piątek, 19 kwietnia 2019

João Guimarães Rosa "Wielkie pustkowie" - O paktowaniu z diabłem

Wielkie pustkowie

João Guimarães Rosa

Tytuł oryginału: Grande Sertão: Veredas
Tłumaczenie: Helena Czajka
Wydawnictwo: PIW
Seria: Proza Współczesna
Liczba stron: 481





Podróż, która wiąże się z poznaniem i ujrzeniem zupełnie nieznanych dotąd miejsc czy ludzi, jawi się jako przygoda dostarczająca z wszech miar radości oraz satysfakcji. Kiedy jednak wędrówka trwa i trwa, krajobraz razi swoją monotonią, a cel wyprawy z wolna rozmywa się, może nawiedzić nas znużenie. Lekarstwem na nudę i wiążącym się z nią psychicznym zmęczeniem jest gawęda – nic tak nie umila czasu jak interesująca opowieść, która bez reszty zajmuje naszą wyobraźnię. Z pewnością wiedział o tym doskonale João Guimarães Rosa (1908 – 1967), brazylijski prozaik, z wykształcenia lekarz, pracujący też jako dyplomata, autor powieści Wielkie pustkowie.


Tytułowa kraina, w której osadzona jest akcja dzieła to sertão, czyli rozległy, nieurodzajny płaskowyż w północno-wschodniej Brazylii. Jest to region półpustynny lub pokryty suchym lasem, regularnie nawiedzany przez długotrwałe susze. Sertão łatwo poznać: gdzie pastwiska nie są ogrodzone, gdzie dziesięć, piętnaście leguas przemierzysz i ludzkiego domostwa nie napotkasz; w sertão przestępca żyje sobie jak u pana Boga za piecem i żadne władze go nie dosięgną [1]. Przewodnikiem po tych niegościnnych terenach jest Riobaldo, pierwszoosobowy narrator, który przed bezimiennym, tajemniczym bohaterem snuje obszerną historię całego swojego żywota. Wynurzenia Riobaldo są o tyle ciekawe, że mężczyzna przez lata należał do jagunço, wzbudzających kontrowersje paramilitarnych oddziałów, działających na obszarze sertão. Jagunço­ – najemne formacje tworzone przez ziemskich właścicieli do ochrony posiadłości, pilnowania pracowników czy dochodzenia sprawiedliwości w sporach z sąsiadami – to kwintesencja sertão, jałowej ziemi, na którą rzadko docierają macki sądownictwa czy państwowości w ogóle. Za sprawą siły, jaką sobą reprezentują konstytuują prawo, że rację posiada ten, kto ma za sobą więcej rąk nie wahających się przed stosowaniem przemocy. Z tego też względu jagunço często uchodzą za bandytów i rozbójników.

W miarę jak Riobaldo wprowadza nas w arkana wiedzy na temat tego świata przesączonego męskim koleżeństwem, przelotnymi miłostkami oraz ciągłymi potyczkami i starciami, dowiadujemy się coraz więcej o ludziach, którzy decydują się na zostanie jagunço. Z reguły są to samotnicy (osobnik taki (…) nie ceni sobie długiej rozmowy i bliskiej przyjaźni; schodzą się i rozchodzą [2]) ze skłonnościami do melancholii (Jagunço to człowiek na wpół zrezygnowany… [3]) ze stoicką pokorą przyjmujący to, czym obdarza ich kapryśny los (Jagunço nie przejmuje się stratą ani klęską – obojętne mu jest prawie wszystko [4]), koncentrujący się na jasnych stronach prowadzonej egzystencji (Jagunço żyje pełnią życia a traktuje je z góry. Nie widzi ogólnej nędzy i brudów, wcale ich nie zauważa [5]). Ich naturalnym środowiskiem jest wojenna zawierucha – walki, potyczki, bitewny kurz to nieodzowne składniki ich egzystencji.

