czwartek, 26 września 2013

Co skrywają głębiny

Okładka książki Tajemnica "San Diego" 

Tajemnica "San Diego"

Franck Goddio


Tytuł oryginału: Le Mystere Du San Diego
Tłumaczenie: Agnieszka Macoń
Wydawnictwo: MUZA S. A.
Liczba stron: 166
 
 
 
 
Archeologia często kojarzona jest przez pryzmat niesamowitych przygód doktora Henry’ego Waltona Indiany Jonesa. Za sprawą owego bohatera prastare cywilizacje wydają się ciągle żywe, zaciekle broniąc skrywanych przez siebie tajemnic za pomocą wszelakiej maści pomysłowych pułapek. Postać archeologa zlewa się z pierwiastkami awanturnika oraz poszukiwacza przygód i wiąże się z ciągłym unikaniem śmierci dosłownie o włos, rozwiązywaniem piekielnie trudnych zagadek, czy regularną walką z rabusiami, czyhającymi na zamierzchłe skarby. Z tego powodu trudno dziwić się rozczarowaniu, które towarzyszy okolicznościom, gdy śmiertelnik wychowany na etosie Indiany Jonesa przekonuje się, na czym polega i jak wygląda rzeczywista praca archeologa. Bezustanne, monotonne, nużące, żmudne, dłużące się w nieskończoność grzebanie w ziemi, zwieńczone odnalezieniem kilku glinianych skorup nie może się wydawać choćby w najmniejszym stopniu ekscytujące. Na szczęście oba obrazy to zdecydowane przejaskrawienia, a prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Praca archeologa to fascynujące zajęcie, ale wymagające ogromnych pokładów cierpliwości, poświęcenia i całkiem rozległej wiedzy. Przeszłość nie jest aż tak okrutna dla śmiałków, którzy chcą odkryć jej sekrety, ale często okrywa gęstym całunem milczenia całe swoje pokłady. Wiele faktów, niewygodnych chociażby dla tych, którzy daną historię tworzyli, zostaje wymazanych, część ksiąg ulega bezpowrotnemu zniszczeniu, wreszcie wiele budowli pochłania ziemia czy ocean. Kolejne tropy zostają zacierane, tak, że dotarcie do sedna zagadki staje się coraz trudniejsze, ale równocześnie daje o wiele większą satysfakcję, jeśli prowadzone badania zostaną zwieńczone sukcesem.

Jednym z ciekawszych, współczesnych archeologów jest z pewnością Francuz Franck Goddio. Urodzony w 1947 roku badacz morze oraz historię pokochał za sprawą dziadka, żeglarza oraz naukowca, Érica de Bisschopa. Antenat Francka Goddio przeżył wiele niezwykłych morskich wojaży, o których wspominał w swoich licznych książkach. Zajmując się m.in. badaniem migracji Polinezyjczyków, własnoręcznie zbudował on pirogą żaglową Kaimiloa (z maoryskiego Za dalekim horyzontem), którą odbył podróż z Hawajów do Francji. Pragnąc udowodnić swoją tezę, że mieszkańcy Ameryki mogli wywodzić się od maoryskich żeglarzy, wypłynął w kolejny rejs. Tratwą Tahiti Nui pokonał trasę pomiędzy Tahiti a Chile. Niestety zginął w drodze powrotnej, kiedy nowa tratwa, Tahiti Nui II rozbiła się o podwodną rafę. Przeżycia dziadka od najmłodszych lat rozpalały wyobraźnię Francka Goddio, który jednak nie od razu poszedł w ślady swojego przodka. Zdrowy rozsądek i przyziemne podejście do ważnych spraw nabyte za sprawą wychowania na normandzkiej wsi sprawiły, że Goddio postawił na solidne wykształcenie, które w przyszłości zapewniłoby mu środki na realizację młodzieńczych marzeń. Franck wstąpił na École Nationale de la Statistique et de l'Administration Économique, gdzie studiował statystykę oraz matematykę. Królowa wszystkich nauk pozwoliła mu piastować wiele wysokich stanowisk doradczych w różnych narodowych oraz międzynarodowych organizacjach. W latach 80’ Franck Goddio postanowił niemal zupełnie skoncentrować się na archeologii podwodnej. W 1987 roku założył on Institut Européen d'archéologie Sous-Marine (Europejski Instytut Archeologii Podwodnej). Franckowi Goddio udało namówić się do współpracy wielu prominentnych uczonych, zarówno archeologów jak i naukowców z Komisariatu Energii Atomowej (CEA), specjalizujących się m.in. w magnetometrii (badanie oraz interpretacja anomalii magnetycznych). W tym samym roku na specjalne zamówienie Goddio został zbudowany katamaran, ochrzczony na cześć jego dziadka imieniem Kaimiloa. Łódź naszpikowano masą najnowocześniejszych zdobyczy techniki, a dzięki współpracy z CEA zainstalowano na niej magnetometry o działaniu opartym na nuklearnym rezonansie magnetycznym, pozwalającym na bardzo dokładnie badanie dna morskiego.

