piątek, 19 lutego 2016

Kwestia inności, czyli "Intruz" Faulknera

Intruz

William Faulkner

Tytuł oryginału: Intruder in the Dust
Tłumaczenie: Ewa Życieńska
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 333
 
 
 
 
Sukcesywnie i niestrudzenie przedzierając się przez dżungle literackich krain, przekonałem się, że istnieją autorzy, których dzieła mają specyficzne oddziaływanie na mój czytelniczy zmysł. Nazwiska, którymi opatrzone są ich książki stanowią dla mnie obietnicę przyjemności oraz dreszczyk emocji, ale jednocześnie kojarzą mi się z wyzwaniem oraz ze wzmożonym intelektualnym wysiłkiem. Z tego względu powieści owych pisarzy traktuję z rezerwą i ostrożnością, dawkując je sobie w skromnych ilościach, tak jakbym tworzone przez nich światy i wydarzenia leniwie sączył do krwioobiegu mojej wyobraźni. Do grona tego typu artystów należy amerykański laureat Literackiej Nagrody Nobla Wiliam Faulkner, którego poznałem dzięki utworom Azyl oraz Requiem dla zakonnicy. Do tego literata cały czas obiecywałem sobie wrócić, nie spiesząc się jednak zbytnio z tym postanowieniem. Dopiero wpis Matiego na blogu Rozkminki Pana Dziejaszka na temat książki Absalomie, Absalomie… rozbudził we mnie na tyle duży głód i pragnienie faulknerowskiej prozy, że owo łaknienie musiałem zaspokoić poprzez wizytę w bibliotece i wypożyczenie jednej z pozycji amerykańskiego noblisty. Po długich wahaniach i namysłach, skuszony możliwością powrotu do tematyki rasizmu, zdecydowałem się na napisanego w 1948 roku Intruza.

Akcja utworu rozgrywa się gdzieś w latach 40-tych na Głębokim Południu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Głębokie Południe, określane też mianem Ciemnego Południa to obszary południowo-wschodniej USA. Korzenie nadanej nazwy odwołują się do kontekstu kulturowo-historycznego – region ten uchodzi za najbardziej konserwatywną część Ameryki oraz za siedlisko religijnego fundamentalizmu. W czasie wojny secesyjnej (1861 – 1865) wszystkie stany wchodzące w skład Głębokiego Południa (Alabama, Floryda, Georgia, Karolina Południowa, Luizjana i Missisipi) należały do Konfederacji, tutaj miały także miejsce najsilniejsze tarcia na tle rasowym, a Ku Klux Klan przejawiał wzmożoną aktywność. Na Głębokim Południu, w północnej części stanu Missisipi położone jest także hrabstwo Yoknapatawpha – jedno z najsłynniejszych (mimo iż fikcyjne) hrabstw Ameryki, stworzone przez Faulknera na potrzeby swoich utworów. Stolica hrabstwa –  miasteczko Jefferson, otoczone rozległymi plantacjami bawełny oraz  poletkami biedoty – to swoista soczewka, skupiająca wszystkie cechy charakterystyczne dla Głębokiego Południa, krainy, w której wierzono w powinowactwo, które, jak mówią, istnieje między Murzynem a mułem [1].  Yoknapatawpha to dwie homogeniczne społeczności czarnych oraz białych, pozostające w ścisłej separacji, rozdzielone od siebie niewidzialną, lecz doskonale wyczuwalną granicą. Niepisane zasady ustalają relacje panujące pomiędzy czarnymi oraz białymi. Powszechnie przyjętym faktem jest podległość Murzynów, których egzystencja jest o tyle spokojna i bezpieczna, o ile nie roszczą sobie oni praw do równości i pełnej swobody. Dopóki członkowie obu populacji postępują zgodnie z ustalonymi regułami, wszystko jest na swoim miejscu, świat niespiesznie podąża naprzód odwiecznym, choć płytkim korytem postępu, a każdy element składający się na skomplikowany mechanizm rzeczywistości funkcjonuje prawidłowo.

