poniedziałek, 28 stycznia 2019

Melania Mazzucco "Taki piękny dzień" - Uwikłani

Taki piękny dzień

Melania Mazzucco

Tytuł oryginału: Un giorno perfetto
Tłumaczenie: Joanna Wachowiak-Finlaison
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 520
 
 
 
 
Wielki, tak ukochany Rzym, budził się do nagiej rzeczywistości poranka, cały z ulic, placów, kościołów, taki, jaki ukazywał się pasażerom pierwszych autobusów, pijanym snem, i nocnym markom, pijanym muzyką, wychodzącym z dyskotek – miasto po bitwie, które wyłania się z przyboru nocy. Niebo było szare, przygnębiające, zachmurzone. Spełniały się zapowiedzi. To będzie brzydki dzień [1], ale wbrew nie sprzyjającej aurze, może być do świetna sposobność do tego, by zanurzyć się w trzewiach Wiecznego Miasta i spojrzeć na stolicę Italii z punktu widzenia jej mieszkańców. Wystarczy zaufać prozatorskim umiejętnościom włoskiej pisarki Melanii Mazzucco (ur. 1966) i sięgnąć po jej powieść o przekornym tytule Taki piękny dzień.

Utwór to szczegółowo opisana jedna doba z życia kilkunastu bohaterów powiązanych ze sobą mniej lub bardziej subtelnymi zależnościami – godzina po godzinie, począwszy od wczesnego brzasku 4 maja 2004 roku, poprzez poranek, popołudnie i wieczór, aż do narodzin kolejnego dnia, przybliżone zostają losy grupy osób, z których każda ze zgrozą konstatuje, że: Świat mu uciekał, odpływał, rozpadał się (…) [2]. 42-letni mężczyzna, rozwiedziony i obsesyjnie zazdrosny o byłą żonę, nie potrafiący pogodzić się z odejściem partnerki oraz dzieci. 40-letnia kobieta samotnie wychowująca dwójkę pociech, wegetująca w mieszkaniu matki, z trudem wiążąca koniec z końcem, nie mająca pomysłu na wyjście z kiepskiej sytuacji finansowej, a ponadto nieustannie nękana przez byłego męża. 51-letni polityk, którego kontakty z o 20-lat młodszą małżonką stają się coraz bardziej ostygłe, stale lękający się o spadek popularności i publicznego poparcia oraz związaną z tym utratę miejsca w parlamencie. 23-letni młodzieniec, antyglobalista, a zarazem student prawa, który w negacji otaczającej go rzeczywistości i anarchistycznej działalności próbuje odnaleźć zagubiony cel egzystencji. 33-letni nauczyciel mający bzika na punkcie dobrego gustu, bezskutecznie usiłujący nakłonić swojego kochanka do ujawnienia swojej homoseksualnej orientacji i porzucenia rodziny. W małych, prywatnych dramatach występują też dzieci, które z trudem akceptują rozbieżności pomiędzy obietnicami składanymi przez dorosłych, a zastanymi realiami. Wszyscy protagoniści dźwigają na swoich barkach różnej wielkości bagaże doświadczeń, przeważnie w pojedynkę zmagając się z podmuchami nielitościwej fortuny, która wydaje się ciągle sypać piaskiem po oczach.

Dzieło Mazzucco można traktować jako zbiorowy portret ludzi samotnych, którzy poniekąd sami skazują się na izolację i odtrącenie. To osobnicy, którzy zanurzają się w swoich niepowodzeniach i klęskach, zapominając, że życie daje nam niejedną szansę, by osiągnąć sukces; których egoizm i koncentracja na własnej osobie nie pozwalają dostrzec problemów innych. Pod tym względem Taki piękny dzień jest studium poświęconym trudnościom międzyludzkiej komunikacji – zrozumienie drugiego człowieka, odgadnięcie intencji kierujących jego czynami czy przewidzenie jego stanów emocjonalnych wynikających z podjętych akcji zdają się być czymś równie pożądanym, co nierealnym, bowiem prawdy o drugim człowieku staramy się odszukać w uproszczeniach i gotowych szablonach (Kto szuka nas w absolutach, którymi definiuje się płeć i role, kto sądzi, że wie, kim jesteśmy, kto nas szuka w życiu, które prowadzimy, widzi tylko cienie, które rzucamy. Ale my nimi nie jesteśmy [3]). Brak wiedzy o bliźnim przejawia się też w tęsknocie do tego, by wieść odmienny, bardziej szczęśliwy byt, tęsknocie opartej na fałszywych wyobrażeniach na temat innych, bowiem każdy z bohaterów jest przeświadczony, że tylko on musi mierzyć się z pasmem wyzwań i kłopotów.

Włoska pisarka sporo miejsca poświęca także wynaturzonym i pokracznym formom, jakie mogą przyjąć międzyludzkie relacje. Mazzucco zwraca uwagę na rytuały, z których ciężko jest się uwolnić czy stereotypy, jakimi wspomagamy się przy ocenie nowo poznanych ludzi – przyjęte konwenanse czy bezmyślnie powtarzane schematy limitują paletę naszych zachowań, bowiem niejednokrotnie, zamiast zdać się na szczerość czy intuicję, robimy to, czego się od nas oczekuje bądź wymaga.

