piątek, 29 kwietnia 2016

Trudna sztuka akceptacji cudzych wyborów, czyli "Nasz syn zostaje mnichem", K. Miura

Nasz syn zostaje mnichem

Kiyohiro Miura

Tytuł oryginału: Chōnan no shukke
Tłumaczenie: Barbara Słomka
Wydawnictwo: Dialog
Liczba stron: 110
 
 
 
 
Na ogół ludzie dorośli w kontaktach z dziećmi starają się roztoczyć wokół siebie aurę szacunku, której towarzyszy poczucie wyższości oraz przekonanie o byciu pełnowartościowym człowiekiem. Emocje i wrażenia odczuwane przez małolatów traktowane są z połowiczną atencją – z reguły nie podchodzi się do nich zbyt poważnie, żywiąc podświadome przeświadczenie, że dzieci nie są zdolne do głębszych refleksji, a ich postępowaniem kierują głównie impulsy i chwilowe kaprysy. Podobne podejście do swojego potomka cechuje pana Kimurę, bohatera powieści Nasz syn zostaje mnichem i z tego względu, bezbrzeżne zdumienie i niedowierzanie wzbudza decyzja chłopca, który zgodnie z tytułem dzieła, postanawia zostać mnichem.

Autorem krótkiej książki wydanej na łamach oficyny Dialog w ramach serii Życie po japońsku jest Kiyohiro Miura, urodzony na Hokkaido w 1930 roku japoński prozaik i eseista. Artysta jest absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego, kształcił się także w USA, na uczelniach San Jose State University i University of Iowa. Po reemigracji, Kiyohiro Miura wykładał język angielski oraz literaturę angielską i amerykańską na Uniwersytecie Meiji. W 1988 roku pisarz otrzymał prestiżową Nagrodę Akutagawy przyznaną za wspomnianą powieść zatytułowaną Nasz syn zostaje mnichem.

Pierwszoosobowym narratorem dzieła jest pan Kimura, Japończyk, który po 8-letnim pobycie w Stanach Zjednoczonych powraca do ojczyzny. Jest to człowiek nie posiadający jasno sprecyzowanego celu w życiu, odrobinę bezwolny i zbyt łatwo godzący się z sytuacją, w efekcie często poddający się prądowi wydarzeń. W trakcie jednego ze spacerów odbywanych po okolicy wspólnie z małżonką, pan Kimura natyka się na popadającą w ruinę świątynię zen, której pierwotny blask zamierza przywrócić dziwna i nieszablonowa mniszka, odznaczająca się intuicją oraz surowym spojrzeniem. Mężczyzna kierując się wewnętrznym bodźcem, zaczyna uczęszczać na medytacje zen, prowadzone przez szaloną mniszkę, na które z biegiem czasu zabiera także swojego kilkuletniego syna, Ryōtę Kimura. W trakcie jednej z wypraw do świątyni chłopiec niespodziewanie oświadcza, że pragnie zostać mnichem. Tyle, że zgodnie z wyobrażeniem pana Kimury mnich to osoba o głębokich pokładach empatii, bezinteresowny we wszystkim, co robi, nie przywiązujący się zbytnio do rzeczy materialnych, ochoczo oddającym się wszelkim pracom i religijnym praktykom – charakter i temperament syna w żadnej mierze nie odpowiadają temu wykreowanemu obrazowi i z tego względu rodzice rozpatrują plany chłopca w kategoriach abstrakcji, uważając je za tymczasową zachciankę, która bezpowrotnie przeminie wraz z upływem odpowiednio długiego czasu. Jednak mniszka, jako jedyna osoba, z pełną powagę przyjmuje oświadczenie Ryōty, ani przez moment nie zapominając o jego zamierzeniach.

Książka Kiyohiro Miury jest dość krótka, ale w skromnej objętości, udało się autorowi pomieścić całkiem sporo treści. Wiodącym wątkiem utworu jest dojrzewanie Ryōty oraz obserwacje narratora dotyczące zmian w zachowaniu i usposobieniu młodzieńca. Pod tym względem powieść można rozpatrywać jako swoiste studium, w którym zaprezentowano przemiany zachodzące w umysłach rodziców – oboje muszą zaakceptować fakt, że syn dorasta i wstępuje na drogę życia, którą zamierza kroczyć samodzielnie. Wybór Ryōty jest dość radykalny z uwagi na fakt, że za główną przeszkodę w doskonaleniu się w ascetycznych praktykach uchodzą więzy rodzinne, które z tego powodu należy przeciąć. Nasz syn zostaje mnichem jest zatem książką o godzeniu się człowieka z nową, mniej przyjazną i smutniejszą rzeczywistością.

