sobota, 19 września 2015

Egzamin dojrzałości




Joelle Charbonneau

Egzamin dojrzałości

tytuł oryginału: Graduation Day
cykl: Testy (oryg. The Testing) tom 3
Grupa Wydawnicza Foksal Wydawnictwo YA! 2015



Po Egzamin dojrzałości, powieść kończącą trylogię Testy, pióra amerykańskiej pisarki Joelle Charbonneau, sięgnąłem bezpośrednio po zakończeniu lektury „konkurencyjnej” trylogii Igrzyska Śmierci, której autorka Collins Suzanne również jest Amerykanką. Oba cykle powieściowe są często porównywane – nie sposób powiedzieć czegokolwiek o jednym, by ktoś nie odpowiedział, że w tym drugim to...

Faktem jest, że Igrzyska były pierwsze i nie można wykluczyć, iż pomysł Collins był inspiracją dla Charbonneau, ale w moim odczuciu Testy są na tyle oryginalne, że poza rzucającymi się w oczy podobieństwami pomysłu na oś fabuły, szczególnie pierwszych tomów, należy zwrócić uwagę na znacznie ważniejsze różnice, które stanowią o całościowym wydźwięku obu trylogii.




W Egzaminie dojrzałości Cia Vale, studentka prestiżowego Uniwersytetu będącego wrotami do świata elit i władzy państwa powstałego na postapokaliptycznych ruinach USA, musi z impetem wejść w świat wielkiej (na skalę rachitycznej, odradzającej się w bólach państwowości) polityki i zająć stanowisko w szykującej się walce o przywództwo nad krajem. Czy sprzymierzy się z urzędującą Prezydent, czy też stanie po stronie spiskowców, którzy zamierzają znieść zabójcze testy wstępne na Uniwersytet, tego oczywiście nie zdradzę. Tak jak w przypadku Igrzysk, element niepewności i napięcia (mimo pierwszoosobowego narratora) jest równie istotny co nastrój czy dynamiczna akcja, więc nie będę tego psuł nadmiarem zdradzonych informacji.

Chcąc nie chcąc znów zacząłem porównywać obie trylogie, więc idźmy już tym torem – w warstwie młodzieżowo przygodowej i literacko artystycznej stoją na podobnym, całkiem niezłym poziomie, choć każda z nich na nieco odmienny sposób. Jeśli zaś chodzi o całą resztę, czyli to, co chyba najistotniejsze...

Trylogia Suzanne Collins, a zwłaszcza jej ostatnia część, ma zdecydowanie antywojenną wymowę, ale w Testach już nie jest tak prosto. Wyraźnie promują one stanowisko, że odebrania życia, zwłaszcza ludzkiej istocie, należy unikać za wszelką cenę, ale są sytuacje, nie tylko w razie wojny czy obrony koniecznej, gdy takie rozwiązanie można brać pod uwagę. Nie będę się tutaj rozwodził nad moim stanowiskiem w tej sprawie, bo nie o to tutaj chodzi. Jest to jednak jedna z istotnych różnic światopoglądowych w prezentowanych cyklach powieściowych.

O ile Igrzyska momentami były mocno na bakier z realizmem psycho- i socjologicznym, to Testy na tym polu stoją wypadają zdecydowanie lepiej. W dodatku z samej idei owych tytułowych testów wynikają ciekawe pytania. Niestety, czytelnik nieobyty w temacie nie jest prawdopodobnie w stanie sobie ich postawić, a przynajmniej nie wszystkie można wykoncypować tylko na podstawie samej trylogii. Nawet sam pomysł testów, z punktu widzenia dzisiejszego stanu wiedzy, jest chybiony.

Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.*

Ten cytat, który mógłby być ilustracją idei Testów, stał się już nawet tematem rozważań na lekcjach języka polskiego w programie gimnazjum. Ilu więc czytelników będzie w stanie zauważyć błędną ideę samych testów, skoro i oficjalna szkolna interpretacja jest błędna? Nie jest to bowiem, niezależnie od tego, co miała na myśli Noblistka, stwierdzenie, iż tylko próba, którą przeszliśmy, ukazuje nam nasze prawdziwe ja. Tymczasem tak naprawdę nie ma żadnego stałego i niezmiennego ja do odkrycia, żadnego diamentu ukrytego pod warstwami codzienności. Próba daje nam tylko informację o tym, jacy byliśmy w jej momencie, ale nie jacy byliśmy wcześniej ani jacy będziemy później. To, że ktoś sto razy oparł się pokusie, wcale nie pozwala przesądzić o wyniku następnej próby. Wszystko zależy. Poprzednie próby mogą zarówno wzmacniać, jak i osłabiać. Wszystko zależy. Podobnie z porażkami. A są jeszcze niezliczone inne czynniki.

Skoro najważniejsza, tytułowa rzecz jest oparta na fałszu, a fałsz ten nie został obnażony, czy ta trylogia jest coś warta? Cóż, nie można ewentualną niewiedzą czytelnika i jego ograniczoną przez to percepcją obciążać autora. Choć ciekawe jest pytanie, czy Joelle Charbonneau sama zdawała sobie z tego sprawę, że koncepcja testów jest chybiona. Pewne fragmenty, zwłaszcza Egzaminu dojrzałości, wyraźnie wskazują, że nie, co jest wielkim minusem i dla autorki, i dla książki.

