piątek, 10 lutego 2017

Sven Delblanc "Rzeka pamięci" - Czarodziejska różdżka narracji

Rzeka pamięci

Sven Delblanc

Tytuł oryginału: Äminne
Tłumaczenie: Zygmunt Łanowski
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 309
 
 
 
 
 
Wieś to motyw, do którego chętnie odwołują się liczni literaci, portretując to ludzkie skupisko na różnorakie sposoby. Z jednej strony podkreślane są sielankowe walory tego typu osady – idylliczne wizje wiążą się z afirmacją prostego i beztroskiego bytu upływającego w rytmie praw potężnej przyrody, z którą człowiek żyje w zgodzie i harmonii. Natura, będąca na wyciągnięcie ręki, jawi się jako wspaniała odskocznia od betonowej dżungli wielkich miast, w których ludzie pozostają sobie obcy i wyalienowani, zasklepiając się w nieufności i bezosobowości. Z drugiej zaś strony wielu pisarzy koncentruje się na naturalistycznych akcentach, odmalowując wieś z całą jej nędzą – bieda, zacofanie, ksenofobia to zjawiska nieobce dla słabo rozwiniętych, pogrążonych w niedostatku, obszarów. Wydaje się, że powieść Rzeka pamięci autorstwa Svena  Delblanca (1931 – 1992), szwedzkiego pisarza bliższa jest raczej temu drugiemu obrazowi, ale stwierdzenie to nie jest ani stanowcze, ani wiążące, bowiem doktryną książki jest przede wszystkim absurd.

Utwór wzbudza czytelniczą ciekawość już od pierwszych stron, bowiem przywodzi on na myśl eklektyczny zlepek, który wymyka się prostym klasyfikacjom. Cechą wybijającą się jest dualizm, który przejawia się na wielu płaszczyznach. Najbardziej charakterystyczną jest kręta ścieżka narracji, na jaką zdecydował się autor. Dzieło posiada dwóch narratorów pierwszoosobowych (stateczny Axel Weber snuje wspomnienie o krainie dzieciństwa – tłem wydarzeń jest wioska Hedeby, położona w regionie Södermanland; ekscentryczny Mon Cousin często wtrąca się w najmniej spodziewanych momentach, ironicznie komentując i dopowiadając historię snutą przez Axela), oprócz tego przytaczane są liczne anegdoty i dykteryjki. Całość uzupełniają dygresje, w których dokonywany jest chirurgicznie precyzyjny zapis danej chwili, co silnie kojarzy się z rejestrowaniem akcji przez oko kamery (sztuczka ta przywodzi oczywiście na myśl dzieła spod znaku nouveau roman). O nowopowieściowym sznycie świadczą też liczne wstawki torpedujące główny wątek oraz zaburzające chronologię fabuły, geometryczna precyzja opisu z silną koncentracją na detalu oraz autotematyzm (zarówno Mon Cousin jak i Axel nie omieszkają podkreślić, że są oni częścią książki, z jaką zapoznaje się czytelnik; pojawiają się też interesujące konstatacje dotyczące literackiej materii, spośród których warto przytoczyć stwierdzenie: Widzę, ale nic nie potrafię wytłumaczyć. Nawet tej rzeczywistości, która jest moim własnym tworem, nie mogę w pewnych częściach wytłumaczyć. Narrator jest jak bóg deizmu: gdy już puścił w ruch tę wielką machinę, może tylko bezsilnie przyglądać się jej ruchom, Widzę. Ale w tym wypadku nie nic mogę wyjaśnić [1]).

Wspomniany na początku poprzedniego akapitu dwugłos wyraża się także w stylu, w jakim utrzymana jest powieść. Patetyczny i podniosły język bardzo umiejętnie zderzany jest z przyziemnością ludzkiego żywota (Ale to nie Eumenidy sprawiedliwości prześladują Policjanta, lecz tylko pospolita furia, ból głowy po przepiciu [2]) – rzeczy błahe i nieistotne traktowane są z przesadną atencją, przyjmowany ton często jest sztuczny i napuszony, nierzadkie są zabawy językowe czy słowne aluzje. Wszystkie tego typu zabiegi skutkują mocno komicznym efektem, w rezultacie czego książkę czyta się z uśmiechem, który regularnie wykwita na czytelniczej twarzy.

Fabuła powieści, która często rozmywa się we mgle niejasności i grzęźnie w bagnie licznych przerywników, oparta jest na odwiecznym rytuale oczyszczania rzeki – koryto wymaga ludzkiej interwencji, gdyż sukcesywnie (...) zanika już niemal między gęstniejącymi wałami rogoży, rdestnicy, rzęsy, bobrka i trzciny, ze szkodą dla rybołówstwa i dla żeglugi łodzią z jeziora Sillen do młynówki w Hedeby [3]. Punktem kulminacyjnym całego przedsięwzięcia jest wybór osobników, którym przypadnie zaszczyt znalezienia się na tratwie. Przez kilka dni nie będą oni opuszczać pieczołowicie przygotowanej łajby, poświęcając się szlachetnemu zajęciu udrożniania koryta. W roku 1937, kiedy ma miejsce akcja dzieła, mężczyźni z lokalnej społeczności konfrontują się z problemem braku stosownych kandydatów na odpowiedzialne stanowisko związane z pradawnym obyczajem. Wyjściem z impasu może okazać się kaprys, ale akceptacja byłaby jednoznaczna z kontestacją uświęconych reguł i społecznych stosunków.

