poniedziałek, 27 lipca 2020

Min Jin Lee "Pachinko" - O japońskich Koreańczykach

Min Jin Lee

Pachinko

Tytuł oryginału: Pachinko
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron576




Człowiek jest kowalem własnego losu to slogan, w który można wierzyć dopóty, dopóki ów przewrotny i figlarny los nie postawi nas w sytuacji uzmysławiającej nam naszą bezsilność. Bowiem plany i przygotowania w połączeniu z uporem, determinacją i samozaparciem to jedno, a przypadek lubujący się wtrącać w najmniej oczekiwanych momentach, to coś zupełnie innego. O tym, że są chwile, gdy człowiek pozostaje bezradny i może tylko biernie przyglądać się zachodzącym wydarzeniom, które nagle wyrywają się spod jakiejkolwiek kontroli, ciekawie pisze Min Jin Lee (ur. 1968), amerykańska pisarka koreańskiego pochodzenia, autorka książki Pachinko.

Powieść, której polskie wydanie liczy sobie blisko 600 stron, to rozpisana na wiele aktów historia kilku pokoleń rodziny koreańskich migrantów, obejmująca lata 1910 – 1989. Kluczową postacią, która spina najwięcej wątków jest Sunja. W chwili rozpoczęcia dzieła, ta młoda dziewczyna – pochodząca z wioski rybackiej położonej niedaleko Pusan, w południowej części Półwyspu Koreańskiego, znajdującego się pod okupacją Japończyków – ulega urokowi o kilka lat starszego mężczyzny. Owocem zauroczenia jest pohańbienie rodowego nazwiska. Samotna matka z dzieckiem bez ojca byłaby celem złośliwych języków w niewielkiej osadzie, dlatego, gdy niespodziewanie trafia się sposobność wyjazdu do Japonii, Sunja skrzętnie korzysta z okazji. Dziewczyna opuszcza Koreę z nadziejami na rozpoczęcie zupełnie nowego życia. Tyle, że boleśnie przyjdzie jej się przekonać, że pisząc kolejne rozdziały swojej egzystencji, nie można uniknąć odniesień do przeszłości. Nawet to, co skrzętnie ukrywane bądź przemilczane w końcu znajdzie drogę, by wypłynąć na powierzchnię.

Pachinko to ciekawa, zgrabnie napisana powieść obyczajowa z rysem historycznym w tle. Utwór to przede wszystkim opowieść o gorzkim emigracyjnym bycie. Min Jin Lee pieczołowicie odmalowuje wszelkie trudności i nieprzyjemności, z jakimi muszą zmagać się ludzie, którzy zdecydują się opuścić ojczyznę i zamieszkać na obczyźnie. W tym konkretnym przypadku, tj. przy opisie perypetii Koreańczyków, którzy w różnych okolicznościach znaleźli się w Kraju Kwitnącej Wiśni, odsłonięty zostaje jeden z bardziej wstydliwych rozdziałów japońskiej historii. Oto bowiem Koreańczycy, których zwiększony napływ do Japonii zaczyna się w 1910 roku, wraz z zajęciem przez Cesarstwo Japońskie Półwyspu Koreańskiego, z jednej strony na swojej ojczystej ziemi poddawani są procesowi wynaradawiania, z drugiej zaś – gdy już postanawiają szukać lepiej płatnej pracy w Japonii – mają minimalne perspektywy na otrzymanie obywatelstwa, a ponadto padają ofiarą dyskryminacji i marginalizacji. Min Jin Lee szczegółowo przytacza stereotypy, z którymi muszą borykać się Koreańczycy, uchodzący za przedstawicieli (…) ludu przebiegłego i podstępnego [1]. Postrzega się ich jako istoty gorszego sortu i niższej kategorii, z automatu posądza się ich o bycie (…) pijakiem, złodziejem albo alfonsem [2]. Autorka sygnalizuje, że owa pogarda jest tak wszechobecna, że przesiąkają nią także dzieci, szykanujące i stręczące swoich koreańskich szkolnych znajomych. Symbolem owego odrzucenia i wykluczenia jest Ikaino, koreańskie getto w Osace, będące (…) swego rodzaju niewydarzoną wioską, która składała się z niedopasowanych obskurnych domków. Jedno wszakże je łączyło: wszystkie były sklecone byle jak i z byle jakich materiałów [3] – podobne przybytki obecne są w każdym większym japońskim mieście. Jeszcze jednym rozdziałem tragedii koreańskich migrantów jest fakt, że po zakończeniu II wojny światowej, mimo odrodzenia się niepodległości na Półwyspie Koreańskim, pozostają oni ludźmi bez ojczyzny – wojna koreańska (1950 – 1953) skutkuje tym, że zarówno w Korei Południowej gdzie panuje dyktatura wojskowa Rhee Syng-mana, jak i w Korei Północnej rządzonej przez komunistów pod przywództwem Kim Ir Sena, repatrianci z Japonii traktowani są z ogromną dozą nieufności, co nierzadko kończy się prześladowaniami i więzieniem. Stąd podwójne wyobcowanie, bowiem japońskich Koreańczyków zwanych Zainichi (słowo to oznacza dosłownie cudzoziemca przebywającego w Japonii) nie pragnie ani Kraj Kwitnącej Wiśni, ani żaden z krajów Półwyspu Koreańskiego.

