poniedziałek, 30 stycznia 2017

Sándor Márai "Pokój na Itace" - W pogoni za legendą

Pokój na Itace

Sándor Márai

Tytuł oryginału: Béke Ithakában
Tłumaczenie: Irena Makarewicz
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 392
 
 
 
 
Prawda obiektywna, w żargonie prawniczym zwana też prawdą materialną, czyli wiedza zgodna ze stanem faktycznym to swoisty Święty Graal. Bardzo rzadko zdarza się bowiem, by fakty były nagie, tzn. nieskażone subiektywnymi wrażeniami i emocjami innych. Historię na ogół poznajemy przez pryzmat opowieści innych, które przecież nigdy nie są w pełni bezstronne. Oprócz tego ulegają one zniekształceniu przez postępującą entropię, której wyrazem jest upływający czas, zacierający rzeczywisty przebieg danego incydentu. O tym jak postępuje taki proces wypaczania możemy przekonać się dzięki lekturze książki Pokój na Itace, autorstwa Sándora Máraiego, węgierskiego mistrza pióra.

Pokój na Itace to książka napisana według bardzo ciekawego konceptu – utwór, będący swoistą kontynuacją Odysei, podzielony jest na trzy części. W każdej z nich pierwszoosobowy narrator (wierna małżonka Penelopa, pierworodny syn Telemach oraz nieślubny potomek Telegonos, który zamordował swojego ojca) snuje swoje wspomnienia związane z postacią Odyseusza. Trzy opowieści składają się na niejednoznaczny portret wielkiego herosa, odbieranego przez otoczenie w sposób niezwykle różnoraki.

Odys, czy raczej Ulisses widziany oczami Penelopy to człowiek (heros) o dwoistej naturze – z jednej strony to sprawiedliwy, troskliwy i łagodny władca, na sercu którego leży dobro poddanych oraz rodziny. Z drugiej zaś to osobnik o niespokojnej naturze, skłaniającej do ciągłych podróży, poszukiwania przygód, prowadzenia egzystencji w nieustannym ruchu, oddalaniu się; człowiek, który, gdy poczuł, że świat nie spieszy się do niego, wyruszył mu naprzeciw [1]. Dychotomia w postrzeganiu Odysa wiąże się również ze spoglądaniem na niego przez pryzmat przed i po – wojna trojańska jawi się jako doświadczenie, które na zawsze zmienia herosa. Staje się on niespokojny, podejrzliwy, agresywny i okrutny. Krwawo rozprawia się nie tylko z zalotnikami żony, ale także ze wszystkimi członkami służby (bez względu na płeć), na których pada cień podejrzenia o zdradę w trakcie niekończącej się nieobecności. 20 lat rozłąki okazuje się mieć bardzo destruktywny wpływ na samego Ulissesa jak również na relacje łączące go z Penelopą – słowa, które przez ten okres gęstniały w gardle, i którymi można ranić do żywego, wymykają się na wolność, służąc jako broń, skrzętnie wykorzystywana przez obie strony. Sándor Márai bardzo dobrze uświadamia, że tak długi czas separacji musi negatywnie wpłynąć na obu małżonków, którzy coraz bardziej się od siebie oddalają, stając się dla siebie nieznanymi ludźmi, o trudnych do zrozumienia przyzwyczajeniach czy dziwacznych zasadach. Płaszczyzna zupełnie różnych doświadczeń pozbawia parę punktów stycznych –  w efekcie obcość rozrasta się niczym chwast, którego nie sposób wyplenić. Z tego powodu opowieść Penelopy, która na początku wyznania przyznaje, że będzie usiłować podtrzymać dobre imię swego męża mimo szerzących się plotek i potwarzy, zamienia się w stopniowo w listę wyrzutów i skarg, kierowanych pod adresem Ulissesa. Zmarły małżonek według słów partnerki nigdy nie mieścił się w rodzinie, będąc nieustannie gdzieś obok, plącząc się po świecie, doprowadzając tym samym do ruiny własną krainę (bowiem: Kiedy  gospodarz przez dwadzieścia lat – i dalej, przez wiele następnych – podróżuje na tratwie przygody, w gospodarstwie wszystko rozsypuje się, niczym plewy na wietrze [2]). Kobieta nie akceptuje też faktu, że Odys mógł  (...) przez dziesięciolecie włóczyć się po obcych grotach, leżeć w ramionach podejrzanych kobiet, wytrawiać muskularne ciało w pianie siwego morza [3], podczas gdy ona musiała męczyć się z zalotnikami oraz utrzymaniem domostwa. Utyskiwanie, biadanie, gorycz i rozczarowanie. Penelopa kreowana przez Sándora Máraiego odmalowana została jako istota na wskroś ludzka – to niewiasta, która pragnie mieć w mężu podporę, wsparcie i opiekę. Miłość wyrażana przez przywiązanie i ciepło znaczą dla niej o wiele więcej niż zdobyte sława czy bogactwo.