Ale gdy tylko pojawia się śmiałek, który ma czelność kruszyć solidne kopce norm i konwenansów, intruz epatujący swoją obcością, wynikającą z negacji i kontestacji przyjętego porządku, burzowe chmury natychmiast zaczynają przysłaniać sielankowy krajobraz. Wydarzeniem, które niszczy kruchy pokój w miasteczku Jefferson jest śmierć białego człowieka zadana z murzyńskiej ręki. Tyle, że w miarę rozwoju fabuły coraz wyraźniej krystalizuje się pytanie, czy domniemany sprawca faktycznie uczynił to, o co od początku jest posądzany przez ludzką tkankę hrabstwa Yoknapatawpha, czy też cała sytuacja zrodziła się z logicznego zapatrywania, że wina jest immamentną cechą Murzyna?

Istotną postacią Intruza jest Lucas Beauchamp, nie mający krewnych i nie mający przyjaciół, uparty, krnąbrny, nie dający się przekonać, nie dający przemówić sobie do rozsądku, samowolny (i zuchwały) Murzyn [2]]. Lucas to osobnik hardy, a cała jego buta zawiera się w fakcie, że nie akceptuje on biernie roli ofiary i nie zamierza zostać zlinczowany przez krewnych i znajomych zamordowanego, wśród których dominowali zabijaki, kłusownicy oraz bimbrownicy. Szaleńczy gniew oraz dzika nienawiść odczuwana do Lucasa są podsycane rozczarowaniem, wynikającym z tego, że zamiast zwierzęcego strachu, czarnoskóry mężczyzna zachowuje obojętność, niewzruszenie i pełne powagi skupienie – niezaspokojona pozostaje przemożna chęć potwierdzenia tego, co oczywiste, tzn., że Murzyn jest czarny, będąca równoznaczna z ukonstytuowaniem przekonania, że miejsce na drabinie społecznej wyznacza zawartość melaniny w skórze. Zachowanie Lucasa – dziwne, wymykające się racjonalnemu pojmowaniu – drażni oraz wzbudza niepokój również u głównego bohatera powieści, młodego, 16-letniego białego młodzieńca, siostrzeńca adwokata, który podejmuje się bronić Lucasa w sądzie. Chłopiec doskonale zna upartego Murzyna, bowiem kilka lat przed wypadkami, stanowiącymi główną oś wydarzeń, doświadczył on z jego strony pomocy oraz gościny. Próba odwdzięczenia się za doznaną uprzejmość – finansowa spłata – została jednak skwitowana spokojną, acz stanowczą odmową. Ten jeden gest – przeciwstawienie się woli białego człowieka – kładzie się cieniem na dalszej egzystencji młodzieńca, który czuje się skompromitowany i dotknięty manifestacją niezależności przedstawiciela gorszego gatunku. Ta krótka przygoda rozpoczyna także w umyśle chłopca szereg refleksji, prowadzących do głębokich przemian duchowych, których eskalacja przypada na proces Lucasa.

