piątek, 16 marca 2018

Việt Thanh Nguyễn "Sympatyk" - Pomiędzy ojczyzną a obczyzną

Sympatyk

Việt Thanh Nguyễn

Tytuł oryginału: The Sympathizer
Tłumaczenie: Radosław Madejski
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 480
 
 
 
 
Ameryka, kraj szybkich samochodów i ponaddźwiękowych odrzutowców, ojczyzna Supermana, supermarketów i rozgrywek Super Bowl. Kraj, któremu nie wystarczała zwyczajna nazwa, i jako pierwszy w historii kazał określać się tajemniczym akronimem USA. Dopiero po latach ZSRR zdystansował go o jedną czwartą. Chociaż każde państwo uważa się za najdoskonalsze na swój sposób, czy gdziekolwiek indziej na świecie federalny bank narcyzmu wypuścił do obiegu aż tyle słów zaczynających się od „super”? To obdarzony supermocą naród superbohaterów, który nie spocznie, dopóki inne kraje nie będą skomlały do Wuja Sama przygniecione do ziemi jego butem [1]. Tyle, że chcieć to nie zawsze móc, o czym Amerykanie przekonują się bardzo boleśnie w trakcie II wojny indochińskiej, w zachodniej kulturze znanej jako wojna wietnamska (trwającej w latach 1957 – 1975). Klęska Stanów Zjednoczonych pociąga za sobą szereg konsekwencji – władzę na Półwyspie Indochińskim przejmują komuniści, mit o amerykańskiej potędze pęka niczym mydlana bańka, a wielu obywateli Wietnamu Południowego opuszcza swoją rodzimą ziemię, w obawie przed represjami współbraci z północy. Jednym z uciekinierów jest bohater książki Sympatyk, autorstwa Việt Thanh Nguyễna, pochodzącego z Wietnamu amerykańskiego pisarza (rocznik 1971).

Protagonista to człowiek, którego znamieniem jest dwoistość. Jako syn Wietnamki i Francuza (głoszącego Słowo Boże misjonarza, który w momencie słabości dopuścił się współżycia z autochtonką) od najmłodszych lat zmaga się z brzemieniem takich określeń jak bękart czy wyrzutek. Spotyka się on z wrogością i odrzuceniem zarówno ze strony bliskich (widzących w nim głównie dowód na grzeszne postępowanie matki), jak i rodaków, traktujących go jako odmieńca, mieszańca, zatruty owoc krzyżówki ras, krzyżówki, z której nic dobrego nie może wyniknąć. Dualizm jest również towarzyszem dorosłego życia, jako, że mężczyzna pracuje dla Wietkongu w charakterze podwójnego agenta. Co ciekawe, pozostawanie na usługach komunistów prowadzi do kolejnego rozdwojenia, bowiem po upadku Sajgonu (1975) bohater, który w trakcie konfliktu służył w armii południowowietnamskiej w randze kapitana, będąc jednocześnie zaufanym adiutantem ważnego generała, wyrusza do USA. Pozostając w bliskich relacjach ze swoim byłym dowódcą, mężczyzna donosi o jego ruchach i planach. Tyle, że pobyt w Stanach Zjednoczonych wzmaga poczucie wyobcowania – przyczynia się do tego smutna wegetacja migranta, sprowadzająca się do nierzadko jałowych prób odnalezienia się w egzotycznym i nieprzyjaznym środowisku.

