piątek, 18 listopada 2016

Harry Mulisch "Czarne światło", czyli kakofonia niedorzeczności

Czarne światło

Harry Mulisch

Tytuł oryginału: Het zwarte licht
Tłumaczenie: Ewa Dijk-Borkowska
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 112
 
 
 
 
 
Oksymoron, zwany też epitetem sprzecznym to figura retoryczna, którą konstruuje się poprzez przenośne zestawienie pojęć o przeciwstawnym, wykluczającym się wzajemnie znaczeniu. Ponieważ barwa czarna to w teorii całkowity brak światła widzialnego, dobrym przykładem oksymoronu jest wyrażenie Czarne światło, będące jednocześnie tytułem noweli autorstwa holenderskiego pisarza Harry’ego Mulischa. Czarne światło, za które pisarz został uhonorowany Nagrodą Literacką De Bijenkorf to pokręcona afirmacja człowieczego bytu, który wysławiany jest poprzez wyeksponowanie jego niedorzeczności i absurdu.

Akcję utworu umiejscowiono się 20. sierpnia 1953, kiedy to wedle przepowiedni Wielkiej Piramidy ma nastąpić koniec świata. 20. sierpnia 1953 roku to również 46. rocznica narodzin Maurycego Akelei, czarnoskórego bohatera powieści. Protagonista to nieśmiały, zamknięty w sobie i niepewny siebie mężczyzna, stroniący od ludzkiego towarzystwa, mieszkający w skromnym lokum na poddaszu czynszowej kamienicy w ubogiej dzielnicy pełnej magazynów i firm transportowych. Murzyn pracuje w charakterze organisty w pobliskim kościele – codziennie o godzinie dwunastej gra na carillonie, instrumencie będącym zestawem dzwonów z urządzeniem umożliwiającym wydobywanie z nich prostych melodii. W momencie rozpoczęcia dzieła, wraz z nastaniem nowego dnia, duszą Maurycego targają sprzeczne potrzeby, by uczcić swoje święto w sposób z jednej strony intymny, z drugiej zaś – imponujący i niepowtarzalny. Poranna wyprawa, w trakcie której Maurycy odwiedza skromne grono znajomych w celu zaproszenia ich na wieczorne przyjęcie staje się asumptem do zagłębienia się w wodach przeszłości oraz zanurkowania w wirze przemyśleń i refleksji dotyczących metafizycznych kwestii.

Maurycy podczas swojej wędrówki opuszcza się w bezdenną studnię czasu [1] – przytaczane reminiscencje jawią się jako próba zrozumienia swojego aktualnego położenia czy też jako usilne dążenie do odkrycia krętych ścieżek kapryśnego fatum, którymi potoczyło się życie bohatera. Sens niektórych wydarzeń jest łatwiejszy do akceptacji bądź przyswojenia z perspektywy minionych lat z uwagi na kojące przymioty upływającego czasu, ale większość ran okazuje się niezasklepionych i wciąż piekących, jeśli tylko delikatnie ich dotknąć.

