piątek, 12 stycznia 2018

Anne Tyler "Dziewczyna jak ocet. Poskromienie złośnicy" - Szekspir i feminizm

Dziewczyna jak ocet. Poskromienie złośnicy

Anne Tyler

Tytuł oryginału: Vinegar Girl. The Taming of the Shrew retold
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 240
 
 
 
Twórczość artystów wielkich, genialnych, nie mieszczących się w ramach swojej epoki, nie przemija z czasem, którego destrukcyjna działalność okrywa kurzem zapomnienia dzieła średnie, nijakie, miałkie, płodzone pod publiczkę czy w oparciu o chwilową modę. Przykładem mistrza, którego dokonania wciąż zachwycają mimo upływu wielu lat od jego śmierci jest William Szekspir (1564 – 1616), angielski poeta, dramaturg oraz aktor, uchodzący za reformatora teatru oraz jednego z najwybitniejszych przedstawicieli literatury angielskiej. W roku 2016, a więc w 400-setną rocznicę śmierci Szekspira, brytyjska oficyna Hogarth Press postanowiło uczcić pamięć znakomitego dramaturga poprzez stworzenie serii wydawniczej, w ramach której współcześni pisarze opowiedzieliby na nowo wybrane utwory artysty. Jednym z tytułów, jaki ukazał się w ramach Projektu Szekspir jest Dziewczyna jak ocet, pióra Amerykanki Anne Tyler. Inspirację dla napisania tej powieści stanowiła komedia Poskromienie złośnicy.

Główną bohaterką Dziewczyny jak ocet jest Katherine Battista, 29-latka, którą śmiało można określić mianem kobiety niezależnej. Niepokorna natura, niezależność osądu, cięty język oraz inteligencja sprawiają, że Kate regularnie pakuje się w kłopoty, a ponadto uchodzi za osobę niemiłą oraz nietowarzyską. Protagonistka nie robi zresztą nic, by zmienić powszechny osąd na temat swojej samotniczej i niełatwej natury – od spędzenia wolnego czasu w gronie znajomych bardziej zajmujące wydają się być domowe obowiązki: pielęgnacja kwiatów w ogrodzie, opieka nad 15-letnią siostrą Bunny, piecza nad domowym budżetem czy przygotowywanie posiłków pochłaniają niemal każdą chwilę, jaką dysponuje Kate. Dziewczynie niespecjalnie dba o to, w jaki sposób jest postrzegana – pogodzona z przypiętą jej łatką osoby trudnej, aspołecznej i raczej antypatycznej, spędza kolejne dni pracując w jako pomocnica w przedszkolu, użerając się w dziećmi, do których nie odczuwa zbytniej sympatii oraz męcząc się z rodzicami, w opinii których nie jest odpowiedzialną panią pedagog.

Monotonną egzystencję Kate (monotonną jak stroje, które na co dzień przywdziewa, ograniczające się do odcieni czerni i szarości) przerywa pomysł zrodzony w głowie jej ojca, doktora Battisty. Rodziciel Kate, wdowiec, to naukowiec prowadzący studia z zakresu zaburzeń autoimmunologicznych. Żmudne badania, które od lat pochłaniają doktora Battistę nie przynoszą spodziewanych rezultatów, w efekcie czego mężczyzna cieszy się coraz mniejszym poważaniem w naukowym światku. Sytuacja ulega zmianie, kiedy doktor Battista zatrudnia nowego asystenta, Piotra Szczerbakowa. Trzy lata wspólnych wysiłków zdają się owocować przełomem, którego kontury z wolna migoczą na horyzoncie – niestety, gdy kluczowe odkrycie zdaje się być na wyciągnięcie ręki, ważność traci wiza Piotra, co jest jednoznaczne z deportacją. Doktor Battista nie może pogodzić się z wizją utraty swojego błyskotliwego współpracownika, w związku z czym obmyśla mało wyrafinowany plan, w którym odegranie głównej roli przypada jego starszej córce.

Książka Anne Tyler, mimo wielu akcentów humorystycznych i lekkiego stylu, w jakim jest utrzymana, przyjemnie zaskakuje głębią oraz wielowymiarowością. Autorka nie unika wyolbrzymień czy karykaturowania odmalowanych postaci – ofiarą tych zabiegów pada przede wszystkim doktor Battista, który jawi się jako stereotypowy naukowiec: roztargniony, oderwany od szarej codzienności, o słabo rozwiniętej empatii, naiwny ignorant, słowem, (…) jakby pochodził z innej planety i nie nauczył się właściwego języka [1] – ale jednocześnie poruszane są ważkie kwestie, dotykające takich zagadnień jak budowanie tożsamości, znaczenie płci w codziennej egzystencji, społeczne funkcje, itd.

