piątek, 27 października 2017

Majgull Axelsson "Pępowina" - Pęta przeszłości

Pępowina

Majgull Axelsson

Tytuł oryginału: Moderspassion
Tłumaczenie: Katarzyna Tubylewicz
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 296 (tom I) + 256 (tom II)





Przeszłość to bagaż, który człowiek dźwiga ze sobą przez całe życie. Jego ciężar zależy od charakteru przeżyć, przez które przeszliśmy. Balast jest tym większy, im trudniejsze i nieprzyjemniejsze są nasze wspomnienia. W takich przypadkach zrozumiała jest pokusa, by porzucić to, co zostało za nami, o czym myślenie powoduje ból i rozpacz.  Ale przeszłości nie można odrzucić, zanegować, wymazać, nie sposób w pełni wyzwolić się z jej pęt – przekonują się o tym bohaterowie powieści Pępowina, autorstwa Majgull Axelsson, szwedzkiej dziennikarki i pisarki.

Utwór przywodzi na myśl pokraczny konglomerat, którego ramy wyznaczają losy pozornie zupełnie odmiennych i niepasujących do siebie ludzi. Jeśli jednak lepiej przyjrzeć się sylwetkom wykreowanym przez Axelsson, możemy dostrzec piętno decydujące o wspólnocie doświadczeń – niemal wszyscy protagoniści przewijający się na kartach dzieła to osobnicy będący według własnej oceny ludźmi przegranymi, których żywot potoczył się niewłaściwymi drogami, i który naznaczony jest błędnymi decyzjami oraz nieprawidłowymi wyborami. Jątrzącą się raną, z której sączą się największe traumy oraz autokrytycyzm okazują się kontakty rodzinne, skażone nieporadnością i ignorancją, nadgorliwością oraz niezrozumieniem. Autorka odsłania przed czytelnikiem bogatą galerię chimerycznych i niezdrowych  relacji, które stają się źródłem późniejszych klęsk i niepowodzeń.

Książka odczytywana w tym kontekście to uświadomienie nam, w jak wielkim stopniu nasza osobowość jest kształtowana przez wcześniejsze doznania. Epizodów, które stały się naszym udziałem nie można po prostu wymazać, podobnie zresztą jak wzorców, przejętych od ojców oraz matek, którymi przesiąkła nasza podświadomość. Axelsson umiejętnie pokazuje, że stosunkowo łatwo jest ganić naszych rodziców oraz pogardzać tym, kim się stali, ale znacznie trudniej jest nie powtarzać ich zachowań oraz unikać popełnionych przez nich błędów. Wiele postaw, które przyjmujemy oraz schematów, do jakich się odnosimy w danej sytuacji, tkwi w nas tak głęboko, że nie zdajemy sobie sprawy, że w określonych okolicznościach można postąpić inaczej – dopiero dojrzewając, kiedy coraz efektywniej obserwujemy i przetwarzamy bodźce płynące do nas z otaczającego nas świata, przychodzi stopniowe zrozumienie. Odkrywamy kolejne poziomy i aspekty rzeczywistości, dowiadując się przy tym, że człowieczy byt to wypadkowa skomplikowanych interakcji, wśród których znajdują się: środowisko, w jakim się obracamy, oraz w którym zostaliśmy wychowani; materiał genowy, jakim zostaliśmy obdarzeni oraz związki z naszymi najbliższymi, mające niemały wpływ na to jak postrzegamy nasze otoczenie (oraz jak jesteśmy przez nie postrzegani). Niestety zgłębienie tych wszystkich prawideł jest na ogół na tyle czasochłonne, że najważniejsze wnioski wyciągamy dopiero na starość (albo wcale), kiedy wiele spraw przyjmuje na tyle niefortunny obrót, że ze zdobytej wiedzy nie sposób zrobić należytego użytku.

Z tego powodu świadome budowanie własnej tożsamości okazuje się niezwykle trudnym wyzwaniem, któremu podołać zdołają jedynie nieliczni. Oprócz wspomnianych przeszkód w postaci obciążeń z dzieciństwa dochodzi jeszcze presja ze strony danej społeczności, by dostosować się do panujących w niej zasad, przestrzegać różnorakich rytuałów czy unikać tematów tabu. Z tego względu dość ironicznie brzmią słowa jednej z protagonistek, która stwierdza: Nie sądzę, że wszystko musi być fatalne tylko dlatego, że miało się fatalne dzieciństwo. Naprawdę można stworzyć siebie samą [1] – proza Axelsson wydaje się być zaprzeczeniem tej konstatacji, bolesnym pstryczkiem w nos, będącym karą za zbyt wysokie mniemanie o własnej sile.

