek.

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny - powieść wydana po raz pierwszy w 1945, a cytat niestety nie traci na aktualności...

czwartek, 8 listopada 2012

Słuchowisko o Ruskim Doktorze

Okładka książki Chłopiec z Salskich Stepów 

Chłopiec z Salskich Stepów

Igor Newerly

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 222




Pisząc co nie co o książce Igora Newerlego Zostało z uczty bogów, wspominałem, że autor był postacią nietuzinkową, który w życiu imał się niejednego zawodu (stolarz, dyrektor Instytutu Produkcji, nauczyciel robót ręcznych, osobisty sekretarz Janusza Korczaka, redaktor pisma Mały Przegląd, szklarz) i który niejedno przeżył (rewolucję w Rosji, aresztowanie przez Gestapo oraz wizytę na Pawiaku, czy pobyt w Majdanku oraz Oświęcimiu). Swoje młodzieńcze przygody autor opisał we wspomnianej pozycji Zostało z uczty bogów, które akcja kończyła się wraz z dotarciem Newerlego, przez płonącą w ogniu rewolucji Rosję, do granic II Rzeczpospolitej. Powieść Chłopiec z Salskich Stepów, którą chciałbym dziś nieco przybliżyć, opowiada o znacznie późniejszych doświadczeniach, tych nabytych w trakcie pobytu w Majdanku. Głównym bohaterem powieści, w której zawarto historię niemal całego życia tytułowego chłopca nie jest jednak Newerly, a jego bliski przyjaciel, doktor, zwany Ruskim Doktorem, poznany w obozie zagłady w Majdanku.

Na wstępie należy od razu wyjaśnić kilka kluczowych rzeczy. Igor Newerly przebywając w obozie zagłady w Majdanku, poznał radzieckiego lekarza Diegtiariewa, z którym bardzo szybko się zaprzyjaźnił. Ruski Doktor, zwany też Doktorem Wową opowiedział Newerlemu praktycznie całe swoje życie, począwszy od wczesnego dzieciństwa, a na walkach z Niemcami w trakcie II Wojny Światowej, skończywszy. Newerly słuchał całkiem uważnie swojego przyjaciela, ale chyba nie przypuszczał, że kiedyś przyjdzie mu spisać te opowieści – uczynił to dopiero 4 lata później, gdy wojenne piekło się zakończyło. Książka powstała nieco z przypadku, wynikała bardziej z potrzeby chwili niż z przemyślanego działania. Newerly, poproszony o napisanie swoich wspomnień obozowych, z których miały powstać kolejne odcinki radiowego słuchowiska, sprezentował kilka tekstów, w których głównym bohaterem był właśnie Ruski Doktor. Z czasem teksty zaczęły pęcznieć, a całość rozrosła się na tyle, że wydawnictwo Czytelnik zaproponowało wydanie książki. Trzeba wspomnieć o jednej istotnej kwestii – owe 4 lata, które upłynęły od toczonych przez Diegtiariewa opowieści do publikacji książki, dały się nieco we znaki Igorowi Newerlemu, który część rzeczy skradzionych przez ulotną pamięć, dopowiedział sam, a część nieco podkoloryzował. W efekcie otrzymaliśmy powieść, która w ogromnej mierze bazuje na historii życia Diegtiariewa, nie jest jednak w żadnym wypadku jej wiernym odwzorowaniem.

Newerly zmienił nawet nazwisko (na Diergaczow) swojego głównego bohatera. Było to działanie celowe, zamierzone i głęboko przemyślane – w przypadku, gdyby Diegtiariew vel Diergaczow przeżył obozowe piekło, groziło mu realne niebezpieczeństwo ze strony Wujka Stalina, który do więźniów obozów koncentracyjnych nie pałał zbyt wielką miłością. Obywatela ZSRR, który żywcem trafił do wrogiej niewoli często traktowało się jak zdrajcę. Przezorny Newerly, wiedzący przecież całkiem sporo o sowieckiej Rosji, ukrył swojego przyjaciela pod zmyślonym nazwiskiem. W tym konkretnym przypadku, była to jednak niedźwiedzia przysługa, wyświadczona przez Newerlego. Ruski Doktor, którego zresztą nasz polski pisarz próbował bezskutecznie odnaleźć, by w końcu stwierdzić, że wojny prawdopodobnie nie przeżył, zgodnie z obawami Newerlego musiał odpowiedzieć za wizytę w obozie koncentracyjnym. Nie został na szczęście zesłany do łagru, trafił za to na wygnanie – przez kilka lat pracował jako weterynarz na Salskich Stepach. Taki stan rzeczy trwał, dopóki uparta tłumaczka powieści na język rosyjski, Zinaida Szatałowa, nie odnalazła wreszcie tytułowego chłopca. Dzięki temu, w roku 1957, a więc prawie 10 lat od momentu publikacji Chłopca z Salskich Stepów, Diegtiariew z dnia na dzień z osoby wyklętej, wyrzuconej z partii, wegetującej poza nawiasem społeczeństwa, stał się bohaterem narodowym. Wszystko to oczywiście za sprawą powieści Igora Newerlego, który celowo przekręcił nazwisko Diegtiariewa, by chronić go przed gniewem Stalina – typowa ironia losu, który spłatał niemiłego figla obu panom.