Uzbrojony zarówno w technikę jak i wiedzę, Franck Goddio mógł w pełni oddać się swojej pasji – wydzieraniu morskim głębinom sekretów, które skrywają one w swych przepastnych trzewiach. Francuz chętnie dzieli się doświadczeniami, płynącymi z podejmowanych ekspedycji. Owocem kolejnych wypraw są liczne publikacje naukowe oraz książki popularnonaukowe, opisujące losy poszczególnych podwodnych wykopalisk. Dzięki serii Dookoła świata wydawnictwa MUZA S.A. polski czytelnik za sprawą książki Tajemnica „San Diego” może raz jeszcze przeżyć niezwykłe wydarzenie, jakim było poszukiwanie oraz eksploracja wraku hiszpańskiego galeonu, San Diego.

Od pierwszych stron znać, że Franck Goddio jest urodzonym gawędziarzem. Lekkim językiem opisuje pokrótce losy swojego dziadka, wspomina własną młodość, obrazuje czytelnikowi drogę, która doprowadziła go do obecnej pozycji, ukazując tym samym, że ciężką pracą i wytrwałością można osiągnąć niemal wszystko, czego się tylko zapragnie. Autor prezentuje również narodziny IEAMS (Europejskiego Instytutu Archeologii Podwodnej) – widzimy, że na szacunek, którym obecnie cieszy się, Goddio harował przez wiele lat, początkowo prowadząc badania niemalże na własną rękę, finansując je głównie z własnych zasobów. Z czasem przyszły sukcesy, a z nimi i współpraca z poważnymi naukowcami oraz specjalistami jak również sponsorzy. Ograniczeniami dla tego niezwykłego marzyciela zdaje się być jedynie własna wyobraźnia, która przynajmniej na razie nie pozwala Franckowi trwać w bezruchu.

W te historie dwudziestowieczne, płynnie wplatane są wątki z samego początku XVII wieku. Goddio z pasją oddaje meandry losów hiszpańskich kolonii na Filipinach, roztaczając przed czytelnikiem rozległą panoramę polityczną tych odległych o kilkaset lat czasów. Do życia powołane zostają sylwetki popularnych oraz mniej znanych żeglarzy i podróżników, którzy w swojej epoce byli pionierami wielkich odkryć geograficznych. Co najciekawsze jednak, autor z ogromną precyzją stara się odtworzyć ostatnie chwile tytułowego San Diego. Goddio wyjaśnia jak doszło do tego, że handlowy galeon hiszpańskiej marynarki został przerobiony na okręt wojenny i wziął udział w fatalnym starciu z holenderskimi korsarzami, które to zakończyło się spoczynkiem w odmętach oceanu.

Dzięki lekturze, czytelnik może przekonać się, jak wygląda od początku do końca skomplikowana operacja, jaką jest odnalezienie oraz zbadanie zatopionego statku. Goddio wraz ze współpracownikami musieli przekopać się przez tony kronik, zapisków, wspomnień oraz dokumentów, by krok po kroku wyłuskać z nich prawdę oraz wskazówki, które pomogłyby w zawężeniu obszaru poszukiwań. Okazuje się bowiem, że relacje historyczne, również te pisemne, nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością – Franck Goddio umiejętnie podważy wiarygodność relacji głównego dowódcy hiszpańskiej misji, która miała przepędzić holenderskich piratów, Antonio de Morgi. Ten znakomity prawnik oraz wysoko postawiony urzędnik w koloniach na Filipinach, w Nowej Hiszpanii oraz Peru, dzięki ogromnej determinacji oraz niezłomnemu przekonaniu o własnej wielkości wymógł dla siebie, mimo braku kompetencji, stanowisko admirała, pragnąć poprowadzić do wielkiego tryumfu floty hiszpańskiej nad holenderskimi rabusiami. Bitwa zakończyła się klopsem – w końcu San Diego zatonął, ale de Morga dzięki sprytowi oraz usuwaniu niewygodnych relacji, niezgodnych z jego własnymi, obrócił sprawę o 180 stopni. Zatem książka w znakomity sposób ukazuje również mechanizmy powstawania historii – dobitnie można skonstatować, że powiedzenie, iż piszą ją zwycięzcy nie jest żadnym banałem. Bez trudu można również dojść do wniosku, że mimo upływu czasu, rozwoju techniki, natura ludzka pozostaje niemal niezmienna – tak jak i 400 lat temu, tak i dziś dla wielu najważniejszymi wartościami w życiu są władza i pieniądze, przed utratą których bronimy się rękami i nogami, pomagając sobie przy tym drobnymi fałszerstwami czy mistyfikacjami. W dalszym ciągu wołanie maluczkich, tj. osób nie posiadających bądź majątku, bądź realnej władzy, bez problemu można zagłuszyć, pozwolić mu zaginąć pośród innych, mało znaczących szumów.

Reasumując, Tajemnica „San Diego” to bardzo ciekawa lektura, stanowiąca mieszaninę faktów oraz historycznych rekonstrukcji, wsparta charakterystyką pracy współczesnych archeologów. Franck Goddio imponuje płynnością języka, uporem w wydzieraniu przeszłości swoich sekretów, bardzo rozległą wiedzą oraz niezwykła biografią, której wybrane fragmenty przytacza. Całość, mimo, że akcja plącze się między XVII a XX wiekiem czyta się z zapartym tchem, ani przez chwilę nie odczuwając znużenia. Serdecznie polecam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)