Równie ciekawe spojrzenie na Odysa gwarantuje opowieść jego synów. Relacja Telemacha to historia młodzieńca wegetującego w cieniu wielkiego ojca, który pragnie odnaleźć i zbudować własną tożsamość w oparciu o próbę poznania i prześledzenia skomplikowanych meandrów myśli swojego rodzica. Żądza docieczenia  prawdy o ojcu popycha Telemacha do licznych podróży, w trakcie których napotkani bohaterowie, awanturnicy, rozwiązłe kobiety, wstydliwe dziewice, szmuglerzy, dezerterzy i jeszcze inni [4] dzielą się wiadomościami na temat wielkiego Zalotnika i boskiego Płodzącego. Sam pierworodny odczuwa wobec Odysa sprzeczne emocje – ojciec jest źródłem niepokoju i strachu, obiektem nienawiści, ale po jego zniknięciu w sercu młodego człowieka gości przeraźliwa pustka. Z punktu widzenia Telegonesa postać Ulissesa pogrążona jest we mgle tajemnicy i niedopowiedzenia – Kirke, boska matka młodzieńca, stara się odroczyć uzmysłowienie sobie faktu, że do narodzin nowego życia, oprócz kobiety, nieodzowny jest mężczyzna. Z kolei losy chłopca wyrażają piętno ciążącego przeznaczenia, bolesne fatum nieuniknionego – Telegones na własnej skórze przekonuje się, że ludzkim bytem włada przypadek, prawo wielkich liczb, itd. Pieśń młodzieńca jest bardzo ciekawa także z uwagi na oryginalną perspektywą, jaką gwarantuje postać protagonisty – ponieważ chłopiec opuszcza krainę bogów, świat ludzi oglądany jest ciekawskimi, łapczywymi oczami, które wszystkiemu bacznie się przyglądają i dziwią. Stawiane są niewygodne pytania, dzięki którym z dystansem i nierzadko ironią możemy spojrzeć na naszą kulturę i cywilizację.