Czarne światło to króciutka nowelka, której polskie wydanie liczy raptem 110 stron. Mimo skromnej objętości twór Harry’ego Mulischa jest zaskakująco pojemny, a przy tym wciągający i niepowtarzalny. Holenderski pisarz sprytnie napoczął bardzo szerokie spektrum zagadnień, z których wszystkie przytoczone są dość pobieżnie, co skłania czytelnika do samodzielnych rozmyślań i wniosków. Nie brakuje tematyki religijnej (bo Bóg to wiara w Boga [2]) czy dygresji historycznych (przewija się m.in. ciekawy wątek pierwszych wolnomularzy). Bardzo często eksponowany jest również motyw dualizmu, sprzeczności, dychotomii – najlepszym przykładem owej dwudzielności jest odzwierciedlająca stan duszy muzyka, którą raczy miasto Maurycy: z perspektywy słuchacza melodia hipnotyzuje spokojem oraz podniosłym i uroczystym tonem, podczas gdy nuty rodzą się z rozpaczy i złości, w pocie i znoju. Równie interesujące jest stwierdzenie na temat osób wykonujących muzykę – zgodnie ze słowami jednego z bohaterów: Muzyk wzrusza ludzi, ale tym samym jest też od nich oddalony. Stoi na podium wobec całego świata; albo na śmietniku [3]. Książka Mulischa to także uświadomienie faktu, że cała rzeczywistość to byt pozostający w nieustannym ruchu, ciągle zmieniający się i stąd próby pochwycenia sensu zdarzeń czy nadania im logicznego znaczenia to na ogół działania karkołomne. Podobna niejasność towarzyszy istocie ludzkiej, która stanowi trudną do rozwikłania zagadkę, będąc przy tym kopalnią tajemnic i niespodzianek. Z kolei sam proces poznawczy, sposób odkrywania praw rządzących naturą jest nierzadko plątaniną przypadku i fuszerki. Niecierpliwość, kurczowe trzymanie się schematów, brak otwarcia na nowe powodują, że jako ludzkość często zasklepiamy się, chowając się w swojej bezpiecznej skorupie. Stąd oskarżenie kierowane pod adresem jednego z protagonistów (Za wiele pan pyta i na za wiele pytań ma pan gotową odpowiedź [4]) jest jak najbardziej zasadne i aktualne dla całej naszej cywilizacji.

Czarne światło, co charakterystyczne dla prozy Mulischa, odznacza się specyficzną formą. Utwór opowiedziany jest z perspektywy wszechwiedzącego trzecioosobowego narratora. Za jego sprawą czytelnik informowany jest nie tylko o bieżącej egzystencji Maurycego Akelei – oprócz niej poznajemy całkiem sporo faktów związanych z przeszłością bohatera, rzutującą na jego obecny żywot; ponadto wnikamy w intymny świat snów i fantazji Maurycego, które dość swobodnie mieszają się ze światem realnym, co skutecznie zaciemnia i utrudnia odbiór dzieła, skazując nas na domysł, zgadywanie, niedopowiedzenie i konsternację. Ciekawym zabiegiem są również stosunkowo liczne wtrącenia umieszczane w nawiasach, które przywodzą na myśl didaskalia, podkreślające fabularne niuanse. W Czarnym świetle pojawia się też wątek autotematyzmu, znamienny dla literatury postmodernizmu czy nouveau roman – jedna z postaci płodzi epos o atomie Sympo, który w interesujący sposób przechodzi od powstania Wszechświata do samego aktu pisania poematu.

Reasumując, kolejne po Procedurze spotkanie z Harry’m Mulischem było bardzo intrygującym doświadczeniem. Holenderski mistrz pióra zaserwował czytelnikom piękną literacką przygodę, prezentując przy okazji wachlarz swoich literackich możliwości, które udało się w pełni uwydatnić pomimo skromnej objętości utworu. Czarne światło to oryginalne dzieło, które można traktować w kategoriach rachitycznego love story – tyle, że miłość odmalowana piórem Holendra to uczucie niejednoznaczne i trudne do pochwycenia w karby definicji. Silnym punktem Czarnego światła jest także stopniowo gęstniejąca atmosfera – Mulisch mistrzowsko buduje stan narastającego chaosu, doprowadzając do sukcesywnej dezintegracji wykreowanego świata przedstawionego, dokonując efektownego gwałtu na fabule. Pozycja obowiązkowa dla fanów literackich eksperymentów.


[1] Harry Mulisch, Czarne światło, przeł. Ewa Dijk-Borkowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976, s. 34
[2] Tamże, s. 23
[3] Tamże, s. 57
[4] Tamże, s. 79


Tekst ukazał się wcześniej na portalu: https://statekglupcow.wordpress.com/

13 komentarzy:

  1. Rachityczna love story? Czegoś takiego chyba jeszcze nie czytałam (trudno mi nawet "Czarne światło" porównać do jakiejkolwiek innej powieści, którą znam). No i skoro Mulisch jest obowiązkowy, to się poddaję. Z przyjemnością! - tym bardziej, że nie za często wpada mi w ręce książka holenderskiego autora i też dlatego, że o absurdach i zagadkach życia mogę czytać i czytać... To temat, który nigdy mi się nie nudzi, bo jest wciąż... aktualny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, książka zdecydowanie wymyka się wszelkim kategoriom, stąd też takie dziwaczne określenie, by jakoś ją opisać. A Mulisch to takie moje tegoroczne odkrycie - to chyba jeden z czołowych pisarzy holenderskich. O jego książkach można przeczytać same dobre rzeczy :)

