piątek, 1 kwietnia 2016

Czytelnicze ścierwo zasrane, czyli "Jedyne wyjście" Witkacego

Jedyne wyjście

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 300
 








Słowa są centrami, które mają mniejszą lub większą aureolę nieokreśloności wokół siebie, proporcjonalną odwrotnie do ścisłości definicji [1]. Z tego względu czytelnik może stać się świadkiem słownych wynurzeń, które z uwagi na stopień komplikacji, implikujący potężny umysłowy wysiłek, do jakiego konieczne jest zaprzęgnięcie niemal całej dostępnej intelektualnej maszynerii oraz zważywszy na wysoki stopień rozmycia, pociągający za sobą niewyraźność, a więc i mnogość (bowiem finalnym sznytem jest nadanie konturów – kształtów ostatecznych zależnych od subiektywnych upodobań oraz indywidualnych możliwości odbiorcy), kojarzyć mogą się (te słowne wynurzenia) z chaosem, ocierającym się wręcz o bełkot szalonego proroka (proszę wyobrazić sobie mesjasza, który tuż przed ogłoszeniem wielkiej prawdy zażywa trochę prochów na odwagę, tak by język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa, ale przyjęta dawka okazuje się zbyt duża – krytyczna granica zostaje przekroczona, a z ust mędrca wydobywają się jedynie piana i charkot, w rezultacie czego rozpalony i żądny apokaliptycznych wizji tłum [traktowanych jako jedna z ciekawszych rozrywek] odchodzi rozczarowany z poczuciem krzywdy oraz wrażeniem, że zostało się oszukanym, piekącym i bolesnym odczuciem, które można ukoić wyłącznie dzięki fizycznej przemocy, której ofiarą pada nieszczęsny prorok, lękający się publicznych wystąpień). Obcowanie z prozą Stanisława Ignacego Witkiewicza, znanego także pod pseudonimem Witkacy, to właśnie taki bezpośredni i nierzadko wstrząsający kontakt z tym, co nieścisłe i niedookreślone, przerażające swoim bezmiarem i nieskończoną wręcz możliwością interpretacji. Dziełem, które w pełni potwierdza powyższą konstatację jest Jedyne wyjście, twór pisany w latach 1931 – 1933.

Powieść to sztandarowy przedstawiciel Czystej Formy, koncepcji artystycznej autorstwa Witkacego. Zgodnie z założeniami kluczową funkcją takich dziedzin jak religia, sztuka oraz filozofia było wzbudzenie w umyśle odbiorcy uczucia metafizycznego, czyli przekonania o odrębności wobec otoczenia, poczucia niepowtarzalności własnego bytu oraz doznania kontaktu z tajemnicą czy wręcz z absolutem. Zdaniem Witkacego ówczesne dzieła nie spełniały tych standardów, w związku z czym sztuka winna ulec rewizji. Do lamusa odejść miały klasyczne szablony, realistyczne wzorce, sama treść okazywała się wartością podrzędną wobec formy, która wybijała się na pierwszy plan – jej niezwykłość, oryginalność  i dziwność oraz zerwanie z dotychczasowym kanonem, miały na celu wstrząśnięcie odbiorcą poprzez konfrontację z nieznanym, w obliczu którego czytelnik zmuszony jest do głębszych przeżyć. W tym momencie warto zatrzymać się i wspomnieć, że idee nouveau roman (przybliżyłem je przy okazji tekstów poświęconych dziełom Robbe-Grilleta: Żaluzja, Gumy, Dom schadzek), czyli nowej powieści, zwanej też antypowieścią lub powieścią fenomenologiczną są zaskakująco zbieżne z założeniami poczynionymi przez polskiego autora – autotematyzm (powieść koncentruje się na samej sobie), nieliniowość fabuły, świat przedstawiony bazujący na subiektywizmie narratora – wszystko to i znacznie więcej czytelnik znajduje w Jedynym wyjściu i z tego względu wydaje się, że stwierdzenie, iż Witkacy stworzył antypowieść jeszcze przed jej formalnym nastaniem jest jak najbardziej zasadne.

Głównymi bohaterami Jedynego wyjścia są Izydor Smogorzewicz-Wędziejewski, pracownik PZP i znany w szerokich kołach inteligencji i pseudointeligencji filozof-dyletant [2] oraz Marceli Kizior-Buciewicz, jeden z ostatnich wielkich malarzy, alkoholik i kokainista. W momencie rozpoczęcia utworu, Izio zmienia stan cywilny. Ślub w zamyśle protagonisty ma wiązać się z życiowym ustatkowaniem się, jest także bodźcem do definitywnego sformułowania jak dotąd jedynie mglisto zarysowanego systemu filozoficznego. Egzystencjalne rozważania Izydora oraz refleksje Marcelego na temat malarstwa stanowią pretekst do zaprezentowania metafizycznych i artystycznych koncepcji samego Witkacego – z tego powodu fabuła książki poprzecinana jest długimi wywodami oraz zawiłymi wykładami, w których podmiot liryczny (trudno jest bowiem mówić o narratorze czy bohaterze) wyłuszcza swoje idee związane z szeroko pojętą sztuką oraz filozofią.

