piątek, 19 stycznia 2018

Margaret Atwood "Czarci pomiot. Burza" - Rzecz o szekspirowskich warstwach

Czarci pomiot. Burza

Margaret Atwood

Tytuł oryginału: Hag-Seed.The Tempest retold
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 328
 
 
 
 
Dzieła wielkie, wybitne charakteryzują się ponadczasowością – poruszana tematyka, a przede wszystkim ich wymowa są na tyle uniwersalne, że opierają się one niszczącej działalności przemijających lat. Tego typu płody odznaczają się również tym, że nieustannie rezonują na kolejnych twórców – mogą stanowić one natchnienie, źródło dyskusji, rzecz wydającą się godną dalszej analizy, punkt wyjścia czy przyczynek do refleksji, z których to rodzą się następne utwory, zawierające w sobie pierwotną cząstkę oryginału. Od czasu do czasu tytuły wielkiego kalibru poddawane są również próbie adaptacji, sprowadzającej się do uwspółcześnienia – niedawno ofiarą takich zabiegów padł dorobek Szekspira. W roku 2016, a więc w 400-setną rocznicę śmierci angielskiego dramaturga, brytyjska oficyna Hogarth Press postanowiła uczcić jego pamięć poprzez stworzenie serii wydawniczej, w ramach której współcześni pisarze opowiedzieliby na nowo wybrane utwory artysty. Pierwszą książką z wspomnianej kolekcji, jaką miałem okazji poznać była Dziewczyna jak ocet, pióra Amerykanki Anne Tyler. Inspirację dla napisania tej powieści stanowiła komedia Poskromienie złośnicy. Do grona śmiałków, którzy postanowili zmierzyć się z twórczością Szekspira, zalicza się też Margaret Atwood, kanadyjska pisarka, autorka Czarciego pomiotu, nawiązującego do szekspirowskiej Burzy.

Burza to opowieść o zemście, i paląca żądza odwetu stanowi też kanwę, na której oparto historię Czarciego pomiotu. W rolę szekspirowskiego Prospera wciela się Felix, niegdyś uznany reżyser oraz dyrektor artystyczny festiwalu w Makeshiweg, który w chwili rozpoczęcia dzieła: Zapomniany przez wszystkich żyje w norze na odludziu, bez jakichkolwiek wygód (…) [1]. Pustelnicza wegetacja w głębokim cieniu dawnych sukcesów to efekt knowań Tony’ego, byłego asystenta, który bezceremonialnie eliminuje swojego mistrza (Spisek i sabotaż. Szubrawy sojusz. Sromotna zdrada [2]). Felix, mimo upływu 12 lat od tych smutnych wydarzeń, nie potrafi pogodzić się z doznanym upokorzeniem. Przez lata pielęgnuje swoje rany, nie dając się im zagoić i czekając na okazję, by wziąć rewanż. Niespodziewana sposobność odegrania się na niewiernym współpracowniku trafia się, kiedy Felix zatrudnia się w lokalnym więzieniu jako prowadzący kurs Przez literaturę do kultury, którego celem jest resocjalizacja osadzonych. Kluczem do odwetu okazuje się spektakl Burza, który Felix zamierza wystawić razem ze swoimi podopiecznymi.

Największą zaletę książki stanowi koncepcja, w oparciu o którą została zbudowana. Czarci pomiot garściami czerpie z postmodernistycznych zabiegów, będąc w konsekwencji fikcją, która przeplata się na kilku poziomach. Tytuł nawiązuje do Burzy zarówno w sposób pośredni – poprzez kreację bohaterów oraz konstrukcję akcji, dla których punktem odniesienia jest sztuka Szekspira – jak i bezpośredni, bowiem to właśnie wokół inscenizacji szekspirowskiej Burzy kręci się fabularna oś Czarciego pomiotu (jak zgrabnie ujęto to w tekście: Prospero jest reżyserem. Wystawia sztukę, która zawiera w sobie inną sztukę [3]). Zanurzenie się w Burzę następuje też poprzez przytaczanie metod dydaktycznych Felixa, który razem ze swoimi uczniami dokonuje analizy utworu, omawia wybrane sceny, reinterpretuje niektóre fragmenty czy wreszcie szczegółowo roztrząsa motywy, jakimi kierują się poszczególne postacie. Tym samym Atwood raczy czytelnika swoim odczytaniem Burzy, w którym to mocne akcenty kładzione są na portrety psychologiczne Kalibana (przestaje on być postrzegany jedynie jako potwór śmierdzący rybą, uosabiający najniższe ludzkie instynkty) oraz Prospera (za sprawą Felixa jawi się on jako próżny, stanowczo zbyt dumny, egocentryczny, chimeryczny złośnik, dający łatwo ponieść się emocjom, traktujący innych bardzo instrumentalnie, wykorzystujący ich do swoich nierzadko małostkowych celów) – Kanadyjka udowadnia, że (…) u Szekspira nic nie jest takie, jakie się wydaje. Jego utwory mają wiele warstw [4]. Równie ciekawym zabiegiem jest zastosowanie dwutorowej narracji, która poprowadzona zostaje przy użyciu czasu teraźniejszego – kiedy mowa jest o zdarzeniach aktualnych – oraz przeszłego, gdy poznajemy okoliczności, w jakich Felix został odsunięty  od wielkiej kariery. Dzięki temu przytaczane retrospekcje nie zlewają się w chaotyczny kłębek.

