sobota, 23 maja 2015

Sekret najpilniej strzeżony




Jeffrey Archer

Sekret najpilniej strzeżony

tytuł oryginału: Best Kept Secret
cykl: Kroniki rodziny Cliftonów (tom 3)
tłumaczenie: Danuta Sękalska
Dom Wydawniczy Rebis 2013
liczba stron: 400


Trzecia część sagi Kroniki rodziny Cliftonów* została opatrzona przez autora, Jeffreya Archera, tytułem Sekret najpilniej strzeżony. Oczywiście fabułę stanowią dalsze losy rodzin Cliftonów i Barringtonów, ale jak się potoczą, nie będę zdradzał. Na uwagę jednak zasługują nowe wątki i nowe klimaty, które pojawiają się po raz pierwszy w historii tego cyklu powieściowego.






Bardzo interesujący okazał się wprowadzony właśnie aspekt kryminalny, prawdziwie mafijny czy jak wolą inni sensacyjny, który w moim odczuciu utkany został bardzo profesjonalnie. Choć rzecz cała dzieje się gdzieś pod koniec lat pięćdziesiątych, to umiejscowiono w niej pojawienie się nowego typu przestępcy, wypisz wymaluj jednego z bohaterów Gomorry. Przestępcy, który nie myśli o sobie jako o kimś czyniącym cokolwiek złego, gdyż uważa się za biznesmena, a jego zysk zastępuje mu moralność. Wszystko co zyskowne, jest dobre, więc moralne, a co nie przynosi pieniędzy, jest złe. Pułapka leży w tym, iż zależnie od okoliczności, taki człowiek może faktycznie długo nie naruszać prawa, o ile prawo nie będzie kolidować z dobrem jego interesów, a jeszcze dłużej będzie się on uważał za porządnego, godnego szacunku. Będzie przesuwał coraz bardziej w kierunku nikczemności granicę między dobrem i złem, w miarę, jak jego interesy będą obejmować coraz większe sumy, a jego zachłanność wciąż będzie rosła. Ten dominujący obecnie w Polsce obraz biznesmena, którego od przestępcy odróżnia tylko to, że nie siedzi w więzieniu, w latach powojennych był już zauważalny, choć jeszcze nie tak powszechny jak dziś. To wojna upowszechniła takie postawy i ludzi tego pokroju uczyniła bogatymi; przetarła szlaki dla tego typu widzenia świata. Chwała Archerowi, że pokazał tę drogę, jedną z niezliczonych, jakimi wojna deprawuje wszystkie społeczeństwa, nawet te, których bezpośrednio nie dotknęła. Inna sprawa, że nie mam złudzeń, by wielu odbiorców ten wątek doceniło.

Jeśli przy tym jesteśmy, to polecam też uwadze przyszłych czytelników wniosek wypływający z tej warstwy, gdy już poznamy całą lekturę. Policja i tajne służby w czasie pokoju nie mają śmiałości, by zabić przeciwnika zdolnego do zbrodni, choć jednocześnie nie mają specjalnych oporów, by w inny sposób łamać prawo w trakcie operacji przeciw niemu. Przez tą miękkość i niekonsekwencję, konsekwencją byłoby w ogóle prawa nie łamać albo też kanalię zamordować, wystawiają na niebezpieczeństwo życie i zdrowie cywilów, którzy są na tyle nieprzewidujący, że im pomagają, choć nie muszą.

Sekret, jak się zorientowałem, ma w sieci dość różne recenzje. Charakterystyczne jest, iż większość zarzutów jest typu – „nie tego oczekiwałem”. Zawsze piętnuję tego typu „krytyków”. To tak jakby czytać Pismo Święte i zarzucać mu, że brak w nim Allacha, choć tego po książce o bogu oczekiwaliśmy.

Niektórzy twierdzą, iż postacie są nieco zbyt komiksowe w zakresie psychiki. Dobry jest wspaniały aż do kości, a zły nikczemny aż do gruntu. Może troszeczkę tak jest, ale zarazem nie jest to do końca prawdą, gdyż osoby drugoplanowe na pewno takie nie są. Pierwszoplanowe zaś są przecież osobowościami nietuzinkowymi, wręcz wyjątkowymi. Kto zaś miał z takimi do czynienia, ten wie, iż naprawdę są one odmienne od pozostałych, również w kwestii podążania za własnymi przekonaniami, zarówno w dobrym jak i złym znaczeniu tego słowa.

Przy okazji polityki, elit i przestępców - wystarczy spojrzeć na naszych polityków – nie ma takiego kłamstwa, którego by w okresie przedwyborczym nie wypowiedzieli, jeśli uznają to za korzystne dla wzrostu notowań i nie ma takiej obelgi, której by bez mrugnięcia okiem nie przyjęli, jeśli uznają, że PR tego wymaga. Zachowania raczej niespotykane na taką skalę wśród „normalnych” ludzi, przynajmniej tych, którymi ja staram się otaczać. Pokazują jednak dobitnie, jak można przyzwyczaić się do kłamstwa i do innych złych zachowań, jeśli kryterium oceny nie jest sumienie i własny kręgosłup moralny, a efektywność. Tą samą mentalność prezentują owi biznesmeni, którzy łamiąc przepisy nie widzą niczego złego, gdyż nikogo nie mordują, a gdy zabrną wystarczająco daleko, nawet to ostatnie da się usprawiedliwić obroną własnych interesów. Niestety, od lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wiele się zmieniło, i teraz postacie nietuzinkowe moralnie, trzymające się wiernie swych zasad, łatwiej spotkać wśród przeciętnych. Można też na to spojrzeć i z drugiej strony – czasy, w których polityk nie mógł kłamać na prawo i lewo, w które możemy się przenieść za sprawą Sekretu, nie są wcale tak dawną przeszłością. Wciąż żyją ludzie, którzy je pamiętają. Im to dopiero musi być ciężko.

