sobota, 12 maja 2012

Realistyczny Dick

Okładka książki Głosy z ulicy 

Głosy z ulicy

Philip K. Dick

Tytuł oryginału: Voices from the Street
Tłumaczenie: Jarosław Rybski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Liczba stron: 420

Okładka książki Humpty Dumpty w Oakland 

 

 

 

Humpty Dumpty w Oakland

Philip K. Dick

Tytuł oryginału: Humpty Dumpty in Oakland
Tłumaczenie: Jarosław Rybski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Liczba stron: 256








Philip K. Dick, znany głównie jako pisarz science – fiction, sił próbował również w tworzeniu powieści realistycznych. W moim przekonaniu próby te śmiało można określić mianem sukcesu, chociaż z pewnością odmiennego zdania byli ówcześni amerykańscy wydawcy, którzy sukcesywnie odrzucali realistyczne płody Dicka. Dla przykładu „Głosy z ulicy” napisane w 1953 roku wydano dopiero w roku 2007, natomiast „Humpty Dumpty w Oakland” stworzone w roku 1960, na rynku wydawniczym pojawiło się w 1986 r. W recenzji chciałbym skupić się na dwóch przytoczonych pozycjach.

Obie książki mieszczą się w nurcie amerykańskiej powieści realistycznej, a ich akcja rozgrywa się w Kalifornii lat pięćdziesiątych i przełomu sześćdziesiątych, czyli w okresie kiedy nadal żywy i aktualny był mit tzw. „amerykańskiego snu”. Kolejną cechą wspólną jest postać głównego bohatera – zarówno w jednej, jak i w drugiej książce jest to młody człowiek - życiowy nieudacznik, marzyciel. Ponadto obie pozycje łączy postać Jima Fergessona. W „Głosach z ulicy” jest on właścicielem sklepu Modern TV Sprzedaż i Serwis, natomiast w „Humpty Dumpty w Oakland” wciela się w rolę podstarzałego, nieco zgorzkniałego mechanika samochodowego. W obu powieściach Fergesson gra pierwsze skrzypce w życiu codziennym głównego bohatera. W Głosach, Jim jako właściciel zakładu Modern TV zatrudnia Stuarta Hadleya na stanowisku sprzedawcy, jest więc jego szefem. Z kolei Humpty Dumpty, Fergesson wynajmuje część swojego placu sprzedawcy samochodów, Alowi Millerowi, przy okazji, za pół darmo naprawiając gruchoty, którymi handluje Al.

Można odnieść wrażenie, że Dick przeprowadził swoisty eksperyment. Autor postawił obu swoich bohaterów na tym samym etapie drogi życiowej: wkroczyli już oni w dorosłe życie, na pozór założyli całkiem udane rodziny. Wydaje się, że okres, gdy dopiero co stali na progu wielkich karier jest już dawno za nimi. W chwili, gdy rozpoczyna się akcja powieści, obaj czują się wypaleni oraz niespełnieni zawodowo. Al oraz Stuart, startując z tego samego punktu wkraczają jednak na diametralnie różne ścieżki.

Bohater „Głosów z ulicy” to niespełniony artysta-malarz, który nie może się pogodzić ze swoją pracą sprzedawcy w sklepie radiowo-telewizyjnym. Ciągle wydaje mu się, że stworzony został do większych rzeczy. Życie wiedzie na pozór szczęśliwe – żona, w drodze syn pierworodny. Po stopniach kariery pnie się powoli, aczkolwiek regularnie, a mimo to czuje ciągle wzrastający gniew oraz frustrację na otaczającą go codzienność. Naprawa radioodbiorników, rozmowy z klientami, monotonia codzienności, zaczynają go po prostu nużyć. Maleńki świat, w którym przyszło mu egzystować zdaje się być zbyt ciasny, dlatego szuka z niego wyjścia. Swoje problemy próbuje rozwiązać na różne sposoby. Żale zalewa w pobliskim barze, oddając się rozmyślaniom przy szklaneczce mocniejszego trunku. W alkoholu nie znajduje jednak ukojenia, krótkie chwile pijaństwa nie są w stanie zaradzić na jego zmęczenie doczesnym życiem, nie potrafią zapełnić dominującego pustki, która zdaje się rozlewać. Kolejna szansa na odnalezienie siebie zjawia się pod postacią ulotki z zaproszeniem na wystąpienie Theodore’a Beckheima, działacza religijnego, wieszczące rychły koniec znanego świata. Stuart po długiej walce z samym sobą w końcu udaje się na odczyt czarnoskórego proroka. Przez chwilę wydaje się, że może chociaż Bóg wskaże kierunek zbłąkanemu wędrowcowi, który zaciekle stara się porozmawiać na osobności z Beckheimem, żyjąc w przekonaniu i z nadzieją, że być może to właśnie on zna odpowiedzi na dręczącego go spotkania. Theodore wyjawia głównemu bohaterowi banalną prawdę, której jednak ten początkowo nie potrafi zrozumieć, a może po prostu nie chce zaakceptować. Beckheim twierdzi, że nie jest w stanie w żaden sposób pomóc Stuartowi, jednak on sam może rozwiązać dręczący go problem. U Hadleya można jednak już od początku zauważyć jakąś niecierpliwość oraz wzrastający, w miarę bezowocnych poszukiwań, gniew. Po klęsce u czarnoskórego proroka, wszystkie negatywne emocje znajdują ujście w wulgarnym i brutalnym seksie, ocierającym się wręcz o gwałt na kobiecie związanej z Beckheimem, poznaną wcześniej u swoich żydowskich znajomych. Wydaje się, że Hadley pragnie za sobą spalić wszystkie mosty, nadrzędnym celem życia staje się destrukcja. W graniczącym z obłędem zamroczeniu porywa swego nowonarodzonego syna, a wreszcie wszystko kończy się na drzwiach sklepu Modern TV, w którym ukrył się przerażony Jim Fergesson. Stuart próbuje dostać się do sejfu właściciel tak zaciekle, z takim zacięciem, że w końcu zaczyna dosłownie walić głową w mur. Utyka jednak w drzwiach jako bezrozumny zlepek mięśni i odruchów, z połamanymi palcami, wybitym okiem oraz poważnie uszkodzoną szczęką. Śledząc jednak dalsze losy bohatera, można odnieść wrażenie, że przeszedł on przez swoiste Katharsis – wylewając całą złość, zwierzęcą furię, udało mu się odnaleźć spokój. Wola destrukcji została zamieniona na kreatywność, nieprzepartą chęć zrozumienia działania wszelakich urządzeń, potrzebę budowania oraz stwarzania. Stuart wreszcie nadaje swojemu życie właściwy kierunek i po egzystencjalnej ścieżce drepcze wraz z żoną Ellen oraz synkiem Peterem, pełen spokoju i dostojeństwa, a co najważniejsze z poczuciem celu.

