sobota, 1 marca 2014

W oczekiwaniu na nadejście epoki kotów

Okładka książki Jestem kotem

Jestem kotem


Sōseki Natsume 

Tytuł oryginału: Wagahai-wa neko-de aru
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Liczba stron: 544





Wiek XX to stulecie pełne kontrowersji, które w takim samym stopniu udowodniło tryumf myśli ludzkiej, co małość serca i potworną nieczułość tego dziwnego gatunku. Obok epokowych odkryć zachodziły wywołane przez człowieka katastrofy na skalę wcześniej niespotykaną. Chłodnemu intelektowi zdaje się zatem towarzyszyć zimna kalkulacja oraz ciągła bezduszność. Wiek XX to także ciekawy i bogaty w znamienne wydarzenia okres w historii Japonii. Na przełom XIX i XX wieku przypada przecież epoka Meiji (lata 1868 – 1912), czyli epoka światłych rządów, w czasie której nastąpiło obalenie shogunatu oraz gwałtowna modernizacja kraju. Japonia skończywszy z doktryną izolacjonizmu oraz na skutek dynamicznych przemian zaczęła przekształcać się w gospodarczą potęgę, za wzór obierając sobie mocarstwa europejskie oraz Stany Zjednoczone. Ale wiek XX to także ogromna tragedia, do jakiej doszło pod koniec II Wojny Światowej, kiedy to na Hiroszimę oraz Nagasaki zostały zrzucone amerykańskie bomby atomowe. Pokaz brutalnej siły, która dosłownie w mgnieniu oka potrafiła zmieść z powierzchni ziemi kilkadziesiąt tysięcy istnień ludzkich, przyczynił się do bezwarunkowej kapitulacji Japonii, ale równocześnie bezsprzecznie udowodnił, że jednym z najbardziej bestialskich zwierząt, jakie zrodziła ziemia jest bez wątpienia człowiek. Chciałoby się rzec ten sam człowiek, który obżera się, sra, bredzi, pieprzy co popadnie, który jeśli tylko spojrzeć na jego postępowanie z odpowiedniej perspektywy, jest osobnikiem na wskroś banalnym, a do tego śmiesznym, a z całym swoim aparatem, mającym udowadniać jego wielkość – żałosnym. Oczywiście nie jest łatwo patrzeć krytycznym okiem na własny rodzaj, dostrzegać absurdalność postępowania innych, ale rozumianych jako przedstawicieli tego samego gatunku, do którego należymy, słowem mało kto przepada za żartowaniem z własnej natury. Można jednak zauważyć pewną tendencję, że im dana jednostka bardziej wybitna, tym bardziej skora do bezlitosnego spoglądania na samego siebie – w ten trend doskonale wpisuje się Sōseki Natsume.

Sōseki Natsume (właściwie Kinnosuke Natsume) to żyjący w latach 1867 – 1916 (jego życie zbiega się niemal idealnie z trwaniem epoki Meiji) autor japoński, uważany za twórcę nowoczesnej powieści japońskiej. W swoim dorobku artystycznym posiada utwory obyczajowe oraz psychologiczne. Zajmował się także krytyką literacką, pisał eseje oraz poezję. Sōseki Natsume, obok Jun'ichirō Tanizakiego i Yasunari Kawabaty uważany jest za jednego z trzech największych japońskich literatów. Za jego najpopularniejsze dzieło uchodzi książkowy debiut zatytułowany Jestem kotem.

Same okoliczności powstania utworu są bardzo ciekawe. Pierwotnie, krótkie opowiadanie pt. Jestem kotem zostało napisane na prośbę Kyoshiego Takahamy, poety oraz redaktora czasopisma Hototogisu, z którym Natsume utrzymywał akademickie kontakty. Podesłany twór nie okazał się jednak satysfakcjonujący – Natsume musiał go gruntownie skorygować. Dopiero po wprowadzeniu całkiem licznych poprawek Takahama zdecydował się go opublikować – tekst okazał się przy tym strzałem w dziesiątkę. Przypadł on do gustu zarówno redaktorowi jak i czytelnikom – fala entuzjazmu zmusiła Natsume do zmiany planów. Młody autor zamierzał poprzestać na jednym opowiadaniu, tymczasem finalnie napisał ich aż 11, co razem złożyło się na powieściowy debiut.

