piątek, 16 czerwca 2017

Terry Pratchett, Stephen Baxter "Długa Wojna" - W stronę utopii

Długa Wojna

Terry Pratchett, Stephen Baxter

Tytuł oryginału: The Long War
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 448
 
 
 
 
Długa Ziemia… Całkiem nagle, dwadzieścia pięć lat temu, w Dniu Przekroczenia, ludzkość odkryła możliwość wejścia w nieskończony korytarz planet Ziemi, jedna za drugą, i dalej. A każda z nich była jak oryginał, mniej więcej, jeśli nie liczyć zaskakującego braku ludzkości i wszystkich jej dzieł. Każdy, kto chciał świat dla siebie, mógł go znaleźć – pośród niezliczonych miliardów światów, o ile obowiązujące teorie były zgodne z prawdą [1]. Tak w wielki skrócie można przedstawić koncept, który legł u podstawy cyklu powieściowego zatytułowanego Długa Ziemia, autorstwa brytyjskich pisarzy Terry’ego Pratchetta (1948 – 2015) oraz Stephena Baxtera (1957). Pierwszy tom serii – Długa Ziemia – koncentrował się na historii odkrycia całego ciągu równoległych Wszechświatów oraz próbie przedstawienia potencjalnych skutków, które wiązałyby się z tego typu niezwykłym zjawiskiem. Następna pozycja – Długa Wojna – to spojrzenie na Długą Ziemię z perspektywy jednego ludzkiego pokolenia, które minęło od momentu, kiedy przekraczanie, czyli wędrowanie po kolejnych alternatywnych wersjach Ziemi, stało się rzeczą powszechną.
 
Akcja Długiej Wojny toczy się wokół kwestii związanych z kolonizowaniem nowych terenów, które w niezwykłej obfitości stanęły otworem przed rodzajem ludzkim. W fabule bardzo mocne akcenty postawiono na zagadnienia dotyczące ewentualnej odpowiedzialności, jaka powinna wiązać się z zasiedlaniem obcych krain. Agresywna ekspansja, bezkarne marnotrawstwo, buta i przekonanie o własnej wyższości to sprawy, które brytyjski duet dość dokładnie opisuje, wyraźnie sygnalizując, że człowieczy charakter na ogół nie pozwala docenić przywilejów, bogactw czy pomocy, jakimi jesteśmy obdarowywani. Skuteczną przeszkodą okazuje się antropocentryzm (eksponowany przez autorów z brutalną bezwzględnością), którego pochodną jest przekonanie, że ludzkość posiada prawo do postępowania z innymi żywymi i rozumnymi istotami wedle własnego subiektywnego mniemania (nierzadko skażonego gniewnym impulsem, pychą czy kaprysem). W imię nauki, dobra ludzkości, rozwoju, itd., podejmowane są akcje, które przeczą wszelkim zasadom humanitaryzmu, doskonale uświadamiające jak wiele pokładów bezzasadnego okrucieństwa i tępej agresji zawiera w sobie słowo człowiek.
 
Struktura Długiej Wojny zbudowana jest w oparciu o podobny pomysł, jaki zastosowano przy pisaniu Długiej Ziemi – głównym bohaterem dzieła jest Joshua Valienté, jeden z odkrywców i eksploratorów Długiej Ziemi, ale książki składa się z ogromnej ilości wątków pobocznych, w których zaprezentowano losy i przygody całego szeregu protagonistów drugo- i trzecioplanowych. Zabieg ten umożliwia ukazanie panoramicznej wizji Długiej Ziemi, dzięki czemu jesteśmy świadkami całego szeregu wydarzeń, kształtujących oblicze ludzkiej cywilizacji i kultury, które wobec niezwykłego fenomenu w sposób dość gwałtowny ulegają zmianom i przeobrażeniom.
 
Kluczowym elementem powieści, spajającym poszczególne elementy jest człowiek oraz jego natura. Pratchett oraz Baxter z nieposkromioną ciekawością przyglądają się ludzkim osobnikom, stawiając ich w nietypowych i niecodziennych sytuacjach, próbując przewidzieć jak postąpią się w ich obliczu. Jednocześnie autorzy pozostają dość sceptyczni wobec możliwości intelektualnych zbiorowości – o ile w morzu ludzkich istnień trafiają się jednostki o nieprzeciętnej inteligencji, o tyle niemała część rodzaju ludzkiego przywodzi na myśl niekończący się karnawał idiotyzmu i ignorancji. Głupi ludzie przez cały czas zachowywali się głupio [2] to zdanie, które idealnie podsumowuje działalność naszego gatunku, będącego zaskakująco odpornym na wiedzę, jaką można uzyskać na podstawie historii, wcześniejszych doświadczeń, poprzez analizę własnych błędów. Według podobnego schematu funkcjonuje ludzkość odmalowana na kartach Długiej Wojny – egoizm, próżność, chciwość, agresja to tylko część przywar, które skutecznie uniemożliwiają w pełni wykorzystać potencjał, jaki skrywa w sobie Długa Ziemia razem z nieskończoną ilością światów.
 