Pisząc o postaciach, jakie przewijają się przez karty książki, należy zaznaczyć, że poszczególne portrety kreślone są z ogromnym pietyzmem i starannością. Wszyscy protagoniści wypadają bardzo wiarygodnie – ich postępowanie to wynikowa zarówno czynników zewnętrznych, cech charakteru jak i odebranego wychowania. Nie mniej fascynującym doświadczeniem jest śledzenie interakcji, jakie zachodzą pomiędzy poszczególnymi postaciami, szczególnie, że ulegają one ciągłym zmianom. Temu bulgotowi towarzyszy też intrygująca fabuła, która rozwija się leniwie i niespiesznie, by poprzez coraz mocniejsze akcenty zmusić nas do nerwowego połykania końcowych stron, naznaczonych wiszącym w powietrzu nieszczęściem, ale i niosącym strzępy nadziei niedopowiedzeniem.

Wisienką na torcie, która powoduje, że obcowanie z książką jest czynnością bardzo przyjemną, są opisy Rzymu. Dzięki Mazzucco gościmy zarówno na peryferiach i w okolicach, o których nie wspomina się w kolorowych przewodnikach (Zaniedbana roślinność, pokrzywy, strzykawki, szmaty, zardzewiałe karuzele – wszędzie upadek [4]), jak i w zabytkowym centrum, obarczonym brzemieniem własnego dziedzictwa (Rzym był miastem zgrzybiałym i nieruchomym, zachwycającym bagnem. Przeszłość nie pozwalała mu mieć przyszłości. Mieszkańcy krążyli w kółko, jak potępieni. Nikt nie wydostawał się z piekielnego kręgu, który został mu przydzielony [5]). Stolica Włoch jawi się również jako tajemnicza, magnetyzująca i kokieteryjna metropolia (Miasto oplatające, które nie potrafi zachować dystansu, jak zbyt wylewna kobieta [5]), wobec której nie można pozostać obojętnym (Rzym daje się kochać, dokładnie jak kobieta, dlatego że ci się podoba, bo sprawia, że się dobrze czujesz, bo cię rozumie, przygarnia i ci odpowiada. Bo, mimo swoich wad i mankamentów, to piękno, w twoich oczach, przewyższa wszystkie inne [6]). Wreszcie dzięki Mazzucco możemy zatopić się w rutynie dnia codziennego i zmierzyć się z pospolitymi problemami wielkich miast (O drugiej po południu ruch samochodowy zatrzymał rzymskie arterie jak zakrzepica. Ulice były podobne rzekom, na których wszystko osiadło na mieliźnie. W samochodach, kołysanych nagłymi podskokami tysiące ludzi były w drodze, nigdzie jednak nie docierając [7]).

Wszystkie wymienione elementy, z których Mazzucco skonstruowała swoją powieść, składają się na bardzo dojrzałe dzieło. Jego tematem pozostają ludzie uwikłani w konwenanse, przywdziewający następne maski, stopniowo godzący się na coraz więcej kompromisów zawieranych z własnym sumieniem, a wszystko w imię egzystencji w społecznej masie. Kolejna intrygująca pozycja wydana w ramach Serii z miotłą.


[1] Melania Mazzucco, Taki piękny dzień, przeł. Joanna Wachowiak-Finlaison, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010, s. 68
[2] Tamże, s. 127
[3] Tamże, s. 446
[4] Tamże, s. 122
[5] Tamże, s. 141
[6] Tamże, s. 369
[7] Tamże, s. 425
[8] Tamże, s. 231

9 komentarzy:

  1. Zgadzam się, że to b. dobra powieść. podobnie jak wcześniej recenzowana przez Ciebie Axelsson. Na podglądzie widzę, że wkrótce będzie czytana Hirvonen - kolejna dobra rzecz z tej serii WAB.;) Kiedyś wydawali rzeczy b. dobre, dzisiaj to już ruletka.;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hirvonen niedawno skończyłem, ale przyznaję, że "Taki piękny dzień" bardziej przypadł mi do gustu. U Finki to natężenie traum z dzieciństwa okazało się dla mnie zbyt męczące i odrobinę wtórne (miałem wrażenie jakby czytał kolejną książkę Majgull Axelsson).

      Usuń
    2. Niestety u Skandynawów traumy rodzinne to jeden z wiodących tematów.;( Ale styl na szczęście inny od Axelsson.;)

      Usuń
    3. Heh, dlatego chyba najlepszym rozwiązaniem jest dawkowanie sobie tego typu prozy.

      Usuń
    4. czytanki anki Czemu niestety? Wszak traumy rodzinne to chyba najczęstsze i najgorsze traumy okresu pokoju.

      Usuń
  2. Kolejna świetna książka, o której piszesz! "Taki piękny dzień" czytałam kilka lat temu i zapamiętałam klimat tej powieści, mistrzostwo w budowaniu postaci i narracji, portret Rzymu, którego mieszkańcy bynajmniej nie są święci. Melania Mazzucco pozostaje moją ulubioną pisarką, doskonałą zwłaszcza w tworzeniu perspektywy kobiet. Inne jej książki także bardzo dobrze wspominam i oczywiście polecam, jeśli ich nie znasz (mam na myśli "Tak ukochaną" i "Vitę"; "Limbo" jeszcze nie czytałam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero poznaję Melanię Mazzucco. Nie tak dawno skończyłem właśnie "Tak ukochaną", ale przyznaję, że "Taki piękny dzień" bardziej mi się spodobał. Przyznaję, że szczególnie początkowo mocno drażniła mnie osoba Annemarie Schwarzenbach - takie trochę rozkapryszone dziecko, które nigdy nie zetknęło się z problemami, jakich doświadczają biedniejsi ludzie.

      Usuń
  3. Dzieci otrzymują fragmenty z własnej perspektywy? I prezentują się wiarygodnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i wg mnie wypadają bardzo zgrabnie. Zarówno portret nastolatki przechodzącej okres buntu i poddającej krytyce swoich rodziców, jak i nieco nieporadnego chłopca, który w matce odnajduje schronienie przed okrutnym światem.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)