Dzieło Sándora Máraiego to kwintesencja erudycji i plastyczności opisu. Za sprawą książki węgierskiego artysty, czytelnik staje się uczestnikiem codziennej egzystencji Achajów, herosów oraz bogów – wszyscy protagoniści zaprezentowani zostali z bardzo przyziemnej strony, co nadaje niesamowite znamiona realności. Przedstawienie nimfy Kalipso, córy Atlasa jako zadbanej, dojrzałej pod każdym względem kobiety o bujnych kształtach, dbającej o dietę, cierpiącą na nadkwasotę, Ateny – jako podstarzałej starszej panny o wątpliwej reputacji, mającej problemy z utrzymaniem wagi i lubującej się w plotkach, Penelopy –  jako osobniczki pałającej chorobliwą nienawiścią (wyrosłą na żyznej glebie zazdrości) do Heleny, ukazanie przyjaźni Telemacha z licznymi zalotnikami, spośród których wielu udanie i godnie zastąpiło wiecznie nieobecnego ojca czy historia Telegonesa, pracującego u matki Kirke w charakterze świniopasa to jedne z wielu przykładów pomysłowości Sándora Máraiego. Dzięki tym zabiegom tekst tchnie lekkością, a postacie znane dotychczas głównie z mitologii nabierają ciała oraz przede wszystkim duszy i emocji. Przyjemność obcowania z tekstem płynie też z wyrafinowanego humoru, którym Węgier włada wręcz mistrzowsko. Pisanie o Delfach, jako siedlisku przeklętych i notorycznych roznosicieli pogłosek, albo dialog Kirke i Hermesa, w którym bogini śmierci oskarża równie boskiego posłańca o stręczycielstwo to jedynie wierzchołek góry lodowej – niemal każda stronica powieści ozdobiona jest podobnymi smaczkami, które zdradzają inteligencję oraz oczytanie Máraiego. Węgier jawi się wręcz niczym demiurg, który z okruchów greckiej kultury buduje własny świat – mniej patetyczny, ale z psychologicznego punktu widzenia znacznie głębszy, realniejszy i interesujący. Wisienką na torcie jest piękny język, jakim operuje Márai (Podobny złotemu pyłowi blask schodzącego na spoczynek słońca jaskrawo podświetlił to osobliwe zjawisko [5]; (…) dowód tej konsekwentnej miłosnej rozmowy, jako fakt z krwi  i kości, stał tutaj przede mną; Teledapos, przyrodni brat, krewny! [6]) – słowne twory proponowane przez Węgra przyjemnie zaskakują pięknem i celnością połączeń i konfiguracji.

Geniusz Máraiego objawia się także w konstrukcji utworu. Odyseusz, tak jak za swojego życia, pozostaje dla czytelnika nieuchwytny – jego sylwetka tylko migocze w każdej z opowieści, ale z dostarczanych elementów trudno jest zbudować spójny wizerunek protagonisty. Jego charakter wymyka się ścisłym ramom kategorii i definicji. Zatem i my dołączamy do szerokiego grona oszukanych, wystrychniętych na dudka, którzy bezskutecznie podążają śladami wielkiego herosa, stosującego różne fortele i sztuczki, by zatrzeć swoje ślady.

Reasumując, obraz Ulissesa, który wyłania się na podstawie pieśni trzech bardzo bliskich mu osób doskonale uświadamia, jak niejednoznaczną i zagadkową istotą jest człowiek. Pokój na Itace można potraktować jako długą listę grzeszków, słabości i występków herosa (uwagę zwraca jego arogancja, krótka pamięć przy dzieleniu łupów, łatwość porzucania kochanek, egocentryzm, zachłanność, dziecinne urazy), ale to także opowieść o człowieku, który nie boi się opuścić domowych wygód, by z całą zuchwałością stawić czoła światu, bogom i innym ludziom, który gnany jest z miejsca na miejsce przez nieustanną ciekawość, chęć poznania, pragnienie odkrywania. Co ważne, przyjęta forma utworu prowadzi do stopniowej demitologizacji poszczególnych bohaterów, pojawiających się na kartach powieści. Dzięki temu czytelnik obserwuje się jak wygląda proces narodzin legendy – pomijanie bądź przemilczanie niewygodnych faktów, wybielenie pewnych czynów (zbrukanych krwią i podstępem), koncentracja na pozytywnych aspektach, brak wystarczająco silnej woli, by protestować i domagać się sprostowań (chyba, że plotki są o pejoratywnym podłożu) to czynniki skutecznie deformujące pierwotną historię, które przepoczwarza się i wynaturza. W dodatku wszystko to poddawane jest erozyjnemu działaniu czasu (niewidzialnemu i podstępnemu wrogowi), w rezultacie czego efekt finalny jest zawsze niemal niemożliwy do przewidzenia, co także uzmysławia nieprzewidywalność ludzkich dziejów.


