poniedziałek, 14 stycznia 2019

Marianne Bruns "Dziewiąty syn Wita Stwosza" - Posąg a człowiek

Dziewiąty syn Wita Stwosza

Marianne Bruns

Tytuł oryginału: Der neunte Sohn des Veit Stoß
Tłumaczenie: Eugeniusz Wachowiak
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 269
 
 
 
 
Cechą znamienną dla postaci żyjących przed wiekami – czyli w czasach, do których nie sięga pamięć pojedynczego człowieka – jest ich posągowość. Jednostki, którym udało uniknąć się zapomnienia, zastygają w wybranych pozach – pokryci wiekową patyną, uwięzieni zostają w sidłach lapidarnych haseł, którym towarzyszy zwięzły biogram. Jeśli jednak zeskrobać tą zmatowiałą warstwę to okazuje się, że kryje się pod nią człowiek z krwi i kości, którego byt, podobnie jak nasz, przesiąknięty jest całą paletą uczuć, począwszy od momentów wielkiej chwały, poprzez druzgoczące klęski, a na szarej rutynie dnia codziennego skończywszy. Całkiem udanego zabiegu odbrązowienia dokonała Marianne Bruns, niemiecka pisarka, autorka powieści Dziewiąty syn Wita Stwosza, wydanej przez Państwowy Instytut Wydawniczy w ramach serii Klub Interesującej Książki.
 
Głównym bohaterem utworu jest Bastian Gruber, pochodzący z Krakowa młody bakałarz, który po latach tułaczki po Europie postanawia osiąść w Norymberdze, gdzie w roli czeladnika przyucza się do zawodu (Od czasu swego dzieciństwa licząc, miał za sobą trzynaście lat studiów przerwanych na zajęcia, które miały niewiele wspólnego ze studiami, ale były dla życia nieodzowne [1]). Marzeniem Bastiana jest praktyka lekarska, tyle, że majster, u którego terminuje młodzieniec nie jest lekarzem (Nie był nawet magistrem ani doktorem. Był natomiast łaziebnikiem i słynnym litotomistą oraz chirurgiem [2]). Przybycie Bastiana do Norymbergi zbiega się z okresem, kiedy w mieście na powrót mieszka i tworzy Wit Stwosz (Veit Stoß), niemiecki rzeźbiarz, grafik i malarz, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli późnego gotyku w rzeźbie. Wydaje się, że to skrzyżowanie się dróg Bastiana i mistrza Stwosza nie jest przypadkowe, jako, że oboje znają się jeszcze z czasów krakowskich, kiedy powstawał Ołtarz Mariacki.

Mimo, iż to Bastianowi towarzyszy trzecioosobowy narrator, relacjonujący jego przygody i przeżycia, to jednak Wit Stwosz jest centralną postacią powieści. Ukazany zostaje profil psychologiczny mistrza, który jawi się jako osoba zaborcza, apodyktyczna, o wybuchowym charakterze, a do tego uparta i pełna zacietrzewienia, bardzo poważnie traktująca takie sprawy jako honor oraz dobre imię – to typowy indywidualista, z którym współżycie bądź współpraca oznacza przebywanie u boku człowieka (…) surowego i namiętnego, wymagającego, o gorącym, niepohamowanym temperamencie, zdrowego jak niedźwiedź, ale drażliwego, którego łatwo czymś zranić; ogarniętego ciągłymi wizjami, z których tworzy arcymocne, pełne żaru postacie ludzi świętych lub też złych, albo ogarniętego obraźliwościami, które sam odbiera lub sam zadaje (…) [3]. Jednocześnie widać, że jest to artysta ponadprzeciętny, nieszablonowy, nie akceptujący gotowych wzorców, będący przy tym pewnym własnego talentu. Ponadto, w książce sporo uwagi poświęcono twórczości Stwosza. Marianne Bruns raczy nas licznymi opisami poszczególnych dzieł, dzięki czemu możemy przekonać się, że artysta pozostawił po sobie nie tylko Ołtarz Mariacki – Epitafium Pawła Volckamera w kościele św. Sebalda w Norymberdze, Ołtarz Bożego Narodzenia wykonany dla kościoła karmelitów w Norymberdze, czy Ołtarz Wniebowzięcia Marii wyrzeźbiony dla kościoła parafialnego w Szwaz, w Tyrolu to część ze wspomnianego (przypomnianego?) przez Bruns dorobku mistrza.

