środa, 13 czerwca 2012

Bilbord




Bilbord

J.D.Bujak*
wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2012


Do Bilbordu wcale mnie nie ciągnęło. Tytuł taki sobie, polski autor, w dodatku kobieta... I napis na okładce:

Seria morderstw tak brutalnych i przemyślanych, że u ich źródeł musi być niewinność.

Nic dziwnego, że w stosiku książek oczekujących na przeczytanie Bilbord powędrował w dolne partie, choć nie na sam dół. Czekał, czekał, aż przyszła w końcu jego kolej.

Główną postacią powieści pióra Joanny Bujak jest Krzysztof Pasłęcki; młody, przystojny i spokojny właściciel świetnie prosperującej kwiaciarni w Kazimierzu Dolnym pretendującej do artyzmu w swojej branży. Jak się łatwo domyślić wkrótce ta sielanka zostanie przerwana, a to za sprawą wizyty policjanta Feliksa Pokornego, który Krzysztofowi przekaże wiadomości, które zakłócą szczęście młodego biznesmena. Równolegle z poznawaniem związku Pokornego z Pasłęckim dowiadujemy się o serii wyjątkowo brutalnych morderstw. Nie trzeba geniusza, by podejrzewać, że te sprawy się powiążą, ale czy tak będzie w istocie, a jeśli rzeczywiście tak, to w jaki sposób się to stanie, tego nie będę zdradzał.

Wyjątkowo zacznę może od zarzutów, jakie można wytoczyć przeciwko Bilbordowi. Niesamowicie drażni mnie brak realizmu, o który pisarka zapomniała zadbać choćby w minimalnym stopniu. Pomijając już dziwną wydolność sprawcy, który potrafi chyba obyć się bez snu i może być w dwóch miejscach naraz oraz dokonać wyczynów godnych jednocześnie akrobaty i siłacza, brak mi tu śladu pieniędzy. Motorem naszej rzeczywistości jest mamona i bez niej nie można czynić ani dobra, ani zła. Brak mi wytłumaczenia, skąd nasz czarny charakter wziął niemałe niewątpliwie pieniądze, które były mu potrzebne na realizację jego marzeń, zwłaszcza z takim dynamizmem i intensywnością.

Same opisy zbrodni; ich miejsc i okoliczności, zajmują przynajmniej pół tekstu, choć tomisko do chudych nie należy. To sprawia, iż siłą rzeczy brak miejsca na to, co w literaturze kryminalnej czy sensacyjnej, z reguły uważanej za pośledni sort sztuki pisarskiej, może znacznie podnieść wartość powieści, a więc klimat miejsc, autentyzm postaci, głębię emocji czy wagę problemów społecznych. W dodatku to licytowanie się kolejnych autorów w wymyślaniu coraz bardziej wydumanych, okrutnych i krwawych zbrodni, w którym autorka wyraźnie chciała się wybić na początek stawki, jest dla mnie infantylnym pójściem na skróty w walce o wyniki sprzedażowe. Inna sprawa, że i wielu krytyków daje się złapać na ten prostacki zabieg, co pokazuje jak żądna krwi i daleka od refleksji jest natura przeciętnego człowieka. Tak jakby „zwykły” gwałt nie był dla zgwałconej wystarczającym ciosem, a „zwykłe” zabójstwo, czy nawet śmierć na drodze, nie było dla bliskich i osieroconych dzieci wystarczającą tragedią. Tylko, że aby oddać takie przeżycia, trzeba mistrza. Łatwiej wymyślać poronione okrucieństwa, które zresztą potem pewnie ktoś zrealizuje. Takie praktyki, gdy czytelnika szokuje się wywalonymi na wierzch bebechami lub tonami keczupu, a nie kusi umiejętnie budowanym napięciem czy perwersyjnie podstępną zagadką, uważam za godne napiętnowania. Tym bardziej, że gdyby autorka na przyszłość się od tego powstrzymała, to kto wie?

Świadomie dotąd nie pisałem o kanonie, w jakim powieść jest napisana. Kapitalne jest bowiem to, iż ten w gruncie rzeczy klasyczny kryminał (lub jak wolą inni thriller) momentami zdaje się zmierzać w kierunku horroru. Ta zmyłka gatunkowa jest prześwietna i zbiega się z równie pokrętną fabułą, która podstępnie stara się zmylić czytelnika i skierować jego dociekania wykrywcze na manowce. Na początku wydaje się nam, że wszystko już wiemy, i w dużej mierze mamy rację, ale nie dońca. I to nie do końca okazuje się piękną pułapką, w którą autorka nas konsekwentnie wpędza, co prawda grając nie całkiem fair.

Można więc powiedzieć, że daleko było pisarce tym razem do stworzenia arcydzieła, ale udało jej się mimo wszystko napisać całkiem przyzwoitą powieść na średnim poziomie. W jednych aspektach ponad przeciętną, w innych zdecydowanie poniżej. Trochę za bardzo tchnie Bilbord podręcznikiem Jak w pięć minut napisać bestseller, ale z drugiej strony każdy znajdzie tu coś, co lubi; jest i miłość, i seks, zbrodnia i dobro, poświęcenie i tajemnica. Dla każdego coś fajnego. Nic, co warto by z przekonaniem polecić każdemu, ale coś, co na pewno może się spodobać wielu miłośnikom gatunku. Poza tym mam wrażenie, że motyw przewodni fabuły już gdzieś kiedyś spotkałem. Może to jednak mylne odczucie - samie nie wiem. Reasumując - w sam raz na jeden raz, ale ten jeden raz warto, tym bardziej, iż rzecz wciąga i czyta się ją błyskawicznie


Wasz Andrew




* Joanna Bujak (z domu Juniszewska)

3 komentarze:

  1. zanim jeszcze przeczytałam recenzję, zwróciłam uwagę na ten koszmarny tekst na okładce - albo ktoś by mi do domu coś takiego przysłał albo pewnie w ogóle bym do ręki nie wzięła... Dobrze, że książka okazała się nie najgorsza, przynajmniej miło spędziłeś przy niej czas, jednak biorąc pod uwagę ile lepszych książek z tego gatunku pojawia się na rynku chyba tym razem odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń
  2. 'Bilbord' mam na półce, dopiero co ją zdobyłam (przez wymianę) i cóż, trochę ostudziłeś mój zapał :) Po samych ochach i achach chłodna recenzja, ale w sumie nie taka całkiem na nie.
    Czytam teraz 'Uwikłanie' i właśnie tam jest wszystko to, czego brakuje 'Bilbordowi', czyli jak napisałeś: klimat miejsc, autentyzm postaci, problemy społeczne. Trochę muszę odczekać, bo wydaje mi się, że sięganie po kryminał Bujak po kryminale Miłoszewskiego to nie jest najlepszy pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam "Bilbord" w planach, ale wymieniasz tu parę przeszkadzaczy, które niezmiernie mnie w kryminałach drażnią. Zobaczymy, czy wystarczy mi samozaparcia i czy da się przeczytać to przy przymkniętym oku...:-)

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)