Intruz to książka, w której Faulkner bardzo umiejętnie ukazuje jak mocno okaleczone i zdeformowane są kontakty białych i czarnych, skażone piętnem koloru skóry. Brzemię rasowych uprzedzeń skutecznie utrudnia i komplikuje manifestację nawet najprostszych odruchów i emocji, takich jak choćby próba okazania wdzięczności za okazaną pomoc. Pod tym względem Intruz pełni rolę smutnej kroniki głupoty rodzaju ludzkiego, który praktycznie nigdy nie mógł przezwyciężyć irracjonalnego lęku przed nieznanym, przed innym, przed obcym, przed tym, co wymyka się prostym myślowym schematom i wykracza poza wyżłobione czasem koleiny rutyny. Ale prawdziwa siła powieści amerykańskiego noblisty tkwi w genialnej intuicji autora, umożliwiającej mu jakże trafną antycypację przyszłego społeczeństwa amerykańskiego, w którym czarny potomek niewolników przyjmie rolę tyrana rządzącego sumieniem wszystkich białych ludzi [3]. Faulkner kapitalnie uchwycił problematykę życia przeszłością czy podświadomego przyjmowania win popełnianych przez przodków, co świetnie wyraża następujący cytat: Nikt nie jest w stanie spowodować więcej zła, niż człowiek ślepo czepiający się występków swoich ojców [4]. Warto również zauważyć, że Intruz to swoisty manifest, w którym pisarz wyraźnie stwierdza, że kwestia rasowych uprzedzeń to temat, który należy rozwiązywać poprzez systematyczne, sukcesywne i przemyślane działania, a nie za sprawą narzuconych rozwiązań, wykluczających kontekst kulturowy i historyczny. Faulkner zdaje się traktować problem rasizmu, jako lekcję, którą muszą odrobić następne pokolenia – każde odrobinę mądrzejsze w doświadczenie od poprzedniego. Gwałtownie wprowadzona równość, strzeżona siłą i przemocą, jest rozwiązaniem chwilowym, które na dłuższą metę musi zakończyć się spektakularnym fiaskiem. Dobrze widać to na przykładzie głównego protagonisty, który dopiero z czasem uświadamia sobie, że żeby być smutnym, nie trzeba nawet nie być czarnym [5]. Stopniowa edukacja, uważna obserwacja otoczenia, gruntowna analiza własnej osoby powodują, że młody człowiek przyjmuje do wiadomości konstatację wuja, iż Niektórych rzeczy nigdy nie wolno ci móc znieść. Nigdy nie wolno ci się zgodzić na znoszenie pewnych rzeczy. Niesprawiedliwości i przemocy, i hańby, i wstydu [6]. Niezależnie od tego, czy dotykają one ludzi białych czy czarnych, kobiety bądź dzieci, itd. Wydaje się, że wątek głównego bohatera – człowieka młodego, a więc mogącego uosabiać przyszłość narodu – jest najoptymistyczniejszym akcentem całej powieści. To właśnie ów chłopiec, 16-letni biały, jeszcze nie mężczyzna, razem z 16-letnim czarnoskórym młodzieńcem i 70-letnią starą panną jako pierwsi podejmują się działania, które nakazuje zwykła ludzka przyzwoitość.

Ostatnią, chociaż nie mniej istotną kwestią, o której należy wspomnieć jest legendarny już styl faulknerowskiej prozy. Intruz to kwintesencja tego, z czego znane są dzieła amerykańskiego pisarza – zawiłe i długie zdania, przywodzące na myśl skomplikowane i wielopiętrowe budowle, liczne wtrącenia oraz dygresje wyrażane poprzez nawiasy, zarówno pojedyncze jak i podwójne, ukazanie bieżących wydarzeń przez pryzmat historii budowli, które są tych wydarzeń świadkami, wreszcie osławiony strumień świadomości, wszystko to decyduje o tym, że tekst serwowany przez Faulknera jest dość nieczytelny i ogromnie wymagający. Skupienie i maksymalna koncentracja to warunek konieczny przebrnięcia przez płody Amerykanina. Ale nagrodą za włożony wysiłek jest wspaniała literacka uczta oraz piekielnie interesujące tematy, nad którymi prowadzone są rozważania.

Reasumując krótko, kolejne spotkanie z Wiliamem Faulknerem okazało się niezwykle satysfakcjonujące. Autor uraczył mnie dokładnie tym, czego oczekiwałem – niebanalną lekturą, wiążącą się z umysłowym wysiłkiem, intrygującą treścią, poruszającą wciąż aktualne zagadnienia oraz masą impulsów, pobudzających do przemyśleń oraz uważnej obserwacji otaczającego nas świata. Serdecznie polecam!
 
Wasz Ambrose 


[1] Wiliam Faulkner, Intruz, przeł. Ewa Życieńska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1990, s. 7
[2] Tamże, s. 105
[3] Tamże, s. 268
[4] Tamże, s. 64
[5] Tamże, s. 33
[6] Tamże, s. 276

11 komentarzy:

  1. Mam od wczoraj nowego domownika, który tak absorbuje, że chyba nawet z lekturą DKK na czas nie zdążę, więc dobrze, że mogę poznawać nowe książki choćby w postaci recenzji. A ta lektura wydaje się naprawdę wartościowa i niestety jak najbardziej aktualna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy zwierzak zagościł w Twoich progach :) ?

