środa, 29 kwietnia 2015

Pułapka na czytelnika





Jeffrey Archer

Czas pokaże

tytuł oryginału: Only Time Will Tell
cykl: Kroniki rodziny Cliftonów (tom 1)
tłumaczenie: Danuta Sękalska
Dom Wydawniczy Rebis Poznań 2011
liczba stron: 384



Są pisarze jednej książki, jak Nelle Harper Lee ze swą doskonałą powieścią Zabić drozda i są pisarze płodni. Z tymi ostatnimi jest ten problem, iż nie wszystkim udaje się utrzymać przez cały czas wysoki poziom i często bywa tak, że gdy już napisali jedną rzecz naprawdę wartą przeczytania, inne też są uważane za świetne, choć w rzeczywistości daleko im do tego. Jak na razie Jeffrey Archer, brytyjski szlachcic należący do najpopularniejszych pisarzy na świecie, pozostaje nie tylko jednym z moich ulubionych, ale i wyjątkowych w tym względzie, że jeszcze żadnej z jego książek nie miałem niczego do zarzucenia, a wręcz przeciwnie; każda mnie zachwyciła. Fakt, że nie wszystkie wydane po polsku dzieła Archera czytałem, ale jednak trochę tego było.

Moja piękniejsza połowa od czasu lektury sagi Kane i Abel wciąż mnie męczy o nowe książki pióra Archera, więc w końcu się złamałem i tym razem padło na Czas pokaże. Sir Archer bardzo często sięga po formę sagi i niniejsza powieść też mieści się w tym kanonie. Dokładniej jest to pierwsza z czterech części cyklu Kroniki rodziny Cliftonów*. Choć moja luba była zachwycona i od razu po przeczytaniu pierwszej części rzuciła się na Za grzechy ojca, to nie dała się, nie wiem czemu, namówić do przelania swych zachwytów na papier. Musiałem więc rzucić w kąt, po raz który to już, cały ten stosik czekający na zmiłowanie na moim biurku i poszedłem w jej czytelnicze ślady.





Protagonistą powieści jest niewątpliwie niezwykle utalentowany Harry Clifton, syn bristolskiej kelnerki i dokera. Głównych postaci, które zajmują w powieści wiele miejsca, i pomiędzy którymi narrator przełącza się zarówno w pierwszej, jak i trzeciej osobie, jest więcej, a szczególna rola Harry’ego wynika raczej z jego miejsca w konstrukcji fabuły. W pierwszym tomie sagi śledzimy młodzieńcze wzloty i upadki młodego Cliftona urodzonego w 1920 roku. Lata szkolne będące prawie nieprzerwanym pasmem sukcesów i wejście w dorosłe życie przypadające, jak się łatwo domyślić, na okres tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Oczywiście nie obędzie się bez perturbacji, których natury nie będę zdradzał, a które sprawiają, iż od powieści, i nie jest to żadna przesada, po prostu nie można się oderwać. Co ją napędza? Co wprost przykuwa do niej czytelnika?

Mamy i wielką miłość niczym w romantycznym dramacie, i machinacje finansowe, i poświęcenie w imię wzniosłych uczuć obok podłych i nikczemnych uczynków. Wszystko to jednak osadzone w prześwietnym, mistrzowskim wręcz obrazie przedwojennego Bristolu. Realia społeczne oddane z rzadko spotykanym realizmem, wiarygodnością i w sposób tak przekonujący, że czytelnik prawdziwie odnajduje się w tym tak odmiennym kulturowo i czasowo świecie bez żadnego poczucia obcości, dziwności czy niezrozumienia. Może dlatego, że motywy kierujące ludzkim postępowaniem nie zmieniają się od wieków, a Archer jest wirtuozem kreowania sytuacji społecznych symptomatycznych dla różnych zjawisk socjologicznych. Jego ulubionym motywem jest zestawianie biedy i bogactwa oraz wszystkich towarzyszących im atrybutów, następstw i konsekwencji. Czytelnik cały czas ma odczucie, że autor doskonale wie, o czym pisze, że równie swobodnie porusza się po obu końcach drabiny społecznej, i jest to wrażenie jak najbardziej uprawnione, a jego odbicie i uzasadnienie znajdujemy w życiorysie pisarza, który drogę od zera do milionera i w drugą stronę poznał na własnej skórze. Oczywiście nie jest to tylko kwestia własnych doświadczeń, lecz i świetnego daru obserwacji rzeczywistości społecznej, wykorzystania doświadczeń innych osób i zbierania materiałów historycznych, a potem ich przetwarzania w elementy świata przedstawionego. Wielce też udane są ewolucje psychiki bohaterów korelujące z wpływami, jakim poddaje je otoczenie.

