poniedziałek, 21 marca 2011

O co kaman?



czyli refleksje na temat bezprawności stanu wojennego



Kilka dni temu Trybunał Konstytucyjny orzekł, po prawie trzech latach(!) wytężonej pracy, o bezprawności wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981. Jest dla mnie wysoce zastanawiającym, nad czym tak wielce się to szanowne gremium biedziło w znoju i wytężeniu umysłów, a przede wszystkim po co.

Obecna władza POPiSu zgodnie twierdzi, iż okres PRL-u był okupacją. Jest oczywistym dla każdego, iż prawo narzucone przez okupanta jest nielegalne z punktu widzenia okupowanego. Jaki jest więc sens, by rozstrzygać, czy poszczególne akty bezprawnej władzy mogą być z prawem zgodne, czy też nie? Wydaje się to zadziwiające, że ktokolwiek może się tym poważnie zajmować. Wydaje się zadziwiające do momentu, gdy uzmysłowimy sobie, iż wyrok Trybunału otwiera drogę do uzyskania odszkodowań. Jak wielu i w jakiej wysokości? Tym się na razie nikt nie zajmował. Wpisuje się to jednak w naszą polską szokującą tradycję, zgodnie z którą, w miarę upływu lat od zakończenia II Wojny Światowej, ilość wszelkiej maści kombatantów miast maleć – rośnie.

Również w ostatnich dniach władze poinformowały, iż z powodu braków w budżecie zamykają drogę do wynagrodzenia krzywd tym, którzy przedwojenne majątki utracili w wyniku zagarnięcia przez PRL. O co tu chodzi? Nie stać nas na to, by zwrócić skradzione mienie tym, którym zabrano dorobek całych pokoleń ich krewnych, a stać nas na wypłacanie odszkodowań za wczasy na styropianie? Jak się ma stanowisko władz o niezwracaniu zagrabionego mienia do obowiązującego prawa, nie tylko ludzkiego, lecz i boskiego? Wszak POPiS jest katolicki i jest coś w dekalogu na ten temat. Jak można latami badać bezprawność stanu wojennego, który nie mógł być z prawem zgodny, skoro nie uznaje się legalności wprowadzających go organów, i jednocześnie wypinać się na ewidentne bezprawie, co już odbiło się szerokim echem w świecie?

Rząd tłumaczy się pokrętnie, iż nie można kosztem wielu oddać sprawiedliwości nielicznym, czyli przykładowo oddać kamienicy prawowitemu spadkobiercy kosztem jej obecnych właścicieli. Dziwne. Stosując ten tok myślenia dawanie odszkodowań czy innych gratyfikacji ofiarom stanu wojennego, czy też choćby Sybirakom, tym bardziej nie powinno mieć miejsca. Płaci na nich cały opodatkowany naród, a więc wielu, a korzysta niewielu. Taka sytuacja zaś według rządu, wobec braków w budżecie, jest nie do przyjęcia. O co więc chodzi?

Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi zwykle o pieniądze. Porównajmy katastrofę autobusu z polskimi pielgrzymami w Grenoble w 2007 roku z niedawną masakrą pasażerów busa pod Nowym Miastem nad Pilicą. Rodzinom ofiar pierwszego zdarzenia, dużo lepiej sytuowanym niż te drugie, ówczesny premier Jarosław Kaczyński obiecał po 100 tys. złotych od łba(!). Niezależnie od tego poszkodowani otrzymali odszkodowania od ubezpieczycieli, które, jak się niektórzy przyznali, wynosiły po 30 tys. złotych, a sądzili się jeszcze o drugie tyle*. Dla porównania rodziny ofiar z Nowego Miasta, będące już wcześniej w trudnej sytuacji materialnej, otrzymały symboliczne grosze. O co tu chodzi?

Rodzinom ofiar ze Smoleńska obecny rząd pod przewodnictwem Donalda Tuska hojną ręką obiecał 250 tys. złotych od sztuki, sumę prawie niewyobrażalną dla normalnego człowieka, a na tym się zapewne nie skończy, gdyż niektórzy żądają półtora miliona(!). I to się dzieje w tym samym czasie, gdy rząd odmawia zwrotu zagarniętego przez Polskę prywatnego mienia, gdy renta trzeciej grupy wystarcza tylko na powolną śmierć z głodu.

O co tu chodzi?

Nieodparcie nasuwa się wniosek, iż nic nie różni tutaj postępowania PO od PiSu. Gdy się porówna dwa kolejne rządy mamy prawdziwy POPiS. Takie diametralnie odmienne traktowanie dwóch identycznych stanów faktycznych i prawnych (choćby wspomniane dwie katastrofy drogowe) można wyjaśnić bardzo prosto. Polska to prywatny folwark POPiSu, gdzie każdy daje swoim i o innych zapomina. Damy pielgrzymom z Grenoble, to się przypodobamy elektoratowi. Biedakom z Nowego Miasta nie warto dawać, bo to nie jest medialne. Damy tym z Tu-154, bo tam dużo naszych było, a innym nie. No, może damy jeszcze damy tym z Casy, bo się ostatnio zaczynają wydzierać, że ci z Tupolewa dostali. Trzeba ich uciszyć. Ale innym? To nie nasza banda.

Gdy się o tym myśli, preambuła Konstytucji brzmi jak bajeczka stworzona w celu ogłupienia mas pracujących miast i wsi, a badanie legalności stanu wojennego wydaje się farsą.

Przypomina mi się cytat z Guillou: Gdzie państwo jest słabe albo nieobecne, tam władzę przejmuje mafia... I nasuwa się pytanie: po czym poznać moment, w którym państwo zmieni się w mafię?


Wasz Andrew


* wiadomosci.gazeta.pl Sebastian Wierciak, TOK FM, TM 2009-02-04 
** fakt.pl 18.06.2010, 19:09

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)