piątek, 29 stycznia 2016

Wyznania włoskiej kurtyzany, czyli "Rzymianka"

Rzymianka

Alberto Moravia

Tytuł oryginału: Romana
Tłumaczenie: Zofia Ernstowa
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 524









Prostytucja, czyli świadczenie usług seksualnych w zamian za pieniądze bądź inne korzyści materialne, to czynność stara jak świat, towarzysząca ludzkości od jej zarania. Mimo długiej historii, prostytucja bardzo często traktowana jest jako forma patologii i z tego powodu stanowi temat tabu. Prostytutki postrzegane są na ogół jako osoby wykolejone, a ich rola w społecznej tkance jest skrzętnie pomijana. Płatna miłość nie jest jednak kwestią zupełnie zmarginalizowaną – jako zagadnienie kontrowersyjne i dyskusyjne chętnie wykorzystywane jest przez literaturę. Nana Emila Zoli oraz Wyznania chińskiej kurtyzany Miao Sing to niewątpliwie najgłośniejsze tytuły, które poruszają wątek prostytucji. Kolejnym utworem, którego fabuła związana jest ze wspomnianą materią jest Rzymianka Alberto Moravii. To właśnie temu dziełu chciałbym dzisiaj poświęcić kilka refleksji.


Alberto Moravia (1907 – 1990) to powieściopisarz, nowelista oraz dziennikarz, uchodzący za jednego z najważniejszych włoskich twórców XX wieku. Autor pisał głównie powieści psychologiczne oraz obyczajowe, a jednym z ważniejszych poruszanych aspektów była uczuciowa dystrofia, prowadząca do redukcji kontaktów międzyludzkich wyłącznie do seksualnych odruchów i chwilowych podniet. 

Rzymianka to powieść ukazująca, jak rozczarowujące może być życie oraz w jak dużym stopniu rzeczywistość może rozmijać się z marzeniami i planami dotyczącymi przyszłości. Główną bohaterką utworu jest Adriana, młoda i atrakcyjna dziewczyna, hojnie obdarowana przez naturę – tyle, że regularne rysy twarzy oraz cudowne ciało o boskich proporcjach okazują się podatnym gruntem, na którym wyrastają próżność i kokieteria. Adriana prowadzi bardzo skromną egzystencję wspólnie z matką – wdową, zarabiającą na chleb szyciem bielizny i samotnie wychowującą jedyne dziecko. W momencie rozpoczęcia dzieła rodzicielka Adriany postanawia wykorzystać największy atut swojej córki, tj. jej nieprzeciętną urodę, by poprawić swój społeczny status. Rojenia matki są bardzo proste i równie podstawne – aparycja i wdzięk Adriany traktowane są jako kapitał, na który powinien skusić się mężczyzna wystarczająco majętny i hojny, by zaspokoić potrzeby egzystencjalne zarówno pięknej córki, jak i jej zaharowującej się rodzicielki. Tak podmiotowe traktowanie własnego dziecka wynika z faktu, że matka Adriany to osoba, która głębokim uczuciem darzy pieniądze, będąc przy tym zachłanną i zaciętą w dążeniu do uzyskania materialnych korzyści. Zdecydowanie inne poglądy na świat prezentuje Adriana, której największym pragnieniem jest szczera miłość małżeńska oraz równie szczęśliwa rodzina. Na skutek serii niefortunnych wydarzeń oraz ze względu na młodzieńczą naiwność i łatwowierność Adriany, żadna z fantazji – ani matki, ani też córki – nie zostaje ziszczona. Złośliwy los sprowadza protagonistkę na moralne manowce, a wydarzenia, które powodują kolejne bolesne upadki i porażki życiowe Adriany stanowią fabułę powieści.

Rzymianka to utwór utrzymany w pierwszoosobowej narracji. Protagonistka snuje przed czytelnikiem historię swojego żywota, odsłaniając jego cienie i blaski. Przybrana forma jest nieco ryzykowna zważywszy na fakt, że Alberto Moravia to mężczyzna – próba ukazania sposobu myślenia i pojmowania świata przez kobietę, a więc płeć przeciwną, zawsze wiąże się z ryzykiem popadnięcia w schemat bądź ulęgnięcia kłamliwym i mylącym stereotypom. Jako przedstawiciel płci męskiej nie czuję się władny, by oceniać wiarygodność wykreowanego portretu psychologicznego Adriany, muszę natomiast przyznać, że bohaterka Moravii to człowiek z krwi i kości, który potrafi oddziaływać na czytelniczą atencję. Z racji cech charakteru, jakimi została obdarowana tytułowa rzymianka, wśród których dominują uległość i bezwolność, postać Adriany wzbudza szeroką, choć raczej negatywną paletę odczuć, począwszy od litości, a na złości i irytacji skończywszy. Dziewczyna odmalowana piórem Moravii to osobniczka powolna i flegmatyczna, która odznacza się biernością i inercją – łatwo poddaje się cudzej woli, szybko ulega namowom, pokornie znosi obrazę i jawnie okazywany brak szacunku, w dodatku zdaje się podświadomie dążyć do upokarzania własnej osoby. Jeśli dodać jeszcze do tego ogromne pokłady rezygnacji i zwątpienia, płochliwość oraz przerażającą wręcz naiwność, nietrudno dziwić się, że Adriana wznieca pejoratywne emocje.

