piątek, 18 stycznia 2019

Simone de Beauvoir "Śliczne obrazki" - Żywot ludzi okładkowych

Śliczne obrazki

Simone de Beauvoir

Tytuł oryginału: Les Belles Images
Tłumaczenie: Czesława i Mirosław Żuławscy
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 148
 
 
 
 
Przywołajmy z pamięci portret rodziny, jakim sukcesywnie karmią nas media oraz reklamowe banery – ona piękna, o posągowych kształtach, z rozmarzonych uśmiechem, z czułością spoglądająca na swoje pociechy, on przystojny, dobrze zbudowany, ufny we własną siłę i mądrość, dzięki którym może chronić najbliższych, a do kompletu dzieci o bystrym i inteligentnym spojrzeniu, darzące bezgranicznym zaufaniem swoich rodziców. Prezentowana grafika na ogół razi sztucznością, bowiem niemal każdy posiadający chociaż trochę życiowego doświadczenia, zdaje sobie sprawę, że takie śliczne obrazki niewiele wspólnego mają z rzeczywistością. Z drugiej strony nie brakuje osobników usiłujących naśladować tego typu wzorce – ale jak z bliska wygląda egzystencja takich pozornie perfekcyjnych ludzi? Ciekawe spojrzenie na to zagadnienie proponuje Simone de Beauvoir, francuska filozofka, feministka i pisarka, autorka powieści Śliczne obrazki.

Główną bohaterką utworu jest Laurence, młoda żona, matka dwójki dziewczynek oraz pracowniczka agencji reklamowej. Na pierwszy rzut oka kobieta prowadzi bardzo szczęśliwy żywot – sukcesy odnoszone na polu zawodowym, zgodność panująca pomiędzy małżonkami czy dobre relacje z dziećmi dopełniają wizerunku spełnionej na każdym polu osobniczki. Jednak Simone de Beauvoir proponuje nam coś więcej niż krótką impresję – francuska pisarka pozwala nam zajrzeć pod kotarę i zobaczyć, jak wygląda szara codzienność, skryta pod cukierkowym obrazkiem.

Kiedy na dłużej skupiamy nasz wzrok na powszednim bycie protagonistki, szybko przekonujemy się, że przy malowaniu tej kolorowej pocztówki w ogromnej mierze posłużono się sztucznością i fałszem. Środowisko, w jakim obraca się Laurence to grupa zblazowanych i próżnych ludzi, przeświadczonych o własnej wyjątkowości i niepowtarzalności, uwielbiających popisywać się przed sobą nawzajem. Fasadowość i efekciarstwo to kwestie, do których przywiązuje się ogromną wagę (Dominika wkłada kostium od Balenciagi. Nigdy nic od Coco Chanel, wydaje się majątek po to, by wyglądać jak ktoś, kto ubiera się na pchlim targu [1]), a naczelna zasada, jaką warto kierować się w życiu zdaje się zawierać w stwierdzeniu: Dlaczego się jest? To nie mój problem. Jest się. Chodzi o to, żeby tego nie dostrzegać, wziąć rozpęd i biec miarowo aż do śmierci [2]. Składową krajobrazu jest także płytkość i powierzchowność międzyludzkich kontaktów, które ograniczają się do wymiany nieistotnych informacji i serwowania oklepanych formułek (Dominika zadaje pytania z zasady, ale uważałaby za brak dyskrecji, gdyby Laurence odpowiadała jej w sposób niepokojący czy po prostu szczegółowy [3]). Tyle, że wegetowanie w ten sposób na dłuższą metę jest w zasadzie niemożliwe – prędzej czy później na skutek zadziałania choćby przypadkowego bodźca człowiek zaczyna z dystansem spoglądać na swoją egzystencję, próbując dokonać rozrachunku czy bilansu, a wówczas wtedy pojawiają się niewygodne pytanie natury: po co? w jakim celu? dokąd? Taka właśnie sytuacja staje się udziałem Laurence, która stara się zrozumieć dlaczego jej dotychczasowy żywot nie daje jej ani satysfakcji, ani poczucia szczęścia czy spełnienia.

Proza Simone de Beauvoir z racji przyjętej tematyki nie obfituje w zbyt wiele akcji. Fabularny ciężar położony został na przeżycia wewnętrzne protagonistów oraz prowadzone przez nich dyskusje, związane z różnorodną problematyką, począwszy od spraw socjalno-architektonicznych, poprzez takie ogólniki jak pokój na świecie, a  na wątkach filozoficznych oraz futurologicznych kończąc.

Niepoślednią rolę odgrywa też motyw błędów popełnianych przez naszych rodziców, które bezwiednie powielamy, mimo iż szczerze staramy się tego uniknąć. Francuzka artystka sygnalizuje jak trudno jest wyrwać się ze schematu, do jakiego wtłacza się nas od najmłodszych lat oraz jakim samozaparciem i umysłową dyscypliną trzeba się wykazać, by dojrzeć te krępujące nas więzy. Ponadto autorka ciekawie zwraca uwagę jak łatwo jest wyrządzić krzywdę dziecku, mając na względzie jego dobro – próba uchronienia potomstwa przed światem zewnętrznym i zagrożeniami, jakie ze sobą niesie, poprzez chowanie pod kloszem mogą skutkować wychowaniem osobnika, który nie potrafi wyrażać swoich uczuć, brać odpowiedzialności za swoje czyny czy podejmować samodzielnych wyborów.

