piątek, 19 maja 2017

Michel Houellebecq "Cząstki elementarne" - Och, bezbrzeżna pustko przyszłości!


Cząstki elementarne

Michel Houellebecq

Tytuł oryginału: Particules élémentaires
Tłumaczenie: Agnieszka Daniłowicz-Grudzińska
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 364
 
 
 
 
Wyobraźmy sobie sytuację, że oto jesteśmy współautorami słownika, który objaśniałby znaczenie wszelakich, niekiedy trudniejszych, niekiedy wręcz banalnie łatwych wyrazów. Jednym z terminów, który przypada nam do wytłumaczenia jest słowo kontrowersyjny. Definicja, zgodnie ze znaczeniem, wywołuje spory, nie daje się jednoznacznie ocenić, jest nieco problematyczna i dyskusyjna. Sprawa staje się jednak znacznie przyjemniejsza, kiedy wyjaśnienie określenia kontrowersyjny usiłujemy sformułować kierując się konkretnym przykładem. Szukamy odpowiedniego kandydata, a jako, że jesteśmy miłośnikami literatury, wybór po krótkim namyślne pada na Michela Houellebecq’a, francuskiego pisarza i eseistę, skandalistę i autora wielu niepochlebnych konstatacji dotyczących Europy Zachodniej. O tym, że Francuz to uosobienie kontrowersji możemy przekonać się choćby za sprawą powieści Cząstki elementarne.

Ta książka jest przede wszystkim historią mężczyzny, który większą część życia przeżył w Europie Zachodniej w drugiej połowie XX wieku. W zasadzie samotny, od czasu do czasu utrzymywał jednak stosunki z innymi ludźmi. Żył w nieszczęśliwych i skomplikowanych czasach. Kraj, w którym się urodził, przechylał się powoli, lecz nieuchronnie ku strefie ekonomicznej krajów średnio zamożnych; na ludzi z jego pokolenia często czyhała nędza, poza tym spędzali życie w samotności i goryczy. Uczucia miłości, czułości i braterstwa właściwie przestały istnieć; we wzajemnych kontaktach jego rówieśnicy najczęściej przejawiali obojętność na los drugiego człowieka, a nawet okazywali okrucieństwo [1]. Uściślając prolog Cząstek elementarnych, można doprecyzować, że w istocie dzieło traktuje o dwóch mężczyznach – przyrodnich braciach, synach wyzwolonej kobiety, którą można rozpatrywać jako jedną z prekursorek ruchu hippisowskiego w Europie. Michel, biolog molekularny oraz Bruno, nauczyciel i seksoholik, prowadzą smutną wegetację czterdziestoparolatków, którzy z różnych przyczyny odczuwają na dnie swoich serc gorzki osad poczucia zmarnowanego życia. Przybliżanie szczegółów żywota Michela nadaje Cząstkom elementarnym znamiona science fiction i jest opisem odkrycia, które na zawsze zmienia oblicze ludzkości, zaś przypadki Brunona to zapis obsesji i obłędu, o ściśle seksualnym podłożu. Jednocześnie losy wspomnianej dwójki służą francuskiemu artyście za pretekst do odmalowania precyzyjnego portretu ludzkiej gromady znajdującej się na krawędzi niebytu.

Cząstki elementarne są przede wszystkim surowym osądem wydanym na temat współczesnej cywilizacji Zachodniej. Społeczeństwo widziane oczami Houellebecq’a to zbiór silnie zindywidualizowanych jednostek (tytułowych cząstek elementarnych) nastawionych na płytki hedonizm oraz zaborczy konsumpcjonizm, których egzystencja sprowadza się do wybierania najprostszych rozwiązań oraz trwaniu w głębokich koleinach rutyny (w miarę dojrzewania są to osobnicy obdarci z marzeń, wypaleni, zgorzkniali, pozbawieni złudzeń). Schematy, normy i reguły tkwiące w głębinach podświadomości okazują się jedynymi wartościami stałymi w nieustannie i bardzo dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości – symbolem owej transformacji jest podejście do cielesności, która staje się coraz bardziej rozbuchana, nachalna. Praktykowany kult młodości jest jednak pułapką – w miarę starzenia się, jego wyznawcy zaczynają odczuwać wstręt do własnego ciała, które wiotczeje, brzydnie, poddaje się destrukcyjnej działalności czasu. Ponadto seks pojmowany wyłącznie przez pryzmat fizyczności jest przyjemnością silnie związaną z egoizmem – własna satysfakcja, samospełnienie, ja, zostają wyniesione na piedestał, obsypane wszelkimi pochlebstwami, co w rezultacie nakazuje traktować je w kategoriach Świętego Graala, do zdobycia którego winien dążyć każdy człowiek. Efektem takiego podejścia jest zaistnienie świata, (...) gdzie istoty mijają się w astronomicznej pustce, gdzie nie istnieje możliwość jakiegokolwiek związku [2], gdzie wszelkie kontakty są epizodyczne, kruche i nietrwałe i załamują się przy byle powiewie w postaci przeciwności losu czy drobnych niezgodnościach charakterów.