Za sprawą Izydora i Marcelego, jegomości, którzy nadzwyczaj często oddają się kontemplacji, kierując swoje myśli ku śliskim tematom, rzeczom niewyrażalnym, kwestiom wymykającym się ludzkiemu pojmowaniu oraz próbując pochwycić w karby słów idee, których nie sposób zdefiniować, Witkacy zdaje się prezentować pogląd, że poczucie pozazmysłowego niespełnienia czy metafizyczna nuda to efekt klęski starań uwięzienia w ciasnych definicjach nadmienionych imponderabiliów. Jedyną ulgą dla znużonej ludzkiej psychiki jest filozofia oraz sztuka, których zadaniem jest pobudzić maksymalnie to poczucie dziwności, tajemniczości, niezgłębialności istnienia, a jednocześnie dać w ręce prymitywne choćby narzędzia dla intelektualnego ujęcia tego, co w życiu (w istnieniu) właśnie dziwne jest i do niczego niesprowadzalne [3]. Stąd wniosek, że rolą filozofii czy sztuki jest uczynienie ludzkiego żywota chociaż odrobinę mniej plugawym, wydobycia go z mrocznych i cuchnących dolin pospolitości i bydlęcej męki codzienności i rozpalenie wspaniałego słońca wiedzy o Dziwności Przedwiecznej Bytu [4]. Podobne wymagania stawiane są prozie – w mniemaniu autora powieść nie może być jedynie bezpłodnym przepędzaniem czasu. Zamiast tego winna ona wzbudzać pewnego rodzaju niepokój, dawać nowy wymiar, stwarzać coś w człowieku. Widać zatem wyraźnie, że Jedynie wyjście trzeba traktować w kategoriach manifestu, w którym Witkacy przypomina i odświeża swoje teorie, jednocześnie wprowadzając je w życie.

Należy bowiem zaznaczyć, że Jedyne wyjście to typ powieści intelektualnej, i to filozoficznej, który sam Witkacy chciałby czytać. Z racji braku istnienia takowych dzieł, pisarz podejmuje się wysiłku, by podołać temu niełatwemu zadaniu. Co ciekawe kilkadziesiąt stron wcześniej autor zdradza, że Jedyne wyjście to reprezentant tzw. literatury czystej, to jest pisanej dla własnej satysfakcji i tym różni się od literatury brudnej, że w relację dzieło-twórca nie miesza się nieszczęsnego czytelnika czy innego odbiorcy (a przynajmniej na etapie powstawania dzieła nie uwzględnia się tej interakcji). Tych, którzy wahają się czy sięgnąć po Jedyne wyjście, są z pewnością ciekawi, czym odznacza się ten witkiewiczowski płód oraz jakież to cechy decydują o jego czystości (oprócz napomkniętej misji katalizowania przeżyć stricte duchowych i wzniosłych). Otóż czytelniczą uwagę przyciąga forma powieści – układ, struktura, kompozycja oraz słownictwo. Niemałe zdziwienie może wywołać swoiste igranie z czytelnikiem oraz drażnienie jego ambicji – na kartach książki pojawia się mnóstwo przytyków kierowanych bezpośrednio do odbiorcy (widać twarz kretynowatego czytelnika, jak zżyma się ze znudzenia i wstrętu. Poczekaj, kotku – może odgłupniesz trochę, może Tobie to kiedyś trochę pomoże, że teraz się przezwyciężysz trochę, kochanie głupawe, nie zniechęcaj się przedwcześnie – będzie jeszcze i to, co Ty lubisz, ścierwo zasrane [5]), będących jawną prowokacją i niczym niezawoalowaną drwiną. Oprócz tego styl dzieła cały czas ulega przeobrażeniom – snuta historia jest nieciągła, utyka co chwilę, by ustąpić miejsca długim elaboratom. Na dokładkę utwór przekształca się momentami w twór, wykazujący podobieństwo do dramatu – partiom dialogowym towarzyszą teksty poboczne na wzór didaskaliów. Dobrym uzupełnieniem są wewnętrzne monologi protagonistów, czyli osławiony strumień świadomości. Wszystko to sprawia, że Jedyne wyjście nietrudno jest określić mianem słowotoku, bowiem wszechobecne jest rzyganie wyrazami, kolejne zdania (naznaczone bolesnym skurczem niemożności wyartykułowania wszystkich myśli) wydymają się i zapadają pod własnym ciężarem, paląca okazuje się również potrzeba kreacji, objawiająca się licznymi neologizmami i obcojęzycznymi wstawkami (gratis, niejako na dokładkę, czytelnik otrzymuje również wszelakiej maści zgrubienia oraz zdrobnienia – pod tym względem można stwierdzić, że Witkacy znalazł godnego spadkobiercę w osobie młodszego o 19 lat Witolda Gombrowicza).

