Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 30 marca 2012

Klara



Iza Kuna

Klara


Sięgając po debiutancką książkę Izabeli Kuny Klara miałem nadzieję na coś nowego, świeżego, odmiennego od mojej zwykłej męskiej linii lektur. Nie powiem, żebym wiedział czego się spodziewać. Izy w ogóle nie kojarzyłem dopóki nie zajrzałem do Wikipedii. Po prostu do jej teatru mam za daleko, nie gustuję w serialach a la Brasiliana ani w debilnym humorze typu Daleko od noszy. Można więc powiedzieć, że nazwisko autorki niczego mi nie mówiło poza tym, że nie należy w moim odczuciu do czołówki polskich aktorów, którym z kolei, poza kilkoma świetlanymi wyjątkami, dość daleko do czołówki światowej. Zacząłem więc czytać bez uprzedzeń i bez sympatii, tylko z nadzieją na coś niespodziewanego. Bo to debiut. Bo napisała kobieta.

Zacząłem czytać z niezłym tempem, gdyż literek na każdej stronie bardzo skąpo, a i rozdziały króciutkie. Niestety, od połowy zwolniłem. Ale wróćmy do początku.

Powieść Izy Kuny, bo to jednak powieść chyba, choć bardzo skromna jeśli o ilość tekstu chodzi, napisana jest językiem prostym i wulgarnym. Prostym i prostackim, podobnie jak beznadziejnie prostacka i beznadziejna jest jej główna postać. Klara; nie do końca samotna, bo ma kochanka. I przyjaciółkę. I matkę. I może z kilku znajomych. A, i ma jeszcze gorzałkę. I leki. A potem nawet kota. I samotność. Bo komu kilka prawie obcych osób może wystarczyć za wszystko, za cały świat? A jej cały świat i całe życie to sporadyczne spotkania z kochankiem, alkohol i prochy. Pijackie pogaduchy z przyjaciółką i z kotem. I marzenia. Pseudomarzenia.

Słowo praca ani raz chyba nie pada w tej książce. Ani hobby. Ani pasja. Bo taki jest świat Klary. Ubogi w sposób niewyobrażalny, prawie zwierzęcy. Nie do uwierzenia, gdyby nie to, iż takich ludzi jest wokół nas całe mnóstwo. Niby czegoś pragną, ale tak naprawdę do niczego nie dążą. I ich słownictwo jej odbiciem papki jaką mają zamiast mózgu. Co drugie słowo to wulgaryzm. Ciągle ten sam, bez żadnego polotu i sensu. Jak ich marzenia. Po pewnym czasie zaczyna to nużyć. Wiadomo, iż nic nowego się nie zdarzy. Jak te kobiety bite przez mężów alkoholików. Uciekające i wciąż wracające. Jak poszukujący miłości ciągle w tym samym gronie kilku znajomych. Jak przesiewanie piasku z kupki na kupkę w tej samej piaskownicy i nadzieja, iż odkryje się złotodajną żyłę.

Klara chce być kochana. Chce się przytulać jak pies do swego faceta i z nim kopulować. I z nim być. Bo dla niej miłość poza to uczuciowe kalectwo i ubóstwo nie wykracza. I jej marzenia od tych psich możliwości niewiele odbiegają. Ale nie ma nawet tego, co dobry pies. Pasji. Odwagi. Wierności aż do ostatniego tchnienia. Jest beznadziejna tak, jak tylko człowiek może być. Jak tylko może być człowiek, który mógłby mieć wszystko, bo ma lepszą niż inni pozycję startową, ale który nie osiągnie niczego, gdyż nawet nie potrafi wyartykułować swych pragnień. Bo ma w mózgu coś nie tak.

Takich ludzi widzimy dookoła setki, jeśli tylko nie odwracamy głowy. Czasami któryś z nich próbuje się wyzwolić z tego piekiełka swoich znajomych i swojego otępiałego umysłu. Ale bardzo niewielu się to udaje. I dla mnie książka Izy jest właśnie o takich ludziach. O takich umysłach. Niezrozumiałych i niepojętych dla „normalnych” ludzi.

Nie wiem, czy to właśnie było zamiarem autorki, ale tak ja to odbieram. Tak to wyszło. I choć nie znajdziemy w tej lekturze pięknego języka ani żadnej akcji, to ma ona jakiś sens. Tylko kto ma to czytać? Żadnych w niej myśli, poza surowym obrazem pewnej prawdy, nie znajdziemy. Mogłaby powstać z przelania na papier dialogów z mikrofonu ukrytego w mieszkaniu patologicznej postaci; nieszczęśliwej kochanki, pijaczki i lekomanki, w dodatku rokującej na poważniejszą chorobę psychiczną. No, trochę przesadziłem. Poza kulawymi od prochów i alkoholu dialogami mamy jeszcze kilka zdań narracji przypominającej rozmydlone, zamglone wspomnienia pijanej lekomanki. Podobne to do zdjęć zrobionych teleobiektywem detektywa z dolnej półki; niestre, pełne szorstkiego ziarna, fragmentaryczne, wyrwane z nieokreślonej całości. I to wszystko. Obraz prawdziwy ale jednocześnie niepełny. I nic ponad to. Niczego się nie dowiemy. Żadnej rozrywki tu nie znajdziemy. Chyba, że chcemy się zdołować i sprawdzić, czy mamy zadatki na umysłowego masochistę. A mogło z tego być coś całkiem niezłego. Ale tylko mogło. Można powiedzieć, że jaka główna bohaterka, takie i dzieło.

Kiedyś mówiłem, iż każda książka, nawet najgorsza, jest warta przeczytania, gdyż inteligentnemu czytelnikowi coś da. Ale to było bardzo dawno temu. Zdanie zmieniłem właśnie z powodu takich rzeczy jak Klara. Przykro to mówić, ale absolutnie odradzam jej zakup. Jeśli nie wierzycie, to sobie ją wypożyczcie z biblioteki. Jak ją zmęczycie i dalej będziecie chcieli ją mieć, by do niej wracać, to dajcie znać. Będę szczerze zdziwiony


Wasz Andrew

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)