piątek, 31 stycznia 2020

Penelope Lively "Droga do Lichfield" - O nieznanych epizodach z życia bliskich

Droga do Lichfield

Penelope Lively

Tytuł oryginału: The road to Lichfield
Tłumaczenie: Krystyna Rabińska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Klub Interesującej Książki
Liczba stron: 272







Życie ma to do siebie, że lubi zapędzać nas w koleiny rutyny. Jeśli nie znajdziemy w sobie dość energii, by jak najczęściej spędzać dany dzień zgoła odmiennie od poprzedniego, to równie szybko, co niepostrzeżenie w nasz powszedni byt może zakraść się monotonia. Powtarzalność i wynikająca z niej przewidywalność dają kojące poczucie bezpieczeństwa, które nie wyklucza szczęścia, spełnienia czy satysfakcji. Cóż jednak, kiedy złośliwy los wyrzuca nas z owej strefy komfortu, a my w dodatku uświadamiamy sobie nagle, że nasza ziemska wędrówka przebiega szlakami, których nie do końca sobie życzyliśmy? W takiej właśnie niezbyt przyjemnej sytuacji znajduje się Anna Linton, bohaterka powieści Droga do Lichfield autorstwa brytyjskiej pisarki Penelope Lively (ur. 1933).

W momencie rozpoczęcia utworu w egzystencji protagonistki dochodzi do bardzo ważnego wydarzenia, które okazuje się mieć daleko idące, ale i raczej nieoczekiwane konsekwencje. Anna Linton, kobieta w średnim wieku pracująca jako nauczycielka historii, to przedstawicielka klasy średniej, która wiedzie spokojny żywot w niewielkim angielskim miasteczku. Mąż prawnik oraz dwójka nastoletnich dzieci to składowe familijnej idylli. Sprawy ulegają zmianie, kiedy u ojca Anny zostaje zdiagnozowana choroba Parkinsona. Stadium jest na tyle poważne, że starszy pan trafia do domu całodziennej opieki w tytułowym Lichfield. Schorzenie rodziciela staje się dla Anny początkiem serii wypraw do oddalonej o kilka godzin jazdy samochodem rodzinnej miejscowości – wizyty w ośrodku oraz w opuszczonym przed laty domu stanowią asumpt do zagłębienia się w przeszłość, nie tylko własną i ale i swojego ojca. Ponadto kobieta zawiera znajomość z jednym z przyjaciół taty – nawiązana relacja wywraca do góry nogami dotychczasowe uporządkowane życie.

Dzieło Penelope Lively rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. W ujęciu bardziej kameralnym angielska pisarka stara się przekazać na pozór oczywistą prawdę, że nasi bliźni, nawet ci najbliżsi sprawiający wrażenie doskonale nam znanych, posiadają w swojej biografii rozdziały, które są dla nas niedookreślone, niejasne, ale i zaskakujące (niekiedy te sekrety i tajemnice tkwią (…) w nas jak szlam na dnie stawu [1]). Pozostając w stosunkach z danym człowiekiem znamy go tylko do pewnego stopnia, przede wszystkim przez pryzmat roli, jaką odgrywa w naszej obecności, zapominając przy tym, że owa rola to być może (…) tylko cząstka jego życia [2]. Odkrycie, że ktoś, o kim jak nam się zdaje bardzo dużo wiemy, posiada bagaż doświadczeń i przeżycia, o których nie mamy najmniejszego pojęcia, może być doznaniem szokującym.

Stosując bardziej ogólną perspektywą Penelope Lively koncentruje się na przeszłości, przypominając, że potrafi być ona mocno nieuchwytna, szczególnie, kiedy usiłuje się na nią spojrzeć w sposób logiczny i uporządkowany: Wydarzyło się to, potem tamto, potem jeszcze coś innego. Ale jeśli skupić się wyłącznie na chronologii, nie dostrzega się innego wymiaru wydarzeń i otrzymuje się obraz, który wcale nie jest prawdą ani nawet częścią prawdy [3]. W rozumieniu angielskiej autorki przeszłość to bardziej chaos, gmatwanina, gęstwina, przez którą przedzieramy się wyposażeni w niedoskonałe narzędzia jakimi są pamięć innych, własne wspomnienia czy materialne przedmioty kojarzące się z danymi zdarzeniami (Podawały fakty, lecz fakty nie mówiące całej prawdy [4]). Pozostając przy rzeczach fizycznych, ciekawe jest także spostrzeżenie dotyczące antyków i staroci postrzeganych jako swoiste oswajanie czasu minionego: Społeczeństwa mniej rozwinięte usiłują zjednać sobie przodków, składając im ofiary błagalne; my robimy z nich eksponaty w muzeum czyniąc ich tym samym nieszkodliwymi, traktujemy ich jak rodziców, których ostrzeżenia bezpiecznie można ignorować wiedząc już, że przemoczenie nóg nie musi skończyć się katarem [5].

Droga do Lichfield to także interesująca lektura z racji symboliki, jaką upstrzone są poszczególne karty dzieła. Penelope Lively z chęcią nasyca swoją powieść mniej lub bardziej ukrytymi znaczeniami, które pięknie akcentuję poszczególne wypadki. Źródłem swoistego napięcia już od pierwszych stron jest fakt, że początek procesu odchodzenia ojca Anny przypada na wiosnę, a więc w chwili, gdy cała przyroda na nowo budzi się do istnienia. Starzenie się, ale i wola trwania są reprezentowane przez zdrewniały krzak róży, który niełatwo jest wykopać. Wiekowość, sędziwy wiek uosabia też Dom Splatta, pochodzący sprzed kilkuset lat budynek przeznaczony do rozbiórki, by zrobić miejsce dla nowo powstającego osiedla. O ile krzew mówi nam o uporze i determinacji, o tyle dom Splatta kojarzy się bardziej ze zniedołężnieniem, które wyklucza możliwość normalnego funkcjonowania. Intrygująco wygląda również to jak na przestrzeni lat zmienia się przez nas odbiór tych samych rzeczy – w przypadku Anny jest to katedra w Coventry, która kiedyś wywierała na niej ogromne wrażenie, a obecnie wydaje się zdecydowanie mniej efektowna i wyrafinowana ((…) całość przypomina stodołę [6]). To odmienne spojrzenie na tę samą budowlę dobitnie uzmysławia Annie, że nie jest ona wolna od upływającego czasu.