Utwór napisany z perspektywy pierwszoosobowego narratora utrzymany jest w formie spowiedzi, wyznania, ale i swoistego podsumowania. Jest to opowieść o podejmowaniu trudnych wyborów w ekstremalnej sytuacji, jaką niewątpliwie jest wojna i ich następstwach, konsekwencjach, skutkach. Mnogość przeżyć i doświadczeń owocuje tym, że książka przyjmuje gorzko-ironiczną konwencję. Bohater nie szczędzi zjadliwych, wręcz szyderczych uwag, które obejmują szerokie spektrum zagadnień. Nie brakuje pełnego admonicji spojrzenia na wietnamskich pobratymców (W sytuacjach, w których popyt przewyższa podaż, zachowaniem typowym dla moich rodaków było napieranie i rozpychanie się łokciami w bezładnej ciżbie, a kiedy to zawodziło, uciekali się do przekupstwa, pochlebstw, kłamstw i przesady [2]; (…) nasze państwo stanowi absurdalną mieszankę gniewu i rozpaczy zaprawioną szczyptą czarnego humoru (…) [3]). Ponadto sporo miejsca poświęcono złożonemu zjawisku, jakim niewątpliwie jest wojna. Działania zbrojne przedstawione zostają w różnych ujęciach – z jednej strony raczeni jesteśmy patetyczno-prześmiewczymi refleksjami (uosobieniem wojny są rzesze (…) dzielnych młodych mężczyzn przyodzianych na ostatnią drogę jedynie w puste frazesy padające z ust obłudnych polityków (…) [4]), z drugiej zaś sygnalizowane są tematy na pozór oczywiste, które jednak są na tyle niewygodne, że skrzętnie osnuwa się je gęstą mgłą milczenia ((…) zastępy lokalnych prostytutek zaspokajających żądze szeregowców najeźdźczej armii to nieuchronne następstwo każdej wojny i okupacji [5]). Ale zdecydowanie największy ciężar krytyki kierowany jest pod adresem nowej ojczyzny protagonisty – podkreślana jest buta Amerykanów, przekonanie o prawie do supremacji, pogardliwe traktowanie mniejszości, brak szacunku dla innych systemów wartości, chęć przycięcia wszystkiego i wszystkich do jednakowych wzorców i standardów. Symbolem takiego przepełnionego pychą podejścia stają się naznaczone absurdem postacie amerykańskiego profesora orientalistyki (wręcz wymuszającego na swoich współpracownikach o azjatyckich korzeniach naiwne umiłowanie kraju swoich przodków) oraz hollywoodzkiego reżysera, który uzbrojony w wiedzę czerpaną z amerykańskich książek i podręczników poucza protagonistę na tematy związane z kulturą i społeczeństwem Wietnamu. Interesujący jest przy tym fakt, że obnażając słabości amerykańskiego narodu, narrator czyni dokładnie to samo, o co oskarża mieszkańców USA protekcjonalnie odnoszących się do obcych, tj. posługuje się uogólnieniami i stereotypami: Ale amnezja była wpisana w amerykańską tradycję tak mocno jak placek z jabłkami i cieszyła się wśród Amerykanów dużo większym powodzeniem niż gorzki kęs prawdy (…) [6]; Uchodźcy tacy jak my nigdy nie powinni kwestionować tej ideologii rodem z Disneylandu, wyznawanej przez większość Amerykanów, którzy twierdzili, że ich kraj jest najszczęśliwszym miejscem na ziemi [7]. Tym samym autor zdaje się wskazywać, że problem asymilacji politycznych czy ekonomicznych emigrantów jest skomplikowany i trudny do rozstrzygnięcia właśnie z uwagi na to, że żadna ze stron nie jest zainteresowana opuszczeniem strefy mitów i przesądów i wysiłkiem związanym z poznaniem bliźniego, wywodzącego się z zupełnie odmiennego kręgu kulturowego.

Wydaje się, że utwór rozpatrywać można też pod kątem skrytej w nim symboliki, która dotyczy przede wszystkim postaci głównego bohatera. Jest to osoba, która do końcowych kart pozostaje bezimienna. Jeśli dodać do tego wspominany przez samego narratora motyw dwoistości (Jestem (…) człowiekiem o dwóch twarzach [8]) można pokusić się o tezę, że protagonista jest uosobieniem skłóconego i podzielonego Wietnamu, umęczonego obcymi okupacjami, rozdartego bratobójczą walką oraz wykorzystywanego przez wielkie imperia w prowadzonych przez siebie rozgrywkach  ((…) przydzielano nam role pionków na szachownicy zimnej wojny, którą prowadzili biali ludzie w garniturach, ukryci w zaciszu swoich klimatyzowanych gabinetów [9]).