Przytaczana przez Riobalod opowieść jest przesiąknięta melancholią i tęsknotą, bowiem mówi ona o świecie, który jest już właściwie tylko odległym wspomnieniem. W tym kontekście jagunço jest uosobieniem nieustannych zmian, które ciągle towarzyszą człowieczej cywilizacji – nowe warunki, środowisko czy okoliczności wymuszają określone formy zachowań i reakcji, co przekłada się na powstawanie specyficznych zawodów czy grup społecznych, które niekiedy okazują się bardzo efemeryczne, bo mające rację bytu jedynie przez maksymalnie kilka pokoleń. W momencie gdy to, co obce i nieznane zostaje ujarzmione i pochwycone w karby swojskości, kończy się czas pionierów. A stopniowe zanikanie tego typu profesji doskonale unaocznia, że postęp techniczny diametralnie wpływa na nasz codzienny byt, kulturę czy dziedzictwo. Jagunçów można też postrzegać jako symbol tego, co dzikie, wolne i nieokiełznane, które pomimo całej swojej niepokorności i nieujarzmienia (albo właśnie z racji tych cech) skazane jest na porażkę w starciu z tym, co uporządkowane, racjonalne i praworządne (Ach, czasy jagunçów muszą się skończyć, miasto musi zwalczyć sertão [6]).

Sposób, w jaki Riobaldo przedstawia działania jagunçów powoduje, że książka przyjmuje nieco bajkową atmosferę. Jagunço – poprzez podkreślanie przywiązania do wolności, podawanie przykładów męstwa i szlachetności oraz akcentowanie wyznawanego kodeksu honorowego – przywodzi na myśl szlachetnego złoczyńcę, który robi to, co najlepiej potrafi (czyli walczy), aby przetrwać, dzielnie przy tym zmagając się z wszelkimi przeciwnościami losu. Ten wizerunek ulega diametralnej zmianie, kiedy uważniej wsłuchamy się w monolog Riobaldo – gwałty, rozboje czy morderstwa zawsze są czymś złym, niezależnie od tego czy wydają się być one koniecznością czy też wyłącznie kaprysem.

W Wielkim pustkowiu sporo uwagi poświęcono również stereotypom i konwenansom oraz wynikających z nich regułom i zasadom – ciekawe jest to, że nawet jagunço, a więc ucieleśnienie wolności nie może robić wszystkiego, na co przyjdzie mu ochota. Pewne rzeczy – afektacja w okazywaniu uczuć, zbytnie przywiązanie do konkretnego towarzysza czy wrażliwość na piękno przyrody, itd. – są po prostu niedopuszczalne, bowiem nie mieszczą się w ramach przyjętej konwencji, zgodnie z którą jagunço to człowiek twardy i bezlitosny. Kolejnym uniwersalnym wątkiem, przewijającym się w utworze jest walka ze złem – autor sygnalizuje, że wojując ze złem absolutnym, nierzadko sami stajemy się jego nosicielami. W tym miejscu warto zasygnalizować też motyw opętania, który przewija się niemal przez cały utwór. Ogromnie intryguje wyznanie Riobaldo, który twierdzi, że próbował on zawrzeć pakt z diabłem, ale obecnie sam nie jest pewny czy transakcja doszła do skutku.

Słuchając wynurzeń protagonisty warto zaznaczyć, że porusza on szereg zagadnień z racji charakterystycznego stylu, w jakim są one utrzymane. Przybliżana historia co rusz meandruje, a wątek główny ustępuje pola dygresjom, wtrąceniom i różnorakim obserwacjom, których przedmiotem jest z reguły ludzka natura. Jeśli dodać do tego precyzję opisu, geograficzne szczegóły oraz tendencje do zatrzymywania się na dłużej przy wybranych wspomnieniach, nie dziwnym jest fakt, że Wielkie pustkowie jest lekturą tyleż ciekawą, co odrobinę męczącą. Cierpliwość czytelnika wystawiona zostaje na niejedną próbę, bo fragmenty, w których mamy do czynienia z dynamiczną akcją są sukcesywnie przerywane przez wyżej wymienione spowolnienia – chwilami czujemy się, że i my padniemy ofiarą sertão, które omami nas swoim ogromem i nie wypuści nas ze swych objęć.

Z tego też względu Wielkie pustkowie jest lekturą, która wymyka się prostym i klarownym kryteriom oceny. Z jednej strony jest to powieść o sznycie przygodowym, z drugiej – pełna metafizycznych i duchowych rozterek spowiedź Riobaldo. Typ dzieła, które zdecydowanie bardziej nadaje się do powolnego smakowania, bowiem wymaga od czytelnika, by w pełni się w nim zagłębić.