      A "Intruz" to lektura, która wg mnie jak najbardziej przypadłaby Ci do gustu, szczególnie z uwagi na tematykę. Faulkner wykazał się w niej genialną, wręcz proroczą intuicją - świadczy to, że autor niezwykle bacznie obserwował ówczesną rzeczywistości i bardzo trafnie antycypował konsekwencje zastanego porządku rzeczy.

      Usuń
    2. Uwielbiam bystrych obserwatorów; nie ma ich zbyt wielu.

      Zwierzak: https://www.flickr.com/photos/magrad/24265090293/

      Usuń
  2. Kiedyś zetknęłam się z jego książką i rzeczywiście pamiętam, że miałam z nią przeprawę. Muszę się kiedyś przekonać jak odebrałabym dzisiaj. Tematyka ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, wliczając "Intruza", 3 razy obcowałem z Faulknerem i każda z jego książek była swoistym wyzwaniem, ale też prowokacją i bodźcem do solidnych rozmyślań.

      Usuń
  3. A ja właśnie czytam Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość - świetny reportaż o rasizmie i Ty akurat serwujesz coś w tej tematyce:) Jakoś niezmiernie mi miło z tego przypadku. Chętnie sięgnę po nią w najbliższym czasie, choćby po to, żeby zestawić punkt widzenia na historię i rasizm członków Ku Klux Klan z historią Intruza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, faktycznie, tematyka naszych niedawnych lektur jest b. zbliżona. Czytanie "Intruza" przez pryzmat reportażu "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" na pewno okaże się interesującym doświadczeniem. Jeśli zdecydujesz się sięgnąć po Faulknera, koniecznie podziel się wrażeniami :)

      Usuń
    2. Właśnie, też przeczytałam książkę "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" i Faulkner wydaje się idealnym dopełnieniem tego tematu. Intryguje mnie Twoja półeczka z książkami z Czytelnika - musi być już imponująca... :)

      Usuń
    3. Półeczka realna jest dość skromna, bowiem większość starszych egzemplarzy wypożyczam z lokalnych bibliotek, ale półeczka wirtualna zaczyna nabierać coraz ciekawszych kształtów :)

      Usuń
  4. Cholera, publikujesz kolejne recenzje, jakbyś strzelał z karabinu, a mój "system niekontemplacyjny", by posłużyć się określeniem Jerofiejewa, nie pozwala mi ich nawet przeczytać, nie mówiąc już o skomentowaniu. Ale poprawię się ;)

    "Intruz" bardzo mi się podobał. A jeszcze bardziej "Światłość w sierpniu", którą szczerze Ci polecam. Rasizm jest jednym z jej istotnych wątków, ale jest ich więcej, bo jest to powieść zakrojona na większą skalę. Na mnie zrobiła ogromne wrażenie. Zwłaszcza postać Joe Christmasa, zobaczysz.

    Przy okazji utwór mojego kolegi, zainspirowany inną powieścią Faulknera, mianowicie "Dzikimi palmami" https://www.youtube.com/watch?v=r5MG8Tb80kY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, zauważyłem pewną prawidłowość, że na początku każdego roku udaje mi się wygospodarować całkiem sporo czasu na czytanie. Później to już różnie bywa. Ja z kolei ciągle czekam na Twoje recenzje, za którymi zdążyłem już zatęsknić.

      Odświeżyłem sobie niedawno Twój tekst na temat "Intruza" - skoro twierdzisz, że "Światłość w sierpniu" jest jeszcze lepszą pozycją, to koniecznie będę musiał się za nią rozejrzeć. Oczywiście po pewnej przerwie, bo prozę Faulknera jestem w stanie przyjmować tylko w niewielkich dawkach :)

      Dzięki za linka - utwór jest naprawdę dobry. A "Dzikie palmy" cały czas przede mną.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)