poniedziałek, 9 stycznia 2017

Banana Yoshimoto "Tsugumi" - Krótka impresja o przemijalności

Tsugumi

Banana Yoshimoto

Tytuł oryginału: Tsugumi
Tłumaczenie: Gabriela Rzepecka
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 151
 
 
 
 
Obcość i samotność to odczucia, z którymi człowiek, w mniejszym bądź większym stopniu, zmaga się w ciągu swojej ziemskiej bytności. Izolacja, wrażenie niedopasowania mogą być wywołane całym wachlarzem przyczyn – począwszy od wewnętrznych, związanych z samym charakterem (niska samoocena implikująca utrudnione kontakty z innymi ludźmi; nieumiejętność okazywania uczuć; podświadomy lęk przed angażowaniem się w bliższe relacje, wynikający z negatywnych doświadczeń w tej materii, etc.) na zewnętrznych skończywszy (coraz większa liczba osobników wegetuje w miejskiej dżungli, która sprzyja alienacji – jednostka ludzka jest tylko maleńką cząstką ogromnej społeczności, w której panują bardzo luźne więzy emocjonalne; brak czasu; mnogość kontaktów; silne przekonanie o prawie do prywatności; wszechobecny kult własnego ja skutkują spłyceniem interakcji, które ulegają zdegradowaniu do przypadkowych i niepełnych strzępków koneksji, przesiąkniętych sztucznością). Samotność to także efekt tego, że człowiek jest istotą śmiertelną – wrażliwe tkanki przegrywają starcie z bezlitosną materią, w rezultacie czego kolejne bliskie osoby odchodzą, pozostawiając za sobą trudną do zapełnienia emocjonalną pustkę. O tym jak bolesne są takie rozstania bardzo dobrze pisze japońska pisarka Banana Yoshimoto. Autorka znana jest w Polsce dzięki powieściom Kuchnia oraz Tsugumi. To właśnie z tą drugą pozycją miałem przyjemność obcować.

Pierwszoosobową narratorką utworu jest Maria Shirakawa, młoda dziewczyna, świeżo upieczona mieszkanka potężnej tokijskiej metropolii. Przeprowadzka do stolicy Japonii staje się asumptem do rozległej reminiscencji – Maria wspomina w niej osobę swojej kuzynki, a zarazem najlepszej przyjaciółki, tytułową Tsugumi. Ostatnie wspólne spędzone lato w Zajeździe Rodziny Yamamoto, w którym przez całe swoje dzieciństwo przebywała Maria i jej matka to kanwa, na której osnuto fabułę powieści.

Kluczową postacią powieści, która fascynuje zarówno Marię jak i czytelnika, jest Tsugumi. O 2 lata młodsza od Marii kuzynka (...) od urodzenia była beznadziejnie słaba. Wiele jej organów miało wady. Lekarze orzekli, że nie pożyje długo, i rodzina przygotowana była na najgorsze [1]. Skutkiem wyroku wydanego na istocie, która ledwie rozpoczęła poznawanie świata było otoczenie Tsugumi szczelnym kokonem troski i adoracji. W rezultacie nastoletnia dziewczynka, od zawsze praktykująca się w zuchwałości, była (...) złośliwa, wulgarna, przykra, samolubna, rozpuszczona i niesłychanie wprost cwana. Tryumfowała niczym diabeł, gdy idealnie w najgorszym możliwym momencie, podle i prosto w twarz waliła obecnym wszystko to, czego najbardziej nie chcieli usłyszeć [2]. Obie dziewczyny – wybuchową, temperamentną, cyniczną i nieszablonową Tsugumi oraz pełną spokoju i opanowania Marię – na skutek nietypowych wydarzeń połączyła nić głębokiego porozumienia, dzięki której możliwe okazało się zadzierzgnięcie prawdziwej relacji, potrafiącej pogodzić zupełnie odmienny charakter obu bohaterek. Historia przyjaźni nastolatek to główna treść utworu Banany Yoshimoto.