Naturalnymi pytaniami, które rodzą się w trakcie lektury są kwestie podejmowanych w życiu decyzji – kto za nimi stoi? czy człowiek jest zdolny samodzielnie rozstrzygać o własnym losie? Niedaleko stąd do rozmyślań czy istnieje coś takiego przeznaczenie oraz w jakim stopniu przytrafiające się przypadki i zrządzenia są rezultatem naszych własnych starań a w jakim stopniu są one dziełem przewrotnej fortuny.

Interesującym aspektem powieści są także rozważania poświęcone kontemplacji religijnej zen. Na łamach utworu pojawia szereg przemyśleń na temat buddyjskiej medytacji, nie brakuje również prób uchwycenia w karby słów idei, skrywających się za tego rodzaju praktykami. I tak zgodnie ze słowami bohaterów: Istota zen polega na patrzeniu pod nogi (…). Teraz wszyscy patrzą gdzieś daleko przed siebie. Trzeba ludzi zmuszać, by skierowali wzrok na ziemię [1]. Pod tym względem zen wydaje się sztuką koncentracji na samym sobie, umiejętności kontrolowania własnych myśli i przede wszystkim zrozumieniem i poznaniem własnej osoby. To także otwarcie się na rzeczywistość niewyrażalną, niemożliwą do wyrażenia słowami, którą można pojąć jedynie intuicyjnie oraz umiejętność gromadzenia drobnych radości codziennego bytowania, głęboka wdzięczność wynikająca z samego faktu trwania, bycia istotą żywą. Nie brakuje również dość surowych stwierdzeń, kojarzących się choćby z nauczaniem Jezusa – zen jako zdolność porzucenia wszystkiego czy konieczność ciągłego doskonalenia się odruchowo przywodzi na myśl sławetne zdanie, że trzeba porzucić wszystko, aby iść za Jezusem.

W powieści, w nawiązaniu do przeszłości pana Kimury i jego epizodu w USA, można odnaleźć niejedną interesującą konstatację dotyczącą ludzkiej samotności i alienacji. Autor sugeruje, że poczucie metafizycznej pustki to nieodłączny towarzysz osobnika, będącego członkiem konsumpcyjnej społeczności, nastawionej przede wszystkim na łapczywe posiadanie. Niespełnienie i nieustanne wrażenie, że czegoś w życiu brakuje wynika z prostego faktu, że na własność można uzyskać jedynie rzeczy materialne, które nie są w stanie być choćby substytutem autentycznych przeżyć, wartości duchowych czy doznań estetycznych. Słusznie zwrócono też uwagę na takie tematy jak wyobcowanie czy przekonanie o egzystencji poza społecznym nawiasem, mimo życia w ogromnej metropolii. Bardzo trafne jest spostrzeżenie, że: Miasto ma w swej konstrukcji jakiś zalążek samotności, nawet jeśli bardzo się starasz być z kimś blisko, zawsze czujesz, jak pomiędzy was wkrada się chłód, a po rozstaniu przytłaczają cię bezlitośnie szare, cementowe ściany [2].
Reasumując, Nasz syn zostaje mnichem to ciekawa lektura, która okazała się przyjemną wizytą w Kraju Kwitnącej Wiśni. Kiyohiro Miura zadaje w swoim dziele stosunkowo dużo pytań, udzielając przy tym bardzo niewiele odpowiedzi, pozostawiając czytelnikowi szerokie pole do przemyśleń. Ze stosunkowo skromnej liczby gotowych formułek, najbardziej przypadło mi do gustu zdanie, że zadaniem rodziców jest oddzielić to, czego [dziecko – przyp. Ambrose] naprawdę potrzebuje, od tego, co jest mu niepotrzebne, i wytłumaczyć mu to [3].