Houellebecq sporo miejsca poświęca także zwierzęcym aspektom człowieczej natury, podając bardzo plastyczne przykłady dowodzące brutalności, chęci dominacji, bezcelowej rywalizacji wiodącej do nieuzasadnionych aktów okrucieństwa czy znęcania się nad osobnikami słabszymi. Nie brakuje również przerażających i szokujących przykładów tego, jak diametralnie zmienia się zachowanie istoty ludzkiej, gdy ta przestaje podlegać nadzorowi prawa – bezmyślna przemoc przytacza na kartach książki boleśnie uświadamia jak rozczarowujący i pełen lęku oraz goryczy może być świat. Warto jednocześnie nadmienić, że pod ostrze krytyki trafia przede wszystkim samcza mentalność – Cząstki elementarne to wręcz apoteoza (nieco koślawa i przewrotna, ale jednak) kobiecości. Żeńskie istoty jako jedyne wzbudzają sympatię oraz zasługują na szacunek. W tekście nie brakuje również stwierdzeń na temat wyższości kobiet nad mężczyznami, która wyraża się choćby w gotowości do poświęcenia dla dobra innych, altruizmie, łagodności czy inteligencji emocjonalnej.

Cząstki elementarne można rozpatrywać również jako gorzki wyrzut kierowany pod adresem członków tzw. Pokolenia ’68 oraz jego popleczników. Hasła: Egalité! Liberté! Sexualité! (Równość! Wolność! Seksualność!) z perspektywy czasu jawią się jako slogany zrywu, którego naczelnym celem było burzenie ustalonego porządku rzeczy, przekreślanie dotychczasowego dorobku kulturowego i intelektualnego. Przewrót jest jednak o tyle destrukcyjny, że po swoim przejściu nie pozostawia niczego – wszystko zostaje starte na proch, a w miejscu zdewastowanej konstrukcji straszy tylko ogromna dziura, bezbrzeżna pustka, przerażająca swoimi rozmiarami, której nie sposób zapełnić półśrodkami oferowanymi przez pseudo duchowość w stylu New Age. Rodzina oraz religia to główne ofiary nowego ładu – tyle, że człowiek nie jest w stanie funkcjonować w permanentnej samotności (a do tego właśnie prowadzi ślepe i bezrozumne adorowanie JA), w dodatku, kiedy jego byt pozbawiony jest pierwiastków transcendentnych, które bezskutecznie usiłuje się zastąpić surogatami, namiastkami, erzacami metafizyki (takimi jak mistyka Wschodu, elementy jogi, etc.).

Co ciekawe, w prozie Houellebecqa można doszukać się pewnych znamion determinizmu, bowiem z kart powieści zdaje się parować przekonanie, że ludzka cywilizacja kroczy po ścieżkach rozwoju, które są wynikowymi stanów poprzednich – postęp technologiczny oraz towarzyszące mu przemiany kulturowe są nieodwracalne, a jednocześnie nie wykraczają poza ściśle określone ramy (ich rozpiętość oraz wartości graniczne, przy odpowiedniej ilości danych, można by wyliczyć, stąd postulowany determinizm). Interesujące rozwinięcie takiego założenia można odnaleźć w kolejnej powieści autora, zatytułowanej Możliwość wyspy.