Warto nadmienić, że Tsugumi to książka której akcja została zdegradowana do absolutnego minimum. Losy i przygody protagonistek stanowią pretekst do malowania słownych pejzaży oraz zaglądania w odmęty człowieczej duszy, która zawsze ma coś do ukrycia przed okrutnym i bezlitosnym światem zewnętrznym. Od samego działania ważniejsze są słowa oraz wewnętrzne przeżycia, doznania i refleksje dotyczące przemijalności. Z tego względu klimat tej krótkiej powieści jest pełen smutku czy też żalu za bezpowrotnie utraconą chwilą ulotnego szczęścia, którą człowiek nie zdążył się należycie nacieszyć, nie będąc świadom jej efemeryczności.

Tsugumi to bardzo dobre ukazanie faktu, że choroba (szczególnie terminalna) prowadzi do uprzedmiotowienia człowieka. Jednostka ludzka zostaje zdegradowana do schorzenia, które ją dotyka i w cień którego odsunięte zostają takie rzeczy jak temperament, wrażliwość, osobowość, itd. Chory staje się obiektem litości, współczucia, miłosierdzia, co nierzadko wiąże się z wykluczeniem z normalnego funkcjonowania w ramach danej społeczności – od wielu spraw zostaje odsunięty, a jego zachowanie i funkcjonowanie postrzegane jest przez pryzmat dolegliwości. Chroniczne schorzenie to także swoiste zmaganie z ciągłą atencją, troską, uwagą, które inni kierują pod adresem niezdrowego osobnika – może to prowadzić do przekonania, że jest się źródłem nieustannej zgryzoty i utrapienia dla innych. Banana Yoshimoto opisała również naturalne mechanizmy obronne, do jakich ucieka się chory, by jakoś poradzić sobie z niekomfortową sytuacją, w której bez przerwy się znajduje – w przypadku Tsugumi jest to gruby pancerz pozornej obojętności, hardości i bezczelności. Zdaje się, że przywdziana maska ma na celu udowodnić, że człowiek dotknięty schorzeniem nie zawsze musi być pogodzonym z losem i bezsilnym pesymistą czy słabym psychicznie strzępkiem nerwów, liczącym na nieustanną pomoc innych. Powieść Yoshimoto to także znakomite zaprzeczenie faktu, że cierpienie zawsze musi uszlachetniać – bohaterka książki odczuwa zdecydowanie zdrowsze emocje takie jak gniew, wola bycia niezależną istotą kroczącą własnymi ścieżkami, żądza walki z ciążącym nad nią fatum czy chęć wyrwania się z klatki teraźniejszości, w jakiej się ją zamyka.

Tsugumi czyta się bardzo dobrze z uwagi na piękny język, jakim posługuje się Banana Yoshimoto, który autorka stosuje do wyrażania prostych, ale często zapominanych prawd (Dorastamy, patrząc na różne rzeczy. I ciągle się zmieniamy. Żyjemy uderzani tym faktem na różne sposoby. Życie bez przerwy nam o tym przypomina [3]). Plastyczne i sugestywne obrazy szkicowane są kilkoma pociągnięciami pióra, a nad wszystkim unosi się mgiełka melancholii (W takie deszczowe dni przeszłość i przyszłość nadpływają cicho rozpuszczone w powietrzu [4]; Ileż to razy patrzyłam w tym roku na takie morze – pełne blasku, na linii horyzontu lśniące promieniami zachodzącego słońca, pogrążające się stopniowo w mroku [5]). Ta dyskretnie sącząca z kart powieści chandra wzmacniana jest przez retrospektywny charakter książki opowiadającej o momentach, które odeszły, rozpłynęły się w nurcie upływającego czasu.

Reasumując, Tsugumi to interesująca pozycja z Kraju Kwitnącej Wiśni. Książka, mimo tematyki o dużym ciężarze gatunkowym (umieranie, śmierć, samotność), utrzymana jest w bardzo subtelnym nastroju, naznaczonym delikatnością i łagodnością. Ewokacja klimatu nadmorskiego, sennego miasteczka, gdzie osadzono akcję utworu, posiada w sobie ogromne pokłady uroku, któremu trudno się oprzeć. Powieść kojarzy się z impresją, w której stosunkowo niewiele zostało wypowiedziane – zdecydowanie więcej zasygnalizowano, muśnięto, napoczęto, trącono. W tym kontekście utwór jest sztandarowym przykładem niedopowiedzenia, które tak cenię sobie w prozie japońskiej.