Dzieło rozpatrywać można także jako hołd złożony ewolucji i statystyce – książkę doskonale podsumowuje sentencja: Człowiek powinien sobie wyobrazić, że wędruje po czymś w rodzaju drzewa prawdopodobieństwa, na którym znajduje światy, gdzie jakieś dawne wydarzenie potoczyło się inaczej [3]. Utwór Brytyjczyków to unaocznienie faktu, jak istotną rolę odgrywa prawo wielkich liczb – życie, zarówno to najprostsze i najbardziej prymitywne, jak i to wysoce rozwinięte, to suma losowych incydentów i ślepych trafów, jedna z niewyobrażalnie wielkiej ilości kombinacji, która się ziściła. Ten ogrom jest wręcz paraliżujący i trudny do zaakceptowania – niełatwo przecież pogodzić się z faktem, że nasze istnienie to efekt przypadku, a nie wynik zamysłu czegoś zbliżonego do ABSOLUTU, albo część boskiego planu.
 
Ciekawostką, na którą należy zwrócić uwagę, są kreacje kobiet, które pojawiają się na kartach powieści. To właśnie żeński pierwiastek spełnia funkcję spoiwa, łącznika, zaprawy, którym łatana jest nowa, ale mocno podziurawiona rzeczywistość. O ile mężczyźni postrzegają nowe światy w starych kategoriach, tj. przez pryzmat rywalizacji, podboju, zależności, o tyle na barki kobiet spada konieczność naprawiana wszelkich błędów, odbudowywania nadszarpniętego zaufania czy odtworzenie pozytywnych relacji.
 
Interesujące są również pomysły, którymi ponownie raczą nas brytyjscy pisarze – bardzo oryginalna jest choćby idea tzw. laboratorium trafu, czyli instytucji koncentrującej się na prokurowaniu sytuacji, w których zachodzi ogromna liczba wypadków, przy jednoczesnej skrupulatnej i wnikliwej obserwacji rezultatów. Założenie wywodzi się z konstatacji, że wielu epokowych odkryć dokonano przez przypadek, stąd stymulowanie i przyspieszanie nieplanowanych eksperymentów, co może skutkować zupełnie niespodziewanymi wynalazkami. Warto przy tym wspomnieć, że inspiracji niektórych pomysłów można doszukać się w innych utworach. Motyw zbiorowej inteligencji mocno kojarzy się z Niezwyciężonym Staszka Lema, a Pierwsza Osoba Liczby Pojedynczej to wręcz bliski krewny myślącego oceanu, doskonale znanego z arcydzieła Solaris, także autorstwa polskiego pisarza.
 
Reasumując, Długa Wojna to dość udana kontynuacja Długiej Ziemi. Mocną stroną książki są poruszane kwestie dotyczące człowieka i stworzonej przez niego cywilizacji oraz humor sytuacyjny. Wrażenie płynące z lektury psuje odrobinę wtórność – oś fabuły Długiej Wojny obraca się w bardzo zbliżony sposób jak w poprzednim tomie. Wydaje się jednak, że mimo tej powtarzalności utwór cały czas pozostaje porządną dawką science fiction, którą warto sobie zaaplikować.


[1] Terry Pratchett, Stephen Baxter, Długa Wojna, przeł. Piotr W. Cholewa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2014, s. 21 – 22
[2] Tamże, s. 132
[3] Tamże, s. 251
 

6 komentarzy:

  1. Hmmmm... Swego czasu naczytałem się niezbyt pozytywnych opinii o tej części i chyba dlatego nie sięgnąłem po nią, choć mam od dawien dawna. Ale Twój tekst zdecydowanie zwiększa szanse, że w końcu się doczeka. Choć na razie musi wyskoczyć z kartonu, w którym czeka na regał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie, nie ma to jak własna opinia :) Ja w pewnym sensie byłem zmuszony przeczytać pierwsze trzy tomy cyklu, bowiem jako prezent urodzinowy otrzymałem "Długą Utopię". A jako, że książkowe podarki nie są w moim przypadku sprawą dość częstą, to do każdego z nich podchodzę z poczuciem misji :)

      Usuń
  2. Ciekawa sprawa z tym portretem płci w powieści: panowie broją, panie naprawiają błędy ;-) A hasła z podsumowania Twojej recenzji: człowiek, cywilizacja i humor przypominają mi o "Felietonach ponadczasowych" Lema, które czytałam tej zimy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa - po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że nie jest to wizja wyssana z palca. Domeną mężczyzn są konflikty, wojny, rywalizacja, a po tym wszystkim ktoś musi posprzątać :)

      A co do Staszka, to akurat "Felietonów ponadczasowych" nie miałem w ręku. Będę się musiał za nimi rozejrzeć, tym bardziej, że Lema jako felietonistę znam i wspominam bardzo dobrze za sprawą "Sex Wars", "Okamgnienia", "Molocha" czy "Wejścia na orbitę" :)

      Usuń
  3. Po takiej recenzji to chce się wziąść ją i przeczytać w końcu :) mam tą pozycję w planach.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli czytałaś tom pierwszy, to polecam kontynuować znajomość z tym cyklem, bowiem stworzona wizja jest dość spójna i interesująca.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)