      Usuń
  2. Zaledwie 110 stron i dużo treści? Cenię pisarzy, którzy umieją pisać w sposób zwięzły i na niewielkiej liczbie stron zawierają mnóstwo wątków w taki sposób, że utwór nie wydaje się przeładowany. Co do oksymoronów, często pojawiają się one w tytułach książek. „Mały wielki człowiek”,„Prawdziwe kłamstwa”, „Uczciwa oszustka”, „Prawdziwa bajka” itd. Takie tytuły zawsze mnie intrygują. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, jest to nie lada umiejętność, którą nie każdy literat posiada. Ha, a co do intrygujących rzeczy, to w przypadku "Czarnego światła" nie kończą się one na tytule :)

      Usuń
  3. Podobnie jak koczowniczka a. fascynują mnie pisarze, którzy w krótkiej formie potrafią zawrzeć 'wszystko'. Ciągle się łudzę, że starczy mi czasu, by przeczytać choć 1% z tego, co polecasz. Jednocześnie Twoje teksty są tak bogate, że dają jakiś taki rodzaj poczucia poznania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, Mulisch to taki typ pisarza, który wg mnie w swojej prozie stara się uchwycić ABSOLUT - do tego wymagana jest niemała odwaga. A co do moich tekstów, to dzielę się w nich swoimi literackimi odkryciami, poświęcając im przy okazji kilka refleksji, ale absolutnie nie zmuszam nikogo, by również po nie sięgał :)

      Usuń
    2. Ależ wiem, że nie zmuszasz, ale czuję się zawsze bardzo zachęcona:)

      Usuń
  4. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach coraz trudniej o takie skromne, jeśli chodzi o objętość dzieła. A szkoda, bo przecież dobrze wiemy, że czasem mniej znaczy więcej. Tymczasem obecnie książka musi być przede wszystkim gruba, niestety. Na szczęście jest tyle starszych pozycji tego rodzaju, z którymi można się zapoznać. No i obecnie też raz na jakiś czas coś takiego wychodzi, ale raczej rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że takie opasłe tomiska szczególnie ostatnio wróciły do łask, ale dla mnie osobiście objętość nie odgrywa zbyt dużej roli. Z perspektywy czytelnika takie grube książki to możliwość dłuższego obcowania z wykreowanym światem przedstawionym :)

      Usuń
  5. Bez niedorzeczności i absurdów życie byłoby trudne do zniesienia. Zwięzłość stanowi całkiem poważne wyzwanie - wiele treści w niewielu słowach. Choć z drugiej strony napisanie opasłego tomiszcza, które by przez całą długość utrzymało uwagę czytelnika, to też wyzwanie. Ogólnie - pisanie to trudna sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ta końcowa pointa bardzo mi się podoba. Powoływanie do istnienia świata zbudowanego ze słów to mocno skomplikowana i trudna sprawa - a im więcej obostrzeń (dzieło krótkie, ale treściwe; książka opasła, ale nienużąca, itd.), tym bardziej zawiły staje się proces :)

      Usuń
  6. Czarne światło – to zapewne nie tylko oksymoron, ale aluzja do życia bohatera, zapewne trzeba jego biografię odczytywać przez pryzmat tytułu… Coś mi się wydaje, że bardzo zależało pisarzowi, żeby bohater był czarnoskóry. Właśnie sobie poczytałam o pisarzu. Czytałeś "Odkrycie nieba"? Co do ilości stron, to nie mam z tym problemu. Może dlatego, że coraz bardziej doceniam opowiadania i ich zwięzłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się - można stwierdzić, że Mulisch na kartach swoich powieści serwuje niejedną sprzeczność i niejednoznaczność, co wspaniale uzmysławia jak skomplikowaną istotą jest człowiek. "Odkrycie nieba" dopiero przede mną, ale "Procedurę" mogę polecić z czystym sumieniem :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)