Warto jednak nadmienić, że usposobienie głównej bohaterki znajduje wytłumaczenie w jej dzieciństwie. Alberto Moravia bardzo dobrze pokazuje jak dorastanie w cieniu opiekuńczej i surowej matki rzutuje na dalsze losy protagonistki, z góry skażonej przekonaniem o niedostępności świata, w którym dominowałyby szczęście oraz radość. Włoski artysta umiejętnie obrazuje także przypadek dziecka, które staje się nośnikiem niespełnionych ambicji rodzicielskich, które traktowane jest jako okazja do samorealizacji. Trudne i skomplikowane relacje na linii matka-córka, wśród których zazdrość przeplata się z wygórowanymi oczekiwaniami, poczuciem żalu i urazy oraz wynaturzoną troską o dobro dziecka, stanowią jeden z ciekawszych fragmentów dzieła, chociaż nie jedyny wart czytelniczej uwagi.

Rzymianka to zbiór interesujących refleksji oraz cytatów, które skłaniają do chwili zadumy i pozwalają ująć pewne sprawy w zupełnie odmiennych kontekstach, niż te stosowane na co dzień. Mnie osobiście bardzo przypadła do gustu konstatacja, że można jednocześnie myśleć i odczuwać rzeczy całkiem ze sobą sprzeczne, nie zdając sobie z tego sprawy, i bezwiednie przekładać jedne nad drugie [1]. Na uznanie zasługuje również biegłość Moravii w wyrażaniu rozdźwięku, ukrytego w odmętach człowieczej duszy, w której uczucia szlachetne i pompatyczne towarzyszą najniższym i najprymitywniejszym instynktom.

Powieść Alberto Moravii to także bardzo surowy portret ludzkości, w szczególności jej męskiej części. Jegomoście, którzy pojawiają się na kartach utworu to na ogół osobnicy antypatyczni, odpychający i słabi. Włoski pisarz stwarza wręcz całą galerię postaci zadufanych w sobie, kapryśnych, egocentrycznych, nienasyconych i nudnych, ewentualnie ordynarnych bądź wzbudzających wstręt i obrzydzenie. Takie nagromadzenie negatywnych osobowości jest odrobinę nużące i przytłaczające – praktycznie każdy bohater, który przewija się w powieści to osoba, w której słabostki i wady dominują nad przymiotami pozytywnymi.

Co interesujące, Rzymianka, z racji poruszanego zagadnienia, dość długo uchodziła za utwór obsceniczny i wulgarny – otwarte pisanie o prostytucji i sprzedawaniu swojego ciała, zrywanie tematów tabu poprzez wyraźne oddzielenie duchowego uniesienia od fizycznego pożądania, śmiałe, choć raczej nieliczne sceny, przesycone erotyzmem, wszystko to powodowało, że dzieło cieszyło się złą sławą lektury gorszącej i nieprzystojącej porządnemu człowiekowi. Powieść, która na tle pierwszego lepszego przedstawiciela współczesnej literatury BDSM, prezentuje się niczym uboga krewna z prowincji, świetnie udowadnia jak szybko zmieniają się wzorce moralności stosowane w naszym społeczeństwie.

Wydaje się, że Rzymianka mogłaby być powieścią znacznie i bardziej kompletną, gdyby w pełni wykorzystać potencjał stwarzany przez czas akcji, która została osadzona w faszystowskich Włoszech w trakcie trwania II wojny światowej. Niestety w utworze pojawiają się jedynie nieliczne wzmianki, pozwalające zorientować się na temat tła historycznego – problem faszyzmu został zaledwie nakreślony, zarysowany bardzo cieniutką kreską, co wzmaga jedynie czytelniczy niedosyt. Poczucie niezaspokojenia jest tym większe, że Moravia często przedstawiany jest jako mistrz kreacji książkowych konformistów i oportunistów.