Także o tym jest powieść Svena Delblanca – o zwyczajach i obyczajach, które prędzej czy później zostaną pogwałcone, o prastarych murach zakazów, które zawsze muszą runąć. Bowiem nic, co zostało stworzone ludzką ręką, niezależnie od tego czy chodzi o rzeczy fizyczne, czy też niematerialne, nie jest trwałe, niezniszczalne, stateczne – erozyjne działanie entropii, jej wieczna i bezlitosna cierpliwość, nieustannie prowadzi do dezintegracji i nicości. Jedyną, pozornie niezmienną kwestią zdaje się być człowiecza natura – w końcu od zarania dziejów istnieją niesprawiedliwość społeczna, popychająca ku upodleniu, rodząca hipokryzję i dwulicowość; pragnienie wyrwania się z kręgu cierpienia; walka o władzę, dążenie się do wspięcia o kilka szczebli wyżej na drabinie hierarchii, chęć znalezienia się w gronie rządzących, którzy mogą pomiatać zniewolonymi, etc. – ale nawet i to przeminie, kiedy tylko skończy się okres panowania człowieka na ziemi.

Reasumując, Rzeka pamięci to interesujący literacki eksperyment, który posiada również walory jako forma rozważań nad człowieczą duszą. Delblanc posługuje się szerokim spektrum narzędzi i sztuczek – począwszy od prostych schematów (próba uwiedzenia młodej wiejskiej dziewczyny, marzącej o rycerzu na białym koniu, zdolnym wyrwać ją z kręgu ubóstwa i poniżenia przez bezwzględnego i znużonego, bliskiego bankructwa podstarzałego hrabiego), poprzez humor i językową swadę (historia uwodzenia wdów metodą wykorzystującą motyw Ducha Świętego), skończywszy na pomysłach rodem z antywpowieści (walka między narratorami o czarodziejską różdżkę opowiadania) – które swobodnie i z gracją miesza ze sobą, uzyskując w efekcie płód, wychodzący poza ramy standardowej literatury. Dzieło Delblanca daje czytelnikowi sposobność spojrzenia na (...) zakurzone kulisy kruchej kratownicy myśli i pomalowanej tkaniny słów [4] – to wspaniała literacka zabawa, która dodatkowo znakomicie uzmysławia jak szybko pędzi świat i jak błyskawicznie rozrasta się przepaść pomiędzy tym, co stare i uświęcone tradycją, a tym, co nowe i pełne buntu.


[1] Sven Delblanc, Rzeka pamięci, przeł. Zygmunt Łanowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1973, s. 197
[2] Tamże, s. 7
[3] Tamże, s. 145
[4] Tamże, s. 131 – 132

12 komentarzy:

  1. Miło mi widzieć recenzję książki tego autora, ponieważ znam go ze „Speranzy” i „Nocy nad Jeruzalem”. Akcja tej pierwszej działa się w osiemnastym wieku, a drugiej podczas wojen żydowsko-rzymskich. Obie były mroczne i zawierały uwagi o moralności, filozofii. Bohaterami byli mężczyźni bardzo inteligentni, znajdujący się w niebezpiecznej sytuacji. Widzę, że „Rzeka pamięci” to coś całkiem innego: akcja w dwudziestym wieku, absurd, patetyczny język, komizm. Nie muszę chyba pisać, że czuję się bardzo zaciekawiona i poszukam tej książki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że z chęcią sięgam po dzieła autorów, o których dowiedziałem się na łamach Twojego bloga, i Sven Delblanc jest jednym z tego typu pisarzy.

      Pozostałe utwory także wydają się interesujące - w obu przypadkach sam pomysł na fabułę jest niezwykle oryginalny, wymykający się prostym schematom.

      Usuń
  2. Trudno mi przejść obojętnie obok książek, w których pojawia się ciekawy obraz wsi. Z tego co piszesz, Delblanc odsłania w swojej książce kwestie uniwersalne, które nie zależą jedynie od miejsca, a od ludzi oraz ich natury. Pomysł na narracyjny dwugłos wydaje się ciekawym pomysłem, choć z pewnością wymaga od czytelnika podwójnej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wieś posłużyła bardziej za pretekst, by ukazać brzydotę ludzkiej natury, chociaż nie zmienia to faktu, że choćby sam tytułowy rytuał oczyszczania rzeki został opisany dość starannie i w sposób interesujący.

      A styl to już typowa literatura eksperymentalna - ale wydaje mi się, że po lekturze takich powieści jak "Gumy" Robbe-Grilleta nie powinnaś mieć większych problemów z dziełem Delblanca :)

      Usuń
  3. Widzę, że zapowiada się b. ciekawa lektura.;)
    Wydaje mi się, że wieś coraz rzadziej kojarzona jest z idyllą, to już mit.;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś miała już tę pozycję w swoich przepastnych zbiorach :) ?

      A co do idyllicznej wizji wsi, to faktycznie, powoli odchodzi ona w zapomnienie. Ale wspomniałem o niej, żeby podkreślić kontrast :)

      Usuń
    2. A czy w Polsce kiedykolwiek była idylliczna wieś? Chyba w literaturze. No i może dla hrabiego, bo dla zwykłych mieszkańców, to wątpię.

      Usuń
    3. Andrew, ale mnie właśnie chodzi o wizję wsi, i to jak mocno może ona różnić się od rzeczywistego obrazu.

      Usuń
    4. Nie mam tej książki, ale jest w bibliotece i na pewno po nią sięgnę. Gdyby nie Ty, nie miałabym o niej pojęcia.;)

      Usuń
    5. Ja swój egzemplarz również zdobyłem w bibliotece. A o autorze dowiedziałem się za sprawą Koczowniczki :)

      Usuń
  4. Bardzo podoba mi się dwugłosowa narracja, zwłaszcza, że jak piszesz przeplata się ona a nie, że jest poprowadzona dwutorowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Momentami to wręcz dialog, sprzeczka, dyskusja :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)