niedziela, 30 marca 2014

Aleksandra Märza umysłowe przypadłości

Aleksander März

Heinar Kipphardt

Tytuł oryginału: März
Tłumaczenie: Eugeniusz Wachowiak
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 240
 
 
 
 




Jak słusznie zauważył Ganin, główny bohater Maszeńki, życie to gra, w której ludziom przypada rola podrzędnego statysty (a co gorsza, najczęściej wcale nie jest ona ani łatwa, ani przyjemna). Człowiek pragnąc, przynajmniej pozornie, harmonicznie współżyć w społeczeństwie, musi przywdziewać fałszywe maski, skrywać się za fasadami osobowości, które nie mają nic wspólnego z jego prawdziwą naturą, rezygnować z realizacji wielu swoich pragnień oraz fantazji. Jednym słowem, nasza egzystencja, to jedno wielkie i nieustanne pasmo wyrzeczeń oraz kompromisów, zawieranych z bliźnimi oraz przede wszystkim z samym sobą. Oczywiście nie wszystkie ludzkie natury da się stłamsić i wtłoczyć w tryby społecznej machiny. Nigdy i nigdzie nie zabraknie wojowników, prowadzących niestrudzone boje z formą, otwarcie zrywających z konwenansem, buntujących się przeciwko odwiecznym zasadom. W jaki sposób są traktowani tacy ludzie? To proste! Albo zostają oni okrzyknięci wybitnymi artystami, albo poczytuje się ich jako zwykłych wariatów. Opcja druga jest zdecydowanie mniej pożądana z racji niedogodności, jakie wiążą się z przypięciem człowiekowi etykiety osobnika będącego niespełna rozumu, która często równoznaczna jest także z ubezwłasnowolnieniem. W dodatku pospolici szaleńcy nie mogą liczyć na taką estymę, jaką darzy się genialnych twórców. Nie oznacza to jednak, że ludzie obłąkani pozostają zupełnie poza orbitą ludzkich zainteresowań. O tym, że ktoś przejmuje się ich losem może świadczyć choćby bogactwo literackich utworów, w których pierwsze skrzypce odgrywają ludzie, powszechnie postrzegani jako niepoczytalni. Nie jest jednak łatwo znaleźć powieść, która koncentrowałaby się wyłącznie na schorzeniach psychicznych, skupiając się na osobie chorego, chociaż nie jest to rzeczą niemożliwą. Dobrym dowodem na potwierdzenie tej tezy jest obecność dzieła Aleksander März, autorstwa Heinara Kipphardta w kanonie literatury światowej.
Heinar Kipphardt, urodzony 8 marca 1922 w Łagiewnikach, zmarły 18 listopada 1982 w Monachium to niemiecki dramaturg oraz pisarz, a z wykształcenia lekarz psychiatra. Wkrótce po narodzinach Heinara, cała rodzina przeniosła się do Piławy Górnej, gdzie przyszły artysta uczęszczał do szkoły wiejskiej oraz gimnazjum. Okres edukacji to przede wszystkim etap buntu – Heinar szybko dorabiał się opinii osobnika nieposkromionego oraz zaczepnego. Kipphardt zdał egzamin dojrzałości już w czasie trwania II wojny światowej. Tuż po maturze, w 1940 roku został wysłany na front. Po odbyciu obowiązkowej służby Heinar rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie w Bonn w instytucie psychiatrii. Interesująca była motywacja pisarza do podjęcia akurat takiego kierunku studiów, który stwierdził, że bezsensowna byłaby edukacja związana z naukami humanistycznymi w okresie nazizmu. Kipphardt raz jeszcze wziął udział w walkach, kiedy to w 1942 roku wysłano go na front wschodni. Przerwane studia kontynuował od 1945 roku na Akademii Medycznej w Düsseldorfie. Kariera literacka Heinara Kipphardta zaczęła się w 1950 roku – w berlińskim czasopiśmie Der Aufbau pojawiła się publikacja Pośrodku wieku. W 1976 roku powstał pierwszy utwór prozatorski autora, powieść Aleksander März. Asumptem do jej napisania stała się lektura prac z zakresu psychiatrii doktora Leo Navratila oraz zaprezentowane przez tegoż lekarza wiersze chorego psychiczne poety o pseudonimie Herbrich.