Mimo iż Wit Stwosz to kluczowa postać, to nie mniej interesującym protagonistą jest Bastian Gruber. Ten fikcyjny bohater to poszukiwacz wiedzy i przygód. Za jego sprawą Marianne Bruns zdaje się podkreślać, że postęp możliwy jest dzięki ludziom, którzy mają odwagę kontestować ustalony porządek rzeczy, którzy buntują się przeciwko sztywnym regułom, którzy nie boją się powątpiewać, którzy są świadomi faktu, że nie ma rzeczy ustanowionych raz na zawsze. Tylko tacy osobnicy potrafią otworzyć się na nowe doświadczenia, przestać ślepo i bezmyślne podążać utartą ścieżką czy przyznać się do błędu, co niezbędne jest do tego, by dokonać przełomowego odkrycia.

Nie mniej intrygującym elementem utworu jest tło historyczne, na którym rozpostarto opisywane zdarzenia. Przełom XV i XVI wieku to okres wielkich, wręcz rewolucyjnych zmian, których duch wyczuwalny jest na kartach dzieła. Szczególnie ciekawe, ale i wartościowe są przytaczane epizody, o których rzadko wspomina się w szkolnych podręcznikach – trudna sytuacja żydowskiej mniejszości za panowania cesarza Maksymiliana I Habsburga (Judengasse… Nie mieszka tam już żaden Żyd. Przywilej cesarza Maksymiliana, nadany Norymberdze z jego łaski, zezwalał na wywłaszczenie i wywiezienie wszystkich Żydów za to, że w 1494 roku ściągnęli oni na miasto zarazę [4]), realia i okoliczności, w jakich powstawały wielkie dzieła mistrzów Renesansu ((…) ci, którzy opowiadali o ołtarzu, wciąż jeszcze mówili o nim z niejakim podnieceniem, albowiem, jak słyszał, w świętych postaciach dwunastu apostołów można rozpoznać niektórych panów z rady… [5]), wątek przywódcy powstania chłopskiego Joßa Fritza czy postrzeganie chirurgii jako nauki nieczystej, którą nie para się żaden szanujący się medyk to tylko część z przytaczanych przez Marianne Bruns detali i smaczków.

Książka, z racji osoby Bastiana, przywodzi na myśl inną pozycję wydaną przez Państwowy Instytut Wydawniczy – Kamień filozoficzny pióra Marguerite Yourcenar, której bohaterem jest Zenon. Obaj mężczyźni to ludzie o otwartych umysłach i głodni wiedzy, a poprzez przedstawienie ich losów, mamy możliwość poznać codzienną egzystencję ówczesnych ludzi. Oprócz tego, obie pisarki tkają swoje opowieści zarówno z faktów jak i płodów własnej fantazji, których połączenie skutkuje uzyskaniem barwnej panoramy epoki. 

Reasumując, Dziewiąty syn Wita Stwosza to bardzo dobra powieść historyczna, dzięki której czytelnik zyskuje sposobność, by dowiedzieć się jak wyglądało (albo jak mogło wyglądać) życie Wita Stwosza po opuszczeniu Krakowa i przybyciu do Norymbergi. Polecam! 

[1] Marianne Bruns, Dziewiąty syn Wita Stwosza, przeł. Eugeniusz Wachowiak, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1991, s. 6
[2] Tamże, s. 6
[3] Tamże,  s. 76
[4] Tamże, s. 10
[5] Tamże, s. 17

2 komentarze:

  1. Co prawda ni sama epoka, ni też główny bohater niezbyt mnie pasjonują, to sama powieść zapowiada się ciekawie. A i ta seria wydawnicza ma swój urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że po książkę sięgnąłem przez przypadek, nie kierując się względami historyczno-biograficznymi. Swego czasu szukałem w bibliotece czegoś napisanego przez kobietę i kiedy rozglądałem się po półkach moją uwagę przykuła charakterystyczna okładka KIK-u.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)