Pomijając tę kardynalną, tytułową niejako wpadkę, trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że inne refleksje prowokowane przez lekturę są na ogół łatwiejsze do ogarnięcia. I równie ważkie. Choć kilka innych, takich na przykład jak pytanie o to czym jesteśmy, które nasuwa się w następstwie ukazanego w powieści wymazywania pamięci, należy do jednych z trudniejszych. Dylematy moralne również są różnego kalibru, od trywialnych, po całkiem ciekawe, jak na przykład poczucie winy za zbrodnię, której się nie pamięta. Wcale nie jest to SF, gdyż przy amnezji, na przykład w następstwie wypadku, rodzi się pytanie, czy można obciążać grzechami osobę, która w ogóle nie pamięta, iż je popełniła. I tak dalej.

Autorka, w przeciwieństwie do swej poprzedniczki, wprowadza do politycznych dylematów decyzyjnych wzmianki o istnieniu innych enklaw ocalałej ludzkości rozwijających się w nowe państwa, które wcale nie muszą być przyjaźnie nastawione. Wspomina także o tych ocalałych, którzy wcale nie zamierzali współpracować na rzecz przetrwania i późniejszej odbudowy, a woleli czynić zło. Oczywiście ich zlikwidowano, co już komplikuje wydźwięk moralny procesu odbudowy. To wielki postęp ku realizmowi w porównaniu do Igrzysk, choć wielka szkoda, iż zabrakło zaakcentowania, że jest w istocie ludzkiej coś takiego, co zawsze każe każdej większej grupie dzielić się i zwalczać nawzajemnie. W ogóle zaś zabrakło przyczynku do rozmyślań nad szczytnymi choć nielicznymi wyjątkami od tej reguły, nad ich przyczynami, których poznanie może być prawdziwym kluczem do być albo nie być homo sapiens.

Egzamin dojrzałości jest jakby chaotyczny, co było podnoszone jako zarzut w niektórych recenzjach. Dla mnie minusem jest właśnie zbytnie uporządkowanie obrazu wojny w ostatniej powieści Igrzysk, a chaos decyzyjny i sytuacyjny Egzaminu jest czymś bliższym realiom jakiejkolwiek wojny. Tylko na ćwiczeniach, i to tych ustawionych, może być porządek. W dodatku ta walka w ostatniej części Testów jest po części walką szpiegowsko – polityczną, nie militarną, więc ważniejsze jest zgadywanie kto jest przyjacielem, kto wrogiem, a kto jeszcze sam nie wie, niż sama siłowa konfrontacja. Chaos i dynamiczne przewartościowania są tu niezbędne.

Tutaj przypomniała mi się Kriegspiel**, która podobno pomogła stworzyć Niemcom najlepszą w XX wieku armię świata. Może przydałoby się ją i u nas dziś spopularyzować, by oderwać nas od kurczowego trzymania się marzeń o niezmienności, stałości i wiedzy o wszystkim?

No, dość tych dygresji. Choć tak z pozoru podobne, gdyż oparte na zbliżonych założeniach, oba omawiane cykle powieściowe są znacząco odmienne. Osobiście bardziej polubiłem Testy, choć nie jest to jakaś wielce znacząca różnica na niekorzyść Igrzysk. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że idealny cykl w tym kanonie jeszcze nie powstał. Potrzeba by było na to kogoś w stylu George R. R. Martina. Póki co, nie ma chyba niczego podobnego, co oferowałoby takie wartości, łącząc świetną, lekką rozrywkę w zbliżonej manierze, z ciekawymi przyczynkami do myślenia. Polecam gorąco poznanie obu trylogii; każda da czytelnikowi wiele i na pewno nie będzie to czas stracony, tym bardziej, iż się je wręcz połyka. Oczywiście wyrafinowanemu, oczytanemu odbiorcy mogą się wydać zbyt nakierowane na młodszych czytelników, ale są to niezwykle cenne pozycje na rynku zwłaszcza w naszym kraju, gdzie poziom czytelnictwa jest żałosny i potrzeba właśnie lektur strawnych nawet dla zaczynających przygodę ze słowem drukowanym. A i koneserom, gdy trafi im się okres zapotrzebowania na lekturę lekką w warstwie konstrukcyjnej i stylistycznej, choć niekoniecznie interpretacyjnej, mogą wielce przypaść do gustu.

Malkontentom pragnę jeszcze przypomnieć, że najbardziej znane dzieła niektórych naszych noblistów są tak infantylne, że lepiej innym twórcom, nie aspirującym do tzw. wielkiej literatury, tego akurat nie wypominać i bez kompleksów delektować się Testami i Igrzyskami


Wasz Andrew

Trylogia Testy:


* Wisława Szymborska w wierszu Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej
** Kriegspiel (niem. gra wojenna) opracowana pod koniec XIX wieku odmiana szachów, w której rywale nie widzą nawzajem swoich szachownic i w czasie rozgrywki znają położenie tylko swoich bierek. Pełny obraz gry ma tylko arbiter, który na swojej szachownicy odtwarza aktualne ustawienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)