Aleksander März to długoletni pacjent kliniki psychiatrycznej w Lohbergu, u którego zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Od siedemnastu lat przebywa on na oddziale. Obecnie to osobnik niemal zapomniany, którego losem prawie nikt się nie przejmuje. Sytuacja ulega diametralnej zmianie, kiedy do szpitala przybywa młody doktor Kofler, ambitny lekarz, odznaczający się niezależnością myślenia oraz własnym osądem, nie zawsze pozostającym w zgodzie z oficjalną nauką. Doktor Kofler stopniowo, krok po kroku, stara się odkryć przyczyny zaburzeń Märza, dociec co stało się powodem ucieczki i odcięcia od świata zewnętrznego. Książka to zbiór wszelkich dostępnych strzępków informacji, do których udało się dotrzeć doktorowi Koflerowi. Historia choroby prowadzona przez poprzedników, prywatne zapiski pacjenta, wśród których nie brakuje poezji oraz gorzkich refleksji, rozmowy z najbliższą rodziną, opinie pielęgniarzy, notatki oraz przemyślenia doktora Koflera, dyskusje pomiędzy Märzem a lekarzem stanowią wspaniałą i bogatą mozaikę, z której zarysowują się kontury praprzyczyn schizofrenicznych zaburzeń.
Wyłaniający się obraz umysłowo chorego to przede wszystkim portret człowieka wrażliwego, który nie był w stanie poradzić sobie z niesprzyjającym mu światem. Zajęcza warga stanowi dodatkowe brzemię, które dla młodego człowieka staje się znamieniem oraz palącym piętnem. Dojmujący wstyd rodziców za swoją niewydarzoną pociechę okazuje się doskonałym katalizatorem psychicznych przemian oraz pretekstem do sukcesywnego ograniczania do niezbędnego minimum udziału dziecka w życiu społecznym. März to oczko w głowie matki, która wciąż na niego uważa, tak, że w konsekwencji Aleksandrowi nigdy nie udało się pewnie stanąć na twardym gruncie samodzielności. Dalszym skutkiem wychowania pełnego barier i zakazów jest swoista indolencja społeczna, niemoc nawiązania realnych kontaktów z rówieśnikami oraz otoczeniem. Choćby stąd widać, że stan permanentnej izolacji to w pewnym sensie powrót do świata znanego z dzieciństwa, który wówczas ograniczał się do niewielkiej, dobrze poznanej, a dzięki temu bezpiecznej przestrzeni.
Oczywiście za schizofrenię Märza nie zostaje obarczona wyłącznie jego rodzina. Można wręcz śmiało rzec, że główny ciężar zarzutów dotyczy społeczeństwa oraz jego bezdusznego ostracyzmu, przejawiającego się w konsekwentnym odrzucaniu jakichkolwiek przejawów odmienności, obcości, nieszablonowości. Heinar Kipphardt znakomicie prezentuje jak jednolitą a równocześnie bezwzględną istotą jest ludzka gromada, która nie akceptuje osobników, odłączających się od stada, biegnących swoim własnym, niezrozumiałym dla pozostałych torem. Indywidualista, który pozwoli sobie przypiąć łatkę szaleńca zostaje starannie odseparowany, ponadto wyśmiany, zniesławiony oraz stopniowo pozbawiany człowieczeństwa. Autor podkreśla, jak niebezpiecznie być niedopasowanym, świetnie opisując tragiczne położenie ludzi uznanych za psychicznie chorych. Schizofrenik jest bezustannie degradowany, traci stopniowo wolność decyzji, prawa obywatelskie. Kwestionuje się jego ludzką naturę, o której posiadanie przestaje się go wkrótce posądzać. Odtąd nie jest on już istotą ludzką, ale stanowi jej przeciwieństwo, antytezę – jest wariatem.