Jestem kotem. Imienia jeszcze nie mam. Tymi słowami rozpoczyna się książka z miejsca sygnalizując, że lektura będzie dosyć niezwykła. Czytelnik od samego początku dowiaduje się, że pierwszoosobowym narratorem jest kot. Natsume stosuje rzadko spotykany w powieściach zabieg personifikacji, który najczęściej wykorzystywany jest bajkach. Za ojca tej krótkiej formy literackiej uznaje się Ezopa – jego utwory posiadały wyraźnie zaznaczony morał, cechowały się alegorycznością, często utrzymane były w żartobliwej konwencji. Popularnym zabiegiem było wyrażanie uniwersalnych postaw, stanowisk, czy poglądów m.in. za sprawą zwierząt. Utwór Jestem kotem dość dobrze wpisuje się w tę konwencję. Najłatwiejszym do wychwycenia punktem wspólnym jest oczywiście humor, którego w książce z pewnością nie brakuje. Sam kot może uchodzić za wyraziciela poglądów głoszonych przez Sōsekiego Natsume. Ten niewielki drapieżnik to świetny obserwator, który dzięki temu, że nie jest człowiekiem, może przyglądać się ludzkim działaniom z nieco szerszej perspektywy. Poprzez fakt, że narrator nie przynależy do człowieczego gatunku, jego ocena zachowań, norm, czy zwyczajów ludzkich wydaje się odrobinę bardziej obiektywna. Nietypowe spojrzenie pozwala na wychwycenie wielu spraw na tyle powszechnych, że na co dzień nam umykają. Dopiero prezentowany, bardzo oryginalny punkt widzenia sprawia, że czytelnik zaczyna uświadamiać sobie jak zagadkową, niekiedy zabawną, a z pewnością niejednoznaczną istotą jest człowiek.

Jednym z bohaterów utworu jest gospodarz Kushami, u którego mieszka bezimienny kot. Pan naszego czworonoga jest nauczycielem angielskiego, który wykłada ten język w jednej z pobliskich szkół. Wraz z żoną, trzema córkami oraz służącą mieszka w tradycyjnym, nieco zaniedbanym domostwie. Czas wolny spędza najchętniej samotnie w bibliotece, pozostając w głębokiej izolacji od otaczającego go świata, który stale zdaje się mu narzucać, przeszkadzać oraz irytować. Od czasu do czasu profesora odwiedzają przyjaciele, którzy okazują się równie oryginalnymi osobnikami. Były uczeń Kangetsu pragnie uzyskać doktorat z fizyki, który oprócz wyraźnej nobilitacji w świecie nauki może okazać się cenną kartą przetargową w matrymonialnych staraniach. Jeśli dołożyć do tego szlifowanie szklanych kul oraz ogromny, poetycki wręcz, nochal przyszłej teściowej, czytelnik może być niemal pewnym, że wszelkie epizody związane z Kangetsu oraz państwem Kaneda (głową rodziny, a więc mężem gargantuicznego nosa jest ufny w siłę pieniądza biznesmen) będą obfitować w cały szereg zabawnych wydarzeń. Nie gorzej prezentuje się Meitei, persona pewna siebie do granic możliwości, wyzbyta zmartwień, skrępowania, trosk, czy skrupułów, której główną działalność stanowi kpiarstwo oraz sprawianie psikusów znajomym. Absurdalne dialogi, niecodzienna wymiana poglądów, abstrakcyjne koncepcje, czy przewrotne porady, do których za usilną namową stosują się naiwni przyjaciele to cechy charakterystyczne kolegi Meiteia.

Oczywiście relacje ze wszystkich niezwykłych spotkań, do których dochodzi u gospodarza serwuje czytelnikowi tytułowy kot. Zwierzę okazuje się zaskakująco inteligentnym oraz bystrym obserwatorem, którego uwadze nic nie może umknąć. Ofiarą kociej spostrzegawczości pada głównie ludzka natura, o której okrucieństwie narrator nie raz, nie dwa boleśnie przekonał się na własnej skórze. Mimo, że relacja prowadzona jest w dość ironicznym oraz lekkim tonie, to jednak spod płaszczyka humoru przebija się niepokojąco intensywna prawda o człowieczym charakterze. Ludzki egoizm, ślepota, egocentryzm, niedostrzeganie cudzych potrzeb prezentowane są w całej rozciągłości. Okazuje się, że człowiek nie jest stworzeniem tak mądrym, za jakie się uważa – brak wyrozumiałości oraz wrażliwości nie pozwalają na pozyskanie szacunku zwykłego kota. Czworonóg zwraca także uwagę na naturalne wręcz skłonności do dwulicowości oraz fałszywych zachowań – ludzie przyjmują diametralnie różne postawy w zależności od okoliczności oraz towarzystwa, w jakim w danym momencie się znajdują, kierując się przy tym wyłącznie własnym interesem. W konwersacjach z ważniejszymi osobnikami pojawiają się tanie pochlebstwa, uniżoność, niechęć do prowadzenia sporów. Ale już w kontaktach z przedstawicielami niższych warstw społecznych wykorzystywana są pogarda, czy niechęć, a jakiejkolwiek wyrozumiałości nie może być mowy. Kot kładzie również nacisk na sprzeczności, które naznaczają większość ludzkich działań. Człowiek uważa się za istotę najwyższego rzędu, jaka kiedykolwiek kroczyła po kuli ziemskiej, obnosząc się z dumą swoim nieprzeciętnym intelektem, a na dobrą sprawę nie udało mu się nawet zgłębić istoty własnego bytu, poznać samego siebie. W dalszym ciągu stawiane są pytania o cel egzystencji, na które jednak trudno uzyskać satysfakcjonujące odpowiedzi. Ponadto ludzkie poglądy zmieniają się w zależności od miejsca i czasu – chciałoby się powiedzieć, że tylko człowiek potrafi tak manipulować tymi samymi wartościami, że ten sam przedmiot nagle ulega metamorfozie, przekształcając się z czarnego w biały i odwrotnie.

