poniedziałek, 12 marca 2012

Synowie fortuny



Jeffrey Archer


SYNOWIE FORTUNY

Synowie fortuny (Sons of Fortune) Jeffreya Archera to dokończona w więzieniu powieść ukazująca współczesną* Amerykę poprzez losy dwóch braci bliźniaków, rozdzielonych zaraz po urodzeniu, pod koniec lat czterdziestych XX wieku w Hartford, w stanie Connecticut. Fletcherowi Davenportowi przypada los syna milionera; jego brat, Nat Cartwright, dorasta jako syn nauczycielki i agenta ubezpieczeniowego. Nat odznacza się w Wietnamie, kończy przerwane studia i zostaje wybitnym finansistą. Fletcher robi błyskotliwą karierę prawniczą...

Dalszy ciąg notki z okładki pozwolę sobie pominąć, gdyż moim zdaniem zdradza ona zbyt dużo. Ujawniając główne kierunki rozwoju akcji odbiera część radości, którą ma czytelnik z pierwszego obcowania z tą książką. Na szczęście część niewielką, gdyż fabuła jest rozbudowana, z kilkoma pośrednimi punktami kulminacyjnymi poprzedzającymi wielkie zakończenie.

Jak w wielu innych powieściach Archera, mamy tutaj do czynienia z dwoma wątkami głównymi odpowiadającymi dziejom dwóch głównych bohaterów. Równie charakterystyczny dla tego autora jest także rozdźwięk między pozycjami startowymi tych najważniejszych postaci, z których rozpoczynają one swój wyścig we wspinaczce po drabinie społecznej. Nie jest to prawdziwa przepaść między nędzą a bogactwem, jak choćby w prześwietnej sadze Kane i Abel, ale wyścig między Fletcherem i Natem nie traci przez to niczego ze swego dynamizmu.

W Synach fortuny znajdziemy to, co nieodmiennie jest wyznacznikiem prozy Archera. W pierwszym rzędzie prześwietny styl sprawiający, iż jego powieści, niejednokrotnie bardzo znacznej objętości, czyta się jednym tchem. Choć poczynania Cartwrighta i Davenporta w trakcie walki o władzę zawierają, jak prawie zawsze w powieściach Mistrza, wątek sensacyjny, ja zaliczyłbym tę powieść do obyczajowych z wiodącym wątkiem ekonomicznym. To kolejny rys charakterystyczny dla Jeffreya Archera, który potrafi sprawić, iż o robieniu pieniędzy i walce politycznej czyta się z równym zaciekawieniem i napięciem, jak o seryjnych morderstwach czy bohaterskich czynach wojennych. Ten aspekt zawsze podkreślam jako bezcenny dla polskiego czytelnika, gdyż nasza rodzima literatura jawi się w tematach ekonomicznych jako ugór jeśli nie zgoła pustynia. Archer i w tym przypadku daje się poznać jako znawca realiów, niezwykle bystry obserwator i czarodziejskie pióro. Ukazuje prawdy, których nie znajdziesz w prozie znad Wisły, która mami tym, co pieniądze mogą dać, ale nie mówi o tym, jak je zdobyć i jaką cenę trzeba zapłacić. A płacić trzeba słono, i to zawsze, niezależnie od drogi, którą się wybierze. Obojętnie, czy wstąpi się na ciemną czy jasną stronę mocy; im większe pieniądze chce się zrobić, tym więcej trzeba zapłacić. W wytężonej pracy, braku życia rodzinnego, wolnego czasu i hobby, w upodleniu i zagrożeniu zemstą... Tak czy inaczej zapłacić trzeba. W dodatku zapłacić musi każdy a nie każdy sukces odniesie. O tym niestety wielu dowiaduje się za późno. Może gdyby wiedzieli wcześniej, daliby sobie spokój już na poziomie klasy średniej i smakowali życie zamiast bez końca walczyć o następnego dolara lub złotówkę. Książki Archera dają nam pretekst, by przemyśleć co w życiu chcemy osiągnąć i zastanowić się, czy jesteśmy gotowi za to zapłacić.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż większość powieści tego autora jest na jedno kopyto i Synowie fortuny właśnie do tej grupy należą. Nie jest to jednak w żadnej mierze stwierdzenie pejoratywne. To po prostu znak firmowy Jeffreya Archera. Sięgając po książkę z jego nazwiskiem wiemy czego możemy się spodziewać i wiemy, że się nie zawiedziemy. Wszystkich, którzy jeszcze nie czytali Synów fortuny gorąco namawiam na tę lekturę; bo warto. Nawet niechlujstwo edytorskie charakterystyczne dla wydawcy (Prószyński i S-ka)** nie jest w stanie w najmniejszym stopniu zepsuć przyjemności płynącej z lektury i wpłynąć na ocenę tej powieści jako naprawdę rewelacyjnej, o czym ze szczerą satysfakcją Was zapewniam


Wasz Andrew



* Powieść opublikowana w 2002 roku.
** W książce roi się od brakujących liter i końcówek, a szkoda. Gdyby była staranniej wydana, może bym ją kupił. Ponieważ jest jak jest, więc pozostanę przy korzystaniu z oferty biblioteki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)