W swojej powieści Kipphardt bardzo celnie uzmysławia czytelnikowi jak niewielką wiedzę posiadamy na temat chorych psychicznie, jak podmiotowo ich traktujemy, nie podejrzewając, że Ci ludzie również posiadają ludzkie uczucia, będąc przy tym o wiele wrażliwszym od przeciętnego osobnika. Autor bezwzględnie obnaża wyobrażenia oraz stereotypy, które sięgają również wariatów. Zgodnie z powszechnymi wyobrażeniami, schizofrenik jest niebezpieczny, agresywny, gwałtowny, niepohamowany, nieposkromiony, a w dodatku nieuleczalnie chory. W efekcie działalność placówek psychiatrycznych redukowana jest wyłącznie do nadzoru nad pacjentem, tak jakby kuracja w ogóle nie wchodziła w rachubę. Chory może zostać co najwyżej zresocjalizowany – można spróbować przywrócić mu zdolności do wykonywania w społeczeństwie przemysłowym pracy, przysparzającej nowych wartości. Powrót na łono cywilizacji warunkowany jest przy tym udowodnieniem nieszkodliwości oraz potencjalnej przydatności, choćby w najmniejszych zakresie. Kipphardt brutalnie udowadnia, że w społeczeństwie kapitalistycznym, a więc opartym na walce konkurencyjnej, nie da się ludziom wpoić, by odczuwali względem siebie sympatię, czy wzajemnie sobie pomagali. Już w szkole uczeni jesteśmy zasad dyskredytowania, nietolerancji oraz nienawiści względem tych, którzy nie są w stanie okiełznać swojej osobowości i przyciąć jej, tak by pasowała w przyjęte, kulturowe ramy. Dyskryminacja odbywa się jednak bardziej na poziomie podświadomości, bowiem oficjalnie wszyscy ludzie szanują się oraz kochają. W rezultacie dzieci równocześnie doświadczają podwójnej moralności, którą same szybko przyswajają. Wydaje się przy tym, że jedynym wyjściem, które zwalnia nas z konieczności ciągłego dopasowywania się jest władza oraz bezustanne narzucanie własnej woli. Człowiek, który wyraźnie odstaje od pozostałych, których nie ma już chęci by poddawać się kolejnym nakazom oraz zakazom, a brakuje mu przy tym siły, by przekuć swoją inność w artyzm bądź dominację nad bliźnim, skazany jest na posądzenie o bycie wariatem.
Książka to także smutna konstatacja, że dopuszczenie do tego, by uznano nas za szaleńca jest niemal równoznaczne dobrowolnej eliminacji. Osobnik posądzony o umysłową fiksację traktowany jest niczym szkodliwa narośl na zdrowej tkance społeczeństwa – staje się napiętnowany, wyklęty, nieczysty. Praktycznie niemożliwy okazuje się powrót do życia prowadzonego przed zdiagnozowaniem choroby. Skutecznie dbają o to sąsiedzi, krewni, znajomi, którzy nie potrafią traktować rekonwalescenta w innych kategoriach niż groźnego świra. Informacja o pobycie w klinice psychiatrycznej rozpowszechnia się szybciej niż trwa przywyknięcie do nowego środowiska, które niemal z miejsca oczekuje od wariata, by ten wcielił się w swoją rolę. Ale to błędne koło zdaje się mieć swój początek znacznie wcześniej, jeszcze w samej lecznicy. Człowiek dostaje się pod ostrzał absurdalnych pytań, a kiedy ma już serdecznie dość wszystkich wygłupów, trafia na mur nie do przebicia. Rzeczowe, wyważone oraz zrównoważone odpowiedzi są traktowane na podobnym poziomie, co wrzaski, bełkot, czy próby udawania jeszcze głupszego, w nadziei, że ktoś wreszcie dostrzeże całą farsę i przerwie ją – wszystko, co powie szaleniec to brednie, więc po co właściwie wsłuchiwać się w to, co pragnie nam ów osobnik przekazać? Trudno zatem liczyć na jakąkolwiek wyrozumiałość. A przecież pacjent nie pragnie kontaktu z człowiekiem, który nie interesuje się przeżyciami chorego, nie wysila się, by go zrozumieć, a swoimi pytaniami pragnie się jedynie utwierdzić, że osobnik odpowiada lekarskim wyobrażeniom na temat choroby. Ba, zdarza się, że przypadek pacjenta jest wręcz dostosowywany do lekarskiej diagnozy! Ale, zdaje się pytać Kipphardt, czegóż więcej można spodziewać się po dziedzinie medycyny, w której jeszcze niedawno powszechne było traktowanie kuracjuszy prądem. Czegóż więcej można oczekiwać od psychiatrii, której zdegradowanym, upadłym symbolem staje się klinika-dystrybutornia neuroleptyków. W pewnym momencie dr Kofler puentuje, że przemysł farmaceutyczny wyrasta z medycyny, a lekarz jest jego uświęconym przedstawicielem