Na podstawie kilku przytoczonych faktów, widzimy jak na dłoni, że same losy książki, jej bohaterów, autora, etc., to wspaniały materiał na napisanie następnej powieści. Newerly po tylu latach jałowych poszukiwań w końcu spotyka swojego bliskiego przyjaciela, którego zaliczył już w poczet ofiar wojny, wspólnie podróżują po Polsce, wygłaszając cykl wykładów, wreszcie też Newerly dopytuje Diegtiariewa o kwestie, które nurtowały go, gdy pisał książkę, a których nie mógł sobie do końca przypomnieć – przy okazji polski pisarz przekonuje się, o jak wielu interesujących rzeczach w ogóle nie wspomniał, jak wiele przekłamań wkradło się do jego literackiego dzieła. Świetna historia ze szczęśliwym zakończeniem, będąca żywym dowodem na prawdziwą polsko-radziecką przyjaźń.

A co do samej książki, o której właściwie mógłbym już chyba nic nie pisać, to z pewnością jest to lektura żywa, ciekawa i wielce interesująca. Napisana plastycznym językiem, z którego promieniuje ciepło wspomnień osoby Ruskiego Doktora, przeplatana pięknymi opisami przyrody, niebanalnymi dialogami, ze starannie odmalowanymi ludzkimi charakterami, stanowi godzien uwagi zapis na temat historii II Wojny Światowej, czy obozowej codzienności. W domyśle słuchowisko, w oparciu o które powstała powieść, skierowane było pod adresem ludzi młodych, stąd też Chłopiec z Salskich Stepów nie jest lekturą przerażającą, straszną, budzącą grozę, czy wstręt. Newerly bardzo umiejętnie sportretował okropności, do których jest w stanie posunąć się człowiek, zrobił to jednak w taki sposób, że czytelnikowi nie odbiera się do końca wiary w ludzi. Na tle obozowego piekła, szczególnym blaskiem świeciły wartości humanitaryzmu, czy głębokiego altruizmu, których można było doszukać się u całkiem sporej rzeszy uwięzionych. Wydaje mi się, że za to należy się szczególny szacunek dla Newerlego – przeszedł on przez prawdziwe piekło na ziemi, był świadkiem największego upodlenia gatunku ludzkiego, a mimo to nigdy nie epatuje tym faktem, nie stara się na siłę szokować czytelnika. Oczywiście Newerly nie posuwał się do trywializacji sprawy i prezentowania czarno-białego obrazu, w którym to hitlerowski żołnierz jest zawsze oprawcą, a więzień szlachetnym człowiekiem, znoszącym wszystkie okropności. Polski pisarz zwraca uwagę, że często gorszym oprawcą oraz katem od niemieckiego wojaka okazywał się rodak. Niekiedy to właśnie essesman występował w roli sprawiedliwego, który nie dopuszczał do rozlewu krwi. Newerly wyraźnie podkreślał, że w czasie wojny to nie narodowość decydowała o postępowaniu człowieka, a jego moralna odporność na palącą żądzę przeżycia, nawet kosztem innych, była kwestią siły charakteru i ludzkiej szlachetności.

Reasumując, Chłopiec z Salskich Stepów to bardzo ładna książka, będąca żywym świadectwem Igora Newerlego. Jest to również pozycja ważna, jeśli weźmie się pod uwagę stale rosnące tendencje do przekłamywania historii, negowania istnienia obozów zagłady, czy modnych w dalszym ciągu polskich obozów śmierci. Wreszcie jest to powieść, która przypomina, że to człowiek powinien być przedmiotem i podmiotem postępu, a nie urządzenia, czy technologie, które z powodzeniem można zastosować w niesieniu zagłady.

sobota, 3 listopada 2012

Dom pełen sekretów, czyli "Dom ciszy"

Okładka książki Dom ciszy 

Dom ciszy

Orhan Pamuk

Tytuł oryginału: Sessiz Ev
Tłumaczenie: Anna Akbike Sulimowicz
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 408