Najczęstszym obiektem obserwacji kota jest jego gospodarz, profesor Kushami. To zrozumiałe ze względu na fakt, że razem spędzają najwięcej czasu. Czworonóg jako jedyny ma prawo przebywać w gabinecie swojego pana, gdy ten jak każdego popołudnia, po nużącym dniu pracy, odcina się od całego świata. Tym samym kot staje się powiernikiem najskrytszych sekretów, świadkiem wielu tajemnic profesora. Ale przyznać trzeba, że kocia ocena, wystawiona gospodarzowi Kushamiemu nie jest zbyt wysoka. Profesor jawi się jako osoba mało rozgarnięta, wręcz przygłupawa. Uderzające są jego cechy, wśród których prym wiodą obojętność, upór, złośliwość, drażliwość, nerwowość oraz porażająca bierność. Co ciekawe, mimo tych wszystkich krytycznych przytyków kierowanych pod adresem profesora, kot lubi i szanuje swojego pana. Na miarę swoich możliwości stara się o niego troszczyć, dbać o jego dobre imię. Oczywiście gospodarz nie jest wyłącznie chodzącą kupą nieszczęścia, u której nie można dopatrzyć się żadnych pozytywów. U swojego pana kot najbardziej ceni sobie właśnie brak inicjatywy, którą czworonóg, na bazie własnych doświadczeń kojarzy głównie z oszukiwaniem i zwodzeniem bliźnich, zabieganiem komuś drogi i utrudnianiem mu życia, szantażowaniem fałszywą wiedzą oraz zwodzeniem. Ponieważ gospodarzowi brak także poczucia własnej dumy, nie jest on ani zuchwały, ani niegodziwy.

Przyglądając się sylwetce Kushamiego oraz kota nietrudno dostrzec, że obie postacie są w pewnym stopniu wzorowane na samym Sōseki Natsume. Profesor, to podobnie jak autor utworu nauczyciel języka angielskiego, który może poszczycić się dumnymi wąsiskami, a włosy na boku głowy rozdziela efektownym przedziałkiem. Codzienną egzystencję utrudniają problemy z niestrawnością, z którymi Natsume borykał się do końca swojego życia, które nigdy nie opływało w luksusy. Analogie pomiędzy Sōsekim Natsume a kotem są już bardziej subtelne, wkraczając na tereny metaforyczne. Japoński pisarz był najmłodszym synem naczelnika jednej z dzielnic miasta Edo. Wraz z nadejściem epoki Meiji nastąpiło obalenie feudalnego systemu shogunatu rodu Tokugawa. Wiadomo powszechnie, że wszelkie wielkie przemiany najdotkliwiej odczuwają ludzie mali i nie inaczej było w wypadku rodziny Natsume. Stanowisko naczelnika dzielnicy zostało zlikwidowane, co wiązało się z popadnięciem w spore kłopoty finansowe. Aby odciążyć nieco domowy budżet, najmłodsza latorośl, Kinnosuke (dzisiaj lepiej znany jako Sōseki) został oddany na wychowanie rodzinie Shiobara. Jednak kłótnie małżeńskie oraz niestałość związku przybranych rodziców sprawiły, że Kinnosuke wrócił do rodzinnego domu w wieku 8 lat, ale jeszcze przez kilka dalszych lat formalnie pozostawał członkiem rodziny Shiobara. Zatem niemal od początku swojego żywota Kinnosuke Natsume uważany był za niepotrzebny ciężar. Poczucie samotności, wyobcowania pobrzmiewa wyraźnie w narracji kota, który przecież do końca książki pozostaje kotem bezimiennym. Czworonóg mieszka w domu swojego gospodarza, ale odkąd tylko się w nim pojawił traktowany jest bardziej jako intruz, z którego obecnością, ze względu na upór, należy się pogodzić. Nikt nie przejawia zbytniej troski ani zainteresowania kocim domownikiem, który zdaje się egzystować nieco na uboczu, na marginesie.

