sobota, 18 sierpnia 2012

Dziwna sprawa ta młodość

Księżyc wschodzi 

Księżyc wschodzi

Jarosław Iwaszkiewicz

Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 223
 
 
 
 
 
 

Wydanie książki Księżyc wschodzi z roku 1964, poprzedzone jest przedmową autora, Jarosława Iwaszkiewicza. Autor stwierdza w niej: Dziwna sprawa ta młodość. Dziwna sprawa ta twórczość młodości. Kiedy sobie odczytuję tę powieść napisaną czterdzieści lat temu, dziw mnie bierze, że można było tak tworzyć. Instynktem bardziej niż obmyślaniem, improwizacją niż staraniem. Wydaje się, że tymi właśnie krótki słowami idealnie można podsumować tę właśnie literacką pozycję pana Iwaszkiewicza napisaną dość dawno, bo w roku 1924 i to ich twardo należy się trzymać w wędrówce po meandrach psychiki głównego bohatera Antoniego.

Księżyc wschodzi to klasyczny Bildungsroman, czyli powieść o dojrzewaniu. Antoni, w chwili, gdy go poznajemy, kończy właśnie edukację szkolną i wybiera się na wakacje na wieś do swojej ciotki, by odpocząć przed trudami studenckiego życia. Początkowo jednak boi się tego wyjazdu – wieś jawi mu się dość obco i mało atrakcyjnie, dodatkowo, rodzina, która ma go gościć jest mu praktycznie nieznana. Powieść w ogromnej mierze poświęcona jest kształtowaniu się psychiki młodego bohatera. Wspólnie z nim przeżywamy pierwsze rozterki miłosne, rozważamy egzystencjalne problemy, próbujemy odnaleźć sens i cel życia.

A przyznać trzeba, że Tosiek to prawdziwy myśliciel – egzystencjalista. Człowiek z duszą romantyka, który w sposób znacznie bardziej intensywny niż pozostali odbiera bodźce słane przez rzeczywistość. Początkowo jednak to osobnik, który nie potrafi dłużej zainteresować się jednym tematem – teoretycznie ciekawi go wszystko, ale jak gdyby ślizga się po powierzchni danego problemu, nic nie jest w stanie zaabsorbować go całkowicie. Wakacje na wsi wydają się zatem fantastyczną okazją, by uporządkować myśli, zająć się rozwikłaniem supła życiowych decyzji.

Iwaszkiewicz akcję powieść osadził w miejscu swojego dzieciństwa, a więc na ukraińskich kresach. W sposób znakomity odmalował on panoramę kijowskiej prowincji. Chodzi mi tutaj zarówno o przyrodę, która odgrywa w książce znaczącą rolę, jak i krajobraz społeczny. Fabuła rozgrywa się niespiesznie, bardzo powoli. Opisy natury są żywe i plastyczne, pisarz poświęca im sporo miejsca, przez co akcja często grzęźnie jeszcze w zarodku. Przyjemnie jest jednak czytać to swoiste studium malowniczych widoków, wędrować z bohaterami po kolorowych ogrodach, wdychać zapach mięty, traw, kwiatów, tonąć wśród morza zboża, pływać łódką wśród szuwar, czy nieśpiesznie i uważnie czytać poezję przy akompaniamencie brzęczących leniwie owadów. Iwaszkiewicz zdaje się wyraźnie podkreślać, że człowiek jest jedynie cząstką otaczającej go przyrody. Równocześnie zwraca uwagę, że uważna kontemplacja natury, oddawanie jej należnej czci i szacunku, dają uczucia pogodzenia, spełnienia, spokoju.

Wspomnieć należy tutaj również o zabiegu, który jest bardzo charakterystyczny dla artystów, wiodących swój dalszy żywot z dala od domu rodzinnego, w którym przeżywali dzieciństwo. Wieś nakreślona iwaszkiewiczowskim piórem z pewnością została nieco podkoloryzowana, autor nie obronił się przed drobną mitologizacją raju utraconego, stąd sielankowe opisy, którymi wyraźnie naznaczone są liczne stronnice książki.