[1] Kiyohiro Miura, Nasz syn zostaje mnichem, przeł. Barbara Słomka, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2003, s. 13
[2] Tamże, s. 14
[3] Tamże, s. 27

17 komentarzy:

  1. Może wybór młodego bohatera książki jest dość radykalny, ale z pozycji rodzica muszę stwierdzić, że przeważnie wybory naszych dzieci - takie właśnie nam się wydają. I dobrze wiedzieć, że istnieje książka, która pokazuje kilka rzeczy na raz - nie tylko jest pozycją kulturoznawczą, ale prezentuje problem z ciekawej perspektywy. Do przemyślenia dla rodziców:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niejeden rodzic bardzo szybko kreuje w swoim umyśle dorosłą postać swojego dziecka - ma już dla niego gotowy zawód, partnera oraz pomysł na życie. Tymczasem najczęściej okazuje się, że dziecko to byt bardzo niezależny, który podąża własnymi ścieżkami :)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa tematyka i powieść ta naprawdę wydaje się interesująca. A zdanie świetne:)
    I to "Niespełnienie i nieustanne wrażenie, że czegoś w życiu brakuje wynika z prostego faktu, że na własność można uzyskać jedynie rzeczy materialne, które nie są w stanie być choćby substytutem autentycznych przeżyć, wartości duchowych czy doznań estetycznych" bardzo w punkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako, że proza japońska nie jest Ci obca, ośmielam się wysnuć przekonanie, że ta krótka powieść mogłaby przypaść Ci do gustu :)

      Usuń
  3. Taa - od razu mi się skojarzyła eutanazja, aborcja oraz ci, którzy chcą innych zmusić, by żyli według głoszonych przez nich haseł (głoszonych, bo przestrzeganie, to całkiem inna bajka).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problemem wielu ludzi jest to, że na cudze życie patrzą oni wyłącznie przez pryzmat własnych doświadczeń, stosując jedynie swoje aparaty odbiorcze. Tymczasem okazuje się, że to co dla jednych jest szczęściem i spełnieniem, dla innych może być cierpieniem i koszmarem. Szkoda, że tak często się o tym zapomina.

      Usuń
    2. Jest nawet gorzej. Często wymagają od innych spełniania tego, czego sami spełnić nie chcą, nie mogą, itd.

      Usuń
  4. W nawiązaniu do ostatniego cytatu powiedziałabym, że przekonania rodziców o tym, czego dziecko - zwłaszcza to starsze - potrzebuje, nie zawsze są słuszne. Jakże często się mylą.;(
    Chętnie przyjrzę się japońskiemu mnichowi, chyba mam nawet tę książkę w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się - przekonania rodziców się bardzo często mylne, ale cytat można potraktować jako przestrogę, aby uczyć dziecka swoistego minimalizmu i nie rozpieszczać go zbytnio, zapewniając mu wszystko, czego sobie tylko zażyczy.

      A jeśli książka zaplątała się gdzieś na Twoich bibliotecznych półkach, to tym bardziej polecam jej lekturę. Ciekaw jestem Twoich refleksji.

      Usuń
  5. W dzisiejszych czasach dużo łatwiej niż kiedyś jest być samotnym w tłumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Problem ten chętnie poruszany jest we współczesnej literaturze, także japońskiej (Murakami, Abe).

      Usuń
    2. Teza bardzo dyskusyjna. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że teraz po prostu ludzie mają czas i technologie, by nad tym biadolić.

      Usuń
  6. No tak, mało który rodzic cieszy się, kiedy dziecko oznajmi, że chce zostać mnichem lub zakonnicą. W przypadku historii opisanej w tej książce ojciec sam sprowokował syna do zostania mnichem, bo przecież zabierał go do świątyni na medytacje...
    Okładka nie podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasy szybko się zmieniają - jeszcze niedawno, w przypadku wielodzietnych rodzin, jedno z dzieci bardzo często było "oddawane Bogu" :)

      A co do okładki, to może nie jest oszałamiająca, ale, co wcale nie jest częste w przypadku polskich przekładów prozy japońskiej, dość dobrze oddaje sedno utworu :)

      Usuń
    2. Najdziwniejsze, że w kościele wszyscy za księdzem powtarzają żarliwie słowa modlitwy o liczne powołania kapłańskie. Czyżby na koniec po cichu dodawali - ... byle nie w mojej rodzinie?

      Usuń
    3. Bardzo trafna uwaga. Takie zachowanie świadczy o hipokryzji.

      Usuń
  7. Chyba sięgnę po książkę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)