Zagadnieniami zasługującymi na wnikliwszą analizę są z pewnością instytucja małżeństwa oraz damsko-męskie relacje, nakreślone na kartach powieści. Niektóre myślowe konstrukty są bardzo oryginalne, a niekiedy wręcz szokujące, ale generalnie większość z nich dobrze oddaje poglądy samego Witkacego w tej kwestii. By nie być gołosłownym, wskazane jest przytoczyć kilka przykładów. Intercyza jest więc rodzajem umowy, określającej zakres swobody jednostki w obrębie małżeństwa. Natomiast sam mariaż traktowany jest jako związek mężczyzny i kobiety, który doprowadza ludzi do tego, że stają się oni karykaturami samych siebie, bowiem trwanie we wspólnocie to bardziej wynik samozaparcia, rodzaj psychicznej walki, nieustannych zmagań i tarć (w utworze pojawia się nawet stwierdzenie, że małżeństwo to nieco inna postać ludożerstwa). Zatem partnerstwo mężczyzny i kobiety, rozumiane jako harmonijna współegzystencja, jest niemożliwe ze względu na  wzajemną obcość, podobnie jak monogamia, braterstwo dusz czy pełne zrozumienie – dumny samiec zostaje zmuszony do ugięcia karku przed niezwyciężonymi narządami seksualnymi samicy, ale klęska ta jest często rekompensowana przez kreację prywatnego, niedostępnego dla innych świata wewnętrznego, który wynagradza utraconą samowłasność. Ta odrębność płciowa podkreślana jest także przez charakterystyczny dla pióra Witkacego portret kobiety, którą najtrafniej można określić mianem demonicznej (zobacz: 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta) – przedstawicielki płci pięknej w Jedynym wyjściu to również niewyżyte seksualnie sukuby, rozpasane i niezaspokojone, które wpijają się w swoich kochanków, wysysając z nich siły życiowego za pomocą swojej otchłani ubezwłasnowolnienia.

Ostatnią kwestią godną wspomnienia jest tło, na którym rozpostarto akcję utworu. Fabuła Jedynego wyjścia ma miejsce w Polsce w bliżej nieokreślonej przyszłości – jest to państwo totalitarne, rządzone przez PZP, wszechwładną, ale z czytelniczego punktu widzenia, bardzo tajemniczą organizację, przywodzą na myśl komunistyczną partię (Robotnikom było dobrze – nie pragnęli niczego więcej – każdy miał domek i ogródek, kultura już się z lekka cofnęła – drobnorolnictwo świetną było przeciwwagą dla industrializacji. Naprawdę dobrze było, mimo pewnej prymitywności technicznej życia, ale czemu? Bo kapitał jako taki, prywatny, wzięto za mordę zupełnie. Rządziło PZP – oto tajemnica wszystkiego. A kto nie uznawał PZP, to „pod ścianę”, i szlus. Ot co! [6]). Czasy, w jakich osadzono akcję Jedynego wyjścia kojarzą się z epoką post- (okres postfilozofii, postsztuki, postintelektu) – wszelka sztuka oraz nauka ulegają skarleniu, zwiotczeniu i marazmowi, a nielicznie artyści czy intelektualiści to pojedyncze podrygi dawnej wielkości oraz wyraz agonalnych konwulsji. Jednostka musi uznać wyższość masy, z kolei tłum i ludzka ciżba uginają się przed potęgą biurokracji, instytucji oraz uniformizmu, reprezentowanego przez PZP. Zanurzając się w wykreowanym nastroju, trudno odsunąć napływające konotacje wiążące się z fobiami Witkiewicza przed nadciągającą przyszłością, którą artysta widział jedynie w mrocznych barwach.