Wymowa utworu Kipphardta, szczególnie w świetle częstych odwołań do Biblii oraz postaci Jezusa Chrystusa, wydaje się dosyć klarowna. Pomiędzy wierszami formuje się wielkie żądanie tego, by ludzi, uznanych za chorych psychiczni traktować po ludzku. Dopóki nie dostrzeżemy w nich bliźniego, dopóki nie porzucimy naszych lęków i obaw, dopóki nie pozbędziemy się ciążących na nich i przygniatających ich do ziemi stereotypów, dopóty nie ma realnej możliwości niesienia im pomocy. Jeśli zapomnimy, że schizofrenik, czy jakikolwiek inny człowiek, uchodzący w powszechnej opinii za wariata jest taką samą istotą jak my to szpitale psychiatryczne zawsze stanowić będą wyłącznie rodzaj izolatki, separatora, czy wręcz więzienia, będącego karą za odmienność.
Dzieło Kipphardta można również rozpatrywać z bardziej panoramicznej perspektywy. Autor przedstawia współczesne społeczeństwo jako bezuczuciową ciżbę, w której większość osobników prowadzi bezwzględną rywalizację o własne interesy, bez oglądania się na racje i prawa drugiego człowieka. Środkami do osiągnięcia celu nie rzadko są kłamstwo, obłuda, hipokryzja, czy krzywda wyrządzana bliźniemu. Jednocześnie cała skomplikowana siatka społecznych powiązań utrzymywana jest dzięki skrajnemu przymusowi, kamuflowanemu na różne sposoby. Autor uświadamia nam, że rysów zniewolenia można doszukać się w praktycznie każdym ludzkim działaniu. Jako trybiki wielkiej machiny poddawani jesteśmy nieustannej presji, by postępować w sposób przewidywalny, ograniczając swobodę działania do koniecznego minimum, sprawiającego wrażenie wolności wyboru. Ba, Kipphardt doszukuje się wręcz warstwy mistyfikatorów i odpowiednich autorytetów, których powinnością jest maskowanie przymusu, działanie, by ujarzmiony potraktował presję jako wybór dobrowolny, jako rzecz zgodną z naturą, wynikającą z jej istoty.
Reasumując Aleksander März to jak większość książek z serii Współczesna Proza Światowa, lektura wybitna. O sile utworu decyduje wielopoziomowość oraz wieloaspektowość. Treść koncentruje się w głównej mierze na chorym psychicznie pacjencie, ukazując przy tym jego przeszłość, prezentując drogę do umysłowej fiksacji. Jednak sam sposób, dość przewrotny, w jaki Kipphardt przedstawia głównego bohatera sprawia, że obraz stereotypowego schizofrenika zaczyna gwałtownie rdzewieć, korodując od natłoku faktów, które w świetle psychiatrycznej praktyki autora, należy uznać za prawdopodobne. Niemiecki literat zmusza czytelnika do zredefiniowania poglądów na temat osób umysłowo chorych oraz zmiany postrzegania samego procesu leczenia prowadzonego w psychiatrycznych placówkach, udowadniając przy okazji, jak skromną wiedzę, jako ludzkość, posiadamy na własny temat, w kwestii funkcjonowania naszego kluczowego organu – mózgu, który w dalszym ciągu możemy traktować jako swoiste terra incognita. Jednocześnie Kipphardt wystawia bardzo surową cenzurkę współczesnemu społeczeństwu, które w sporej mierze czyni winnym za coraz częstsze rozchwiania psychiczne jego własnych członków. Konsumpcyjny styl życia nakierowany głównie na posiadanie, pieniądze jako główny wyznacznik sukcesu, agresywna obrona własnej niezależności oraz źle pojmowany indywidualizm, godzący często w wolność drugiego człowieka stanowią dla współczesnych ludzi pułapkę, w którą wpadają w szczególności osoby wrażliwe, słabe, nie będące w stanie bronić własnego interesu. Na dobrą sprawę Kipphardt uzmysławia nam, że każdy z nas może zostać uznany za niepoczytalnego, niespełna rozumu, szalonego, obłąkanego, nawiedzonego, stukniętego. Wszystko to tylko kwestia tego, kiedy oraz w jakim stopniu zaczniemy kontestować otaczająca nasz rzeczywistość, nie godząc się na kolejne kompromisy, zawierane w imię harmonicznego współegzystowania.