Reasumując, Rzymianka to całkiem solidna proza, za sprawą której odmalowane zostały nędza, smutek i przygnębienie towarzyszące egzystencji dziewczyny z nizin. Życie głównej bohaterki, mimo jej optymistycznego podejścia do świata i sporych pokładów empatii oraz dobroci, to głównie pasmo rozczarowań i niepowodzeń, beznadziejna i z góry skazana na porażkę próba odnalezienia szczęścia i powodzenia. Utwór to także mocno rozbudowane studium psychologiczne kobiety, która z chęci poprawy własnej doli, decyduje się na oddanie innym własnego ciała – protagonistka z punktu widzenia otoczenia staje się pustą skorupą do zaspokajania cudzej przyjemności. Ale czy prostytutka nie ma prawa do oczekiwania czegoś od życia, do własnych przemyśleń, do autorefleksji? 

Wasz Ambrose 



[1] Alberto Moravia, Rzymianka, przeł. Zofia Ernstowa, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1974, s. 39

12 komentarzy:

  1. Z książek o życiu prostytutek polecam „Jamę” Kuprina. Stara, zapomniana, ale bardzo ciekawa. Podobała mi się bardziej niż „Nana” :-)
    Bardzo mnie zachęciłeś, będę szukała tej książki. Moravię uważam za autora interesującego, ale niestety nie wszystkie jego powieści są dobre. Przestrzegam przez „Podróżą do Rzymu”, bo to okropieństwo. A ta zrezygnowana, bezwolna i naiwna Adriana oraz jej łakoma na pieniądze i surowa matka kojarzą mi się z bohaterkami innej książki Moravii, czyli „Matki i córki”. Te utwory łączy też czas i miejsce akcji, tyle że w „Matce i córce” autor bardziej rozbudował tło wojenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem niedawno miałem przyjemność czytać ciekawy tekst poświęcony właśnie "Matce i córce" i faktycznie, oba utwory wydają się być bardzo podobne. Moja znajomość Moravii sprowadza się do jeszcze jednej powieści - "Nuda" to bardzo dobry utwór, o którym napiszę szerzej w przyszłym tygodniu. Na podstawie tych dwóch dzieł można pokusić się o stwierdzenie, że w prozie włoskiego pisarza pojawia się kilka wątków powtarzających się - matka często przedstawiana jest jako nośnik cech negatywnych, młodym ludziom na ogół towarzyszy egzystencjalne zmęczenie i poczucie jałowości prowadzonego żywota, a kontakty międzyludzkie nierzadko redukowane są do seksualnych odruchów.

      Dzięki za ostrzeżenie przed "Podróżą do Rzymu". Zamierzam kontynuować znajomość z Moravią, ale nie będę się spieszyć z sięgnięciem po tę konkretną lekturę :)

      Usuń
  2. I patologie, pozwolę sobie zauważyć, mają długie historie. Że ludzkość coś tam źle, brzydko i fe nieładnie od zarania, nie dowodzi bynajmniej, iż owo coś należy przestać traktować jako patologię, czy nawet, jak chce Autor (choć ja się z nim nie zgadzam, nie tylko w tym miejscu zresztą), jako formę patologii. Z kolei odmawiając uznania niektórych pytań postawionych przez Autora za chwyt formalny niezbędny do przekazania pewnych treści, nienatrętnie napomykam o "Nocach Cabirii".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to, że coś jest fe, złe, brzydkie czy be, nie powinno oznaczać, że automatycznie nie należy o tym wspominać. Literatura sięga po najróżniejsze tematy i wg mnie w tej bezkompromisowości tkwi jej siła.

      Dziękuję za napomknięcie o "Nocach Cabirii". Wstępny zarys fabuły przypomina odrobinę "Rzymiankę", bowiem Adriana to także młoda dziewczyna, która nieustannie czeka na wielką i prawdziwą miłość.