Ostatnią kwestią godną poruszenia, jest styl, w jakim utrzymana jest pozycja Francuza. Książka posiada wyraźnie zaznaczoną i klarowną linię fabularną, która jednak prezentowana jest z różnych perspektyw czasowych. Oprócz tradycyjnej narracji trzecioosobowej, za pomocą której przybliżane są dzieje Michela oraz Bruna, czytelnik raczony jest fragmentami biografii Michela czy wycinkami, w których dokonania genialnego biologa molekularnego przedstawiane są w ujęciu historycznym. To właśnie te skrawki sygnalizują bogactwo wyobraźni Houellebecqa, który stara się odpowiedzieć na pytanie, jak mogłaby wyglądać człowiecza nieśmiertelność, i w jaki sposób wiąże się ona z płciowością.

Reasumując, ponowne, po ponad 5 latach, spotkanie z Cząstkami elementarnymi było bardzo interesującym doświadczeniem (za które serdecznie dziękuję Marcie z bloga "Leżę i czytam"). Prozę Houellebecqa w dalszym ciągu traktuję jako pesymistyczną do granic beznadziei oraz brutalnie szczerą i bezkompromisową. Ogromny smutek oraz melancholia, którymi naznaczone jest utwór wynikają z przeświadczenia, że współczesny człowiek zachodni nie jest w stanie opuścić skorupy swojego egoizmu, co uniemożliwia nawiązanie relacji opartej na miłości. Owo szlachetne uczucie zostaje bezpardonowo zdeprecjonowane – zastępuje się je seksem, pożądaniem, cielesnością, ewentualnie sprowadza do reakcji chemicznych, spraw o ściśle endokrynologicznym podłożu, itd. Można więc powiedzieć, że książka Houellebecqa jest wizją świata bez miłości, bez duchowości, czyli de facto bez celu – ciągłe taplanie się w przyjemnościach jest w dłuższej perspektywie nużące i monotonne, co prowadzi nas do frustracji i agresji.


[1] Michel Houellebecq, Cząstki elementarne, przeł. Agnieszka Daniłowicz-Grudzińska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008, s. 5
[2] Tamże, s. 67
 

24 komentarze:

  1. Dodam od siebie, że warto (jeśli kto lubi takie porównania i intertekstualne jazdy) po "Cząstkach..." przeczytać "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya. Zaręczam, że to o czym pisze Houellebecq zmienia odczyt powieści Huxleya. Houellebecq mówi nam gdzie Huxley się zatrzymał w swojej wizji i jak można byłoby niektóre rzeczy zrobić "lepiej" (cudzysłów jak najbardziej zamierzony:))

    Widzę, że częściej będę tu zaglądał bo sporo zainteresowań czytelniczych mamy podobnych. Aż skonfrontuję to ze swoimi recenzjami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajć, "Nowy wspaniały świat" czytałem bardzo dawno temu, w ramach przygotowań do prezentacji maturalnej, ale faktycznie Houellebecq często odnosi się do dorobku (nie tylko literackiego) Anglika.

      Ha, ja także pozwoliłem sobie na eksplorację Twojego bloga i ogromnie się ucieszyłem widzą recenzje takich autorów jak Gombrowicz, Lem, Tokarczuk czy Houellebecq .

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że będziesz stałym gościem :)
      Macie Panowie jakiegoś fanpage'a na facebooku?

      Usuń
    3. Ja również :) A fanpage'a nie posiadamy.

      Usuń
  2. Houellebecqa czytałam niegdyś tylko "Uległość", która zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie, choć czegoś mi w niej brakowało. Możliwe jednak, że teraz odebrałabym ją inaczej, dlatego nie podejmuję się krytyki po tym czasie, zwłaszcza że dotyczyłaby tylko subtelności książki. Czytałeś może? Z drugiej strony zrobił na mnie na tyle duże wrażenie, że planuję zabrać się za kolejną jego powieść w tym lub przyszłym roku. "Cząstki elementarne" brzmią bardzo interesująco i na pewno je kiedyś przeczytam, choć nie wiem czy w najbliższym czasie - na obecną chwilę najbardziej ciągnie mnie do "Platformy" i "Możliwości wyspy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałem "Platformę" (jeden z pierwszych prezentów książkowych, jakie otrzymałem od mojej dziewczyny), "Cząstki elementarne", "Możliwość wyspy" oraz "Mapę i terytorium" + krótki esej "H.P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu". "Uległość" nabyłem dopiero niedawno - długo było mi nie po drodze z tą książką, jako, że W.A.B. postanowiło ją wydać w zupełnie innej konwencji niż dotychczasowe pozycje. Skończyło się na tym, że kupiłem "Uległość" w twardej oprawce (wydanie jubileuszowe). A lektura ciągle przede mną :)

      A "Możliwość wyspy" sugeruję przeczytać dopiero po lekturze "Cząstek elementarnych".