Wasz Ambrose

8 komentarzy:

  1. Już sam życiorys pisarza intryguje. Wydaje mi się, że dobrze gdy autor wie o czym pisze - jako lekarz musiał wiele widzieć. Dobrze, że potrafił to ująć w sposób wybitny pod względem literackim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie piękne połączenie - kiedy talent literacki współgra z życiowym doświadczeniem. Serdecznie polecam tę lekturę :)

      Usuń
  2. Jejku, ale świetny wpis. Głębokie, psychologiczne. Oj, bardzo wszystko interesujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyrazy uznania. Do bardzo motywujące do dalszej pracy :)

      Usuń
  3. Autor, ze względu na czasy, w których żył, nie mógł zdawać sobie sprawy, iż klasyczna psychiatria jest chyba najbardziej „godna” etykietki pseudonauki właśnie ze względu na bezzasadne etykietkowanie oraz przywiązanie do raz już nadanych określeń. Jest jakby zwielokrotnieniem tych cech w stosunku do reszty społeczeństwa. Weryfikowalność diagnoz psychiatrów nie zasługuje na nazwę nauki nie tylko w porównaniu z naukami ścisłymi, ale nawet innymi działami medycyny. Najbardziej przerażające jest, iż rzeczywistość przerasta wymowę tej książki. Jak udowodniły liczne niesamowite eksperymenty psychologii społecznej (Zimbardo http://klub-aa.blogspot.com/p/najlepsze-ksiazki.html) etykietkę chorego psychicznie może dostać człowiek najzupełniej zdrowy i praktycznie nie ma możliwości, by się od niej uwolnić właśnie dlatego, iż nie jest weryfikowalna. Chory jest ten, kto zostanie za takiego uznany, a nie ten, kto jest chory. Nie ma żadnych obiektywnych kryteriów weryfikacji. Z książki wynika, iż swym zachowaniem na taką etykietkę trzeba jakoś „zasłużyć”, lecz rzeczywistość jest jeszcze gorsza. To taki jeszcze bardziej niż książka dający do myślenia aspekt rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dopowiedzenie. Jak widać autor może pochwalić się całkiem niezłą intuicją, bowiem na łamach powieści nie raz, nie dwa pojawiają się bardzo ostre zarzuty m.in. pod adresem klasycznej psychiatrii. Kipphardt zwraca szczególnie uwagę na etykietowanie oraz podciąganie pewnych faktów i obserwacji, tak by pasowały do obrazu choroby.

      Jeśli chodzi o "zasłużenie" sobie na miano wariata, to w powieści pojawiają się wzmianki o kilku pacjentach i na ich przykładzie dobrze widać, że często chorym staje się osobnik, który nie zgadza się na pewne ograniczenia narzucane przez społeczeństwo. Najgorsze jest właśnie to, że kiedy dostanie się już ową etykietę, to praktycznie niemożliwe jest jej pozbycie się. Wariat to wariat i nieważne co powie, bowiem i tak są to brednie. Błędne koło :)

      Lekturę polecam, bo widzę, że w sposób może bardziej literacki literacki, w całkiem sporej mierze wyraża to, co w swoich książkach umieszcza Zimbardo :)

      Usuń
  4. Jawi się to jako ciekawa lektura, nie tylko ze względu na treść, ale i formę.

    Moim skromnym zdaniem nie ma ludzi zdrowych psychicznie, przynajmniej ja takiego dotąd nie spotkałem. Każdy ma jakieś zwyrolstwo za uszami, a jeśli ktoś twierdzi że on nie, to tym bardziej się go boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Forma wydaje mi się tu bardzo stosowna, która świetnie oddaje chaos, kłębowisko myśli :)

      Moim natomiast skromnym zdaniem ciężko w ogóle o prostą definicję człowieka zdrowego psychicznie. Jak słusznie zauważyłeś, każdy z nas ma jakąś fiksację, odchył od statycznej średniej. Zabawa polega na tym, żeby nie dać sobie przypiąć łatki groźnego wariata, którego należy ubezwłasnowolnić, bowiem stanowi zagrożenie dla otoczenia :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)