Nazwisko Orhana Pamuka, tureckiego noblisty znane mi jest nie od dziś. Pamiętam nasze pierwsze spotkania jeszcze w Empiku, kiedy to wykładając kolejne książki jego autorstwa i układając je w zgrabne rządki na sklepowych półkach, obiecałem sobie, że w końcu którąś z nich zakupię i przeczytam. Wiadomo jednak, że Nobel troszkę onieśmiela, buduje jakąś niewidzialną barierę pomiędzy autorem a potencjalnym czytelnikiem, stąd też moje obiecanki przemieniały się niepostrzeżenie w nieskończone przekładanie powziętego zamiaru. O, szczęśliwe jest życie ludzi, którzy czytają i znają twórczość danego pisarza czy też poety, zanim ten dostanie słynną nagrodę Szwedzkiej Królewskiej Akademii Nauk. Wydaje się, że po Noblu, zaznajamianie się z dziełami artysty przychodzi znacznie trudniej – często proces ów skażony jest nutką przymusu, przykazu, że płody myślowego tego a tego słynnego jaśnie pana znać po prostu wypada. Sam autor zaś staje się postacią posągową, marmurową, bardziej niż człowieka, zaczynamy postrzegać go, jako instytucję, niedostępną dla zwykłych czytelników. Śmiało mogę zatem rzec, że nie wiem, czy w tym życiu przeczytałbym jakąkolwiek książkę Pamuka, gdyby nie serwis Lubimyczytac.pl, na łamach którego to, udało mi się wygrać podwójne zaproszenie na spotkanie z tureckim literatem właśnie. Był on jednym z gości, odbywającego się w Krakowie Festiwalu Josepha Conrada. Szybka wizyta w księgarni, błąkanie wzrokiem po okładkach (Pamuk za sprawą Wydawnictw Literackiego ma już całkiem pokaźną kolekcję swoich książek w naszym kraju) i wreszcie wybór padł na Dom ciszy, jedną z pierwszych książek pisarza, którą, jak sam stwierdza na okładce, młodzież darzy największą sympatią.

Dom ciszy powstał w roku 1983 i właśnie w latach osiemdziesiątych rozpoczynamy wspólną podróż po ojczyźnie Pamuka, Turcji. Wspólnie z trójką młodych ludzi wyruszamy na letnie wakacje do podstarzałej, chylącej się powoli ku upadkowi rezydencji, znajdującej się pod Stambułem, zamieszkałej przez równie wiekową staruszkę, babcię Fatmę, której usługuje karzeł Recep.

Pamuk zastosował w Domu ciszy bardzo ciekawy zabieg – każdy z rozdziałów pisany jest z perspektywy jednego z bohaterów, w formie pierwszoosobowej narracji. Dzięki temu poznajemy najskrytsze myśli oraz wszelkie sekrety Fatmy, Recepa, Faruka, Nilgün, Metina oraz bratanka karła, Hassana.

Za sprawą wspomnień Fatmy, wdowy po lekarzu-idealiście Selahattinie, jesteśmy świadkami przemian politycznych zachodzących w Turcji na początku XX wieku. Zmiany u steru władzy, liczne przewroty, doprowadziły wreszcie do tego, że Imperium Osmańskie zrzuciło z tronu swoich sułtanów, próbując wzorem Zachodu przyjąć demokrację i żyć wg jej zasad. Doktor Selahattin to najlepszy przykład zachodzących w Turcji zmian. On sam, powtarzający przy każdej okazji niczym mantrę zdanie, że Boga nie ma, był ateistą, głęboko wierzącym w naukę i postęp, których uosobieniem była dla niego Zachodnia Europa. Selahattin, wypędzony ze Stambułu przez Mehmeda Talata Paszę, działacza młodotureckiego odpowiedzialnego za eksterminację Ormian, za cel swojego życia wyznaczył sobie wydobycie z mroków ciemnoty oraz zabobonu prostego ludu tureckiego. Stąd właśnie pomysł na stworzenie wiekopomnego dzieła, wydanej w języku tureckim Wielkiej Encyklopedii Wschodu, która wzorem Wielkiej Encyklopedii Francuskiej, zawierałaby w sobie wszelkie mądrości, spłodzone przez zachodni świat. Utopijna misja zabiera Selahattinowi całe życie, którego oczywiście nie starcza, by ukończyć naukową wieżę Babel. Schedę po Selahattinie przejmują syn oraz najstarszy wnuk – oboje, na swój własny sposób pragną dokonać głębokich przemian społecznych jak i mentalnych w tureckim społeczeństwie. Wszyscy ponoszą klęskę, a ich marzenia roztrzaskują się z hukiem o mur tureckiej rzeczywistości, wszyscy zamieniają się w wypalonych idealistów, regularnie zaglądających do butelki, aby chociaż przez chwilę zapomnieć o druzgoczącej porażce, którą ponieśli.