Nuda. To następny pojawiający się zarzut. Właśnie; polityka jest kolejną warstwą powieści, którą wielu uważa za nudną, gdyż „jej nie oczekiwali”, a dla mnie jest jej wielką zaletą. Pięknie ukazana jest próba sfałszowania wyborów i wszelkie inne machinacje zwane polityką, które może nie są przestępstwem, ale w moim odczuciu są obrzydliwe. Ponieważ zaś od zawsze były elementem demokracji, a teraz są, zwłaszcza u nas, jej wiodącym wyznacznikiem, nie świadczą zbyt dobrze o tym ustroju.

Oczywiście, te wszystkie refleksje są niejako obok i potem. Od książki trudno się oderwać, jak chyba od każdej książki Archera, a wspomniane elementy sensacji i kryminału dodatkowo wzmagają napięcie. Nie dotyczy to oczywiście tych, których przerasta nawet uproszczona wersja polityki, ale tyle jest telenowel do wyboru, że chyba nie muszą się zmuszać do lektury tej sagi.

Tradycyjnie, mocną stroną szlachetnego pisarza** są przekonująco oddane realia społeczne codziennego życia. Prawdziwa perełka to wielkie wesele Ich Lordowskich Mości aż na... 230 osób. W moim regionie byle bamber nie zejdzie poniżej tej liczby, a i czterysta osób nie jest niczym nadzwyczajnym. Oczywiście nie przeszkadza to tym samym ludziom jechać następnego dnia traktorem za dwieście tysięcy na blokadę i protestować przeciwko biedzie wśród rolników. Czy przypadkiem komuś się we łbach w tym kraju nie poprzewracało?

Warto też zwrócić uwagę na sprawę rewolucyjnego w latach opisanych w książce pomysłu, by w Wielkiej Brytanii wprowadzić czterdziestoośmiogodzinny dzień pracy, co wywoływało wielkie opory i wrzaski, że kapitaliści pójdą z torbami. Zwrócić uwagę i zastanowić się – czy udało się to, a potem czterdzieści godzin zamiast czterdziestu ośmiu, samo z siebie, czy pod niewidzialnym wpływem przykładu społeczeństw zza Żelaznej Kurtyny? I jak to się stało, że biedni kapitaliści zamiast zbankrutować wręcz się wzbogacili? No i zadać sobie pytanie - dokąd my zmierzamy? Do Zachodu XXI wieku, czy do kapitalizmu z lat pięćdziesiątych albo jeszcze wcześniejszego? Gdy w jednym dzienniku jednocześnie słyszę, że mamy cud gospodarczy i lepiej u nas niż w Starej Europie czy USA, a po chwili, że naszych pracodawców nie stać, by zapłacić pracownikom na poziomie minimum unijnego nawet przez ten tylko czas, gdy są na Zachodzie, to jestem pełen obaw o kierunek naszego „rozwoju”.

Takich smaczków jest oczywiście wiele. Nie sposób wszystkich tu wymieniać. Nie miałoby to zresztą sensu, gdyż - jak w kulinariach – każdy ma inny gust i po to jest wielość smaków, by w nich wybierać.

Czyli jest świetnie? Jednak nie do końca. Fajny chwyt, jakim było pozostawienie czytelnika w niepewności na początku pierwszego i drugiego tomu za trzecim razem już nie działa. Tym bardziej, że raczej przypomina tani element sensacyjnego tasiemca telewizyjnego niż prawdziwej sagi, w której nawet zwykłe, banalne życie powinno wyglądać interesująco. Jakby tego było mało, ktoś zaczął walić byki godne ostrego potępienia. Nieodróżnianie statku od okrętu to tylko objaw braków w elementarnej wiedzy, ale sześciu ludzi podnoszących bez wysiłku przesyłkę o wadze netto dwóch ton, to już po prostu woła o pomstę do nieba. Na szczęście te babole trafiają się sporadyczne i nie są w stanie zepsuć przyjemności z lektury, więc z pełnym przekonaniem zachęcam do jej poznania. Oczywiście po uprzednim przeczytaniu poprzednich części cyklu


Wasz Andrew

* Kroniki rodziny Cliftonów:
  1. Czas pokaże
  2. Za grzechy ojca
  3. Sekret najpilniej strzeżony
  4. Ostrożnie z marzeniami
  5. Potężniejszy od miecza
  6. Cometh the Hour
** w 1992 został parem Anglii (Baron Archer of Weston-super-Mare, of Mark in the County of Somerse)

Sekret najpilniej strzeżony [Jeffrey Archer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

2 komentarze:

  1. "Ten dominujący obecnie w Polsce obraz biznesmena, którego od przestępcy odróżnia tylko to, że nie siedzi w więzieniu, w latach powojennych był już zauważalny, choć jeszcze nie tak powszechny jak dziś." - świetnie to ująłeś i pozostaje mi tylko wyrazić żal, że aż tyle racji jest w Twoich słowach.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)