Nawiązaniem do japońskiego ostracyzmu, którego grot skierowany jest w Koreańczyków jest również tytułowe pachinko. Jest to gra automatowa, która odrobinę przypomina pinball oraz bilard. Gracz kupuje kulki, które za pomocą pokrętła regulującego siłę uderzenia wstrzeliwane są do ustawionej pionowo maszyny. Poprzez skomplikowany system pręcików zmieniających kierunek toru lotu, kulki spadają do danych łuz – w zależności od tego, do którego otworu trafi kulka, gracz wygrywa bądź przegrywa. Pachinko doskonale obrazuje dwulicowość i hipokryzję Japończyków – z jednej bowiem strony gra cieszy się ogromną popularnością w Japonii, z drugiej zaś strony samo prowadzenie salonów pachinko postrzegane jest jako zajęcie szemrane, brudne i nieczyste, którym zajmują się Koreańczycy bądź członkowie yakuzy. Pachinko pełni jeszcze jedną rolę w utworze – wyraża ono ograniczoną możność człowieka do kierowania własnym losem. W życiu, jak w pachinko, (…) gracz ma jakąś kontrolę, lecz tylko do pewnego stopnia [4].

Ostatnim akcentem dzieła, na które warto zwrócić uwagę są kwestie feministyczne. Min Jin Lee na kartach Pachinko powołuje do istnienia wiele żeńskich bohaterek, za pomocą których ukazywana jest zmieniająca się na przestrzeni lat sytuacja kobiet w zhierarchizowanych, patriarchalnych społecznościach. Wymowne jest zdanie wypowiedziane przez jedną z protagonistek, która konstatuje, że: Przeznaczeniem kobiety jest cierpienie [5]. Odzwierciedleniem tego stwierdzenia są doświadczenia, przez które przechodzą heroiny – płacenie wysokiej ceny za męskie słabości; troska o codzienną dolę rodziny podczas gdy małżonek walczy za wzniosłe idee; konieczność nieustannego baczenia na własną cnotę, która jawi się jako ważniejsza niż takie przymioty jak inteligencja czy ciekawość świata; obowiązek podporządkowania się męskim autorytetom czy trudności z podjęciem pracy zarobkowej z uwagi na możliwość zranienia dumy małżonka to rzeczy, z którymi skonfrontowane zostają kobiecie postacie.