Wyróżnikiem Sympatyka, a przy tym aspektem decydującym o tym, że powieść Việt Thanh Nguyễna czyta z pełnym zainteresowaniem i rozbawieniem jest styl, na jaki zdecydował się autor. Proza cechuje się sporą dawką sarkazmu oraz humoru (nierzadko czarnego) – przejawia się to najczęściej w postaci oryginalnych porównań (W miarę jak sekundy, minuty i godziny sączyły się niczym ślina z ust katatonika (…) [10]; W jej spojrzeniu widać było współczucie, które zawsze smakuje jak letnia papka [11]), które doprawione zostają nietypowymi wynurzeniami i refleksjami (bezsprzecznie prym wiedzie zwierzenie, w którym główne role przypadły kalmarom i grzechowi Onana, chociaż nie mniej ciekawa jest inwokacja do stopy). Udanym, chociaż ryzykownym zabiegiem, okazało się także ukrycie snutej historii pod płaszczykiem powieści szpiegowskiej (nie zabrakło oczywiście miejsca dla atramentu sympatycznego) – Việt Thanh Nguyễn chętnie korzysta z wyolbrzymień, nie unika oklepanych schematów rodem z literatury rozrywkowej, łącząc tym samym ważkie treści z rozrywkową formą, co idealnie współgra z tematem przewodnim krążącym wokół dualizmu.

Reasumując, Sympatyk, to bardzo dobra książka, po którą warto sięgnąć. Ukazuje ona konflikt wietnamsko-amerykański z perspektywy innej, niż przyzwyczaiły nas do tego amerykańskie filmy akcji rodem z Hollywood, bowiem na pierwszy plan wysunięci zostają obywatele kraju, w którym toczy się wojna – w ten sposób zyskują oni rysy indywidualizmu, dzięki czemu przekonujemy się, że Wietnamczycy nie są jedynie bezosobową masą Żółtków. Dzieło Việt Thanh Nguyễna to także smutna opowieść emigranta, człowieka pozbawionego ojczyzny, zmuszonego do banicji, bezskutecznie usiłującego odnaleźć się w nowej, ale jakże obcej rzeczywistości.



[1] Việt Thanh Nguyễn, Sympatyk, przeł. Radosław Madejski, Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2016, s. 44
[2] Tamże, s. 49
[3] Tamże, s. 39
[4] Tamże, s. 42
[5] Tamże, s. 55
[6] Tamże, s. 248
[7] Tamże, s. 322
[8] Tamże, s. 9
[9] Tamże, s. 450
[10] Tamże, s. 234
[11] Tamże, s. 272

4 komentarze:

  1. Inwokacja do stopy? To brzmi jak coś,co muszę przeczytać :). Zwykle nie przepadam za narracją pierwszoosobową, jednak w tym przypadku jest to jak najbardziej uzasadnione, więc myślę, że nie będzie mi to zbytnio przeszkadzać. Zwłaszcza jeśli narrator nie szczędzi ironicznych uwag.
    A abstrahując od samej książki - w trzecim akapicie od końca, w pierwszym zdaniu, zabrakło Ci 'u' przed 'tworem' :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka ma genialne momenty, a wspomniana inwokacja jest jednym z nich. Tyle, że jest to fragment, którego nie da się opowiedzieć czy też streścić - trzeba go przeczytać samemu.

      Powieść jest formą spowiedzi, podsumowania dotychczasowego żywota, bilansem zysków i strat, więc przyjęta forma pierwszoosobowej narracji zdaje się być b. zasadna.

      Dzięki za wyłapanie!

      Usuń
  2. Najbardziej ciekawi mnie ta perspektywa wietnamska. Co prawda konflikt w Wietnamie doczekał się wielu przedstawień - także takich wysoce dla Amerykanów niepochlebnych - ale mimo wszystko perspektywa zawsze była zachodocentryczna. Zresztą literatura wietnamska w ogóle rzadko gdziekolwiek gości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. O wojnie w Wietnamie wiele powiedziano, ale czytelnik czy też widz zyskuje przede wszystkim zachodni punkt widzenia. Tymczasem Việt Thanh Nguyễn ukazuje konflikt z perspektywy Wietnamczyka i pod tym względem książka zdecydowanie się wyróżnia na plus.

      A lit. wietnamska faktycznie nie cieszy się w Polsce zbytnim powodzeniem. Ja czytałem tylko Podniebny front Dinh Thi Nguyena (utwór opowiadający o wojnie wietnamskiej, tyle, że jest to w dużej mierze dzieło propagandowe) oraz Drogę bez wyjścia pióra Cong Hoan Nguyena.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)