[1] João Guimarães Rosa, Wielkie pustkowie, przeł. Helena Czajka, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972, s. 7
[2] Tamże, s. 25
[3] Tamże, s. 44
[4] Tamże, s. 48
[5] Tamże, s. 61
[6] Tamże, s. 142

10 komentarzy:

  1. Pustkowia po horyzont, zbójeckie bandy i rozważania filozoficzne… Jak zwykle potrafisz w ciekawy sposób przybliżyć twórczość pisarzy mniej znanych w naszym kręgu kulturowym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ale zdecydowanie większą robotę wykonał PIW ze swoją serią Proza Współczesna, bo to dzięki temu wydawnictwo mamy przyjemność gościć w tak odległych, także z kulturowego punktu widzenia, krainach :)

      Usuń
  2. Już wcześniej poczułam jakieś przyciąganie do tej książki i kupiłam ją za parę groszy na Allegro. Moja wyobraźnia podsuwa mi jakieś romantyczne wizje o rozbójnikach z sertao, a zapowiedziane dłużyzny (geograficzne opisy wielkiego płaskowyżu np.) zupełnie mnie nie przerażają, wręcz przeciwnie - przyciągają. Kiedyś czytałam powieść, której akcja rozgrywa się właśnie w brazylijskim interiorze. Jest to "Szwaczka" Frances de Pontes Peebles. Do dziś pamiętam, że historia dwóch kobiet, z których jedna związana była z wyjętymi spod prawa cangaceiros, bardzo mnie wciągnęła. A jeszcze dodam, że jest to chyba najczęściej pożyczana przeze mnie książka i przeczytało ją chyba już kilkanaście moich koleżanek. Ma coś w sobie, klimat przygody, realizmu magicznego, no i mocny rys feministyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swój egzemplarz wypożyczyłem z biblioteki. Skusiło mnie charakterystyczne logo Prozy Współczesnej. Jeśli chodzi o dłużyzny to mnie również specjalnie one nie przeszkadzały, ale poczułem się w obowiązku by o nich wspomnieć, bowiem wielu czytelników ceni sobie książki, przez które szybko można przefrunąć :)

      O Frances de Pontes Peebles w ogóle nie słyszałem, dlatego bardzo dziękuję za podrzucenie kolejnego ciekawego nazwiska. Rozejrzę się za nią w bibliotece.

      Usuń
  3. Główny bohater skojarzył mi się nieco z Janosikiem, a Jagunço z rozbójnikami. Czy jednak można to porównywać? Zastanawia mnie też, czy ci wojownicy z drugiego końca świata są opisywani w duchu romantycznym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skojarzenia z Janosikiem nie są bezpodstawne, bowiem jagunço­ także starają się wpisywać w etos szlachetnego rozbójnika. Pojawia się zatem i rys romantyczny, chociaż kiedy bliżej wsłuchujemy się w opowieść snutą przez Riobaldo, obraz ulega dość gwałtownym przeobrażeniom.

      Usuń
    2. O... Ciekawe, czy ktoś napisał jakąś dobrą powieść o Janosiku?

      Usuń
    3. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie ;) Z pobieżnego rzutu okiem wynika, że książki poświęcone Janosikowi powstawały m.in. w okresie komuny, a postać szlachetnego zbója wykorzystywana była w celach propagandowych, stąd całość mocno toporna. Może Janosik dopiero czeka na autora, który tchnie w niego nowe życie.

      Usuń
  4. Ciekawa jestem, czy jagunço mieli żony i dzieci. A może ci twardzi, bezlitośni ludzie nie mieli prawa do zakładania rodzin? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem, część z nich miała rodzinę. W przypadku niektórych jagunço­ to właśnie żona i dzieci stały się przyczynkiem przystąpienia do danej bandy, bo zawód rozbójnika jest ryzykowny, ale dobrze płatny ;) Z drugiej jednak strony, kiedy śledzi się perypetie poszczególnych postaci, można z całym przekonaniem stwierdzić, że bycie jagunço­ nie wzmacniało rodzimych więzów.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)