      Usuń
    2. Widzę, że nie tylko ja bardzo nie lubię, gdy wydawnictwo zmienia szatę graficzną i sposób wydawania książek jakiegoś autora, tak że potem trzeba kupować w wydaniu zupełnie innym. Ja miałam to szczęście, ze załapałam się już na nowy sposób wydania, więc teraz będę mieć wszystkie takie same. I czekam w takim razie na Twoje wrażenia z lektury "Uległości", choćby i za rok miały być. ;)

      Przyznaję, że tak dobrych prezentów książkowych trochę zazdroszczę - ja dostaję rzadko, a jeśli już, to same nietrafione, np. romanse młodzieżowe z wampirami w roli głównej. ;/

      A za sugestię dziękuję, zastosuję się do niej.

      Usuń
    3. Mnie te nowe wydania Houellebecqa w ogóle nie przypadły do gustu - o ile jeszcze grafikę byłbym gotów przełknąć, o tyle miękka oprawka okazała się czynnikiem kompletnie dyskwalifikującym.

      A na prezenty książkowe nie mogę narzekać, bo moja dziewczyna bardzo dobrze czuje, co może przypaść mi do gustu - w ten sposób uraczony zostałem właśnie Houellebecq'iem, dzięki niej poznałem także prozę Louisa-Ferdinanda Céline'a.

      Usuń
  3. Cała przyjemność po tej stronie klawiatury! ;-)
    A na marginesie dodam jeszcze, że nazywanie "Cząstek" książką kontrowersyjną - co wciąż się powszechnie czyni - jest w zasadzie tym samym, co nazwanie kontrowersyjnym życia człowieka w XXI wieku. Co, swoją drogą, ma być może sens większy, niż się na pierwszy rzut oka zdaje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)

      Z tą kontrowersyjnością to rzecz jasna takie puszczanie oka z mojej strony, bowiem ja również w prozie Houellebecqa nie widzę nic drażliwego, itd. - autor bardzo trafnie diagnozuje przypadłości zachodniej cywilizacji, opartej na konsumpcji i płytkim hedonizmie. Ale takie głośne i zdecydowane wyrażanie zdania w społeczeństwach europejskich uchodzi za nietakt :)

      Usuń
    2. Houellebecq jeszcze przede mną. Na razie podczytuję Wasze dyskusje, choć nie mogę w nich wziąć udziału. Jednak mogę wtrącić coś do Twojego wstępu. Gdybym dziś była współautorką słownika, to zastanawiałabym się jednak, czy do zobrazowania hasła: "konrotwersyjny"- odważyłabym się wykorzystać nazwisko pisarza. To, co kontrowersyjne dziś - nie wiadomo czy będzie takim za chwilę. Uznana za kontrowersyjną była "Nana" Zoli...

      Usuń
    3. Trafiłaś w samo sedno bowiem dla mnie Houellebecq jest dokładnie tak kontrowersyjny jak Zola i jego dorobek. Autor często mówi to, co myśli, nie ubierając tego w szaty politycznej poprawności i stąd łatka "kontrowersyjnego", którą się nieco zabawiłem :)