      Usuń
  3. Prostytucja to bardzo ciekawy temat. Można z niego wywodzić wielce zaskakujące rozważania. Na przykład w czym prostytutka lub żigolak jest gorsza od kogoś, kto pracuje fizycznie lub umysłowo? Wszak każdy ma prawo w celu uzyskania środków do życia sprzedać te talenty, którymi Bóg go obdarzył. Skoro jednym dał siłę, innym inteligencję, a innym tylko urodę, więc czemu ci ostatni nie mieliby prawa z niej korzystać na wolnym rynku pracy i usług? Inna sprawa, to w czym gorsza jest prostytutka sensu stricto od osoby wstępującej w związek małżeński dla pieniędzy lub używającej urody jako karty atutowej w karierze czy mediach? I czy jest prawdą, że prostytucja to żałosna profesja? Większość prostytutek nie jest zadowolona ze swego losu, ale czy nie jest podobnie z większością robotników, a nawet pracowników umysłowych? Nie żebym sympatyzował z tą profesją, ale jest wiele innych zachowań, które bardziej zasługują na miano żałosnych i patologicznych. Jeśli zaś chodzi o przyszłość cywilizacji, a być może nawet gatunku ludzkiego, to na pewno zjawiska pokrewne prostytucji nie są tu problemem. Co oczywiście nie znaczy, że to nie jest interesujący temat. Po prostu podejście autora wydaje mi się nieco mało odkrywcze. Inna sprawa, że nie mam wielkiego materiału do porównań – z książek poświęconych tylko tematyce prostytucji jak dotąd czytałem jedynie Panienki Madame Cleo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że celem "Rzymianki" nie była analiza zawodu kurtyzany. Moravia wykorzystał ten motyw, aby poruszyć wątek alienacji, wyobcowania człowieka, postępującego zobojętnienia, etc. Sam sposób przedstawienia prostytutki nie jest też zbytnio krytyczny - w o wiele gorszym świetle wypadają klienci Adriany, którzy tworzą prawdziwą galerię miernot.

      A co do określania prostytucji mianem patologii, to przedstawiłem wyłącznie powszechne mniemanie. Moje zdanie o tej profesji jest zbliżone do Twojego - to cała kopalnia interesujących tematów. Mierzą mnie natomiast głosy (szczególnie te męskie), które wyzywają rozpustne kobiety i odsądzają je od czci - zawód istnieje, bowiem jak widać występuje zapotrzebowanie na tego typu usługi :)

      Usuń
    2. Tak. Co do tego ostatniego, mam wrażenie, że ci, którzy kogokolwiek wyzywają, poniżają, próbują się w ten sposób wywyższyć i zagłuszyć podświadome przeświadczenie o własnej bezwartościowości.

      Usuń
    3. Ja połączyłbym to również z poczuciem winy oraz świadomością własnej słabości - najwięksi krzykacze pieniący się na rozwiązłość kobiet, nierzadko sami korzystają z usług prostytutek :)

      Usuń
  4. Nadal w manierze Sowy Przemądrzałej zalecam daleko idącą ostrożność: doświadczanie radości pierwszych odkrywców (czy ekskawatorów; mowa wszak o kopaniu) jest czymś z gruntu (!) innym, niż odkrycie czegoś po raz pierwszy, nawet - czy zwłaszcza - kołdry. Kopalnia tematów, owszem, na ogół jednak wykopanych, albo inaczej - odkrywkowa. "Blaski i nędze życia kurtyzany" Balzaca, "Moll Flanders" Daniela Defoe, "Na wschód od Edenu" Steinbecka, "Jenny" Caldwella, "Nędznicy" Hugo (postać matki Kozety), "Dama kameliowa" Dumasa, "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego (Sonia Marmieładowa), "Zmartwychwstanie" hr. Tołstoja, "Nana" Zoli... Niezależnie zaś od takich czy innych ocen, zła nie przeciwstawiałabym miernocie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adriana nie jest pierwszą damą lekką obyczajów, którą miałem możność poznać na łamach literackich kart, więc zaślepiające podekscytowanie pierwszych odkrywców raczej omija moją skromną osobę.

      Dziękuję za pokaźną listę tytułów. Jeśli ciekawi Cię wątek prostytucji, ale ujęty z trochę innej, zdecydowanie dalszej, bo dalekowschodniej perspektywy, to polecam jeszcze "Śpiące piękności" Kawabaty, "Dwie opowieści o miłości okrutnej" Tanizakiego oraz opowiadania Fumiko Hayashi - we wspomnianych dziełach kobiety oddające swoje ciało mężczyznom (z różnych pobudek) przyrównywane są niekiedy do bohidsattwy, czyli istoty, która świadomie rezygnuje z osiągnięcia nirwany na rzecz szczęścia innych :)

      Usuń
  5. Cenię sobie autorów, którzy mają odwagę prowadzić narrację w innej płci niż ich własna. Sama fabuła też wydaje się być intrygująca, zwłaszcza jeśli chodzi o relację matka-córka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na ogół obawiam się takich przedsięwzięć, ale ciekaw jestem kobiecej opinii na temat tego, w jakim stopniu ta trudna sztuka udała się Moravii :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)