Elementy, których Min Jin Lee stosuje do skomponowania swojego dzieła pięknie się ze sobą zazębiają, w rezultacie czego czytelnik otrzymuje bardzo ciekawą i złożoną lekturę. Książka jest długą listą przewin, krzywd i niesprawiedliwości, jakich osiedli w Nipponie Koreańczycy i ich potomkowie zaznali ze strony Japończyków. Należy przy tym zaznaczyć, że autorka nie ucieka się do prostego schematu dobrzy Koreańczycy i źli Japończycy – pisarka przytacza niewygodne i drażliwe fakty nie poprzestając na uogólnieniach. Koreańczycy są ofiarami, ale zdarzają się wśród nich także oprawcy, którzy wykorzystują niedolę swoich rodaków. Są też tacy, którzy za wszelką cenę usiłują zasymilować się z Japończykami, ukrywając swoje koreańskie pochodzenie, nawet gdy oznacza to zupełne odcięcie się od rodziny czy dawnych znajomych. Min Jin Lee nie feruje przy tym wyroków pokazując, że za daną postawą, wyborem czy decyzją skrywa się bardzo wiele czynników – na wiele z nich człowiek nie ma wpływu, stąd ich przezwyciężenie jest ogromnym osiągnięciem i sukcesem, za które nierzadko trzeba zapłacić bardzo wysoką cenę. Pod tym względem Pachinko kojarzy się ze świetnym Sprzedawczykiem Paula Beatty’ego, w którym ukazana została sytuacja afroamerykańskiej mniejszości w USA. Ponadto powieść Min Jin Lee, dzięki trzecioosobowemu narratorowi, który odmalowuje przed nami wybrane epizody z życia danej postaci na przestrzeni kilkudziesięciu lat, pozwala przybliżyć ogrom zmian, jakie zaszły w Japonii po II wojnie światowej. W tym kontekście Pachinko interesująco uzupełnia się z książką Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów pióra Kazuki Sakuraby. W obu przypadkach śledzimy indywidualne losy kilku osób z jednej familii na tle przemian społecznych, obyczajowych czy ekonomicznych. Tyle, że u Sakuraby otrzymujemy punkt widzenia rodowitych Japończyków, zaś u Min Jin Lee – spojrzenie z perspektywy migrantów i ich dzieci. Oba ujęcia mocno ze sobą kontrastują, co podkreśla bardzo niewdzięczne położenie Koreańczyków w Japonii. Tym samym Pachinko należy uznać za udany hołd złożony wszystkim Koreańczykom oraz ludziom koreańskiego pochodzenia, którym przyszło cierpieć w Kraju Kwitnącej Wiśni.


-------------------------------------------------

[1] Min Jin Lee, Pachinko, przeł. Urszula Gardner, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017, s. 117

[2] Tamże, s. 349

[3] Tamże, s. 123

[4] Tamże, s. 347

[5] Tamże, s. 285


Pachinko [Min Jin Lee]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

6 komentarzy:

  1. Interesujące jest dlaczego negatywne stereotypy, pogarda, nienawiść Japończyków w stosunku do Koreańczyków utrzymują się tak długo. A może w ostatnich latach coś się zmieniło? Wydawałoby się, że Japończycy powinni mieć poczucie winy za to, co zgotowali Koreańczykom podczas II wojny światowej. Japończycy nigdy zdaje się nie przeszli takiego procesu odkupienia win (jak Niemcy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że kiedy w grę wchodzi polityka, trudno jest mówić o myśleniu racjonalnym, które ustępuje miejsca emocjom. A o politykach wspominam dlatego, że uwielbiają oni operować stereotypami i uproszczeniami, bo prowadzi to do podziałów, a skłóconą gromadą zawsze łatwiej manipulować czy rządzić. Stąd tego typu relacje jak koreańsko-japońskie pojawiają się w każdym miejscu globu. Żeby nie szukać daleko, to przecież u nas również wciąż mamy problemy z unormowaniem naszych stosunków z Ukraińcami (tutaj cieniem kładzie się Wołyń, ale wielu Polaków zapomina, albo wręcz nie chce wiedzieć, co się działo przed Wołyniem, jak wyglądała walka z nacjonalistami ukraińskimi w II RP, itd.). A Japończycy przeszli ekspiację, tyle, że względem amerykańskiego okupanta, stąd dowódcy czy żołnierze odpowiadali przede wszystkim za zbrodnie wojenne popełnione na amerykańskich żołdakach. Korea Płd. i Japonia były naturalnymi sojusznikami USA w walce z ChRL i Koreą Płn., stąd też Wielki Sam nie chciał prawdopodobnie jątrzyć rany koreańsko-japońskiej, dlatego ta kwestia nie doczekała się należytego rozpatrzenia.

      Usuń
  2. Przyglądam się tej powieści od jakiegoś czasu i czekam na dobry moment na lekturę. Interesujący wydaje się zwłaszcza feminizm w wersji azjatyckiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam i z ciekawością czekam na Twoje wrażenia. Ja swój egzemplarz wypożyczyłem z biblioteki.

      Usuń
  3. Japonia to kraj, który nie wchłania cudzoziemców, nie pozwala im się zaaklimatyzować. Nic dziwnego, że koreańscy bohaterowie nie czuli się w nim dobrze.
    Zapamiętuję tytuł powieści, chciałabym ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze polecam tę książę, bo wg mnie bardzo ciekawie ukazuje trudne japońsko-koreańskie relacje.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)