Ciekawy jest też styl, w jakim utrzymano Śliczne obrazki. Pierwsze strony dzieła sugerują, że mamy do czynienia z dziełem, w którym nie brak literackich eksperymentów. Zasadne wydają się chociażby nawiązania do nowej powieści, jako, że czytelnik raczony jest relacją, która (siłą rzeczy – nieudolnie) dąży do tego, by pochwycić i odtworzyć wszystko, co dzieje się w danym momencie. Zasypywani jesteśmy wszelakiej maści detalami (wypowiedzianemu zdaniu mogą towarzyszyć reakcje słuchaczy, aktualna pogoda, rodzące się w głowach interlokutorów refleksje czy inne mało istotne okoliczności, w jakiej rozgrywa się cała scena), w efekcie czego odmalowywany incydent ulega mocnemu zaciemnieniu. Tyle, że ten informacyjny sztorm zahaczający o przesyt i stłamszenie urywa się bardzo gwałtownie, by już po kilku stronicach przejść w niemal tradycyjną opowieść, która tylko z rzadka zaburzana jest przez płynne przejścia z narracji trzecio- w pierwszoosobową. Bardziej konsekwentne są zabiegi polegające na sukcesywnym podkreślaniu przez narratorkę, że do zdarzeń dokładnie takich jak te opisywane, może dochodzić w tym samym czasie, tyle, że w innych miejscach. Można odnieść wrażenie, że w ten sposób Simone de Beauvoir pragnie zaznaczyć, że wtórność, schematyczność i banał to składowe niejednego życia – w końcu męski kryzys wieku średniego przejawiający się potrzebą związku ze znacznie młodszą kochanką, poszukiwanie złudzeń na swój temat w oczach innych czy duchowy kryzys wywołany poczuciem pustki i bezcelowości to materia, z której utkana jest niejedna rzeczywistość.

Reasumując, Śliczne obrazki, to krótka (polskie wydanie liczy 148 stron), ale i interesująca lektura, która przypomina, że człowieczy byt to nierzadko farsa i maskarada – otoczenie wtłacza nas w gotowe szablony, wymuszając ściśle określone modele zachowań oraz skłaniając do odgrywania jednej z kilku przygotowanych dla nas ról ((…) godność, pogoda, odwaga, szacunek dla samej siebie, robić dobrą minę, zachowywać się z klasą, grać piękną rolę [4]). Jednak na fundamentalne pytanie po co to wszystko? próżno u Beauvoir szukać odpowiedzi – niestety (albo na szczęście), ale tę lekcję każdy musi przerobić samodzielnie.


[1] Simone de Beauvoir, Śliczne obrazki, przeł. Czesława i Mirosław Żuławscy, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1968, s. 15
[2] Tamże, s. 37
[3] Tamże, s. 16
[4] Tamże, s. 43

6 komentarzy:

  1. Ciekawą postać wyszukałeś spośród autorów wydawanych w PIW-owskiej serii w latach 60-tych. Chętnie przeczytałabym jakąś biografię tej ikony feminizmu. Kiedyś w Polsce zupełnie inaczej czytało się jej książki, bo świat bogatej francuskiej burżuazji był odległy o lata świetlne od polskiej, szarej rzeczywistości. Teraz tematy związane z "życiem na pokaz" stały się aktualne. Najbardziej zainteresował mnie motyw wychowywania dzieci i niemożliwości uwolnienia się od schematów/błędów stosowanych przez naszych rodziców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Śliczne obrazki" pochodzą z serii "Proza Współczesna" - bardzo ją sobie cenię, bo można znaleźć tam całym ogrom interesujących tytułów.

      Biografii de Beauvoir nie czytałem, ale na półce mojej dziewczyny leży sobie dość opasły esej pt. "Starość" i od dłuższego czasu zamierzam się z nim zmierzyć.

      A w "Ślicznych obrazkach" jest kilka interesujących tematów tyle, że nie zostały one jakoś mocno zgłębione. Dzieło jest b. krótkie i z tego względu wiele kwestii zostało tylko muśniętych, zasygnalizowanych, napoczętych.

      Usuń
  2. Nie pierwsza to książka, która udowadnia, że konsumpcjonizm do niczego dobrego nie prowadzi. Nasuwa mi się od razu "Amerykańska sielanka" Rotha. Nie czytałam jednak jeszcze książek S. de Beauvoir, więc nie wiem czy do końca skojarzenie trafione...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja z kolei czytałem tylko jedną książkę Rotha ("Wzburzenie"), więc trudno czynić mi jakiekolwiek porównania. Chociaż patrząc na te dwa tytuły ("Śliczne obrazki" i "Wzburzenie") stwierdziłbym, że proza Amerykanina jest odrobinę bardziej kunsztowna i wyrafinowana.

      Usuń
  3. "Chodzi o to, żeby tego nie dostrzegać, wziąć rozpęd i biec miarowo aż do śmierci." Pięknie ujęte. Wydaje mi się, że bardzo dużo ludzi dziś kieruje się taką zasadą, ale nie mają tego świadomości. Brak im w tym pędzie czasu na autorefleksję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a konsumpcjonizm tylko katalizuje tę bezmyślność i ślepy pęd - założenie jest chyba takie, żeby człowiek otaczał się dobrami materialnymi, nie zastanawiając się zbytnio nad resztą ;)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)