Wielokrotnie to powtarzałem, i przy okazji omawiania powieści Czas pokaże nie mam innego wyjścia, jak stwierdzić to raz jeszcze, iż Archer powinien wejść do kanonu polskich lektur szkolnych. Jak niewielu innych autorów, i widać to również w tej książce, potrafi on w lekkostrawnej, łatwej w odbiorze i wciągającej formie ukazać realia nowoczesnego społeczeństwa kapitalistycznego; różne strategie życiowe, jakie można w nim przyjąć, oraz konsekwencje takich wyborów. Innymi słowy - przystające do naszych czasów wzorce, których chronicznie brakuje nie tylko naszej młodzieży, ale całemu społeczeństwu. Co nam z ideału rycerza, partyzanta czy świętego? Ilu może być rycerzy i świętych w szczęśliwym społeczeństwie, które jest marzeniem większości? A innych wzorców tak boleśnie nam brak, że te proponowane traktujemy jako oderwane od rzeczywistości, jeśli nie wręcz groteskowe.

Pisarz nie tylko ukazuje różne role społeczne, jakie można przyjąć, i formy, jakie można im nadać, ale ukazuje, że każdy wybór, każda decyzja, ma swoje konsekwencje. I nie chodzi o biblijne zapewnienia, że Bóg ukarze krzywoprzysięzcę i za zło przyjdzie zapłacić, w które już chyba nikt nie wierzy, iż spełnią się na tym świecie. Przewrotnie pokazując, iż zło nierzadko może zostać nagrodzone, a dobro ukarane, jednocześnie wcale nie mówi, iż z pozoru prosta droga zła jest lepsza niż wyboista i wąska ścieżka dobra. Bogactwo i lekkie życie, nawet należne prawnie i moralnie, też ma swoje minusy i nie każdy się do niego nadaje. Choć oczywiście wielka bieda jest gorszą opcją niż wielkie bogactwo, to jednak ukazując różne możliwości, jakie daje nasz świat, w którym migracja w hierarchii społecznej jest dużo łatwiejsza niż jeszcze wiek czy dwa temu, daje czytelnikowi do myślenia. Jakim warto w życiu być? Dobrym czy złym, biednym czy bogatym, mądrym czy głupim, leniwym czy pracowitym, a może kimś w złotym środku? Poświęcić się miłości, pracy czy walce o władzę? Każdy musi sobie sam na to odpowiedzieć, ale by dokonać wyboru, najpierw musi sobie uzmysłowić pytania i istniejące opcje.

Tę wiedzę o zasadach ruchu w społeczności kapitalistycznej, o banalnych, od wieków powtarzanych tragediach, które każdemu pokoleniu młodzieży wydają się nadzwyczajne, i wielu innych typowych sytuacjach społecznych, Archer serwuje całkowicie bezboleśnie, niejako poza lekturą. Czytelnik zdaje sobie z niej sprawę dopiero w czasie wcześniejszej lub późniejsze refleksji. Gdy czyta, ma do czynienia tylko z wciągającą, wartką opowieścią o młodości wielce obiecującej ludzkiej istoty. Opowieścią fascynującą aż do ostatniej strony. Dosłownie. A tam... Zagranie kompletnie niespodziewane i sprawiające, iż czytelnik jest wręcz nieszczęśliwy, jeśli już wcześniej nie zadbał o to, by mieć pod ręką następną część. Prawdziwa pułapka na czytelnika. Jaka? Taka, że mnie zachwyciła.


Wasz Andrew


* Kroniki rodziny Cliftonów:

2 komentarze:

  1. O, tak! Archer w kanonie lektur szkolnych to genialna myśl!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prędzej wygram w totka. Nie ten kraj. My mamy inne wartości ;) Ale dzięki wielkie za poparcie :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)