Z kolei Fatma to idealne przeciwieństwo swojego męża, którego uważała za wcielenie diabła. Wychowana w duchu tureckiej tradycji, pozostaje jednak posłuszna mężowi, nie buntując się otwarcie wobec jego szarlatańskich praktyk. Z biegiem czasu, Fatma coraz bardziej zamyka się w sobie, tracąc kontakt zarówno z mężem, jak i z otaczającą ją rzeczywistością. We wszystkim dopatruje się podłości, zła, moralnego brudu – sama, pragnąc pozostać czystą, zaczyna prowadzić egzystencję skorupiaka, żyjąc wspomnieniami oraz wewnętrznymi przemyśleniami, które nigdy nie oglądają światła codzienności. W konsekwencji pozostaje zmurszałą, apodyktyczną oraz surową staruszką, postrzegających wszystkich, z wyjątkiem siebie, za istoty grzeszne oraz godne potępienia.

Pozostali bohaterowie to ludzie młodzi, wychowani w coraz bardziej zlaicyzowanej Turcji. Widać to szczególnie na przykładzie wnuków Fatmy. Metin to inteligentny, ambitny, mający żal do starszego rodzeństwa o nieporadność i niegospodarność, licealista, którego marzeniem jest wyjazd na studia do Stanów Zjednoczonych. Zarabiający dzięki korepetycją, obraca się w środowisku bogatych i zepsutych tureckich nastolatków, którzy nie potrafią poradzić sobie z towarzyszącą im bezustannie nudą. Nilgün, pochłaniająca bez przerwy książki, to urokliwa studentka socjologii o lewicowych zapatrywaniach. Łączy ją bardzo zażyła więź ze starszym bratem Farukiem, wypalonym zawodowo historykiem, od którego odeszła żona. Komplet uzupełnia Hassan, o rok młodszy od Nilgün, zagubiony chłopiec, który w poszukiwaniu ideałów trafia w końcu pod skrzydła narodowców, prowadzących regularne starcia z sympatykami komunistów.

Opisując przemyślenia, przeżycia oraz przygody najmłodszych bohaterów powieści, Pamuk znakomicie obrazuje jak bardzo zdeformował się sen doktora Selahattina o zmianie mentalności Turków. Owszem, młodzi ludzie w niczym nie przypominają już Fatmy, nie w głowach im religia oraz szacunek dla starszych. Coraz bardziej przypominają oni Europejczyków, którzy nie mogąc odnaleźć celu swojego życia, bezmyślnie oddają się rozrywkom, cielesnym uciechom oraz używkom.

W Domu ciszy Pamuk bardzo trafnie odmalował sylwetki młodych ludzi, którzy dojrzewając, pragną zdefiniować własną tożsamość oraz odnaleźć swoje miejsce w świecie. Książka w ogromnej mierze poświęcona jest właśnie owym poszukiwaniom, którym towarzyszą przemyślenia, rozterki, refleksje, problemy.

Motywy postępowania każdego z bohaterów, dzięki zabiegowi pierwszoosobowej narracji, możemy w mniejszym lub większym stopniu zrozumieć, a przez to usprawiedliwiać. Pamuk pokazuje jak na dłoni, że działania każdej istoty ludzkiej są wynikiem pewnych pobudek, mają swoje przyczyny, źródła, z czego na co dzień, chyba jednak nie do końca zdajemy sobie sprawę. Autor obrazowo przekonuje, że każdy odbiera świat oraz płynące z niego bodźce w sposób indywidualny i niepowtarzalny, interpretując zachodzące wokół wydarzenia według własnego klucza. Stąd też wynikają wszelkie nieporozumienia, waśnie, wzajemne żale, niedomówienia oraz pretensje – z jednej strony nie jesteśmy w stanie w pełni wyrazić naszych własnych uczuć, często w sposób wielce niezdarny staramy się przekazać nasze myśli, z drugiej zaś strony nie dokładamy wystarczająco dużo wysiłku, by w pełni uzmysłowić sobie, co też stara się nam powiedzieć druga osoba. Wydaje się, że tak właśnie rodzi się większość ludzkich dramatów – wzajemna niemoc komunikacyjna, która prowadzi w efekcie do nierozumienia wzajemnych działań, stąd też poczucie obcości i alienacji.

Przyznaję szczerze, że Dom ciszy, mimo, że jest to pozycja dość mroczna, momentami przygnębiająca i smutna, przekonał mnie do pióra Orhana Pamuka. Bardzo dobry warsztat pisarski, ciekawa tematyka, obrazująca kompleks niższości Turków wobec potężnej kultury Zachodu, ujęta w karby powieści historia przemian społecznych, zachodzących w kraju nad Bosforem – wszystko to sprawia, że do prozy Pamuka chce się wracać. Jestem zatem głęboko wdzięczny serwisowi Lubimyczytac.pl za możliwość poznania osoby wybitnego noblisty oraz jego dzieł.