Dzieło szwedzkiej pisarki jest mocno pesymistyczne w wymowie, a przy tym bardzo mroczne, bowiem ukazano w nim te części ludzkiej duszy, które najczęściej są skrywane przed światem zewnętrznym. Axelsson dość brutalnie traktuje swoich bohaterów, przeprowadzając na nich swoistą wiwisekcję, rozkrajając kolejne części wciąż odczuwającego ból organizmu i wydobywając na światło dzienne to, co plugawe, ohydne i obrzydliwe. Fetor bijący od wybebeszonych wnętrzności dusi i otumania, ale jednocześnie wzbudza niezdrową fascynację – czytelnik łapczywie przewraca karty powieści, pragnąc przekonać się jak głęboki może być kloaczny dół, w jakim nurza się człowiek upadły. Z drugiej jednak strony trzeba mieć na uwadze fakt, że bezceremonialna prezentacja wszelkich stanów upodlenia zawiera w sobie całkiem ważki cel, bowiem w Pępowinie zasygnalizowano, że nawet pomimo całego oceanu goryczy i wstrętu, zawsze istnieje iskierka nadziei. W wodach przeszłości, choćby paraliżujących i zimnych jak lód, trzeba się zanurzyć, by wyjść z tego doświadczenia obmytym i oczyszczonym. W tym znaczeniu Axelsson uczy, że ekspiacja nigdy nie jest rzeczą przyjemną, ale unikanie jej prowadzi do jeszcze gorszych rezultatów. Uciekanie przed konsekwencjami swoich czynów nie może trwać wiecznie, a w dodatku nuży i wykańcza psychicznie – dopiero stawienie im czoła może przynieść ukojenie.

Przebieg akcji utwory śledzi się z niesłabnącym zainteresowaniem z racji zabiegu zastosowanego przez Axelsson. Każdy z rozdziałów opowiedziany jest z perspektywy pierwszoosobowego narratora. A ponieważ kluczowych protagonistów jest kilku, czytelnik zyskuje sposobność, by zachodzące wydarzenia obserwować z różnych perspektyw, zapoznając się jednocześnie z przeszłością każdego z bohaterów. Tym samym portrety psychologiczne poszczególnych sylwetek (zarówno męskich jak i żeńskich) są mocno rozbudowane, co daje wspaniałą możliwość przekonania się, jak niepowtarzalni są ludzie i jak różnorodnymi impulsami kierują się w swoim postępowaniu.

Warto dodać, że bogate kreacje psychologiczne to nie jedyne filary, na który wspiera się dzieło Axelsson. O atrakcyjności lektury decydują także interesujące spostrzeżenia dotyczące płci – Szwedka, poprzez samą konstrukcję fabuły oraz losy występujących w niej kobiet, podkreśla w jak dużym stopniu zasadami życia społecznego kierują formy charakterystyczne dla patriarchatu (które nie są widoczne na co dzień, ale które uaktywniają się w warunkach wyjątkowych, skrajnych, ekstremalnych). Kobieta z założenia traktowana jest jako istota słabsza, gorzej rozwinięta intelektualnie, mniej wartościowa – ustawienie jej na takiej uwłaszczającej pozycji wyjściowej pozwala również rozpatrywać ją w kategoriach winnej w praktycznie każdej spornej sytuacji, której istota zahacza o seksualność. W ten właśnie sposób nawet dziś, w XXI wieku, możemy spotkać się z głosami rozsądku, które w ofierze gwałtu dopatrują się prowokatorki, uwodzicielki, manipulatorki, intrygantki. Axelsson zwraca uwagę, że owa nierówność panuje już na poziomie językowym: To słowo, o którym kiedyś myślałam, że zostało wyplenione i anulowane, wymiecione przez zdrowy rozsądek, równouprawnienie i całą tę cholerną  nowoczesność, ale które odrodziło się i powróciło trzykrotnie cięższe. Słowo, którym można naznaczyć i poniżyć każdą kobietę, którą ma się ochotę poniżyć i naznaczyć to słowo, dla którego nie ma męskiego odpowiednika, słowo, które jest samą istotą najgorszego położenia [2]. Pod tym względem utwór to bezwzględne przypomnienie jak wiele brakuje jeszcze do prawdziwej równości i sprawiedliwości.

Reasumując, Pępowina to wstrząsająca lektura, która pozostawia w czytelniczym umyśle trudno gojące się blizny. Axelsson bezlitośnie demonstruje destrukcyjne przymioty kłamstwa, które, nawet gdy czynione jest w dobrej  wierze, zapuszcza trudne do wyplenienia korzenie. Pisarka odmalowuje też potencjalną toksyczność kontaktów na linii dziecko-rodzic, udowadniając, że jest to relacja równie piękna, co niełatwa, którą niezwykle trudno jest pielęgnować. Jednym z niewielu optymistycznych akcentów, jakich możemy doszukać się w Pępowinie jest unoszące się nieśmiało między kartami przesłanie, że nigdy nie jest za późno, by spróbować naprawić wyrządzone zło. Nawet jeśli nie uda nam się wynagrodzić bliźnim wszystkich krzywd, których źródłem było nasze postępowanie, to istnieje szansa na ukojenie naszego skołatanego sumienia.