[1] Banana Yoshimoto, Tsugumi, przeł. Gabriela Rzepecka, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2005, s. 6
[2] Tamże, s. 6 -7
[3] Tamże, s. 100
[4] Tamże, s. 67
[5] Tamże, s. 113 – 114

8 komentarzy:

  1. Nawiązując do chorego człowieka i jego uprzedmiotowienia. Pamiętam, że czytając, niedawno przez Ciebie recenzowaną, Czarodziejską górę, nie mogłam uciec od myśli, które zmierzały właśnie w tym kierunku. Będąc, na szczęście, człowiekiem zdrowym, od czasu do czasu zastanawia mnie, jak to jest być tak silnie określonym przez chorobę właśnie. Dzięki temu, że wspomniałeś o tym, poszerzyło mi się spektrum do dalszych rozważań. Dotychczas rozważałam samą chorobę i jej wpływ na osobowość, pomijając wpływ i postrzeganie innych osób. Bo znacznie trudniej teraz stwierdzić czy to sama choroba nas naznacza czy ludzie, którzy się o nas troszczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, choroba uprzedmiotawia, a nikt z nas nie lubi być postrzegany jako rzecz, stąd różne mechanizmy obronne z pomocą których pragniemy zasygnalizować naszą niezależność, nasz humanizm, potwierdzić, że jesteśmy pełnoprawną istotą ludzką.

      A jeśli pałasz żądzą naprawdę intrygujących rozważań dotyczących choroby to serdecznie polecam lekturę książki "Oddział chorych na raka". Nie jest to łatwy utwór, ale bardzo, bardzo mocny i zapadający w pamięć. Wydaje mi się, że mógłby przypaść Ci do gustu.

      Usuń
  2. Aż sprawdziłem z miejsca katalog lokalnej biblioteki, ale niestety brak tej pozycji.

    Tak nieco na marginesie, to uważam, że "cierpienie uszlachetnia" to szkodliwy banał i generalizacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie udało się nabyć komplet Yoshimoto ("Tsugumi" oraz "Kuchnię") na Allegro. W moich dębickich bibliotekach także próżno szukać takich książek :)

      Dobrze także nie dociera przekonanie, że "cierpienie uszlachetnia", tym bardziej, że głoszą go najczęściej osoby, które z cierpieniem nie mają w ogóle styczności.

      Usuń
  3. Już od jakiegoś czasu zbieram się, żeby sięgnąć po utwór Banany Yoshimoto i za każdym razem jakaś inna książka staje mi na drodze. Z wielkim entuzjazmem przeczytałam więc tę recenzję, bo jest to dla mnie dodatkowy impuls, by w końcu nadrobić zaległości. Zwłaszcza, że tematyka bardzo do mnie przemawia.
    Jeśli chodzi o "uszlachetniające cierpienie" w moim odczuciu ludzie mają tendencję do upraszczania wszystkiego i szufladkowania. To tak ogólne stwierdzenie, że wszystko może się w nim zawrzeć. Myślę, że ludzie, którzy doświadczyli cierpienia, zwłaszcza cierpienia w samotności mają w sobie dużo więcej empatii, od tych którzy nie mają takich doświadczeń. Choć w nich również może rozwijać się złość i rezygnacja. Zgadzam się jednak, że to nie samo cierpienie nas kształtuje, a otoczenie - ludzie, którzy przyjmują konkretne stanowisko względem nas. Nie umiem powiedzieć jak było w przypadku Tsugumi, ale jestem w stanie wyobrazić sobie człowieka chorego, który dzięki chorobie czuje się wyjątkowy i wbrew wszelkim oczekiwaniom wierzy, że jest lepszy od innych. A to dlatego, że któż by choremu nie ustąpił, kto by nie pochwalił jego śpiewu, zdolności tanecznych itp. Wtedy ten zdrowy będzie stał w cieniu chorego wciąż słysząc: "przecież ona/on jest chory...".
    P.S. Niedawno ukazało się "Światło i mrok" Sōsekiego o którym jakiś czas temu rozmawialiśmy. Zastanawiałam się nawet, czy znajdę tu jakąś notatkę na temat tej pozycji. Ja mam lekturę już za sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja kiedyś nabyłem komplet polskich wydań tej autorki ("Kuchnię" oraz opisywaną "Tsugumi"). O ile z "Kuchnią" rozprawiłem się dość szybko, to "Tsugumi" swoje na półce odleżała, zanim po nią sięgnąłem. Samych książek japońskich, które warto przeczytać jest tyle, że trudno ustalić priorytety.