Al Miller w zasadzie żyje na łasce Jima Fergessona. Jednak podstarzały mechanik, z racji kłopotów z sercem decyduje się zrezygnować z prowadzenia warsztatu i przejść na zasłużoną emeryturę. Postanawia sprzedać swój zakład, co równocześnie wiąże się z pozbawieniem pracy Millera, który wynajmował należący do Fergessona plac, by handlować na nim swoimi używanymi samochodami. Nić porozumienia, która łączyła przez kilka lat dwoje ludzi zostaje brutalnie przerwana. Obaj na swój sposób przeżywają sytuację, w której się znaleźli. Jim stara się udowodnić własnemu sumieniu, że nie mógł postąpić inaczej – zaczyna się era wielkich korporacji, które rozpoczynają inwestycje w okolicy, rozpościerając niebotyczne wizje zysków dla ludzi, którzy odważą się zainwestować swój majątek. Fergesson potrzebuje zatem pieniędzy, by móc zapewnić sobie godziwą emeryturę. Oprócz tego przepracował już swoje, zawód, który wykonywał rzetelnie i uczciwie kosztował go sporo zdrowia. Człowiekiem, który doradza Fergessonowi jak obracać gotówką jest Chris Harman, inwestor oraz wydawca płytowy. Postać Harmana zdaje się być również ostatnią deską ratunku dla Millera, który jest już właściwie pogodzony z koniecznością zamknięcia swojego samochodowego komisu. Miller, to podobnie jak Hadley, młody człowiek, ale i życiowy nieudacznik. Nie potrafi on jednak wziąć spraw w swoje ręce i rozważnie pokierować własnym życiem. Za każdym razem, gdy przychodzi pora by działać, Miller waha się, w jego umyśle rodzą się wątpliwości, czy podoła, w końcu wszystko kończy się na rezygnacji i pogrążeniu się w rozpaczy. Dopiero, gdy lina zaczyna mocniej zaciskać się na jego szyi, Al próbuje wykazać się inicjatywą. Początkowo próbuje szantażować Chrisa Harmana, a gdy plan spełza na niczym, Miller robi desperacki krok. Osobiście zjawia się w biurze płytowego wydawcy i reklamuje własną osobę, która właściwie może sprawdzić się w każdej branży, w której wymagane są ambicja, czy kreatywność. Harman, zaskoczony najściem, ale i pod wrażeniem autoprezentacji Millera, postanawia dać mu okazję. Wydaje się, że życie Ala wreszcie wkracza na właściwe tory. Niespodziewanie jednak, w pierwszym dniu pracy Miller wstępuje do domu swojego nowego przełożonego, gdzie spotyka Jima Fergessona. Przybył on osobiście do Harmana, by poznać szczegóły transakcji, w którą miał przecież zainwestować cały swój majątek. Spotkanie Fergessona, niespodziewanie prowadzi do erupcji wrogości ze strony Millera. Można odnieść wrażenie, że Al nie może wybaczyć staremu mechanikowi nieprzyjemności, która go spotkała – po cichu, Miller, a może bardziej jego żona, liczył na to, że Jim przekaże mu zakład samochodowy w spadku. Furia prowadzi Ala do stanu kompletnego zamroczenia. Jest to uczucie na tyle fatalne, że w końcu przychodzi psychiczne załamanie. Miller, podobnie jak bohater Głosów, Stuart ogarnięty zostaje przez lodowatą obojętność, wpada w destrukcyjne trans. Złość być może podpowiada mu, że Fergesson ponownie może mu zaszkodzić. W każdym razie Miller jest odtąd niczym tornado, zmiatające wszystko po swojej drodze. Najpierw wmawia Jimowi, że Harman, próbuje go jedynie oszukać i wykorzystać, a sprzedaż sklepu to fatalna decyzja. Następnie ponownie podejmuje próby szantażu Chrisa, poprzez napastliwe i jednoznaczne aluzje. W końcu decyduje się na ucieczkę z miasta wraz z żoną, w obawie, że Harman to jedynie przedstawiciel wielkiej korporacji, machiny, która czyha tylko ja jego życie. Życie, które dosłownie zaczyna się sypać.  W pewnym momencie żona postanawia go opuścić, a sam Hadley zostaje złapany przez policję stanową i umieszczony w areszcie. Harman pragnie dać mu jeszcze jedną szansę, by odkupił swoje winy, Stuart jednak kompletnie owładnięty manią prześladowczą odrzuca intratną propozycję i w końcu wyrusza w podróż w nieznane z ze znajomą czarnoskórą agentką nieruchomości, paląc w ten sposób wszelakie mosty z doczesnym życiem, które wiódł.