Reasumując, Jedyne wyjście to równie trudna co oryginalna pozycja, która zasługuje na uwagę tych czytelników, którzy nie lękają się konfrontacji z pisarzem, intelektualnej walki czy słownych gierek. W moim odczuciu największą wartością powieści jest konsekwencja, z jaką Witkacy wtłaczał do niej swoje kolejne koncepcje oraz idee i wedle nich budował swoje dzieło. Bardzo interesujące jest również samo spojrzenie na sztukę, która przywodzi na myśl akt kreacji, pociągającej za sobą destrukcję – samospaleniu ulega artysta, będący niczym medium składające na ołtarzu Artyzmu samego siebie. Pod tym względem wizja Witkacego kojarzy się odrobinę z prawem Joule’a (wyrażonego wzorem Q=R∙I2∙t; gdzie Q – ilość wydzielonego ciepła, I – natężenie prądu elektrycznego, R – opór elektryczny przewodnika, t – czas przepływu prądu), określającego ilość ciepła wydzielanego podczas przepływu prądu elektrycznego przez przewodniki elektryczne – twórca jest niczym ów przewodnik, cechujący się pewnym oporem, przez wnętrze którego przepływa potężne natężenie sztuki. Efektem są wyjątkowe dzieła, ale również silny płomień, w którym stopniowo spala się sam artysta. Po wypaleniu, zgaśnięciu, jedynym wyjściem wydaje się pełne milczenie bądź ostateczne odejście.


[1] Stanisław Ignacy Witkiewicz, Jedyne wyjście, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993, s. 140
[2] Tamże, s. 7
[3] Tamże, s. 167
[4] Tamże, s. 38
[5] Tamże, s. 53 – 54
[6] Tamże, s. 110




10 komentarzy:

  1. Kontynuując porównanie, ciekawe, czy są artyści-nadprzewodniki? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto ich tam wie - różne cuda się między nimi zdarzają :)

      Usuń
  2. Zazwyczaj po przeczytaniu Twojej recenzji mam ochotę biec po książkę, ale tym razem widzę, że Witkiewicz to nie dla mnie. Ech, męczyłabym się, czytając o tym, że małżeństwo jest postacią ludożerstwa i że niemożliwe są relacje partnerskie pomiędzy mężczyzną a kobietą. I do tego słowotok...
    Izydor Smogorzewicz-Wędziejewski, Marceli Kizior-Buciewicz – ciekawie dobrane nazwiska bohaterów, bo przecież męskie dwuczłonowe nazwiska zdarzają się rzadko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, Witkacy to taki pisarski śliski węgorz, który robi bardzo wiele, aby zniechęcić do siebie potencjalnego czytelnika. Ale kiedy przebrnie się przez te pierwsze warstwy obronne, to można znaleźć w twórczości Witkacego swoiste piękno (to także interesujący portret ówczesnej epoki). Ja sięgam po jego dzieła rzadko i ostrożnie, i póki co taka taktyka okazuje się skuteczna :)

      A co do nazwisk, to Witkacy przejawiał na tym punkcie obsesję - ogromne stężenie cudacznych i dziwacznych nazwisk można odnaleźć w "Nienasyceniu".

      Usuń
  3. Co do tytułu - to z pewnością nie przeminie niezauważony;) Chyba autor jednak nie był do końca zadowolony ze swego dzieła, bo ani to nie był jego ostatni utwór, ani po nim nie zamilknął... O matko, nie wiem czy bym podołała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ale jeśli ograniczyć się wyłącznie do powieści, to "Jedyne wyjście" jest pozycją ostatnią i to w dodatku nieukończoną (pierwotnie powieść stanowiła pierwszy tom szerszego projektu). A temat "milczenia" ciekawie uzupełniają listy prezentowane w posłowiu, w których Witkacy zwierza się żonie, że powieść ta rodziła się w ogromnych bólach :)

      Usuń
  4. Kiedy ja mam coraz większą ochotę - może to pod wpływem wiosny, może ogólnego zmęczenia - sięgać po coraz lżejsze lektury, to Ty pozostajesz konsekwentny i nie obniżasz sobie poprzeczki. Abstrahując od samej powieści mam wrażenie, że Twoje wpisy są coraz lepsze, a to się chwali:) I mają też dla mnie wartość motywacyjną, a jej motto to sięgaj wyżej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt z nas nie jest taki sam i każdy wybiera swoją formę aktywności, która sprawia mu największą przyjemność i satysfakcję. Życie jest zdecydowanie za krótkie, by czytać to, czego oczekują od nas inny, więc nie przejmuj się i sięgaj po to, na co absolutnie masz ochotę :)

      Usuń
  5. Zaskoczyłeś mnie. Myślałam, że czytałam wszystkie powieści Witkacego (lubię jego twórczość), ale tej nie miałam okazji poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja miałem podobnie, dopóki nie natknąłem się przypadkiem na tę książkę w bibliotece. Wcześniej w ogóle nie słyszałem o "Jedynym wyjściu" i z tym większą przyjemnością zagłębiłem się w jego lekturę. Jeśli lubisz Witkacego i jego bardzo charakterystyczną prozę o serdecznie polecam Ci również "Jedyne wyjście". Znakomite uzupełnienie oraz swoiste podsumowanie jego pozostałej twórczości powieściopisarskiej :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)