      Co do tendencji do upraszczania rzeczywistości, to zgadzam się w całej rozciągłości. Im mniej zmiennych, im mniej subtelności, im mniej odcieni tym świat jest prostszy, tym łatwiej jest podejmować wybory, dokonywać ocen, itd. Niestety, o czym przekonuje się każdy "użytkownik" rzeczywistości, świat to skomplikowana sieć naczyń połączonych i prędzej czy później każdy uświadamia sobie, że czarno-biała klisza to tylko złudzenie.

      W kwestii Twoich rozważań dotyczących "nadczłowieczeństwa" chorego to jesteś bardzo blisko treści "Tsugumi" - Yoshimoto pokazuje, że takie traktowanie chorych, takie litościwe podziwianie, nieuchronnie prowadzi do produkcji egoistycznych potworków, schowanych w cieniu swojej choroby.

      P.S. O "Świetle i mroku" oczywiście wiem, ale jak dotąd nie kupiłem jeszcze tej powieści, chociaż prędzej czy później na pewno to uczynię. Póki co czytam troszkę starsze przekłady japońskich pozycji (np. dziś ukończyłem "Ognie polne", na stoliku leży "Zatonięcie Japonii") oraz raczę się translacjami angielskimi (chyba na dobre wpadłem, jeśli chodzi o płody Yasutaki Tsutsui - niedawno przeczytałem "Hell", rozglądam się też za "The Maid"). Co do Sōsekiego, to rozkoszuję się pewnością, że książkę mogę nabyć w każdej chwili - droczę się zatem z sobą, opóźniając tę niewątpliwą przyjemność, z jaką wiąże się możność zagłębienia się w świat kreowany przez tego znakomitego pisarza. Oczywiście, gdy "Światło i mrok" już skonsumuję, nie omieszkam podzielić się refleksjami na temat dzieła.

      Usuń
    2. Czekam więc na dzień, gdy wreszcie pozwolisz sobie na tę niewątpliwą przyjemność :) Tymczasem na pewno chciałabym przeczytać Twoje przemyślenia na temat "Ogni polnych". Ja najpierw miałam okazję zobaczyć film. Zrobiłam sobie maraton i obejrzałam "Ognie polne" oraz "Harfę birmańską". Było to dla mnie tak przejmujące, traumatyczne doświadczeniem, że nigdy nie zdecydowałam się sięgnąć już po książkę. Tamtej nocy dręczyły mnie koszmary, a obraz mężczyzny we własnym kale (nie jestem pewna czy ta scena nie była z "Harfy birmańskiej") prześladuje mnie do dziś.

      Usuń
    3. W "Ogniach polnych" nie brakuje takich naturalistycznych wstawek - na pewno pojawił się motyw żołnierza, który z braku sił i wycieńczenia nie był w stanie rozpiąć spodni, by ulżyć swoim potrzebą fizjologicznym (ale z tego, co pamiętam, chodziło o plamę moczu, która nagle wykwitła na spodniach). Nie wchodząc jednak w drastyczne szczegóły (pojawił się i wątek odcinanych kończyn przez maruderów, którzy zdecydowali się walczyć z głodem za sprawą ludzkiego mięsa) w prozie Shōhei Ōoki najbardziej ujęło mnie to, że tej powszechnej, totalnej dehumanizacji towarzyszy niewzruszona, majestatyczna, potężna przyroda. Jej opisy są naprawdę piękne i żywo kontrastują z "wyczynami" człowieka.

      A po Sōsekiego na pewno sięgnę - wszystko w swoim czasie. Czekam po prostu, kiedy będę mentalnie gotów na kolejną styczność z tym wielkim pisarzem.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)