      Usuń
  4. Bardzo interesujący tekst. Wynika jednak z niego, iż książka faktycznie jest kontrowersyjna. Dla mnie bowiem tezy, które powodują melancholię autora i smutek czytelników są bardzo dyskusyjne. Szlachetna miłość. Czy to nie to samo uczucie, w imię którego ludzie się nawzajem mordują od najdawniejszych czasów, że wspomnę choćby Troję i Helenę czy zabójstwa i samobójstwa z miłości? Czy to nie to samo uczucie, do którego cybernetyczne prawa zastosował nasz wielki rodak Marian Mazur? A duchowość? Czy święte wojny, „honorowe” pojedynki, zamachowcy samobójcy i w ogóle jakieś wojny byłyby możliwe, gdyby nie duchowość i wzniosłe uczucia, jak miłość (do ojczyzny, wodza, wiary... wstawić co się podoba). A ten pogardzany egoizm? Sądzę że wielu socjologów i psychologów przychyla się do tezy, że egoizm to jedyne zdrowe uczucie. Nawet poświęcenie się jest realizacją egoizmu, gdyż zawsze wypełnia jakąś egoistyczną potrzebę - choćby bycia sobą, pozostania w zgodzie z własnymi wartościami, podtrzymania własnej wysokiej samooceny, zaprzeczenia niskiej, wypełnienia potrzeby czynienia dobra, możliwości nieskończenie wiele.
    A ten upadek zachodniej cywilizacji? Skąd Wam to do głowy przyszło? Jakiś inny świat Wam się bardziej podoba? Może szariat albo komunizm, może faszyzm albo feudalizm? To brzmi jak bajanie starców – dawniej to było lepiej. Na pewno? Poczytajcie, jak wyglądało choćby życie w starożytnym Rzymie, ale nie Rzymie bogaczy. Nie mówię o niewolnikach, bo ci paradoksalnie mieli spokój – obawiali się tylko swojego pana. Mówię o plebsie, który stanowił większość i który co dzień i co noc drżał o swoje życie (nie było policji, ale gangi terroryzujące całe dzielnice były). A może te lepsze dawne czasy to średniowiecze? Sorry, ale przypomina mi się sformułowanie z jednej z moich ostatnich lektur – literacki drobnomieszczański onanizm.

    Domyślam się, że książka ma wielkie walory stylistyczne, ale poznawcze, biorąc pod uwagę Wasze bezkrytyczne przyjmowanie refleksji autora, są dla mnie mocno wątpliwe. Nie, żebym nie widział niedomagań „demokracji”, ale nie tędy droga. Nie przez narzekanie na upadek i degeneracje, bo takie rzeczy można poczytać odkąd powstała literatura, podobnie jak narzekania na dzisiejszą młodzież słychać chyba odką powstała mowa. Droga przez zauważenie, że w tym zgniłym świecie są obszary jak najbardziej godne pochwały a potem zastanowienie się, dlaczego to jest złe, skoro gdzieś indziej jest dobre, jakie są mechanizmy, przyczyny i sposoby, by to poprawić. Niestety nie jest to tak łatwe, jak rozpaczanie nad upadkiem. W dodatku, w moim odczuciu, wcale nie prowadzi do bardziej optymistycznych wniosków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrew, wszystko zależy od nomenklatury :) Dla mnie uczucie jakim Parys pałał względem Heleny to bardziej pożądanie, natomiast prowadzenie wojen religijnych w imię jakiegokolwiek bóstwa to zwykły fanatyzm.

      Samo słowo upadek też można rozumieć rozmaicie - dla Ciebie może to być zrównanie z ziemią, gruzy, ruiny, ale przecież koniec zachodniej cywilizacji może sprowadzać się do tego, że jej dotychczasowi przedstawiciele zostaną stopniowo (nie w wyniku jednego krwawego wydarzenia) zastąpieni np. przez muzułmanów. Akurat w tej książce Michel Houellebecq poszedł ze swoją wizją trochę dalej i przeprowadził eksperyment myślowy, zgodnie z którym gatunek ludzki zostaje zastąpiony przez kolejną formę rozwoju. Ale już choćby w "Uległości" aż takiego ekstremum nie ma.

      Usuń
  5. bookiemonster21 maja 2017 19:23

    Odkąd przekroczyłam trzydziestkę (choć to umowna granica), coraz więcej widzę nawet w sobie ten wzorzec postępowania i pewnego rodzaju upadku, o którym pisze francuski autor.Jestem pełna podziwu, że zdecydowałeś się wrócić do tej powieści, mnie nie byłoby na to stać. Taka jest mocna i bezwzględna, że aż boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bierzesz pod uwagę, że z wiekiem zmienia Ci się perspektywa? Tezy i odczucia upadku są powtarzane od wieków i każde pokolenie w pewnym wieku zaczyna mieć takie odczucia i takie tezy głosić. Może lepiej przyjrzeć się swojemu pryzmatowi, przez który patrzymy? Gdyby te osądy były prawdziwe, biorąc pod uwagę liczbę pokoleń, które narzekają na następne i wieszczą upadek, już dawno nie powinno nas być...