Mimo tej chłodnej obojętności, z jaką traktowany jest kot, to właśnie on pozostaje najsympatyczniejszą postacią w całej książce. Fantastyczny jest przede wszystkim język, którym czworonóg snuje swoją narrację – nacechowany jest on ironią, pozorną naiwnością, która nie pozwala przestać zadziwiać się meandrami ludzkiej psychiki. Zaskakuje znakomita znajomość kultury zarówno japońskiej jak i europejskiej, do której kot bardzo często się odwołuje, szczególnie gdy posługuje się zabawnymi porównaniami, charakteryzując całą galerię postaci, która przewija się przez domostwo profesora. Uśmiech na twarzy wywołują zarówno osobliwe określenia typu profesor Latryna, Wielkie Bóstwo Ogona, czy profesor Ostryga jak i niecodzienne wydarzenia, do których z pewnością zalicza się koci taniec, czy tłumaczenie zawiłych rodzinnych koligacji (córka kuzyna ze strony matki męża młodszej siostry osobistego sekretarza wody po trzynastym shōgunie) oraz niemal wszystkie dialogi pomiędzy gospodarzem a jego kolejnymi gośćmi.

Utwór jako całość prezentuje się po prostu wybornie. Natsume wyłożył w nim ogrom interesujących poglądów dotyczących spraw kultury, tradycji oraz ogólnie ludzkości. Człowiecza natura została poddana miażdżącej krytyce, chociaż sama jej forma ma wydźwięk mocno ironiczny. Dobrze widoczne jest również stanowisko Natsume w kwestiach tożsamości własnego kraju – nie należał on do zwolenników kultu narodu japońskiego, który był szczególnie intensywny w trakcie wojny z Rosją, trwającej w latach 1904 – 1905. Ale szowinistyczne, czy nacjonalistyczne zachowania były dla Natsume równie obce co zachłyśnięcie się Zachodem. Japoński literat niechętnym okiem patrzył na ślepą i bezmyślną manię naśladowania wszystkiego co europejskie, czy amerykańskie. Godna pożałowania wydaje się choćby wychwalana przez Europejczyków aktywność, która w gruncie rzeczy jest często działaniem samym w sobie, nie przynoszącym realnych efektów. Nieustanna chęć zmian, niecierpliwość, wola dominacji, chęć postawienia na swoim, chorobliwa żądza posiadania racji po swojej stronie to w mniemaniu narratora procesy nieskończone, samonapędzające się, gnające ludzkość prosto w objęcia autodestrukcji.

Prezentowana lektura to znakomite antidotum, mogące zadziałać niczym kubeł zimnej wody wylanej na głowę rozpaloną do czerwoności wizjami własnej wielkości. Sōseki Natsume razem ze swoim rewelacyjnym narratorem brutalnie rozwiewają w pył miraż człowieka-kreatora, którego woli powinno poddawać się każde stworzenie. Po ostatnich stronach tej rewelacyjnej książki ludzkość zaczyna jawić się bardziej jako nagi król, obnażony z wszelkich szat, w które dotychczas próbował skryć swą małość, podłość i nijakość.

P.S. Wydanie, które posiadam (Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 2012) jest przepiękne. W oczy rzuca się już twarda oprawka z interesującą okładką, która stanowi dopiero przedsmak tego, co skrywa w sobie książka. Każdy kolejny rozdział ozdobiony jest kolorową ryciną, dodatkowo w tekście można odnaleźć kilka przedruków japońskich obrazów. Wszystkie rysunki wybornie harmonizują z tekstem.


Tekst bierz udział w wyzwaniu Japonica:

Wyzwanie Japonica
 

2 komentarze:

  1. Faktycznie książka zapowiada się arcyciekawa. Sam pomysł na uczynienie kota narratorem wydaje się być rewelacyjny. A i po tym, co napisałeś pod Źródłem mam nadzieję, że już wkrótce po nią sięgnę, by sobie to podejście do jednostki ładnie porównać. A że widziałam, że Jestem kotem jest na stanie w pobliskiej bibliotece porównywać będę niebawem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja książką byłem wręcz oczarowany i żegnałem się z nią z niekłamanym żalem. Koci obserwator jest niezwykle bystry, a swoje uwagi przedstawia w sposób niesłychanie zabawny. Często zdarza mi się wracać do pewnych fragmentów, ba, niektóre wykorzystywałem nawet przy okazji omawiania innych lektur :) Mam nadzieję, że uda Ci się zdobyć tę książkę przy okazji wizyty w bibliotece - z niecierpliwością czekam na Twoje wrażenia płynące z lektury.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)