Istotne jest jednak to, że autor zdołał też wykroić ze swojej powieści całkiem syty kawałek dla problemów społecznych, który dominowały na kresach w początkach XX wieku. Sytuacja jest tutaj dość szczególna i naprawdę mocno zagmatwana. Gubernia kijowska to typowy obszar pogranicza, gdzie ścierają się ze sobą najróżniejsze wpływy. I Wojna Światowa jeszcze nie wybuchła, dlatego na mapie wciąż nie widnieje Polska, ale w powieści nie brak za to Polaków. Nasi rodacy to w większości przedstawiciele szlachty, do których należą wielkie majątki ziemskie. Chłopstwo to w głównej mierze biedna i słabo wykształcona rdzenna ludność ukraińska, a na domiar tego wszystkiego, prominentni urzędnicy państwowi to z kolei Rosjanie. Iwaszkiewicz bardzo celnie ukazał wszystkie problemy, które gnębiły ten kocioł. Chłopi żywili naprawdę sporą urazę do polskiego Jaśnie Państwa, które często odnosiło się do nich z pogardą, lekceważąc ich problemy. Na żadną sprawiedliwość z ich strony raczej nie mieli co liczyć, a dodatkowo rozsierdzał ich niemal codzienny widok znudzonych szlacheckich dzieci, które bez celu włóczyły się po okolicy, na wszystkich patrząc z góry, emanując wręcz pompatycznością i ignorancją. Do sprawy Ukraińców zgoła inaczej podchodzili polscy właściciele ziemscy, którzy oczekiwali od chłopów wdzięczności za sam fakt bycia. W mniemaniu szlachty to właśnie majątek ziemski był źródłem dóbr wszelakich, płynących obficie do ukraińskiego motłochu: począwszy od miejsc pracy przy dworze, a skończywszy na trzymaniu tego całego bydła ludzkiego w ryzach przyzwoitości. Jeszcze inną kwestię stanowili Rosjanie, którzy z wiadomych względów nie cieszyli się zbytnią estymą wśród Polaków, a którzy dodatkowo prowadzili intensywną rusyfikację ukraińskich chłopów, podburzając ich przeciw polskiej szlachcie. Przyznać trzeba, że Iwaszkiewicz poprzez raczej skromne, peryferyjne wręcz opisy, wleczące się nieśmiało gdzieś na obrzeżach fabuły, zaserwował czytelnikowi naprawdę klarowny oraz ciekawy obraz społecznych kresów ukraińskich, ukazując skomplikowane zależności, które panowały pomiędzy nacjami zamieszkującymi ten obszar Europy.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o kreacji bohaterów, których w powieści przewinie się kilka. Antoni, wokół którego rozgrywa się cała akcja, jak już wspominałem, to młody osobnik, który dopiero wkracza w dorosłe życie i poznaje zarówno jego ciemne jak i jasne strony. Równie ciekawą postacią jest kuzyn Jerzy, którego pierwowzorem w moim mniemaniu mógł być znany doskonale z Biesów Dostojewskiego Mikołaj Wsiewołodowicz Stawrogin. To osobnik o ogromnej charyzmie, cieszący się niesłabnącym autorytetem praktycznie wszędzie, gdzie się tylko zjawi. Cechuje go jednak niesamowita wręcz zmienność charakterów – z równą łatwością popuszcza wodze swojego szaleństwa, co sprawia wrażenie człowieka wyważonego, dystyngowanego. Wszędzie go pełno i mimo, że niekiedy sprawia wrażenie lekkoducha, to z pewnością nie jest to jego natura. Wydaje się, że Jerzy, podobnie jak Stawrogin, ma wyraźnie problemy z odnalezieniem sensu życia, dodatkowy kłopot sprawia brak oparcia w jakimś moralnym autorytecie. Młodzian ów, wzorem swojego bohatera z Biesów, bywa okrutny i bezlitosny. Uderza szczególnie chęć i przyjemność płynąca z kierowania losami innych. Jerzy chełpi się tym, że jedynie siłą perswazji, w wyniku gorliwej dyskusji, za pomocą logicznej argumentacji doprowadza do samobójstwa Knabego – podobnie rzecz się miała ze Stawroginem, kiedy to pod wpływem jego koncepcji odebrać sobie życie postanowił inżynier Kiryłow. Obaj zdają się gonić wiatr w polu – są niesamowicie żywotni, pełni energii, wewnętrznie jednak przeraźliwie okaleczeni – brak im jakieś elementarnej cząstki duszy i wydaje się, że ich życie poszukiwaniom tej właśnie brakującej materii jest podporządkowane.

Reasumując, Księżyc wschodzi to powieść dość udana. Wydaje mi się, że do gustu przypadnie szczególnie osobom o romantycznym usposobieniu, którzy rozsmakowują się w każdej doznanej chwili życia. To ciekawy obraz zmian, jakie zachodzą w młodym człowieku, który dopiero wydeptuje swoje życiowe ścieżki. Całość okraszona została pięknymi opisami ukraińskich kresów oraz interesującą analizą społeczną. Swoją pierwszą przygodę z twórczością Jarosława Iwaszkiewicza uważam za udaną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)