[1] Majgull Axelsson, Pępowina. Tom 1, przeł. Katarzyna Tubylewicz, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2016, s. 39
[2] Majgull Axelsson, Pępowina. Tom 2, przeł. Katarzyna Tubylewicz, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2016, s. 143

11 komentarzy:

  1. Nie sądzę, że wszystko musi być fatalne tylko dlatego, że miało się fatalne dzieciństwo. Naprawdę można stworzyć siebie samą - jakże podoba mi się to stwierdzenie.;)
    Na Axelsson można liczyć, ona chyba nigdy nie zawodzi. Tej powieści jeszcze nie czytałam, a wydaje się inna od wcześniejszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najciekawsze w tym cytacie jest to, że proza Axelsson jest swoistym zaprzeczeniem tego stwierdzenia - każda bohaterka oraz bohater dźwigają traumy z przeszłości, i bardzo trudno przychodzi im ich przezwyciężenie.

      A co do prozy Szwedki, to dopiero rozpocząłem znajomość z jej twórczością. Z chęcią sięgnę po inne książki :)

      Usuń
    2. To się zdarza u bohaterek tej autorki dość często. W sumie jak w życiu.;)
      Ja dla odmiany chyba ją sobie przypomnę, bo od czasu Lodu i wody nic nowego nie czytałam.

      Usuń
  2. Czytałam kilka książek tej autorki, ale wolę sięgać innych szwedzkich autorów. U Axelsson nieco irytuje mnie nagromadzenie postaci przewrażliwionych, które z powodu traum z okresu dzieciństwa nie mogą urządzić sobie życia. Zresztą dawno czytałam jej książki, może teraz moje wrażenia byłyby inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pępowina" to moje pierwsze spotkanie z prozą Axelsson, ale spotkałem się już z opiniami, że jej książki są wtórne w tym znaczeniu, o jakim wspomniałaś. No ale żeby dojść do podobnego stwierdzenia, będę musiał sięgnąć po jeszcze kilka dzieł tej pisarki :)

      Usuń
  3. Stwierdzenie, że "utwór przywodzi na myśl pokraczny konglomerat" bardzo ciekawie kontrastuje z pozytywnym wydźwiękiem reszty recenzji. A zdanie o tworzeniu siebie zalatuje mi mocno ciemną stroną coachingu i innymi podobnymi frazesami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony rzecz biorąc te frazesy, paradoksalnie, są jak najbardziej odbiciem prawdy. Badania naukowe nie potwierdzają, by traumy z przeszłości były jakimkolwiek obciążeniem, a w szczególności by trudne dzieciństwo mogło być okolicznością usprawiedliwiającą/łagodzącą. Oczywiście PTSD jest okolicznością mocno utrudniającą życie, ale nawet to nie jest okolicznością wpływającą na dokonywania złych/dobrych wyborów, czynienie zła/dobra, itd. Owszem, jest czynnikiem determinującym zmianę, ale nie determinuje kierunku tej zmiany - od człowieka zależy, czy popchnie go w złą, czy w dobrą stronę.

      Usuń
    2. Qbusiu, słowo "pokraczny" nawiązuje do kalibru prozy Axelsson, bowiem Szwedka zagląda do najbrudniejszych zakamarków ludzkiej duszy, racząc nas przeżyciami ekstremalnymi, przerażającymi, brzydkimi.

      Andrew, nawiązując do Twojego ostatniego stwierdzenia, tj. zdania "od człowieka zależy, czy popchnie go w złą, czy w dobrą stronę", można powiedzieć, że Axelsson uświadamia, że niekiedy bardzo trudno jest dokonywać właściwych wyborów, kiedy obciążeni jesteśmy bagażem traum.

      Usuń
    3. No, to są właśnie fałszywe tory na które wpychają nas literatura piękna, propaganda, polityka i wiara. Nikt nie neguje, że dokonywanie dobrych wyborów pod presją, choćby pod presją traumy, jest trudne. Sęk w tym, że dokonywanie ich w warunkach "komfortowych", wbrew pozorom, wcale nie jest łatwiejsze. Nie trzeba się nawet powoływać na statystyki czy badania socjologiczne. Jeśli się nad tym dobrze zastanowisz, sam dojdziesz do tego wniosku.
      Owszem, podejmowanie jakichkolwiek decyzji na przykład w depresji jest trudniejsze, ale podejmowanie dobrych decyzji, to już całkiem inna sprawa. Pomijając już temat bez dna, czyli istotę właściwego wyboru. Paradoksalnie, być może, najlepszym wyborem jest... brak wyboru.

      Usuń
  4. Bardzo podobała mi się proza Axelsson, mimo że znam tylko "Kwietniową czarownicę" (bardzo polecam). Jakoś tak sprawiłeś, że nabrałam ochoty na kolejną książkę tej autorki :). Bardzo spodobał mi się ogólny przekaz "Pępowiny", dotyczący przeszłości, godzenia się z nią i własnej tożsamości, ale również - oczywiście - akcenty feministyczne :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja z kolei czuję się zainteresowany "Kwietniową czarownicą". Proza Axelsson wydaje się być dość mroczna, ale jednocześnie wciąga.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)