Obie książki znakomicie to znakomite studium istoty ludzkiej. Autor celnie pokazał jak cienka jest granica normalności, jak łatwo jest popaść w obłęd, paranoję. Bohaterowie obu powieści ulegają degrengoladzie moralnej, staczają się po równi pochyłej. Osobiście sądzę, że dobrze jest przeczytać zarówno „Głosy z ulicy” jak i „Humpty Dumpty w Oakland”. Cały czas kołacze mi się w głowie myśl, że jest to jeden początkowy pomysł na książkę zrealizowany w dwóch wariantach: (i) optymistycznym, gdy bohater upada na samo dno po to, by się z niego odbić i wypłynąć na powierzchnię; (ii) pesymistycznym, w którym bohater nie jest w stanie pokonać swojej mrocznej natury, nie potrafi odnaleźć siebie w codziennym zgiełku życia (nawiązaniem do upadku jest zresztą pojawiający się w tytule Humpty Dumpty, czyli Jajko, które spadło z wysokiego muru tak pechowo, że wszyscy konni i wszyscy dworzanie złożyć do kupy nie byli go w stanie). Oba scenariusze są jednakowo prawdopodobne i wg mnie to kolejny argument, by przeczytać obie powieści – razem składają się na otaczający nas świat, codzienną prozę życia, w którym czasami zdarzają się rzeczy szczęśliwe, a niekiedy przyjdzie nam uronić kilka łez.

Warto także nadmienić, że lektura obu pozycji dostarczy nam ciekawych informacji na temat czasów, w których rozgrywa się akcja. W Kalifornii lat 50 oraz 60 ciągle jeszcze pojawiają się echa wojny, w Głosach z ulicy uderza szczególnie obawa przed wybuchem Zimnej wojny (fanatyzm religijny znajduje odpowiednie podłoże w postaci strachu ludzi przed zapowiadaną Apokalipsą, dlatego kwitnie tak bujnie). Do tego poruszane są inne problemy: segregacji rasowej czy rasizmu – murzyni traktowani są jeszcze jako obywatele drugiej kategorii (chociaż co warto podkreślić, w Humpty Dumpty główny bohater utrzymuje z nimi bardzo bliskie kontakty), na Żydów również nie patrzy się łaskawym okiem (i co już niemal oczywiste, bohater Głosów ma przyjaciół wyznania mojżeszowego). Być może pisarz przez taki zabieg próbował jeszcze bardziej podkreślić alienację bohatera, przedstawić go jako społecznego wyrzutka.

Autor w obu książkach przeprowadził fantastyczną sekcję na psychice ludzkiej. Można śmiało stwierdzić, że zajrzał on w najmroczniejsze zakamarki człowieczej duszy, wyławiając na światło dzienne wszelkie nasze negatywne skłonności. Całość okraszona jest znakomitymi dialogami, niebanalnymi kreacjami poszczególnych bohaterów, również tych, którzy w powieści odgrywają mniej istotną rolę. Akcja nie jest prowadzona w zbyt zabójczym tempie, wydaje się jednak, że to nie ona jest tutaj najważniejsza. W centrum obu książek stoi przecież człowiek, jako istota ludzka, która podlega wszelakim bodźcom z otoczenia i który w przeróżny sposób na te bodźce reaguje. Jak dokładnie? Przekonajcie się sami sięgając po obie powieści.

P. S.
Byłbym zapomniał. Obie lektury można znaleźć w składach taniej książki. Ceny oscylują w granicach 16 - 17 złotych za pozycję. Uważam, że za takie pieniądze naprawdę warto nabyć obie powieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)