[1] Sándor Márai, Pokój na Itace, przeł. Irena Makarewicz, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2009, s. 17
[2] Tamże, s. 15
[3] Tamże, s. 22
[4] Tamże, s. 111
[5] Tamże, s. 359
[6] Tamże, s. 160

12 komentarzy:

  1. Kurczę, kolejna pozycja tego autora, którą kusisz, by znów po niego sięgnąć. I sam pomysł na opowieść bardzo zachęcający. Kurczę, kurczę i znowu mam uczucie i lęk, że życia mi nie starczy, co w sumie jest pewnością:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sándor Márai to jeden z tych pisarzy, którego książki mogę polecić z pełnym przekonaniem. Styl autora jest bardzo charakterystyczny (wyrafinowana proza, interesująca i oryginalna fabuła, staranny portret psychologiczny bohaterów), a przy tym każda z książek to zupełnie inna historia. Podróżowanie po światach kreowanych przez Máraia to sama przyjemność :)

      Usuń
  2. Cieszę się, bo mam tę książkę, czekam tylko na lato, żeby się za nią zabrać.
    Czy znasz "Penelopiadę" Atwood? Rewelacyjnie rozprawia się z mitem.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że książka powinna przypaść Ci do gustu. A jeśli chodzi o Atwood, to wstyd się przyznać, ale nie czytałem jeszcze żadnej z jej powieści, chociaż od pewnego czasu chodzi za mną "Burza".

      Usuń
  3. Czepię się nieco na początek - "fakty" zawsze są nagie, a skażone przestają być faktami. Od siebie dodam jeszcze mniej czepialsko, że fakty faktami pozostają bardzo krótko, a ich śmiertelnym wrogiem jest czas i ludzkie postrzeganie.

    Sam "Pokój na Itace" mam zaś na czytelniczym celowniku od "Zagrody zębów" Wita Szostaka, o czym chyba zresztą wiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt :) Trochę mnie poniosło na wstępie.

      Ha, ja z kolei rozglądam się za "Zagrodą zębów" w atrakcyjnej cenie (a bardziej ogólnie - to za twórczością Szostaka, o której sporo się naczytałem, a której jeszcze nie znam). A z innych lektur, z którymi niedawno miałem styczność, a w których pojawia się nawiązanie (choćby luźne) do mitu Wielkiego Wędrownika, to szczerze polecam "Harfę i cień" Alejo Carpentiera.

      Usuń
  4. Właśnie przeczytałam "Zagrodę zębów" Wita Szostaka i po tej lekturze, książka Maraia mogłaby być świetnym uzupełnieniem. Zaskakujące, że te mitologiczne postacie do dzisiaj inspirują i pisarze potrafią z tego "materiału" stworzyć coś nowego i oryginalnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podążasz zatem w podobnym kierunki, co Qbuś. W moim przypadku twórczość Szostaka cały czas czeka na poznanie.

      A uniwersalność archetypów wykreowanych w czasach antycznych doskonale świadczy o tym jak wolno, szczególnie z punktu widzenia jednego człowieczego życia, zmienia się ludzka natura :)

      Usuń
  5. Bardzo się cieszę, że trafiłam na tę recenzję. Styl Máraia zachwycił mnie już dawno. Mam zamiar przeczytać "Zagrodę zębów" i tak jak poprzednicy - sięgnę po "Pokój na Itace". Tak nawiasem mówiąc - cóż za świetny tytuł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, widzę, że "Zagroda zębów" cieszy się bardzo dobrą opinią wśród cenionych przeze mnie blogerów, co jeszcze mocniej dopinguje mnie, by po nią sięgnąć :)

      A Márai jak to Márai - klasa sama w sobie. Polecam!

      Usuń
  6. Bardzo dziękuję za tak wnikliwą recenzję. Jak widać z komentarzy, dzięki niej Sándor Márai z pewnością zyska kolejnych wielbicieli. Jeśli wolno, to chciałabym skorygować odmianę nazwiska węgierskiego pisarza - w dopełniaczu powinno być Sándora Máraiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziełach tego kalibru bardzo przyjemnie się pisze - obcowanie z prozą Máraiego to zarówno rozrywka jak i uczta dla intelektu. Dziękuję za miłe słowa oraz za poprawkę - często mam problem z odmianą obcojęzycznych nazwisk.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)