Na Drogę do Lichfield warto też spojrzeć jako na obraz angielskiego mieszczaństwa z lat 70-tych XX wieku. Autorka szczególną uwagę przykuwa do członków inteligencji, kreśląc staranne portrety psychologiczne wybranych postaci. Cechy wspólne, które rzucają się w oczy to m.in. przywiązywanie wagi do pozorów i właściwej prezencji – dbanie o dobrą opinię wśród znajomych jest na tyle ważne, że wady, grzeszki i momenty słabości członków rodziny akceptowalne są o tyle, o ile nie ujrzą one światła dziennego. Istotne jest również podkreślanie wysokiego statusu majątkowego, czy to poprzez zagraniczne wakacje (rewelacje Anny na temat mnóstwa czekających na odkrycie atrakcji, znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie miasteczka przyjmowane są z ogromnym sceptycyzmem) czy poprzez mieszkanie w odpowiednio wystawnym i gustownym domu. Ponadto w oczy rzuca się nijakość wynikająca z lęku przed przyjmowaniem zdecydowanych postaw czy manifestowania wyrazistych poglądów: Wszyscy oburzmy się – oburzaliśmy – z powodu zimnej wojny, bomby wodorowej, braku mieszkań, zanieczyszczenia powietrza, chleba sprzedawanego już w kromkach albo muzyki nadawanej ciągle i wszędzie. Byle tylko, za wszelką cenę, odsunąć od siebie tematy wymagające samookreślenia [7].

Cały ten literacki materiał zastosowany przez Penelope Lively składa się na zaskakująco dobrą lekturą. Brytyjska pisarka posługując się eleganckim i plastycznym językiem buduje starannie skonstruowane i przemyślane zdania, za pomocą których tworzy na pozór zwyczajną historię kobiety znajdującej się na życiowym rozdrożu. Rozterki i refleksje Anny interesująco współgrają z opisami przyrody czy architektonicznymi detalami – całość stanowi bardzo zgrabną kompozycję poświęconą starości, przeszłości i jej tajemnic oraz niemożności pełnego poznania bliźnich. Tytuł godny przypomnienia w szerszej czytelniczej świadomości.


[1] Penelope Lively, Droga do Lichfield, przeł. Krystyna Rabińska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1990, s. 60
[2] Tamże, s. 146
[3] Tamże, s. 116
[4] Tamże, s. 33
[5] Tamże, s. 222
[6] Tamże, s. 197
[7] Tamże, s. 65

8 komentarzy:

  1. Masz rację, tytuł godny przypomnienia. Treści dobrze nie pamiętam, ale to, że powieść jest dobrze skrojoną obyczajówką - owszem.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podszedłem do książki bez większych oczekiwań i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, co zaproponowała Penelope Lively. Ciekawie nakreślone sylwetki oraz interesujące interakcje zachodzące pomiędzy nimi - powieść bez fajerwerków, ale bardzo przyjemna w lekturze.

      Usuń
  2. Przypomniałeś autorkę tak bardzo wnikliwie i zgrabnie, że:
    - z jednej strony właściwie wszystko już wiem, bo fabuła nie jest skomplikowana, czyli jest to coś dla miłośników powieści "o niczym", ogólnie o życiu, o podróży przez życie;
    - z drugiej zaś strony jestem ciekawa stylu autorki, pięknego języka, kompozycji literackiej; pozycja pociąga mnie swoją "staroświeckością".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, książka nie posiada jakiejś bardzo wyraźnie zaznaczonej puenty czy przesłania, ale uważam, że właśnie z racji na język, sylwetki bohaterów czy kompozycję warto po ten utwór sięgnąć, szczególnie, gdy chcemy przeczytać coś tradycyjnego ;)

      Usuń
  3. Jak rzadko widzi się na blogach recenzje książek z serii KIK... Przeczytałabym powieść ze względu na moją sympatię do tej serii i wątek zagłębiania się w przeszłość, ale niepokoi mnie, że dużo tu „symboliki, jaką upstrzone są poszczególne karty dzieła”. Słowo upstrzone kojarzy mi się negatywnie, z muchami brudzącymi szyby, z dużą ilością czegoś niepotrzebnego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie słówko jest odrobinę niefortunne, ale użyłem go w dobrej wierze, tj. w znaczeniu "pokryć coś pstrokatymi plamami", bo wg karty powieści są wręcz nakrapiane symboliką :) A powieść polecam - w końcu KIK to na ogół gwarancja dobrej lub bardzo dobrej lektury. Ja także darzę tę serię ogromnym sentymentem.

      Usuń
  4. Co prawda obyczajówki to nie do końca moja bajka, ale ta zapowiada się interesująco. I tak to jakoś bywa, że o przemijaniu najdobitniej przypominają nam bliscy. Dzieci i ich szybkie wyrastanie pokazują, jak czas pędzi, a starzenie się rodziców przypomina o własnej kruchości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu należałoby chyba uściślić, że pisząc obyczajówka, bardziej chodzi o książką traktującą o danej grupie społecznej (w tym przypadku o angielskiej klasie średniej), a nie o romansidełko :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)