      Usuń
    2. Ps. Choć jeśli masz na myśli stan naszego środowiska, to bym się zgodził. Tylko autor raczej nie o tym pisał ;)

      Usuń
    3. bookiemonster22 maja 2017 15:35

      Masz rację, że z wiekiem zmienia się perspektywa, a pryzmat przez, który patrzymy został wykreowany na tym, co "powszechnie" uznawane za "dobre i złe". Upadek, który ja zauważam, przeraża mnie dlatego, że książkę tę czytałam dość dawno i wówczas w swoim idealizmie uznałam, że nie mogę dopuścić, by moje życie, choć trochę przypominało, to opisywane w "Cząstkach.." a niestety widzę analogie. I pewnie można uznać, że gdy ma się te dwadzieścia lat, to wszystko jest dość beztroskie i nie zahacza o tzw. "prawdziwe problemy" i wtedy łatwo o idealizm oraz wygórowane oczekiwania wobec siebie. W każdym razie nie zgodzę się z tym, że mój osąd nie jest prawdziwy, bo to jednak ja oceniam siebie. Co do Francuza, to nie można nie zauważyć, że wybrał sobie taką a nie inną grupę bohaterów, więc zgodzę się, że jest on trochę na wyrost.

      Usuń
    4. Andrew, ale każde pokolenie może boleć na swoim losem i z tego punktu widzenia racja jest po stronie jego członków, ponieważ faktycznie zostają oni zastąpieni przez swoich następców, tj. potomków :)

      Bookie, wg mnie to naturalne, że dojrzewając (a nie tylko dorastając) stajemy się coraz bardziej świadomi mechanizmów, które rządzą społeczeństwem. Dla jednych te obserwacje mogą być powodem ironicznych uśmieszków, dla innych będą powodem do bezbrzeżnego smutku czy narzekań, wreszcie znajdą się tacy, którzy postanowią zakazać rękawy i coś z tym zrobić. Ale wg mnie nie można kategorycznie stwierdzić, że jedna postawa jest b. dobra, druga naganna, itd. Wiele przecież zależy od naszych wrodzonych dyspozycji, charakteru, tego, jak postrzegamy rzeczywistość, itd.

      Usuń
  6. Dla mnie to narzekanie na upadek jest tak samo uprawnione dziś, jak i dwa tysiące lat temu. Jest jednocześnie tak samo nieuprawnione. Według mnie człowiek po prostu nie zmienił się wiele. Jest zdolny do wielkiego zła i podłości, ale i do piękna. Tak było, jest i będzie. Owszem, czasy kształtują zachowania, mody i inne podobne, ale według mnie natura ludzka nie zmieniła się od tysięcy lat. Zmieniają się tylko warunki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zgadzam się z Qbusiem pożerającym książki. Właśnie: człowiek zawsze był zdolny do czynienia okrucieństw, ale też i dobra. I nie uważam, by współczesny człowiek z zachodu nie umiał nawiązać relacji opartej na miłości. Jeden umie, drugi nie umie – tak było zawsze. Świat się zmienia, a my, ludzie, zostajemy tacy sami. :)

      Usuń
    2. Qbuś - każda epoka, cywilizacja, społeczność ma swój koniec i początek, ale faktycznie natura ludzka pozostaje raczej stała. Człowiek nie ma w zwyczaju wyciągania wniosków z błędów popełnianych przez innych.

      Koczowniczko, zawsze jednak można stworzyć warunki, które w mniejszym bądź większym stopniu sprzyjają nawiązywaniu relacji.

      Usuń
  7. Dla mnie ta książka była i jest (obok Hańby Coetzee'ego)jedną z najważniejszych powieści pierwszej dekady XXI w. Nie do końca podzielam pesymizm autora, ale pewnie wynika to z innych doświadczeń życiowych.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, już zaczynam rozglądać się za "Hańbą" ;) A znając pobieżnie życiorys Francuza, faktycznie można pokusić się o stwierdzenie, że jego niezwykle pesymistyczna wizja została chociaż w pewnym stopniu uformowana przez to, czego doświadczył.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)