Najbardziej intrygującą i złożoną osobą pozostaje Kate, która odsłania przed czytelnikiem zakamarki swojej duszy, ukazując swoje kompleksy, rozdarcie oraz poczucie odrzucenia. Co ciekawe, dziewczyna zdradza pewne podobieństwo do protagonistek książek Margaret Atwood – podobnie jak Rennie z Okaleczenia ciała, Marian z Kobiety do zjedzenia czy bohaterki Moralnego nieładu oraz Wynurzenia, Kate brakuje pomysłu na swoją egzystencję. Pozbawiona planu oraz koncepcji na samą siebie, będąc oprócz tego niedopasowaną do panujących zwyczajów, norm i konwenansów oraz ubogą w takie cechy jak takt, wyczucie czy powściągliwość, Kate zostaje wykluczona i odsunięta na margines przez zdrową tkankę społeczną, która surowo ocenia swoich członków przez pryzmat utylitarności, użyteczności, dyskredytując tych, którzy nie potrafią przystosować się do obowiązujących zasad. Młoda kobieta usilnie walczy i stara się odrzucać role, jakie narzuca jej otoczenie, ale konfrontacja jest z góry skazana na niepowodzenie. Rezultatem są pogarda przemieszana z zazdrością, zgorzknienie oraz rozczarowanie – Kate nie rozumie braku zainteresowania ze strony płci przeciwnej oraz niechęci, jaką darzy ją otoczenie. Nie mniej intrygującą personą okazuje się Bunny. Dziewczyna reprezentuje cechy znamienne dla trzpiotki, której głównymi zmartwieniami są własna uroda oraz adoracja ze strony chłopców, ale to właśnie młodsza siostra głośno i otwarcie stwierdza, że doktor Battista w sposób przedmiotowy traktuje Kate, nie licząc się z jej uczuciami oraz potrzebami, poświęcając ją w imię swojej pasji.

Interesującym akcentem, na który położono spory nacisk jest funkcja języka w międzyludzkiej komunikacji. Na przykładzie Piotra Szczerbakowa widać jak łatwo jest zostać posądzonym o umysłową indolencję czy brak lotności – ponieważ asystent doktora Battisty nie włada językiem angielskim na poziomie biegłym, nie potrafi on w sposób precyzyjny artykułować swoich potrzeb oraz wyrażać swoich myśli. Brak zrozumienia dla językowych niuansów w połączeniu z kulturową odmiennością skutkują lekceważeniem, którego doświadcza boleśnie Piotr. 

Reasumując, Dziewczyna jak ocet to bardzo ciekawa interpretacja Poskromienia złośnicy. Dzieło Anne Tyler odznacza się lekkością, skrząc się humorem sytuacyjnym i komizmem. Jednocześnie pod warstwą rozrywki skrywają się interesujące rozważania dotyczące aktualnych problemów takich jak feminizm, migracja, społeczne role, itd. Lektura zdecydowanie godna polecenia.


[1] Anne Tyler, Dziewczyna jak ocet. Poskromienie złośnicy, przeł. Łukasz Małecki, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2016
 

6 komentarzy:

  1. O, nie miałem raczej zamiaru sięgać po tę książkę, no chyba że przeczytałbym pozostałe książki z tej serii i wszystkie trzymałyby wysoki poziom, a tu się okazuje, że jest ona wybitnie interesująca. Prawdę powiedziawszy ciężko mi nawet napisać, co tak bardzo mnie w niej zaciekawiło, czy to feminizm, psychika Kate, specyfika jej ojca czy też sam Piotr, bo mam wrażenie, że wszystko zainteresowało mnie w takim samym (dużym) stopniu :P. Z pewnością sięgnę :).

    PS. Źle coś kliknąłem, i poprzedni komentarz, który pisałem, być może się nie wysłał. Dlatego wysyłam raz jeszcze, najwyżej będziesz miał dwa, bo lepsze dwa niż zero :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sięgnąłem po tę książkę bez większych oczekiwań - zwróciła ona moją uwagę z racji okładki i dlatego postanowiłem ją wypożyczyć z biblioteki. Powieść jest z pozoru lekką komedią, ale pod tym płaszczykiem udało się przemycić wiele interesujących kwestii.

      A pierwszy komentarz faktycznie wylądował gdzieś w otchłani Internetu :)

      Usuń
  2. Zainteresowała mnie ta książka. Trochę szkoda, że autorka przedstawiła naukowca w stereotypowy sposób: jako naiwnego, nieporadnego w życiu codziennym egoistę. Taką postać spotkałam też w książce "Geniusz i bogini" Aldousa Huxleya. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, doktor Battista to bardziej karykatura niż człowiek z krwi i kości. Ale wprowadzenie takiego bohatera nadaje książce komediowy rys. A "Geniusza i bogini" nie czytałem. Cały czas obiecuję sobie, że wrócę do Huxleya, ale coś słabo mi t wychodzi.

      Usuń
  3. To jeden z moich największych wyrzutów. Szekspira cenię bardzo i od początku śledzę tą inicjatywę, ale żadnej książki z niej jeszcze nie czytałem. Ech... Cieszę się za to, że seria jest kontynuowana tłumaczeniowo i u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również zajęło trochę czasu, zanim zdecydowałem się wreszcie zapoznać z Projektem Szekspir. Jak na razie przeczytałem 2 książki i jestem z nich zadowolony. Na półce czeka jeszcze "Shylock się nazywam".

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)