Cechą decydującą o atrakcyjności powieści Atwood jest spora liczba dywagacji, poświęconych człowieczej naturze, dywagacji, które stanowią wyróżnik i siłę prozy Kanadyjki. Szczególna uwaga zwracana jest przede wszystkim na funkcjonowanie człowieka w społeczności, kiedy to pojawia się przymus przywdziewania masek, wynikający z presji nakładanej przez grupę. Atwood sygnalizuje, że w takich okolicznościach nie brakuje ludzi, których osobowość zanika pod fałdami prowadzonej gry – z tego względu niełatwo jest pamiętać o tym, że (…) nikt nie jest wyłącznie sumą rzeczy, jakie się o nim słyszy. To tylko jedna z kilku warstw [5]. 

Czarci pomiot skrzy się sytuacyjnym humorem, sprawiającym, że książkę czyta się szybko i uśmiechem regularnie wykwitającym na ustach czytelnika. Gorzkie przemyślenia Felixa (Nie umarł przecież, a więc musiał chociażby składać zeznania podatkowe. Gdyby dopuścił się zaniechania, świat niezawodnie by sobie o nim przypomniał. Oto najmniejsza cena, jaką trzeba było zapłacić za przywilej chodzenia po skorupie ziemskiej, oddychania, jedzenia i srania, pomyślał kwaśno [6]), oryginalny warsztat reżysera (Kolejny ważny element jego metody: w klasie dozwolone były tylko niektóre przekleństwa. Uczniowie mogli sobie wybrać te, których będą używać, lecz musiały one pochodzić z aktualnie przerabianej sztuki [7]) czy komiczne partie dialogowe sprawiają, że pod tym względem Czarci pomiot mocno przypomina Dziewczynę jak ocet, którą śmiało można traktować jako dobrą komedię, momentami skłaniającą do chwili zadumy.

Wszystkie wymienione aspekty sprawiają, że Czarci pomiot to solidna lektura, przy której można miło spędzić czas. Należy jednak zaznaczyć, że na tle innych dzieł Kanadyjki, pozycja inspirowana Burzą nie wyróżnia się niczym szczególnym, ba, jeśli uwzględnić raczej prostą i nieskomplikowaną fabułę, która momentami przybiera niezwykle optymistyczne akcenty (pojawiające się na horyzoncie problemy znikają z łatwością, która przywodzi na myśl rozwiązania typu deus ex machina) oraz kreacje psychologiczne postaci drugo- i trzecioplanowych, bardziej kojarzące się z płaskorzeźbami niż trójwymiarowymi istotami, to zasadne wydaje się stwierdzenie, że Atwood nie zaprezentowała pełni swojego talentu. Nie zmienia to oczywiście faktu, że książka jest godna polecenia.


[1] Margaret Atwood, Czarci pomiot. Burza, przeł. Łukasz Witczak, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2016, s. 16
[2] Tamże, s. 30
[3] Tamże, s. 128
[4] Tamże, s. 64
[5] Tamże, s. 133
[6] Tamże, s. 44
[7] Tamże, s. 63
 

9 komentarzy:

  1. Co Ci się bardziej podobało: Czarci pomiot czy Dziewczyna jak ocet? Mnie Atwood, ale faktycznie na tle jej innych książek to taki miły przerywnik.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to jest naprawdę trudne pytanie. Z jednej strony bardzo podoba mi się sam pomysł na utwór, jaki zaserwowała nam Atwood - ta sztuka w sztuce to genialny koncept. Ale już kulminacyjna scena, kiedy to plan zemsty wdrażany jest w życie, jest taka błyskawiczna, trochę cukierkowa, a trochę deus ex machina (chociaż trudno wymagać od Kanadyjki jakiegoś zupełnego novum, z uwagi na to, że to powieść inspirowana Szekspirem). Do "Dziewczyny jak ocet" podszedłem bez żadnych oczekiwań i całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. "Czarci pomiot" to raczej niespodzianka na minus (ale tylko dlatego, że siłą rzeczy przyrównuję tę książkę do innych dzieł Atwood). Dlatego orzekam remis :)

      Usuń
    2. Niestety zakończenia musiały być zgodne z wersjami Szekspira, co spłyca chyba dzisiaj wymowę, zwłaszcza u Tyler.

      Usuń
  2. Dwutorowa narracja! O losie, jak ja mogłem nie zauważyć, że tam są używane różne czasy! :o I zgadzam się z Tobą, że problemów pojawia się w "Czarcim pomiocie" mało, a jeśli już są, to rozwiązywane są praktycznie od ręki ;). Aczkolwiek mnie książka podobała się chyba bardziej niż Tobie, choć możliwe, że miało to miejsce z powodu Twojej większej znajomości twórczości Atwood ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu może zdarzyć się drobne przeoczenie :) No fakt, "Czarci pomiot" nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak inne powieści Atwood, tym bardziej, że za sprawą "Penelopiady" przekonałem się, że Kanadyjka potrafi wspaniale reinterpretować cudze dzieła.

      Usuń
  3. /płoni się ze wstydu, gdyż nadal nie ruszył z czytaniem Projektu/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jestem bezwstydny, bo nie płonę, choć też nie ruszyłem ;)

      Usuń
    2. Qbusiu, z tym płonięciem to od razu skojarzył mi się Sándor Márai i jego wspaniały "Pokrzepiciel" :)

      Andrew, Qbuś niedawno wspominał, że bardzo ceni sobie twórczość Szekspira i stąd jego zainteresowanie "Projektem Szekspir". Tyle, że nie przeczytał jeszcze żadnej książki z tej serii, stąd poczucie wstydu :)

      Usuń
    3. Domyśliłem się :) Tak z przekory to trochę było :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)